Fenomenalna Zaha

Anna Cymer

To jedno z najgłośniejszych dziś nazwisk w światowej architekturze. W londyńskim Design Museum trwa wielka wystawa dorobku Zahy Hadid. Na czym polega fenomen pierwszej sławnej kobiety architekta?

Dwa piętra galerii zajęły makiety budynków, szkice i rysunki, papierowe modele oraz meble i przedmioty codziennego użytku projektu Hadid, która w tym roku obchodzi 30-lecie pracy zawodowej. Rok temu - także jesienią - podobną ekspozycję przygotowało nowojorskie Guggenheim Museum. Dwie tak duże wystawy (mniejszych odbyło się już kilka) prezentujące rzadko pokazywaną w muzeach twórczość architektoniczną to dowód na wyjątkową pozycję Zahy Hadid we współczesnej kulturze.

Architektka urodziła się w 1950 roku w Bagdadzie, w inteligenckiej rodzinie - jej ojciec był przemysłowcem i liberalnym politykiem. Uczyła się w szkole prowadzonej przez katolickie zakonnice, dziś jest muzułmanką. Nie lubi jednak opowiadać o szczęśliwym dzieciństwie w Iraku, bo - jak sama mówi - dziś zapewne zostałaby źle zrozumiana.

Po studiach matematycznych na uniwersytecie w Bejrucie wyjechała do Londynu i w 1972 roku zaczęła się uczyć w słynnej szkole Architectural Association (skończyli ją m.in. Will Alsop, Richard Rogers, sir Nicholas Grimshaw i Rem Koolhaas). To właśnie Koolhaas dostrzegł talent młodej Irakijki i zaproponował jej pracę w swojej pracowni Office for Metropolian Architecture (OMA). Współpraca nie trwała jednak długo - Koolhaas przyznał po latach, że "Zaha jest planetą, która porusza się po własnej orbicie" - ma własną wizję architektury i nie umie się dostosować do czyichś oczekiwań.

Początki założonej w 1979 roku własnej pracowni Hadid nie były łatwe. Przez pierwsze lata wygrywała prestiżowe konkursy, ale nic nie budowała. Jedną z najbardziej niezwykłych porażek Irakijki był konkurs na gmach opery w Cardiff w Walii ogłoszony w 1994 r. Lokalne władze chciały zbudować nową ikonę miasta, na wzór Muzeum Guggenheima w Bilbao. Wygrał projekt Hadid, która zaproponowała - jak później pisano - naszyjnik z kryształów oplatający główny plac w mieście. Jednak władze uznały wybór jury za "zbyt kontrowersyjny" i rozpisały drugi konkurs. Ten także wygrała Zaha. Wtedy miasto w ogóle wycofało się z budowy i gmach opery nie powstał (w jego miejscu zaplanowano boisko do rugby).

Choć już pierwszy wygrany konkurs (w 1982 roku) przyniósł architektce rozgłos, i ten budynek nigdy nie powstał. Był to The Peak - klub sportowy na szczycie wzgórza w Hongkongu. Architekt Andrzej Kiciński, który także brał udział w tym konkursie, wspomina, że największe wrażenie robiły rysunki Hadid ujawniające już wtedy jej niezwykłą wyobraźnię przestrzenną. Te pełne ekspresji prace z pogranicza architektury i grafiki mogłyby być samodzielnymi dziełami sztuki.

Przez wiele lat uważano Hadid za "papierowego architekta", którego wizje rysunkowe są niemożliwe do zbudowania. Ona sama opowiada o swojej fascynacji twórczością radzieckich konstruktywistów - Kazimierza Malewicza i El Lissitzky'ego. Zanim zaczęła projektować budynki, malowała obrazy inspirowane ich geometrycznymi kompozycjami, do dziś fascynuje się ich utopijnymi wizjami architektonicznymi. Dwie pierwsze realizacje Hadid - niewielka remiza strażacka na terenie słynnej fabryki mebli Vitra w Weil am Rhein (z 1994 roku) i skocznia narciarska w Innsbrucku (z 2002) - mają także bardzo geometryczne formy. Pierwszym dużym zrealizowanym projektem Hadid, który od razu okazał się sukcesem, było Centrum Sztuki Współczesnej w Cincinnati w Ohio zbudowane w latach 2001-03. Ten złożony z białych i czarnych prostopadłościanów gmach przyniósł Hadid architektonicznego Nobla - nagrodę Pritzkera. Odebrała go 31 maja 2004 roku - nie tylko jako jedyna kobieta w jego blisko 30-letniej historii, ale też jako architekt z jedną tylko dużą realizacją na koncie (a Pritzkera przyznaje się za całokształt twórczości).

Po Pritzkerze kariera Hadid nabrała tempa. W 2005 roku powstało jej najwyżej cenione dzieło - Centrum Naukowe "Phaeno" w niemieckim Wolfsburgu. Ewa P. Porębska, redaktor naczelna miesięcznika "Architektura Murator", uważa, że ta budowla przełamała schematy myślowe na temat architektury, nie tylko w sensie przestrzennym czy artystycznym, ale także technicznym - łącząc tradycyjne i najbardziej innowacyjne techniki projektowania i realizacji. Tym, co wyróżnia Hadid, jest zupełnie nowe myślenie o przestrzeni. "Stawiam wyzwanie normom i przyzwyczajeniom" - mówi Irakijka i rzeczywiście traktuje budynek w sposób dotąd nieznany. W Phaeno okna "wędrują" po ścianach, elewacje wyginają się i niespodziewanie kurczą, we wnętrzu nie ma uporządkowanego podziału na piętra. Cały budynek "unosi się nad ziemią" - stoi na niesymetrycznych, betonowych nogach różnej wysokości, między którymi można spacerować. Andrzej Kiciński zwraca uwagę, że projekty Hadid trudno opisać zarówno słowami, jak i wzorami - jakby wychodziły poza przyjętą na świecie geometrię kartezjańską. Nie jest to architektura łatwa do zrozumienia. Budowane w tej chwili Centrum Sztuki Współczesnej we włoskiej miejscowości Cagliari w ogóle nie przypomina budynku -wygląda jak obły, pełen niesymetrycznych otworów stwór wynurzający się z morskiej wody. Podobnie niezwykłe jest Muzeum Sztuki Współczesnej w Rzymie, zbiór wijących się pomiędzy gęstą zabudową miasta tub i listew.

Operę w Guangzhou w Chinach czy Centrum Sztuki w Abu Zabi (gdzie po sąsiedzku pracują Frank Gehry, Tadao Ando i Jean Nouvel) - także w trakcie budowy - trudno opisać słowami. Ich nieregularne formy nie zawierają rozpoznawalnych brył geometrycznych. Nawet dzieła inżynieryjne, jak zaprojektowane dla Abu Zabi i Paryża mosty, bardziej przypominają poskręcane organiczne twory niż racjonalnie pomyślane struktury. Autor siedziby warszawskich sądów i Biblioteki Uniwersyteckiej prof. Marek Budzyński mówi wprost: to skrajny, pusty formalizm. Samą Hadid wiele osób uważa za gwiazdę wykreowaną przez media i inwestorów. Prof. Budzyński widzi w tym objaw choroby współczesnej cywilizacji, która w pogoni za efektem zapomina o człowieku - a to przecież jemu ma służyć architektura. Jako przykład podaje osiedle Spittelau, które Hadid zaprojektowała w 2005 roku w Wiedniu. Nieregularne bloki o ukośnych ścianach ustawiono na słupach nad torami kolejowymi, tuż obok wiaduktu autostrady. Gdy się je mija przejazdem - wyglądają ciekawie, ale mieszkać się w nich nie da. Zdaniem profesora Budzyńskiego szalone pomysły mają rację bytu w małych realizacjach, jak remiza Vitra, "architektoniczny bibelot", ale nie sprawdzają się w budownictwie mieszkaniowym. Ewa P. Porębska ujmuje to inaczej: Hadid po prostu projektuje ikony.

Taką ikonę mogliśmy mieć w Warszawie. Hadid zgłosiła się do konkursu na gmach Muzeum Sztuki Nowoczesnej ogłoszonego w grudniu 2005 roku. Jednak gdy konkurs odwołano z powodu kontrowersji wokół regulaminu (zagraniczni architekci musieli m.in. udowodnić opłacenie składek ZUS i dołączyć zaświadczenie o niekaralności), w jego drugiej edycji już nie wystartowała.

Kuratorzy wystawy w Design Museum nazwali jej budownictwo "modernizmem barokowym". Porównali ją z architektem z początku XVII wieku, Francesco Borrominim, w którego budowlach ściany uginały się jakby pod naciskiem kolumn i ornamentów, a fasady kościołów falowały. I który także początkowo nie zyskiwał uznania.

Wystawa w londyńskim Design Museum trwa do 25 listopada

Anna Cymer, Gazeta Wyborcza

Skomentuj:

Fenomenalna Zaha