Łódź - miasto podziałów. Luksus centrum, bieda famułów. Który wizerunek miasta jest prawdziwy

W wieku XIX Łódź była z jednej strony miastem niewyobrażalnego bogactwa fabrykantów, z drugiej - biedy robotników. W XXI wieku zostali robotnicy bez pracy i rozpadające się pałace po fabrykantach. Czy to prawdziwy wizerunek miasta? Polska Łodzią się nie interesuje, chyba że jakiś łodzianin napisze o swoim mieście i rozpocznie się dyskusja

W ciągu ostatnich 25 lat z Łodzi ubyło 140 tys. mieszkańców (tylu liczy Płock i Opole). W 1988 r. miasto miało ponad 854 tys. mieszkańców, w 2013 r. - 715 tys. Firma konsultingowa PwC przewiduje, że do 2035 r. ubędzie kolejne 150 tys. Liczba zarejestrowanych bezrobotnych wynosi 42-44 tysiące.





Ekonomicznie

W lutym tego roku Łódź jako miasto przeklęte opisał w "Gazecie Wyborczej" Michał Matys. Jego diagnoza była prosta. Kiedyś miasto żyło z włókiennictwa. W latach 80. w tej branży pracowało 100 tys. ludzi, potem nikt nie zajął się pozostawionymi bez pracy mieszkańcami. Tymczasem starą profesję wykonuje najwyżej 8 tysięcy. Autor sam pochodzi z Łodzi i w artykule wspominał rodzinne Chojny. Dzisiejszą Łódź opisywał jako miasto podziałów - ulica Ogrodowa, przy której znajduje się Manufaktura, stała się granicą dzielącą dwa światy. Z jednej strony lśniące, luksusowe centrum, z drugiej - rozpadające się robotnicze domy - famuły; kiedyś czerwone, dziś koloru nijakiego. Mieszkają w nich ludzie, którzy kiedyś pracowali w fabryce. Z tej drugiej części do innych miast w poszukiwaniu pracy na potęgę wyjeżdżają młodzi ludzie.

Łódź często porównuje się do Detroit - utrzymującego się z motoryzacji amerykańskiego miasta, które 18 lipca 2013 roku ogłosiło bankructwo. Zdaniem cytowanego w artykule Bogusława Grabowskiego, znanego ekonomisty i byłego członka Rady Polityki Pieniężnej, gdyby Łódź była w USA, też by zbankrutowała.

W mieście jednak coś się dzieje. Kolejne montownie zamykają się i otwierają razem z przedstawicielstwami zagranicznych firm. Władze miasta łatkę miejsca brzydkiego i biednego chcą zamienić na miejsce przyciągające artystów i hipsterów. Miasto promuje się rodzimym designem i kampanią "Łódź kreuje". Dwa razy do roku odbywa się tu Fashion Week. Przy okazji promowana jest łódzka ASP, której Centrum Promocji Mody wyposażone jest w najnowocześniejszą salę pokazową. To tutaj kręcono "Projektantów na start", pierwszy polski talent show dla projektantów. Niedawno otwarto też nowoczesną Halę Expo, do której przeniesiono drugą część pokazów. Od 2007 roku w mieście odbywa się Łódź Design, festiwal promujący polskie wzorcowo. A furorę wśród mieszkańców i turystów robi OFF Piotrkowska - centrum zlokalizowane na terenie dawnej fabryki bawełny Franciszka Ramischa, w którym mieszczą się pracownie projektantów mody, kawiarnie, restauracje, sale prób, showroomy i kluby muzyczne. W tym roku z Warszawy do Łodzi przeniósł się rockowy festiwal Impact. W czerwcu w mieście zagrali rockowi klasycy Black Sabbath i Aerosmith, co miasto chętnie wykorzystało do promocji.

Emocjonalnie

Kolejną dyskusję o kondycji i wizerunku Łodzi wywołał niedawno tekst Michała Augustyna, który ukazał się na łamach kwartalnika "Liberte!". Autor, którego - jak sam stwierdził - dobił widok bezdomnego leżącego przy zbiegu ulic Piotrkowskiej i Tuwima, postanowił napisać antyprzewodnik po Łodzi. Mieście zapuszczonym, biednym, pozbawionym perspektyw, za to wypełnionym biednymi alkoholikami żerującymi na pomocy społecznej. Łódź zyskała nową nazwę Żul-City. Autorowi dostało się za przesadzony styl i przejaskrawienie rzeczywistości. Dyskusja przeniosła się do sieci i zaowocowała kolejnym tekstem, tym razem na portalu Na Temat - ""Miasto żuli", "umieralnia", "melina" - Łódź najbardziej znienawidzonym przez mieszkańców miastem w Polsce". W komentarzach do obu artykułów wielokrotnie powtarzało się stwierdzenie, że łodzianie nie chcą, aby ich miasto kojarzyło się z biedą, patologią i zbrodniami. Bo to po prostu nieprawda.

KOMENTARZ MAI STANISZEWSKIEJ: Kopanie Łodzi jest siajowe

Nie wiem, czym Łódź (albo jak mówi reszta Polski, "miasto Łódź") zasłużyła sobie na stanowisko chłopca do bicia. Przyznaję jednak, że to kopanie Łodzi mnie boli.

Choć już prawie połowę życia mieszkam w Warszawie, to Łódź pozostanie moim miastem. Urodziłam się w nim, urodzili się w nim moi rodzice, większość dziadków i pradziadków. Prababcie pracowały w fabryce Geyera i w browarze Anstadta. Skończyłam tam najlepsze wtedy w Polsce liceum, a wyjechałam dlatego, że akurat tego, co chciałam studiować na Uniwersytecie Łódzkim, nie było. Nie uciekłam więc przed beznadzieją beznadziejnego miasta, jak wielu krytycznych komentatorów.

To prawda, że w Łodzi nie jest słodko. Po 1989 roku miasto ciężko pracujących kobiet zostało zostawione same sobie. Wielkie zakłady włókiennicze poprzekształcano, pozamykano, tysiące robotnic trafiło na bruk.

Łódź szukała pomysłu na siebie. Montownie pralek, golarek czy komputerów to jedno. Filmowe tradycje to drugie ("Ida", największy przebój polskiego kina po 1989 roku, film, który ogląda cały świat i który ma realne szanse na oscarową nominację, został wyprodukowany właśnie tam). Trzecie to tekstylia. Ale już nie w wersji produkcja tkanin, ale produkcja z tkanin. Czyli moda, a za nią także dizajn. To wszystko w mieście, w którym biedni zostają, a ci lepiej wykształceni i bardziej mobilni wyjeżdżają do pobliskiej Warszawy. Najpierw tylko do pracy, potem często na stałe. Bliskość Warszawy stała się przekleństwem Łodzi (w ciągu ostatnich 20 lat ubyło jej aż 112 tys. mieszkańców). A jednak miasto, do którego dziś przyjeżdżam w odwiedziny, od tego, z którego wyjechałam, różni się bardzo. Piotrkowska chociaż od frontu wygląda pokazowo. Na Księży Młyn nie było po co się zapuszczać, a teraz lśni czerwienią odnowionych cegieł i tętni życiem. Manufaktura tchnęła nowego ducha w zamknięte zakłady Poznańskiego (albo Marchlewskiego, jak mówią starsi łodzianie) i nie jest tylko centrum handlowym - jest tu jedno z najciekawszych muzeów w Polsce - ms2. Miasto jest rozkopane, ale to oznaka życia - będą nowoczesne tramwaje i Nowe Centrum Łodzi. Łódź odkryła też swoje korzenie i zaczyna być z nich dumna.

Różni się od innych dużych polskich miast, ale czy to znaczy, że należy przypisywać jej wszystkie najgorsze cechy? Czy tylko w Łodzi zdarzają się pijani chuligani, zabójcy dzieci, antysemickie napisy na murach czy żule śpiący na środku chodnika? Czy kopanie leżącego, który zresztą próbuje wstać, naprawdę jest takie fajne?

Swoją drogą ciekawa jestem kto następny. Po Śląsku (Dolnym i Górnym), który w roli chłopca do bicia występował dziesięć lat temu i po Łodzi, która w końcu też się znudzi, trzeba będzie znaleźć następną ofiarę.

Więcej o: