Betonowe bunkry, drewniane domki, wiejskie wiaty... Rozmowa z "kolekcjonerem" znikających przystanków

ace

Rozmawiamy z Maciejem Rawlukiem, autorem nieprzeciętnej wystawy "Przystanki Polskie. Typologia", którą do 20 września można oglądać w warszawskiej Kordegardzie

Maciej Rawluk, Przystanki polskie. Typologia; źródło: www.kordegarda.org
Maciej Rawluk, Przystanki polskie. Typologia; źródło: www.kordegarda.org
Maciej Rawluk, Przystanki polskie. Typologia; źródło: www.kordegarda.org

Przez całe dekady Polskę wypełniały różnorodne przystanki. Jak można przeczytać w opisie wystawy, jednym z powodów realizacji projektu była chęć pokazania tego bogactwa form. Jak Pan sądzi, skąd ono się wzięło? Czy z potrzeby szybkiej budowy schronienia, czy z naszej wrodzonej kreatywności i niechęci do jednolitości?

Myślę, że ta szalona różnorodność form przystanków nie jest wynikiem kreatywności ani nie jest jakimś manifestem indywidualizmu a wynika głównie z utraconej (lub nie wykształconej) świadomości kształtowania wspólnej przestrzeni. Wynika też z chaosu organizacyjnego i decydowania na bardzo lokalnych szczeblach, czyli kolokwialnie rzecz ujmując, każda gmina sobie rzepkę skrobie. Stan ten to po prostu z prowizorka i nie branie pod uwagę tych, którzy mogą się akurat na projektowaniu znać. Oczywiście podejście do sprawy przystanków nie jest wszędzie jednakowe. Buduje się obiekty lepsze i gorsze, solidne i tymczasowe.

Przystanek

Maciej Rawluk, `Przystanki polskie. Typologia`; źródło: www.kordegarda.org

Sfotografowane przez Pana przystanki znikają - jedne rozsypują się ze starości, inne, są niszczone, ale wiele jest zastępowanych ujednoliconymi, `eleganckimi` wiatami. Czy zamieniając te czasem przedziwne przystanki na nowe i jednakowe, coś tracimy?

To, że przystanki znikają to naturalna kolej rzeczy. Oczywiście skala dewastacji to proces, z którego jako Polacy nie możemy być dumni. Natomiast nie widzę, jakiegoś ujednolicenia przystanków. Powstają nowe formy, ale to nadal festiwal form. Dzieła profesjonalistów nadal mieszają się z twórczością typu zrób to sam.

Zapewne wiele ze sfotografowanych przez Pana obiektów stoi przy bocznych, rzadziej uczęszczanych drogach. Czy zbiór fotografii powstawał metodycznie - wyznaczał Pan sobie trasy podróży, szukał przystanków, czy raczej robił im zdjęcia `po drodze`, jeśli jakiś przypadkiem zobaczył?

Kategoria drogi nie jest tu żadną cenzurą. Przystanki, które fotografuję stoją przy każdego rodzaju, od głównych po lokalne. Dużo jeżdżę po kraju, realizując projekty fotograficzne i jak tylko mogę zwracam nie uwagę.

Maciej Rawluk, autor projektu `Przystanki polskie. Typologia`; fot. Ewa Dyszlewicz; źródło: www.kordegarda.orgMaciej Rawluk, autor projektu `Przystanki polskie. Typologia`; fot. Ewa Dyszlewicz; źródło: www.kordegarda.org

Czy fotografował Pan każdy napotkany przystanek, czy do kolekcji dobierał tylko unikalne, oryginalne bryły? Jak wygląda najdziwniejszy przystanek, jaki Pan fotografował?

Staram się fotografować `okazy` jakich jeszcze nie mam. Nie sposób jest oczywiście wszystkie zapamiętać i dopiero porównując dokładnie materiał widzę, czy się nie powtarzają. Natomiast obiektów do sfotografowania jest jeszcze bardzo dużo. Trudno mi jeden wyróżnić. Formy są przedziwne, od wyglądu starego zniszczonego paśnika lub betonowego bunkra do małych domków o stromych dachach z oknami i donicami pełnymi kwiatów.

Zaniedbane, zniszczone przystanki, choć wciąż są popularnym miejscem spotkań, dość powszechnie są zarazem uznawane obiekty `niższej kategorii`, nieciekawe i nieważne, raczej szpecące okolicę. Mało kto patrzy na nie jako na ciekawe formy, docenia bogactwo ich kształtów. Czy wystawa w Kordegardzie ma szansę pomóc dostrzec urodę ich i innych tego typu obiektów, które kształtują naszą przestrzeń?

Fotografuję przystanki nie dlatego, że doceniam ich urodę. Nie podziwiam różnorodności, ona trochę mnie złości, głównie jednak stanowi materiał do refleksji. Refleksji skąd ta różnorodność się bierze i o czym świadczy. Staram się również po prostu dokumentować pewien znikający świat. Mam bowiem wrażenie, że `świat przystanków` jest w defensywie. Tracą swe ciche znaczenie. Niszczy je powszechny dostęp do własnego samochodu oraz zmiana w strukturze transportu pasażerskiego. Prywatne busy z wigorem obsługujące trasy pomiędzy miasteczkami i wioskami nie są już ściśle skorelowane z paciorkiem przystanków.

A zasługują na trochę więcej niż chwila uwagi. Z jednej strony poprzez swoją dyskretną wszechobecność powinny być dziełem profesjonalisty, z drugiej strony to coś więcej niż mówi definicja przystanku z jaką się spotkałem: "element infrastruktury punktowej systemu transportu zbiorowego".

W małych wsiach ta niewielka wiata bywa jedyną namiastką przestrzeni publicznej. Tylko tu można być nie u siebie, ale też u nikogo. Tu wolno nie tylko czekać, ale rozmawiać, pić i jeść a czasem spać. Przystanek miał zawsze ciepłe miejsce w sercu wędrowca (tego nie związanego z turystyczną praktyką), stanowił ważny punkt na mapie jego wewnętrznych współrzędnych. Ranga schronienia rosła gdy padał deszcz, stawała się najwyższa podczas śnieżnej zadymki.

Zobacz najdziwniejsze polskie przystanki>>

PrzystanekPrzystanekPrzystanek

Skomentuj:

Betonowe bunkry, drewniane domki, wiejskie wiaty... Rozmowa z "kolekcjonerem" znikających przystanków