Architekt w przebraniu, czyli zabawy z architekturą

Pewnego czerwcowego popołudnia berlińczyków powitały spacerujące po ulicach budynki. Robiły to, co każdy turysta w Berlinie robić powinien: zwiedzały! Nie były to rzecz jasna prawdziwe budynki, lecz architekci przebrani za swoje projekty.

 

 

Projektanci z biura Fantastic Norway w ten nietypowy sposób prezentowali swój dorobek na odbywającym się w czerwcu w Berlinie międzynarodowym festiwalu designu. Budynki jeździły metrem, udały się na przejażdżkę rowerem i obowiązkowo zrobiły sobie kilka pamiątkowych fotografii. Tematem wystawy, na którą zaproszono norweskie biuro, było podróżowanie. Architekci nie wyobrażali sobie zatem innej metody przekazu, jak kontakt z miastem i jego mieszkańcami. Budynki projektu Fantastic Norway po prostu przyjechały do Berlina.

 

 Walking Berlin - happening architektów z pracowni Fantastic Norway

 

Happening norweskich architektów może być traktowany z przymrużeniem oka. Mimo to pokazuje, iż architektura może wyrwać się poza ściany budynków i opuścić deski kreślarskie, nie tylko w postaci murowanej. Choć architektura, to jak najbardziej poważna materia, jej twórcy dosyć często sięgają po działania uważane za niepoważne, futurystyczne lub nieszablonowe, i niekoniecznie po to, by wypromować nazwisko. Historia pokazał, iż wiele pomysłów uważanych na początku za żart lub szaloną wizję trwale zmieniło myślenie przyszłych pokoleń.

 

 

Architektura jest fantastyczna

 

Na pytanie jak będzie wyglądała przyszłość świata próbowali odpowiedzieć prawie wszyscy: naukowcy, pisarze, artyści, myśliciele. Pytanie to nie ominęło również architektów, którzy uciekając się do niczym nie skrępowanej wyobraźni serwują nam własną wizję przyszłości. Architektura fantastyczna, nazywana także utopijną lub wizyjną, nie polega na rozwiązywaniu problemów współczesności. Jej zadaniem jest przede wszystkim wymyślanie nowych obszarów dla architektury i odpowiedź na pytanie: co by było gdyby? Architektura fantastyczna nie ma ograniczeń finansowych i technologicznych, nie ma inwestorów i kapryśnych klientów oraz biurokratycznych przepisów. Jest za to swoboda myślenia i odwaga tworzenia. Za patronów tego nurtu uznaje się Antonia Gaudiego, Władimira Tatlina oraz Buckministera Fullera. Ten ostatni w sposób szczególny zapisał się w historii i to nie tylko architektury. Większość ze swoich projektów zrealizował, choć nie przyjęły się za jego życia. Fullera znacznie wyprzedził swoją epokę. Najważniejszy z jego projektów- kopuła geodezyjna - to ogromna struktura, która miała przykryć ziemię. Kopuła oparta była o kratownicę i pokryta została wielokątami foremnymi.

 

 

Buckminister Fuller i model kopuły geodezyjnej

 

Projekt Fullera okazał się na tyle nowatorski, iż zainspirował twórców z różnych dziedzin. Na konstrukcji kopuły geodezyjnej oparty był wzór piłki nożnej zatwierdzony przez FIFA i używany do 2006 roku. Na cześć ''Buckiego" odkrywcy nowej odmiany alotropowej węgla  nadali nowym cząsteczkom nazwę ''fulereny'', gdyż przypominały najsłynniejszy projekt wizjonera. Fuller wyprzedził swoją epokę o wiele dekad. Oprócz architektury pasjonowała go także motoryzacja. Dymaxion to nietypowy, jak na czasy w których powstał samochód. Ten mikrobus nie był podobny do niczego, co na początku lat 30-tych ubiegłego wieku poruszało się po amerykańskich drogach. Wyprodukowany jedynie w trzech egzemplarzach nigdy nie trafił do szerszego obiegu pozostał wyrazem fascynacji Fullera techniką i motoryzacją.

 

 

 

Nikt tak nie potrafił się bawić architekturą, jak członkowie brytyjskiej grupy Archigram. Ich przewrotne pomysły wstrząsnęły skostniałym środowiskiem architektów. Powstanie grupy przypada na początek ery Beatlesów, triumf pop-artu i kultury masowej. Inspirowały ich komiksy, science fiction, projekty Buhausu i Buckminister Fuller, jak również powstawanie społeczeństwa masowego, loty kosmiczne NASA oraz podwodne podróże Jacquesa Cousteau. Technologiczno - popkulturowa mieszanka stała się znakiem rozpoznawczym Archigramu. Projekty przedstawiające pomysły grupy, to nie tylko przykład futurystycznej architektury, ale również doskonale dopracowane plakaty i grafiki. Najsłynniejszym projektem jest Walking City autorstwa Rona Herrona - miasto przemieszczające się na ogromnych kończynach, tak długo dopóki mieszkańcy nie znajdą odpowiedniego do życia miejsca. Grupa proponowała jednak wiele futurystycznych rozwiązań, jak chociażby Suitaloon - mini mieszkanie noszone przez mieszkańca jak ubranie lub Plug-in-City Petera Cooka, będące wielką megastrukturą, w którą mogą być wbudowywane pojedyncze mieszkania. Choć na początku nikt nie traktował Archigramu poważnie dziś uważani są za klasyków teorii architektonicznej.

 

Architektury wizyjnej nie byłoby również bez Jana Głuszaka  - genialnego wizjonera z Tarnowa. Głuszak studiował architekturę i tworzył pod pseudonimem Dagarama. W trakcie studiów zachorował na schizofrenię, która zdominowała całe jego życie. Pomimo to nie przestał projektować. Choć jego futurystyczne wizje znalazły uznanie na całym świecie, zmarł zapomniany w szpitalu dla umysłowo chorych.

 

 

 

Domy dla kilu milionów osób, latające osiedla w kształcie spodków, czy wielokilometrowe budynki z przezroczystych tworzyw sztucznych, które jak słoneczniki obracają się za słońcem - pomysły tak często dziś powielane. Prace Głuszaka znalazły się w wielu zagranicznych publikacjach i bez wątpienia jest on jednym z najważniejszych polskich architektów wizjonerów.

 

Współcześni futuryści i fantaści architektury proponują nam pływające miasta, unoszące się nad ziemią domy, podwodne osiedla, mieszkania w kosmosie, roboty zjadające rozrastające się miasta. Być może tak, jak ich poprzednicy zainspirują przyszłe pokolenia, a ich pomysły zostaną wcielone w życie.

 

 

 

CV08 - robot zjadający przedmieścia. W wyniku światowego kryzysu w 2019 roku centra miast staną się przeludnione, a przedmieścia odzyskają dawne oblicze dzięki gigantycznym robotom

 

 

Architektura to sztuka

 

Architektura, to również pożywka dla artystów, którzy korzystając z nieskrępowanej wyobraźni poddają ją obróbce. Gordon Matta - Clark, amerykański artysta, z wykształcenia architekt, zasłynął dzięki drastycznym interwencjom w tkankę miejską. Jego prace to dosłowna zabawa architekturą. Swoje działania dokumentował na taśmie filmowej. ?Cięcia", jak nazywał swoje projekty Matta-Clark, to drastyczne i krótkotrwałe przedsięwzięcia, które przyniosły artyście rozgłos. Najsłynniejsza z akcji, ?Splitting" z 1974 roku powstała w ramach wystawy plenerowej Artpark '74.

 

 

W opuszczonej dzielnicy Engelwood, gdzie większość domów przeznaczona została do rozbiórki, Matta-Clark dokonał swojego najgłośniejszego ?cięcia". Typowy amerykański dom jednorodzinny, który zobaczyć można na prawie każdym przedmieściu, Matta-Clark przeciął na pół. Rozpołowiony dom podniesiono ponad mury fundamentów, co spowodowało, iż pomiędzy dwoma połówkami powstała wąska szczelina. Akcje próbowano interpretować jako dosadną diagnozę amerykańskiego społeczeństwa, rozpad więzi rodzinnych, niektórzy dopatrywali się nawet akcentów feministycznych - ich zdaniem dom miał symbolizować zniewolenie kobiety. 

 

Rok później w ramach paryskiego Biennale Sztuki artysta wyciął fragment XVII - wiecznego budynku, który znajdował się nieopodal powstającego właśnie Centre Pompidou. ''Cięcie'' w kształcie stożka powstawało przez dwa tygodnie, a przechodnie mogli obserwować artystę przy pracy.

 

 

We wnętrzu kamienicy można było odnieść wrażenie, iż ogląda się miasto poprzez ogromny przyrząd optyczny. Z zewnątrz natomiast kamienica wyglądała, jak budynek otwarty na tętniące życiem miasto.

