Masz już blog? Dodaj wpis po zalogowaniu.

Załóż swojego bloga

06.03.2014 13:08

Sebastian Kseniuk: Częstochowa to dobre miasto (1)

Od kiedy Częstochowa straciła swoje atrybuty i możliwości jako – miasto wojewódzkie – wydawać się może, że obniżyło ono swoje loty w każdym aspekcie życia miejskiego.

 W kategorii życia społecznego, rozrywki i turystyki – nie zmieniło się jednak zbyt wiele. Jasna Góra – stale przyciąga pielgrzymów i nawet baza noclegowa rozbudowała się do tego stopnia, że niebawem pielgrzymi nie będą musieli korzystać ze wsparcia mieszkańców.

W kwestii architektury jednak zmiany są bardzo dotkliwe dla wizerunku miasta. Brak pomysłu na charakter zabudowy przestrzeni miejskiej i brak całościowej koncepcji – powoduje, że realizowane są inwestycje w miejscach, które zaburzają koloryt architektoniczny miasta.

A przecież było to miasto pięknych budowli, wyraźnego neogotyku i modernizmu. Wiele inspiracji przez dziesięciolecia nawiedzało to miasto pisząc jego historie na wzór wartkiej powieści z zaskakującymi zwrotami akcji.

 

Kościół św. Jakuba

 

źródło: http://www.caprea.com.pl

Najpierw była to niewielka kaplica, gdzie chorzy i zmęczeni pielgrzymi mogli przede wszystkim liczyć na pomoc lekarską. W XVI w. nie można było oczywiście liczyć podczas pielgrzymki na wsparcie, a nawet źle postrzegane było poddanie się w wędrówce i zawrócenie. Dlatego też do Częstochowy często docierali ludzie zmęczeni i wykończeni fizycznie. Szli przecież także ludzie chorzy z nadzieją na cudowne uzdrowienie. Z biegiem czasu – kaplica stała się dużym ośrodkiem leczniczym w czasie pielgrzymek. Następnie osiedliły się tam ss. Mariawitki, które wybrały to miejsce aby przeczekać do czasu utworzenia własnego klasztoru. Po opuszczeniu przez siostry – kościół popadał w ruinę. Nie prowadzono tam już kaplicy dla chorych pielgrzymów – przeniosła się ona na południe – za Jasną Górę. Kościół ostatecznie rozebrano a plac stał przez wiele lat pusty i tylko nieliczni pamiętali niewielki kościół, który odwiedziła rodzina królewska.

Dopiero pod panowaniem Carskim zlecono tam zbudowania Cerkwi pod wezwanie św. Cyryla i Metodego. Była to niemal wierna kopia cerkwi św. Marii Magdaleny, która stoi do dzisiaj w Warszawie. Wiernie oddawała ona wszelkie cechy stylu neobizantyjskiego. Ściany wówczas zdobiły piękne ikonostasy.

Kolejny wpływ na historię tego niewielkiego kościoła miała akcja rewindykacji cerkwi prawosławnych w II RP. Z przekonania, że prawosławie to „ruska wiara” - odbierano wyznawcom prawosławia ich świątynie – choć wyznawcy prawosławia w Częstochowie głównie greccy kupcy, którzy osiedlili się tam już w XVII w. Mimo wszystko – cerkiew stała się kościołem katolickim pod wezwaniem św. Zygmunta. Mimo iż nadal wiernie odwzorowywała cechy stylu neobizantyjskiego.

Sprawiedliwością chciały się wykazać władze niemieckie, które w czasie drugiej wojny przekazały niewielkiej grupie ludności prawosławnej kościół, aby zagospodarowała go dla swoich celów wyznaniowych. Nie był to jednak podarunek, który ludność wyznania prawosławnego chętnie przyjęła lecz odbywała się tam nabożeństwa w porządku kalendarza gregoriańskiego.

Kościół wrócił „w ręce” katolików po drugiej wojnie i sukcesywnie pozbawiano go wszelkich oznak prawosławia.

Choć dopiero w latach 70 tych zyskał pierwotny kształt i wizerunek świątyni w stylu wczesnochrześcijańskim.

Piszę bo jak powiedział jeden z najpopularniejszych Polaków na świecie - „Częstochowa to dobre miasto”. I chociaż dziś tego zupełnie nie widać – przez setki lat – zderzały się tutaj kultury i wyznania świata. Jest to jedno z ostatnich wzniesień na Jurze, które było celem wędrówki dla tysięcy ludzi, którzy niegdyś nieśli tutaj swoje najskrytsze marzenia i oczekiwania.

 

Czytaj więcej na blogu Sebastian Kseniuk.

Zobacz także