Architektura pamięci

wolf

Jak na język architektury przetłumaczyć tragedię, często tak straszną, że brakuje dla niej słów i wytłumaczenia? Z tym tematem mierzą się projektanci monumentów i pomników poświęconych ofiarom Holocaustu i zamachów terrorystycznych. Być może to właśnie architektura jest jedynym językiem, który choć w pewnym stopniu pozwala ludzkości uporać się ze swoją smutną przeszłością.

niemcy, pomnik, hiszpania, beton, chorwacja, francja, europa, polska
Pomnik Pomordowanych Żydów w Europie znajduje się pomiędzy Bramą Brandenburską, a Placem Poczdamskim w samym centrum Berlina. Składa się z 2711 betonowych bloków. Projekt monumentu: Peter Eisenman
www.eisenmanarchitects.com

 

 

Od zawsze ludzie budowali pomniki - jako wyraz czci, uznania, a także pamięci o wielkich wydarzeniach, ludziach, a czasami także jako przestrogę dla przyszłych pokoleń. W ostatnim czasie powstaje coraz więcej monumentów poświęconych Holocaustowi. Czyżby to znak, że dopiero po upływie ponad 60 lat potrafimy podejść do tego największego koszmaru w historii ludzkości? Tragedii nie brakuje także w najnowszych dziejach, ich upamiętnieniu także będzie poświęcony nasz tekst.

Architektura pamięci dotyka samej esencji architektury. Bo tutaj funkcjonalność, konstrukcja schodzą na dalszy plan. Liczy się wymowa, symbolika, od której tak często ucieka współczesna, coraz bardziej komercjalizująca się architektura.

 

 

Pomnik Ofiar 11 Marca

Wcześnie rano 11 marca 2004 roku eksplodowało 10 bomb w zatłoczonych pociągach dowożących ludzi z podmiejskich okolic do centrum Madrytu. W wyniku islamskich zamachów zginęły wówczas 192 osoby, w tym czterech Polaków. Ofiarom poświecono niezwykły monument, który stanął na środku ruchliwego skrzyżowania, tuż obok stacji kolejowej, na której doszło do zamachów. Z niezwykłym wyczuciem pomnik zaprojektowali projektanci z FAM Arquitectura y Urbanismo.

 

 

 

 

Monument zainaugurowano 11 marca 2007 roku w trzecią rocznicę ataków terrorystycznych. Przedstawia szklany cylinder, który waży 140 ton, mierzy 11 metrów wysokości i około 9,5 metra średnicy.

 

 

Pomnik składa się z dwóch części - na powierzchni ziemi stoi szklana tuba, pod nią znajduje się podziemna sala pamięci, obie połączone są przez okrągłe okno. Taki układ jest bardzo symboliczny - z głębi ziemi, przy dworcu, miejscu smutku wydobywa się iskra nadziei w postaci wzbijającej się w niebo eterycznej i świetlistej wieży. We wnętrzu wieży wyryto na specjalnej błonie spontaniczne słowa pogrążonych w smutku madrytczyków. Każdego dnia wschodzące i zachodzące słońce iluminuje te napisy i ożywia ja, tchnie w nie życie i nadzieję.

 

 

Monument zbudowany jest z 15 tysięcy zakrzywionych szklanych kształtek, które sklejono przezroczystym akrylem utwardzonym przez światło ultrafioletowe. W środku wieży znajduje się przeźroczysta membrana ETFE, to na niej wydrukowano setki kondolencji, jakie ludzie przypinali na karteczkach przy dworcu w dniach po tragedii. Membrana ma inny kształt niż zewnętrzny walec, przypomina bardziej lej zwężający się ku górze.

 

 

Wieża dostarcza delikatny snop światła do podziemnej sali, w której dominuje głęboki niebieski kolor. Pusta przestrzeń, w której panuje stały półmrok ma sprzyjać kontemplacji i wyciszeniu. Jest zupełnie odcięta od zewnętrznego świata i znajdującej się nad nią ruchliwej drogi. Dostęp do niej jest przez stację Atocha. Jednak i sala smutku nie jest pozbawiona nadziei. Odwiedzający ją ludzie stają pod wyciętym w stropie kołem i znajdująca się nad nią wieżą, zadzierając w górę głowy odczytują wiadomości od innych ludzi, które są wydrukowane na podbiciu wieży.

 

 

Do podziemnej sali prowadzą podwójne szklano-stalowe drzwi. Tworzą one rodzaj śluzy, która służy całkowitej izolacji akustycznej pomieszczenia. Po wejściu na salę ukazuje się wchodzącym ściana z matowego szkła, na której wyryto nazwiska wszystkich ofiar.

 

 

Szklana wieża zmienia się po zmroku. Wtedy emanuje światłem na zewnątrz, tworzy kolumnę blasku wzbijającą się w niebo.

 

 

Oprócz głębokiej wymowy symbolicznej madrycki monument jest także wyrafinowanym dziełem architektonicznych i inżynierskim. Po raz pierwszy na świecie zbudowano na taką skalę obiekt wykonany włącznie z bloków szkła, połączonych również przeźroczystym spoiwem beż żadnej dodatkowej stalowej czy innej konstrukcji.

 

 

Muzeum - Miejsce Pamięci w Bełżcu


W obozie zagłady w Bełżcu wymordowano około 500 tysięcy osób, przede wszystkim Żydów z Polski, ale także obywateli żydowskich z Niemiec, Austrii, Czech i Słowacji. Obóz funkcjonował stosunkowo krótko, większość ofiar straciła życie od marca do grudnia 1942 roku. Tu tutaj zastosowano po raz pierwszy na masową skalę komory gazowe. Już wiosną 1943 roku hitlerowcy przystąpili do likwidacji obozu. Jego zamkniecie wiązało się najprawdopodobniej z brakiem miejsc pod masowe groby. Do czerwca tego roku rozebrano wszystkie zabudowania, a teren obozu zalesiono.

 

 

 

 

Przez lata miejsce tak straszliwej zbrodni nie miało odpowiedniego upamiętnienia. Zapomniany obóz w Bełżcu pierwszego pomnika doczekał się dopiero w 1963 roku. Jednak prawdziwy memoriał tysięcy pomordowanych Żydów powstał dopiero w nowym wieku.

 

 

W roku 2004 powołano Muzeum - Miejsce Pamięci w Bełżcu, jako oddział Państwowego Muzeum na Majdanku w Lublinie. Wtedy też postanowiono cały teren dawnego obozu przekształcić w monumentalne założenie rzeźbiarsko-pomnikowe.

 

 

Główną ideą było oddanie czci pomordowanym Żydom zgodnie z tradycją judaistyczną.  W miejscu dawnych zbiorowych mogił powstał przejmujący pomnik, który bardziej jest założeniem topograficznym. Olbrzymią połać terenu pokryto żużlem hutniczym, który ma sprawiać wrażenie pogorzeliska, strefy śmierci.

 

 

Jednak zanim zwiedzający zagłębią się w pomnik-mogiłę mijają bramę wejściową i betonowy mur, który powstał w miejscu dawnej bocznicy kolejowej. Mur przechodzi w wydłużony prostopadłościan betonowego muzeum. Obok biegnie rampa.

 

 

Jedynym zejściem z rampy jest droga biegnąca w stronę mogiły. Idąc nią powoli zstępuje się w dół w szczelinę, która przypomina pęknięcie w ziemi.

 

 

 

Te dwa elementy tworzą "Szczelinę - Drogę", która rozcinając ziemię odkrywa ukryte wzniesienie terenu, odsłania tym samym wymiar zbrodni. Poprzez wznoszące się coraz wyżej ściany sprawiające wrażenie zagłębiania się w teren oddana została groza jednej z największych mogił świata.

 

 

Zwieńczeniem "Szczeliny - Drogi" jest granitowa ściana, na której wyrzeźbiony został cytat z Księgi Hioba. Wraz ze znajdującymi się po przeciwnej stronie kamiennymi tablicami, na których znajdują się symboliczne imiona ofiar - miejsce to tworzy "Niszę Ohel". Jest to miejsce refleksji nad tragedią ludzi, którzy zginęli w obozie. Z podziemnego placu na lewą i prawą stronę prowadzą schody, którymi można wyjść na zewnątrz. Dalsza droga wyznaczona została poprzez "Kamienny Stos" w formie betonowej ścieżki. Znajdują się na niej wykonane z żeliwa nazwy miejscowości, z których następowały deportacje do obozu zagłady w Bełżcu.

 

 

Nad koncepcją architektoniczno-rzeźbiarską całego założenia pomnikowego oraz kierownictwo artystyczne nad budową sprawowali rzeźbiarze: Andrzej Sołyga, Zdzisław Pidek oraz Marcin Roszczyk, których wspomagali architekci z krakowskiej pracowni DDJM Biuro Architektoniczne.

 

 

Muzeum Pamięci Jasenovac


Muzeum Pamięci w Jasenovac poświęcone jest największemu obozowi koncentracyjnemu, jaki znajdował się w Chorwacji. Faszyści wymordowali tu w czasie II wojny światowej kilkaset tysięcy ludzi. Obóz zapisał się w historii chorymi i brutalnymi rekordami. Dla oszczędzania kul podrzynano więźniom gardła. W "zawodach" urządzonych w obozie 28 sierpnia 1942 zwyciężył Petar Brzica, który w jeden dzień poderżnął gardła 1360 ludziom. Przez pewien czas komendantem obozu był były franciszkański zakonnik Miroslav Filipović-Majstorović, powszechnie zwany "braciszkiem szatanem". Jego specjalnością było osobiste mordowanie kobiet i dzieci.

 

 

Z tematem muzeum dla tak okrutnego miejsca zmierzyła się architekta Helena Paver Njiric. Jej zadanie oprócz niezwykle bolesnej tematyki utrudniały ograniczenia niewielkiej przestrzeni ekspozycyjnej, na której muzealnicy chcieli zamieścić jak najwięcej informacji i eksponatów. Projekt architektki dotyczył adaptacji wnętrzbudynku z lat 70 na cele muzeum. Na 350 metrach kwadratowych powstała niezwykle sugestywna ekspozycja, która wywołuje olbrzymie wrażenie kilkoma środkami wyrazu sprowadzonymi do minimum.

 

 

I tak nad sufitem sal zawisły szklane żyletki, na ich taflach nadrukowano nazwiska ofiar. Dziesiątki, setki, tysiące imion pomordowanych góruje nad zwiedzającymi. Niezliczone rzędy szyb umieszczono 2,1 metra nad poziomem podłogi. Zwiedzający czują się niepewnie, bo ostre tafle wiszą nad ich głowami, niczym ostrza gilotyn. Sufit jest też jedynym źródłem światła. Świetlówki podświetlają tafle, imiona ofiar zdają się emanować blaskiem w ciemnych salach.

 

 

Całą ekspozycją umieszczono we wnękach ścian, które pokryto czarną gumą. We wnętrzach sal ustawiono labirynt z połamanych ścian, które zwiększają powierzchnię ekspozycyjną. Guma wydaje nieprzyjemny zapach, co jest celowym zabiegiem architektki. Także jej wygląd odpycha, może kojarzyć się ze spaloną skórą.

 

 

Wszystkie zabiegi Heleny Paver Njiric dążą do tego, by zwiedzający odczuli atmosferę beznadziejności, strachu, osaczenia, niebezpieczeństwa. To elementy, które zazwyczaj architekci w swoich dziełach starają się jak najbardziej omijać, jednak w takim miejscu, świadczącym o przerażającej zbrodni przeciw ludzkości - wydają się być wskazane.

 

 

Europejskie Centrum Deportowanych Członków Ruchu Oporu


Obóz Natzweiler - Struthof znajdujący się we Francji, niedaleko Strasburga działał w Latach 1941-44. Właściwie składał się z 14 obozów, w których naziści przetrzymywali głównie członków ruchu oporu z całej Europy. Zginęło w nich 40 tysięcy ludzi.

 

 

Architekci z pracowni Pierre-Louis Faloci zaprojektowali budynek wejściowy na teren obozu pełniący również funkcję ekspozycyjne. W Struthofie zachował się cały układ obozowych baraków, które zajmują rozległe zbocze wzgórza. Budynek bramny architekci umiejscowili wokół długiej na 150 metrów piwnicy, wybudowanej przez więźniów.

 

 

Piwnica ta była pierwszy etapem mordowania więźniów, tutaj znajdowały się komory gazowe, tutaj dokonywano eksperymentów medycznych. Stąd zamordowani trafiali prosto do krematoryjnych pieców.

 

 

Architekci w swoim projekcie starali się wydobyć grozę z zachowanych piwnic śmierci. Od parkingu teren obozu ogranicza ściana. Następni wchodzący widzą tylko zarys piwnic z betonowymi szybami, gdzie wrzucano pojemniki z gazem. Piwnica niknie pod zieloną murawą. Ścieżkę z drugiej strony zamyka długa ściana. Droga prowadzi wzdłuż muru i piwnicy do budynku wejściowego.

 

 

 

Właściwie wchodzący do niego znajdują się na piętrze budynku. Pierwsze sale są jeszcze jasne i przyjazne. W holu znajduje się ekspozycja poświęcona historii 14 obozów, odbywają się tu też wystawy czasowe. Umiejscowiono tu również administrację muzeum.

 

 

Stąd zwiedzający schodzą schodami piętro niżej, gdzie atmosfera zmienia się całkowicie. Ściany są z surowego betonu, stali, króluje mrok. Ekspozycja na dolnym poziomie poświęcona jest ofiarom, pokazuje ich ból i cierpienie. Sale ekspozycyjne powstały wokół piwnic, które są zupełnie puste. Przejście przez ich chłodne wnętrza ma przywołać wspomnienia ludzi, którzy byli w nich zamykani i nigdy już nie wychodzili z nich żywi.