Fascynacji amerykańskim artystą nie da się nie zauważyć w projekcie ''Turning the Place Over". Angielski rzeźbiarz Richard Wilson w ścianie budynku Old Yate's Lodge w centrum Liverpoolu wyciął ogromne koło o średnicy ośmiu metrów. Koło obraca się tak, iż można dostrzec wnętrze budynku. Mechanizm opiera się na urządzeniu stosowanym m.in. do budowy reaktorów jądrowych. Instalacja stała się jednym z żelaznych punktów na turystycznej mapie Liverpoolu, który w 2008 roku został wybrany europejską stolicą kultury. Przedsięwzięcie Wilsona przysporzyło miastu dodatkowego rozgłosu i niewątpliwie było najdroższym z wydatków, jakie miasto poniosło na cele artystyczne.

 


 

 

Sztuka architektury

 

Nic tak nie rozgrzewa wyobraźni architektów jak światowe wystawy i ekspozycje. Przygotowywane na te okazje pawilony  to dzieła często tak zaskakujące i niezwykłe, iż długo jeszcze czekać aż otaczające nas budynki przypominać będą owe konstrukcje. Wystawy i ekspozycje sprzyjają również temu, by architekci mogli pokazać się od bardziej niearchitektonicznej strony. Wielu z nich z powodzeniem tworzy rzeźby i instalacje przestrzenne. Te formy wyrazu dają ujście wszelkim pomysłom, dla których zabrakło miejsca w architekturze lub które po prostu nie miałyby szanse na realizację w pozawystawienniczej rzeczywistości. Dzięki małym formom architekci eksperymentują z przestrzenią, bawią się nią i śmiało wcielają odważne wizje w życie.

 

Jednym z architektów, który korzysta z tych środków, jest Zaha Hadid. Aura to instalacja, która powstała przy okazji ubiegłorocznego Biennale Architektury w Wenecji. Umieszczona we wnętrzu renesansowej willi Foscari zaprojektowanej przez Andreę Palladio, została dedykowana właśnie temu architektowi i teoretykowi architektury. Jak powiedziała architekt, konstrukcja oddaje ?harmoniczne proporcje" wypracowane przez włoskiego klasyka. Instalacja wyglądająca niczym przenikające się dźwięki i jest nowoczesną interpetacją założeń Palladia.

 

 

Aura to nie jedyna rzeźba projektu Hadid. Stworzyła ich dziesiątki. Znana architekt chętnie podkreśla związek sztuki i architektury. Przyznaje, iż dzięki tworzeniu rzeźb może eksperymentować i szukać nowych rozwiązań.

 

Architekci z niemieckiego biura Coordination Berlin oraz fotograficy z grupy diephotodesigner zaprezentowali niedawno ciekawą próbkę mieszaniny sztuki i architektury. Jednak w odróżnieniu od Hadid nie zamknęli jej w salach wystawowych. Crystal City Mind, to projekt wędrujący po całym świecie, a  miasto jest jego głównym tematem.

 

 

Instalacja, która wygląda jak geometryczny łamaniec, to bryła o wielu powierzchniach wykonana ze stali. Niektóre ze ścian są czarne, reszta jest wypolerowana i przypomina połamaną lustrzaną taflę. Początkowo projekt miał oddawać zmiany w tkance miejskiej, jakie zaszły w pobliżu muru berlińskiego. Jednak Crystal City Mind szybko znalazł licznych entuzjastów nie tylko w Niemczech. W rezultacie powstały zdjęcia, które zmuszają do refleksji nad obrazem współczesnych miast. Światowe metropolie zmieniają się szybko, są różnorodne, a często chaotyczne. Odbite w stalowym lustrze instalacji berlińczyków nabierają nowego wymiaru.

 

Jak widać architekturą można się ''bawić" na wiele sposobów.  Jedni wycinają w budynkach dziury, inni się za nie przebierają. Jednak bez względu na to, czy fantazja architektów znajdzie ujście w niecodziennych działaniach lub pozostanie jedynie futurystycznym pomysłem,  można być pewnym, że zabawa architekturą to poważna sprawa!

 

buma

 

 

Zobacz także:

 

 

Archigram - architektura bez architektury

 

Habitat Machines, czyli drugie życie gofrownicy

 

Kryzysowe plany na przyszłość

 

 

Więcej o: