Najnowsza historia mieszkania - od normatywów do swobody projektowej

12.09.2016 08:31
Opole, fot. Roman Rogalski

Opole, fot. Roman Rogalski (Opole, fot. Roman Rogalski)

W drugiej połowie XX wieku budownictwo mieszkaniowe regulowane było systemem normatywów, narzucających nie tylko wielkość mieszkań, ale i niektóre rozwiązania przestrzenne czy urbanistyczne. Dziś w tej dziedzinie architektury panuje znacznie większa dowolność - wymogów technicznych jest niewiele, a te istniejące mają być wkrótce zniesione. Czy to znaczy, że będzie lepiej? Które z tych rozwiązań lepiej się sprawdzały?

Głód mieszkaniowy - to hasło, z którym spotyka się każdy, badający współczesne dzieje architektury mieszkaniowej. Od czasu, gdy na fali rewolucji przemysłowej lawinowo zaczęła rosnąć liczba mieszkańców miast, mimo wielu prób wdrażania bardzo różnych rozwiązań, przez cały XX wiek mieszkań zawsze było za mało. Właściwie do dziś sytuacja wiele się nie zmieniła - przy czym teraz problemem nie jest brak mieszkań, a ich ceny oraz dominujące w Polsce przekonanie, że mieszkanie należy sobie kupić na własność - na co nie każdego stać (system mieszkań komunalnych praktycznie nie istnieje, a rynek lokali na wynajem także nie jest przyjazny mniej zarabiającym).

Jako pierwsi metod poradzenia sobie z głodem mieszkaniowym szukali spółdzielcy, działacze społeczni oraz architekci-moderniści w pierwszych latach XX wieku. Pamiątką ich działań są na przykład osiedla Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej (Na Żoliborzu i Rakowcu - zbudowane przed wojną, na Mokotowie, Pradze i Kole - tuż po wojnie), zespoły niewielkich, kameralnych bloków o prostych, geometrycznych formach, kryjące małe lokale mieszkalne. Wtedy uważano, że 30-36 m2 metrażu mieszkania zapewniało minimum egzystencji. Aby zoptymalizować wykorzystanie tej niewielkiej przestrzeni, usuwano z mieszkań niektóre funkcje (np. na osiedlu powstawały dostępne dla wszystkich mieszkańców pralnie i łaźnie oraz domy społeczne, służące do spotkań, wypoczynku, nauki). Choć z dzisiejszej perspektywy te maleńkie i niskie mieszkania wydają się niewygodne, trzeba pamiętać, że w pierwszych dekadach XX wieku były atrakcyjną ofertą dla mniej majętnych mieszkańców miast - bo alternatywą były najczęściej nie mniej ciasne, ciemne, wilgotne, pozbawione ogrzewania czy dostępu do wody sutereny kamienic.

Normatywy

Wybuch wojny przerwał działania architektów spod znaku awangardy, marzących wraz z działaczami spółdzielczymi o poprawie losu osób mniej zarabiających. A wojenne zniszczenia wymusiły wdrożenie nowych koncepcji urbanistycznych i architektonicznych, mających szybko zapewnić dach nad głową wielkiej masie osób, których domy zostały zrujnowane. Przez cały okres trwania PRL-u budownictwo mieszkaniowe było przez władze państwowe traktowane priorytetowo (z różnym skutkiem, na co wpływ miały zarówno zmieniająca się sytuacja polityczna, jak i ekonomiczna). Monopolizujące zarówno system projektowania, jak finansowania i realizacji budów władze szybko wprowadziły szereg regulacji, które miały usprawnić, przyspieszyć i zoptymalizować produkcję mieszkań. Już w 1947 roku uznano, że minimalna powierzchnia użytkowa mieszkania to 11m2 na osobę. Gdy w 1956 roku upadła doktryna socrealizmu (m.in. dlatego, że budowane w tej stylistyce mieszkania były zbyt drogie, wymagały zbyt dużo nakładów pracy i materiałów), nastąpił powrót do koncepcji modernistycznych. Okazało się, że idea prefabrykowanych, prostych, luźno rozstawianych wśród zieleni bloków najlepiej sprawdza się, gdy trzeba budować szybko, tanio i z zapewnieniem minimum wygód.

Porównanie normatywów

W 1959 roku ustalono pierwszy normatyw, czyli wytyczne, dotyczące metrażu dla budynków mieszkalnych. I tak dla dwuosobowego mieszkania (M-2) ustalono powierzchnię 24-30 m2, dla M-3 było to 33-38 m2, dla M-4 - 42-48 m2. W 1974 roku normatyw uległ zmianie: teraz mieszkanie dla dwóch osób miało mieć 30-35 m2, dla trzech - 44-48 m2, dla czterech 56-61 m2. Jako że w tamtym czasie budynki mieszkalne wznoszono wyłącznie z użyciem znormalizowanych elementów prefabrykowanych, łatwo było się owych normatywów trzymać - praktycznie nie powstawały domy w nich się nie mieszczące. Mieszkania były więc dość ciasne, miały małe łazienki (ale ciemne kuchnie w latach 70. już raczej nie powstawały, były bardziej popularne w budownictwie lat 60.) - za to powstało ich dużo: w latach 1970-1985 wybudowano ok. 3,5 mln nowych mieszkań, co stanowiło 75% zakładanego przez władze państwowe planu. Niewygody małych mieszkań częściowo rekompensowało ich otoczenie. Bloki stawiano bowiem w dużych odległościach od siebie, planowano wokół nich zieleń, przestrzenie wspólne, alejki, ławki (powstawały z opóźnieniem, trudno jednak zaprzeczyć, że na wielkopłytowych osiedlach miejsca pomiędzy domami było dużo). Dzięki temu mieszkania były zwykle jasne, nic nie zasłaniało widoku z okien.

Kryzys ekonomiczny, który dotknął Polskę pod koniec lat 70., a swoją szczytową postać przybrał w kolejnej dekadzie zahamował proces budowy mieszkań. Zniknął monopol państwa jako inwestora, na rynku materiałów budowlanych przestały dominować tzw. fabryki domów, zaprzestano też projektowania kolejnych dużych osiedli. Po 1989 roku mieszkalnictwo w Polsce rozwijało się bardzo powoli - musiało minąć trochę czasu, aby w nowej politycznej i ekonomicznej rzeczywistości rozwinął się system bankowych kredytów hipotecznych oraz procesy zakupu ziemi przez inwestorów - deweloperów. Po roku 2000 znów nastąpił boom w dziedzinie budownictwa mieszkaniowego, choć działało już ono na zupełnie innych zasadach. Zostało sprywatyzowane: bloki zaczęli budować deweloperzy, mieszkania trafiły na wolny rynek, który kształtował ich ceny. Na ten proces wpływ miały też banki, regulując zasady przyznawania kredytów hipotecznych.

 

20.07.2016 Warszawa . Budynek przy ulicy Ringelbluma 2 . Fot. Adam Stepien / Agencja Gazeta SLOWA KLUCZOWE: wola dzielnica kolo ilustracjaADAM STĘPIEŃ

W tej nowej sytuacji normatywy przestały obowiązywać - nikt już nie posługuje się terminami M-2 czy M-4. Mimo to pewne zasady i regulacje wciąż obowiązują. Na przykład we współcześnie budowanym mieszkaniu jednopokojowym pokój nie może mieć mniej niż 16 m2. Szerokość pokoju sypialnego dla 1 osoby powinna wynosić minimalnie 2,2m, dla dwóch osób - min. 2,7 m. kuchnia w mieszkaniu jednopokojowym nie może być węższa niż 1,8 m, a w lokalu wielopokojowym niż 2,4 m. Wyznaczona jest też minimalna wysokość lokalu mieszkalnego - 2,5m. Bardzo niewiele regulacji dotyczy także zagospodarowania osiedli, np. odległości między domami (przepis mówi: "Odległość budynku mającego pomieszczenia przeznaczone na pobyt ludzi od innych obiektów powinna umożliwiać naturalne oświetlenie tych pomieszczeń (...) Warunek ten uznaje się za spełniony, jeżeli odległość od obiektu przesłaniającego jest: 1) nie mniejsza niż jego wysokość - dla obiektów przesłaniających o wysokości do 55 m włącznie, 2) nie mniejsza niż 55 m - dla obiektów przesłaniających wyższych niż 55 m"). Rozporządzenie mówi też o dostępie światła dziennego do wnętrz mieszkalnych, np. w zabudowie śródmiejskiej minimalny czas nasłonecznienia mieszkania wynosi 1,5 godziny. Każdy z nas, kto był na nowo powstałym osiedlu mieszkaniowym wie, jak blisko siebie dziś buduje się domy, jak ciasno zabudowuje działki. To zmiana w stosunku do czasów PRL: dziś mieszkania zwykle są większe i wygodniejsze, ale za to za oknem widać najwyżej sąsiada z przeciwka.

Koniec norm?

W 2017 roku Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa chce znieść przepisy dotyczące limitów przy budowie mieszkań. Tym samym będzie można budować mieszkania o powierzchni 18 m2, a nawet mniejsze. Tomasz Żuchowski, wiceminister infrastruktury i budownictwa na łamach "Rzeczpospolitej" tłumaczył: "Takie ograniczenia zdaniem ministerstwa, ale też ekspertów, są zbędne. - To rynek powinien dyktować, jak mają wyglądać nasze mieszkania, a nie przestarzałe uregulowania prawne". Czy czeka nas wysyp bloków wypełnionych mikroskopijnymi kawalerkami, podczas gdy na nieco większe mieszkanie stać będzie tylko majętnych mieszczan? Czy rzeczywiście normatywy i regulacje należy usunąć, jako relikt przeszłości?

ZOBACZ ZDJĘCIA >>>

Zobacz także
Komentarze (5)
Najnowsza historia mieszkania - od normatywów do swobody projektowej
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • avatar

    Gość: klaps

    Oceniono 9 razy 9

    18m2 i mniejsze... zawsze można mniejsze - jak siedzenia w autobusach i samolotach mogą być jeszcze ciaśniej ustawione. stanowczo nie wszystko powinien regulować rynek bo spora grupa ludzi pozostanie skrzywdzona przez chciwość. mieszkania jak i urbanistyka - to pole do takich właśnie nadużyć.

  • avatar

    Gość: gość

    Oceniono 2 razy 2

    18 m2 to przecież spory apartament, przypomnijcie sobie, że obiecano nam drugą Japonię.

  • Bogdan Jurak

    Oceniono 1 raz 1

    Mieszkałem blisko 40lat w blokowisku 49m2 nikomu teraz nie zyczę takich przeżyć.Wielka płyta, pękające złącza płyt stropowych, zimno i wysoko.Byłem we Włoszech i w towarzystwie włochów pochwaliłem sie mieszkaniem 49m2 to mnie wyśmiali.Bo włosi mają garaże 50m2.

  • avatar

    Gość: verseau

    Oceniono 1 raz 1

    i skonczy sie na tym ze klatki beda kosztowac tyle samo co dzisiejsze kawalerki a te wieksze beda mialy absurdalne ceny. Oj chyba przedmiescia małymi domkami sie zasypią...

  • avatar

    Gość: Pasman Teria

    Oceniono 2 razy 0

    Mieszkanie o powierzchni 18 m2 ? Chce się budować hotele, a mieć prawno-finansowe korzyści, jak z budowy budynków mieszkalnych...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX