Prof. Joseph Rykwert: "Wieżowce pożerają miasto. Trzeba budować dla ludzi" [WYWIAD]

"Wieżowce powstają, by imponować. Ale po co? I komu? (...) Twórzmy niewielkie założenia z poszanowaniem dla mieszkańców" - mówił nam Joseph Rykwert, autor książki "Pokusa miejsca. Przeszłość i przyszłość miast", która właśnie ukazała się wydawnictwem Międzynarodowego Centrum Kultury w Krakowie.

Książka jest tłumaczeniem jednej z najważniejszych książek poświęconych tematyce miast. Autor, Joseph Rykwert zabiera czytelnika w historyczną wyprawę - od starogreckich „polis”, przez XIX-wieczne miasta industrialne, jak Londyn, aż do współczesnych multikulturowych metropolii, jak jego ukochany Nowy Jork. Wyjaśnia w niej reguły, które współcześnie rządzą sposobami kształtowania miast, gdzie wygrywa bogatszy i sprytniejszy. Efektem tej rozgrywki są niefunkcjonalne i źle zaprojektowane przestrzenie...

Książka

Prof. Joseph Rykwert, ceniony w świecie specjalista od historii miast w młodym wieku opuścił Polskę i osiedlił się w Anglii. Wykładał i prowadził zajęcia na większości prestiżowych uczelni architektonicznych na całym świecie, a wśród jego uczniów są Daniel Libeskind i Alberto Pérez-Gómez. Z nami zgodził się porozmawiać przy okazji premiery książki, która miała miejsce 22 października w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Rozmawialiśmy oczywiście po polsku

Agnieszka Jęksa: Wyjechał Pan z Polski jako 13-latek, w 1939 roku. Pamięta Pan swój dom?

Joseph Rykwert*: Moi rodzice zbudowali przed wojną dom za Otwockiem, nadal tam stoi i jest dzisiaj obiektem badań studentów architektury. Zaprojektował go Lucjan Korngold, pod dyktaturą mojej Matki. Korngold w czasie wojny przedostał się do w Brazylii, tam zrobił zresztą wielką karierę, zbudował m.in. pierwszy wieżowiec w Sao Paulo.

Byłem w swoim domu kilka razy po wojnie, razem z artystą Mirosławem Bałką, który obecnie zajmuje się Otwockiem. Budynek zaadaptowano na dom sierot, dodano dodatkowe piętro - nie wygląda to jednak najlepiej. Szpeci bardzo.

A jak ocenia Pan warszawski projekt swojego ucznia Daniela Libeskinda?

- Na uczniów nie pluję, więc bez komentarza... (śmiech).

09.06.2013 Warszawa . wysokosciowiec Zlota 44 - Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta - warszawski wieżowiec mieszkalny Złota 44, projektu Daniela Libeskinda

No właśnie, czy wieżowce to zło konieczne?

- Wieżowce powstają, by imponować. Ale po co? I komu? Jestem raczej zwolennikiem koncepcji "make small plans" - twórzmy niewielkie założenia z poszanowaniem dla mieszkańców. Wieżowce pożerają przestrzeń wokół siebie, wystarczy spojrzeć na Pałac Kultury - wszędzie wokół parkingi i zaanektowane przez PKiN cenne metry. Na każdy wieżowiec przypada jego trzykrotna długość w poziomie - tyle miejsca potrzeba na parkingi dla samochodów pracowników! Paradoksalnie, sowieci, którzy wybudowali PKiN, zrozumieli żarłoczność wieżowców i już ich nie budują. W Polsce też powinniście zrobić sobie dwa lata przerwy - nic nie budować i przyjrzeć się temu, co już jest.

Czy wielkie miasta dążą do samozagłady?

- W Londynie boimy się, że wieczorem zacznie brakować nam prądu, zdarza się, że windy przestają działać, a klimatyzacja ustaje - kończą się nam zasoby. Kiedy 20 lat temu w Nowym Jorku zabrakło prądu na kilka godzin, nastąpiła kompletna katastrofa, wszystko stanęło, ludzie utknęli w windach.

Fascynuje mnie Detroit - to z kolei przykład miasta, które właściwie już umarło. Z 2 milionów mieszkańców pozostało w nim 700 tys. ludzi. Pracowałem jako urbanista w Rosji w podobnym miejscu - z 1,2 miliona mieszkańców zostało ich jedynie 800 tysięcy. To miasto padło ofiarą władz, które uważały, że powinno przypominać Bilbao - jedno wielkie muzeum. Ale Bilbao też nie zyskało wiele na zbudowaniu wielkiego, nowoczesnego muzeum. Dlaczego? Bo pozostaje celem wycieczek bogatych turystów, którzy śpią w drogich hotelach - ich wizyty nie przekładają się na polepszenie jakości życia mieszkańców.

To co jest najlepsze dla samych mieszkańców?

- Przemysł i rolnictwo wokół dużych miast, choć to mało widowiskowe i nie zapewnia prestiżu.

Wspomniał Pan na wykładzie, że w Chinach, gdzie przecież nie brakuje kapitału, panuje kryzys budownictwa?

- Chińczycy nie inwestują w akcje, tylko w spekulację nieruchomościami. Buduje się tam na potęgę, ale średnio tylko 10% mieszkań jest zamieszkanych. Reszta stoi pusta. Są to zresztą budynki z bardzo słabych materiałów - w cemencie jest po prostu za dużo piasku, itd. Zapadają się same z siebie, podobnie jak w Indiach, gdzie wiele budynków po prostu runęło. To nie przeszkadza Chińczykom w zbudowaniu własnej, 100-metrowej, wieży Eiffela...

Mówi Pan, że od odpowiedzi bardziej interesujące są pytania. Jakie pytanie zadałby Pan polskim architektom?

- Jedno z pytań, które obecnie mnie nurtuje, to kwestia etyki. Czy powinniśmy pracować dla despotów? Wciąż trwa dyskusja wokół pracy Alberta Speera - architekta Adolfa Hitlera i ministra gospodarki w ówczesnych Niemczech. Speer projektował dla Hitlera i zorganizował właściwie całe budownictwo całego Reichu. Zupełnie nie brał odpowiedzialności za swoją pracę - po wojnie prezentował się jako neutralny wykonawca poleceń Hitlera. Nie został skazany na wyrok śmierci. Niektórzy architekci odmawiają projektowania więzień - nie chcą współtworzyć miejsc, w których skazuje się ludzi na śmierć. Ale społeczeństwo nie może istnieć bez więzień... Pojawia się więc pytanie, czy i na ile jesteśmy odpowiedzialni za budynki, które projektujemy?

__

*Jospeh Rykwert jest historykiem sztuki i krytykiem architektury, emerytowanym profesorem architektury na Uniwersytecie Pensylwańskim. Urodził się w Warszawie w 1926 roku, a w 1939 roku wyjechał na stałe do Anglii. Wykładał i prowadził zajęcia na większości prestiżowych uczelni architektonicznych na całym świecie, a wśród jego uczniów są Daniel Libeskind i Alberto Pérez-Gómez. Jest autorem szeregu książek, przetłumaczonych na wiele języków. Od 1996 roku jest Prezesem Międzynarodowego Komitetu Krytyków Architektury (CICA). Laureat m.in. nagrody Brunona Zeviego (Biennale Architektoniczne w Wenecji, 2000) oraz odznaczenia "The Gold Medal Bellas Artes" (Hiszpania, 2009). 18 września 2013 roku został uhonorowany The Royal Gold Medal, który przyznaje Royal Institute of British Architects (RIBA) po akceptacji brytyjskiej królowej. The Royal Gold Medal RIBA, jedno z najbardziej prestiżowych odznaczeń architektonicznych na świecie, jest przyznawane od 1848 roku architektowi lub grupie architektów, których działalność ma istotny wpływ na tę dziedzinę w skali międzynarodowej.

Więcej o:
Komentarze (73)
Prof. Joseph Rykwert: "Wieżowce pożerają miasto. Trzeba budować dla ludzi" [WYWIAD]
Zaloguj się
  • Gość: miniman

    Oceniono 173 razy 49

    Trudno nie zgodzić się z prof co do tego, że tylko rolnictwo i przemysł ma sens. Cała ta biurokratyczna machina skupiona w biurowcach w centrach miast w końcu się zatrzyma. Już istnieje trend wycofywania się z konsumpcjonizmu. Centrale banków, firm ubezpieczeniowych, korporacji czerpiących zyski z transportu towarów z miejsc taniej siły roboczej przestaną mieć rację bytu w najbliższych 50 latach. Ludzie uciekną za miasto, przestaną zadłużąć się na potęgę i zaczną sami produkować żywność. Będziemy te wieżowce rozbierać i wspominać jako upiory krwiożerczego kapitalizmu, w którym pieniądz i efektywność ekonomiczna jest stawiana ponad dobro człowieka i jego rzeczywiste potrzeby :) - zdrowe jedzenie, czyste środowisko i solidarność społeczna

  • Gość: Architekt

    Oceniono 46 razy 40

    "Paradoksalnie, sowieci, którzy wybudowali PKiN, zrozumieli żarłoczność wieżowców i już ich nie budują."

    Chyba Moskwe nie wydzial... Wiezowce jak w Azjii...

  • Gość: józek

    Oceniono 47 razy 39

    To "coś" Libeskinda w centrum Warszawy jest po prostu obrzydliwe. NIe trzeba być znawcą sztuki, by zobaczyć, ze projekt jedno, a życie - drugie. Budynek miał być zwiewny niczym żagiel, szlachetny etc etc - a wyszło coś na kształt hmmm, nie wiem. Ale wygląda jak przeciętny wieżowiec obłożony tandetnym laminatem. Jak zrobione z mydła, szare, ohydne! Nie wiem czy ktoś się ze mną zgodzi, ale cóż :)

  • qnaw12

    Oceniono 41 razy 21

    Typowy syndrom "nowobogackich" ludzi, spoleczenstw i narodow. Zaczynajac od jednostek - kazdemu po kupieniu dobrej "fury" o pare centymetrow rosna obcasy. W-wa wybudowala wiezowiec na Zlotej w ktorym jedno mieszkanie kosztuje tyle co przytulek dla bezdomnych.

  • Gość: PolakKatolilkDebil

    Oceniono 35 razy 21

    A Jezus ze Świebodzina jest największy.

  • cholonek

    Oceniono 23 razy 19

    Architekci są przereklamowani. Wydaje im się, że są demiurgami tworzącymi rzeczywistość, a produkują tylko zadufane dekoracje, które szybko tracą funkcjonalność, a że niestety są trwałe konstrukcyjnie to latami stoją i śmiecą krajobraz, obciążając kolejne pokolenia kosztami utrzymania tych rupieci. Architektura nie nadąża za tempem zmian otaczającego świata, na szczęście dzisiaj powstają bardzo tandetne produkty architektów, np. Złote Tarasy, które szybko się wyeksploatują i znikną po to, żeby w ich miejscu mogły powstać nowe "dzieła", mam nadzieję równie nietrwałe.

  • globalneocipienie

    Oceniono 61 razy 13

    Dziwne, co mówi ten pan. W Nowym Jorku kilkadziesiąt wieżowców sąsiaduje między sobą na odległość jednej uliczki i nikt nie widzi tych problemów, o których wspomina pan Rykwert.

  • Gość: MEx

    Oceniono 15 razy 9

    Jak mi się podoba ,widzę krzywizny jak krzywe światopoglądy ludzi ,którzy są wiecznie nie zaspokojeni .Widzą w kiczu piękno, tak jak w rozbuchanym pociągu seksualnym spełnienie życia. Ja lubię starą architekturę, na Tamce jest taki fajny pałacyk, możecie oddać mi go w jałmużnie

  • Gość: EwaSz

    Oceniono 6 razy 6

    No wreszcie! Panie Profesorze, kocham Pana za to co Pan powiedział o wiezowcach. Po co to komu?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX