Szklany dom w Bremie - nowy projekt Koniecznego

wywiad

Nowy projekt Roberta Koniecznego to potężna szklana bryła. Dom jednorodzinny będzie realizowany w Niemczech. Zobacz wizualizacje i dowiedz się więcej na jego temat. Z architektem rozmawia Grzegorz Sroczyński.

Wizualizacja najnowszego projektu z pracowni Roberta Koniecznego. Dom jednorodzinny powstanie w Bremie (Niemcy)
Wizualizacja najnowszego projektu z pracowni Roberta Koniecznego. Dom jednorodzinny powstanie w Bremie (Niemcy)
KWK PROMES

Dla kogo ten dom?

- Będzie zbudowany w Niemczech, w willowej dzielnicy Bremy. Projekt zamówiło niemieckie małżeństwo. On - biznesmen. Ona - interesuje się sztuką, maluje.

Zamożni?

- Ten dom będzie kosztować około 1,5 mln euro.

Duży?

- 700 metrów kw. powierzchni. Chcieli dużego domu, ale żeby się nie wyróżniał. To było ich zmartwienie. Chodziliśmy po działce i po okolicy, ona załamywała ręce: „Robert, czy on nie jest jednak zbyt duży, nie przytłoczy otoczenia”. Nie chcieli się narzucać sąsiadom i okolicznej, dość tradycyjnej architekturze.

A co ich obchodzą sąsiedzi?

- Obchodzą. Nie wypada psuć okolicy wielkim gargamelem, w Niemczech inwestorzy to rozumieją. Powściągliwość jest cnotą.

No jasne, ale basen w tym powściągliwym domu pewnie będzie?

- Tak. Ale nie będzie rzucał się w oczy. Na końcu amfilady, nieco schowany, goście go nie zobaczą, jeśli nie zostaną tam zaproszeni.

Po co tyle szkła na elewacji?

- Sporo o tym dyskutowaliśmy. Chcieli dużo szkła, ale od strony ogrodu. Tymczasem ja zaprojektowałem szklaną elewację również od ulicy. Właśnie po to, żeby wtopić dom w otoczenie. Piękna uliczka ze starodrzewem odbija się w szklanej elewacji, dom zamiast się narzucać, ją wchłania. Jak zobaczyli na wizualizacji, że ten piękny starodrzew będzie się w ich domu przeglądał - zaakceptowali.

I jak to potem ogrzać?

- To są właśnie nasze polskie mity! Że dom ma być koniecznie murowany, ocieplony styropianem, a na to tynk baranek. Szkło jest fantastycznym materiałem. Te okna mają zbliżony do ściany współczynnik przenikania ciepła.

Balkonu nie chcieli?

- A po co? Ma pan ogród, to będzie pan siedział na balkonie? W wielu polskich domach straszą latami balkony pozbawione barierek. Niewykończone. Ludzie najpierw chcą pięć balkonów, a potem z nich nie korzystają. W tym domu taras płynnie przechodzi w ogród. Jest też loggia na piętrze.

Ile pokoi?

Na parterze gabinet właściciela domu oraz duża, otwarta przestrzeń dzienna, mieszcząca salon, kuchnię z jadalnią barek oraz część kąpielowa domu - basen z sauną. Od strony ulicy garaż na 5 stanowisk. Na piętrze - dwie sypialnie z łazienkami i dużymi garderobami. U góry jest studio malarskie pani domu.

Tylko kilka pomieszczeń?

- Tak.

Na 700 metrach?

- Przecież to nie hotel! Ta para mieszkała dotąd w starym tradycyjnym niemieckim domu. Ogromnym, ale podzielonym na klitki. W każdej - małe okno, a pod nim grzejniczek. Chcieli oddechu.

Ile metrów ma salon?

- Salon nie jest oddzielnym pomieszczeniem, ale fragmentem większej przestrzeni dziennej, która ma około 190 metrów - kuchnia przechodzi w jadalnię, jadalnia w część wypoczynkową, część wypoczynkowa w część barową.

I nie chcieli osobnej kuchni na tych 190 metrach?

- A po co? Gotowanie to przecież czynność towarzyska. Przygotowujesz sałatkę i jesteś z gośćmi.

Polacy też lubią ogromne domy, tylko często budują je źle. „Doróbmy tutaj jeszcze jedna sypialnię”, na zasadzie „przyda się”. Tak powstaje dom o powierzchni 400 metrów, z zewnątrz ciężki i ogromny, a w środku - w ogóle tej powierzchni się nie czuje.

Ktoś te domy przecież projektuje.

- Zgoda, to wina architektów. Trzaskają jeden za drugim do katalogów projektów typowych, szybko i fatalnej jakości. Ludzie mają fajną działkę, ale potem upychają na niej budynek według projektu typowego, który kupili za 2-3 tysiące przez internet. Zaprojektowany na zupełnie inny układ, począwszy od widoku, a skończywszy na wyjściu do ogrodu. Nagle pokój dzienny zaczyna się otwierać na północ. W ten sposób tracą wszystkie atuty działki.

Ile u pana kosztuje projekt domu jednorodzinnego?

- Wszystko zależy od skomplikowania i wielkości budynku. Zwykle - kilkadziesiąt tysięcy.

No to ma pan odpowiedź.

- Ale myślenie przecież musi kosztować! Chwali mi się znajomy: wybudowałem dom za milion złotych, a projekt kosztował mnie tylko 4 tysiące, bo wziąłem z katalogu. Wydać milion na dom i oszczędzać na projekcie? Postawił 400-metrową chałupę na podstawie niechlujnego projektu, który w trakcie budowy pięć razy musiał poprawiać. Chore. Im mniej ma pan pieniędzy na dom, tym bardziej powinien pan zainwestować w architekta. Bo nie stać pana na pomyłki. Zwiedzałem ostatnio dom zbudowany z katalogu. Na środku małego pokoju o powierzchni 12 metrów stał słup nośny, no ręce opadają.

A skąd ten słup?

- A ja wiem? Z pośpiechu pewnie. Tak jest najprościej - upstrzyć słupy nośne byle gdzie. Elementy konstrukcyjne powinno się wyrzucać na zewnątrz, w środku - jak najmniej ścian nośnych. Bo nasze życie się zmienia i za pięć lat może będziemy chcieli przeprojektować całe wnętrze.

Ile Niemcy panu płacą za projekt?

- 12,5 procent kosztów inwestycji.

Z 1,5 miliona euro... To po przeliczeniu prawie 800 tysięcy złotych.

- Projekt techniczny robi biuro niemieckie, które ma tam uprawnienia. My zarobimy mniej niż połowę.

I tak nieźle.

- W Niemczech są widełki. Architekt może wziąć maksymalnie 15 proc. kosztów inwestycji. A minimalnie - 9 proc.

Taniej nie może?

- Nie. Oszacowali, że poniżej tej stawki procentowej architekt nie wykona dobrze pracy. Bo na przykład będzie się spieszył. On przecież pilnuje całej inwestycji, odpowiada też za budżet inwestora. Ten projekt zajął mi 1,5 roku. Kiedyś kolega architekt wycenił swój projekt w Niemczech na 2 proc. „Gdzie jest hak?”. „Dlaczego tak tanio?” - pytał inwestor. Nie wziął go. Nie uwierzył, że to będzie zrobione solidnie.

W Polsce architekt bierze od 0,5 proc. do 2 proc. kosztów. I to pokazuje, jak słabo cenimy myślenie. U nas najważniejsze jest, żeby murarzy i dekarzy dopilnować. A projekt? Tych kilka kresek? To tylko biurokracja potrzebna, żeby uzyskać pozwolenie na budowę.

Jak było z pozwoleniem na budowę w Bremie? Korowody?

- Przeciwnie. Oddałem do urzędu krótki opis inwestycji i wizualizację. W sumie pięć-sześć kartek. Urzędników bardzo interesowało, jak ten dom ma wyglądać. Komisja złożona z miejskiego architekta i urbanisty jeździła z moim opisem po okolicy, szukali innych nowoczesnych domów. Zgłosili kilka rozsądnych uwag, np. żeby ciut zmniejszyć bryłę. Zrobiłem to.

Mogli powiedzieć, że dom jest brzydki, i odwalić projekt?

- Owszem, mogli. W Polsce przed wojną też tak było, że urząd mógł powiedzieć: dom jest brzydki.

Urzędas ma wyrokować o pięknie?

- Nie urzędas! Architekt miejski, który jest człowiekiem dobrze opłacanym, z doświadczeniem i osiągnięciami.

U nich urząd zajmuje się spójnością architektoniczną miasta, a nie sprawdzaniem każdej kreseczki w projekcie. Projekt techniczny ich mało interesuje, bo ufają, że architekt ma dyplom i uprawnienia, więc dom się nie zawali. U nas odwrotnie. Nikt nikomu nie ufa. Żeby dostać pozwolenie na budowę, muszę oddać stertę papierów, dziesiątki bzdurnych uzgodnień. I przybić na każdej stronie pieczątkę „za zgodność z oryginałem”. Cały dzień pieczątkuję. Dwie osoby muszą to nosić, takie ciężkie. Urzędnik znowu stempluje każdą stronę i klnie. Uwagi dostaję w stylu: „Pozwolenie wstrzymano, bo na stronie 463 brakuje pieczątki”. Modlę się czasem, żeby ktoś się przyczepił do elewacji czy dachu. Żeby pogadać z urzędnikiem o architekturze. A tymczasem dowożę stronę 463 z pieczątką „za zgodność z oryginałem”.

Zaprojektowaliśmy apartamentowiec w Katowicach, długo się głowiliśmy, jak go w wpisać w gęstą tkankę miasta. Zrobiliśmy piękną makietę, żeby lepiej było wszystko widać. Poszedłem z nią do urzędu. „Makieta nas nie interesuje. O gustach się nie dyskutuje”. Tymczasem dyskutuje się! Właśnie o to chodzi w architekturze!

Jeśli urzędnik będzie mógł decydować o gustach, to się zaczną łapówki.

- Ale teraz jest przesada w drugą stronę. Wszystko musi być zapisane w paragrafach. Inaczej - paraliż decyzyjny. Urzędnik boi się okazać zdrowy rozsądek. To samo na przetargach. Wygrywa najniższa cena, bo urzędnik boi się usłyszeć: „Jak to? Wybrałeś droższą ofertę? Pewnie za łapówkę”. Kurcze, ile kasy się marnuje przez to kunktatorstwo. Zaniżone ceny powodują, że inwestycja ciągnie się latami, nic się w dokumentacji projektowej nie zgadza, awaria na awarii. Podpisuje się kolejne aneksy i wychodzi dużo drożej. Płakać się chce.

Co dalej?

- Chciałbym namówić kilku najlepszych polskich architektów na zrobienie katalogu porządnych projektów powtarzalnych. Żeby Kowalski za kilka tysięcy złotych mógł kupić świetny, nowoczesny dom od znanego architekta.

Ma pan już swój pomysł do tego katalogu?

- Tak. 60-metrowy dom do zbudowania za 200 tys. złotych. Jako alternatywa dla mieszkania w bloku. „Mieszkanie z ogródkiem”. Myślałem, żeby był okrągły, bo wtedy łatwo go wpisać w każdą działkę. Ale to trudne technologicznie, łatwo coś schrzanić przy budowie. To musi być prosty projekt, żeby nawet z najgorszym fachowcem się udał. Ludzie budują u nas przy pomocy wuja, rodziny i sąsiada. Więc dom musi być prymitywnie prosty, do sklecenia z byle czego, ale fajny przestrzennie, nowoczesny i ładny. Łamigłówka.

 

*Robert Konieczny (1969) to jeden z najbardziej cenionych polskich architektów młodszego pokolenia. Dom Aatrialny, który zbudował pod Opolem, otrzymał w 2006 roku międzynarodową nagrodę dla najlepszego domu na świecie. Mieszka na Śląsku, prowadzi tam pracownię KWK Promes


ZOBACZ WSZYSTKIE WIZUALIZACJE>>>

 

źródło: Gazeta Wyborcza

Bryła jest partnerem cyklu wywiadów z polskimi architektami, którzy projektuję zagranicą. Następny wywiad już wkrótce w Świątecznej!


ZOBACZ TAKŻE:


Nietypowe domy w Polsce TOP 10


ANTYKATALOGOWIEC - alternatywa na polski dworek


Dom jednorodzinny z odzysku, nie miał okien i straszył


Skomentuj:

Szklany dom w Bremie - nowy projekt Koniecznego