 

 

To z tego dolnego poziomu zwiedzający wychodzą przez specjalnie wybudowany portal, obudowany wysokimi betonowymi ścianami, który prowadzi już do pierwszego baraku. To wyjście obramowane murami nie ma dawać uczucia wydostania się na wolność, ale dalszego przebywania w dusznym, zniewolonym świecie.

 

 

Pomnik Pomordowanych Żydów w Europie


Największy pomnik poświęcony Holocaustowi na świecie znajduje się pomiędzy Bramą Brandenburską, a Placem Poczdamskim w samym centrum Berlina. Niegdyś w tym miejscu stała kancelaria Rzeszy, w której urzędował sam Hitler. Nieopodal był też warzywniak, skąd groszek i marchewka trafiały na stół Führera.

 

 

Po wojnie był to pas ziemi niczyjej, który przecinał mur berliński. Przez dziesięciolecia nic się na nim nie działo. Pod koniec lat 80. pojawiła się idea, by w tym miejscu zbudować pomnik poświęcony pomordowanym Żydom. Jednak pomysł od początku wzbudzał spore kontrowersje. Społeczność żydowska uważałam, że jej jest niepotrzebny, a pieniądze na jego budowę lepiej przeznaczyć na odnowienie licznych niedoinwestowanych muzeów w dawnych obozach koncentracyjnych. Także wielu polityków uważało za niestosowne ograniczanie pomnika tylko do Żydów, pomijając inne narodowości, które ucierpiały od nazistów.

 

 

Pierwszy konkurs na pomnik z 1994 roku nie przyniósł dobrych rezultatów, wyróżniono prace krytykowano za opresyjną monumentalność, odpustowość. W kolejnym konkursie w 1997 roku wygrał amerykański architekt Peter Eisenman, który cały teren postanowił pokryć kamiennymi blokami. W 1999 roku Bundestag przegłosował realizację jego pomnika.

 

 

W trakcie budowy monumentu nie obyło się bez kontrowersji. Okazało się, że firma, która pokrywała bloki specjalnym środkiem przeciwko graffiti była w czasie wojny zaangażowana w produkcję Cyklonu-B, osławionej trucizny, którą naziści uśmiercali w komorach gazowych. Mimo reperkusji pomnik odsłonięto uroczyście 10 maja 2005 roku w 60. rocznicę zakończenia II wojny światowej.

 

 

Niezależnie od tych wszystkich sprzeczności dziś pomnik autorstwa Eisenmana jest przejmującym monumentem, który swoim abstrakcyjnym, uniwersalnym językiem przemawia do ludzi z całego świata upamiętniając największą zbrodnię ludzkości.

 

 

 

 

Działkę wielkości dwóch boisk piłkarskich pokrywają betonowe bloki, niczym żydowskie stele. Jest ich aż  2711. Każdy blok ma długość 2,38 metra i szerokość 95 centymetrów. Ich wysokość jest różna od 20 centymetrów do 4,8 metra.

 

 

Betonowy las z chwiejących się kloców, które stoją na falującym terenie może przypominać rzędy karnie ustawionych więźniów na apelu. Ich geometryczny porządek nawiązuje też do systemu, który z matematyczną, inżynierską dokładnością eksterminował naród żydowski.

 

 

Pomiędzy stelami są przejścia wyłożone czarną, granitową kostką. Idąc między blokami można zagłębić się w labirynt, którzy przytłacza swoją wielkością, zniewala, pozwala poczuć się małym, "numerem", a nie człowiekiem. Spacer po tym odhumanizowanym pomniku nie jest przyjemny, ale i z założenia nie miał wywoływać pozytywnych odczuć.

 

 

W podziemnej sali informacji można usłyszeć imiona i nazwiska wszystkich znanych pomordowanych Żydów, których dane osobowe płyną z głośnika i wyświetlane są na monitorach. Pomnik Eisenmana pozbawiony jest jakichkolwiek tradycyjnych symboli. Ma oddziaływać tylko i wyłącznie skalą, powtarzalnością motywu betonowego bloku. Przytłacza, podobnie jak liczba zamordowanych Żydów w Europie.

 

 

 

 

Dzieło Eisenmana niczego nie dodaje, nie tłumaczy. Zostawia nas samych z liczbą 6 milionów ofiar i pytaniem - dlaczego?

 

 

wolf

 

 

 

Zobacz też:


Konkurs na Muzeum II Wojny Światowej


Muzeum w Palmirach


Muzeum Historii Polski

 


Skomentuj:

Architektura pamięci