Wywiad z Robertem Koniecznym

red.

Robert Konieczny, założyciel pracowni KWK Promes, zdobywca wielu międzynarodowych nagród, min. Nagrody Dom Roku 2006 portalu architektonicznego World Architecture News mówi o projektowaniu, śląskich miastach, ginących zabytkach, deweloperach i władzach miasta.

 

 

Witold Stech (mmsilesia.pl): Znany jesteś z nietypowych projektów, spotkałem się z określeniami typu "wywinięta" czy ?zakręcona" architektura. Nie korci Cię żeby zaprojektować coś typowego?

 

Robert Konieczny : Te projekty pozornie są zakręcone, ale tak naprawdę są bardzo logiczne i wytłumaczalne. Taki mam sposób projektowania. Jeżeli sam sobie nie umiem w pewien sposób czegoś wytłumaczyć i uzasadnić, to się zatrzymuję i nie projektuję, szukam właściwego rozwiązania. Jeżeli to uzasadnienie się pojawia - idę dalej. Jeżeli ja sobie to wytłumaczę, to wytłumaczę to też klientowi czyli odbiorcy projektu. Rzeczy typowe generalnie są złe, to tak jakbyśmy zrobili jeden rozmiar buta, komuś może byłoby w tym dobrze, ale większości niekoniecznie. Tak samo jest z typową architekturą. Z drugiej strony, korci mnie żeby zrobić taką rzecz, która będzie dostępna dla ludzi o szczuplejszym portfelu, bo nie ukrywam, że nasze rzeczy są dosyć drogie. Zrobiliśmy tak naprawdę taki dom, który został nazwany, właściwie przez klienta, ?indywidualnym domem typowym". Jest to dom okrągły, z tego względu, żeby móc wpisać się na każdą działkę, wszędzie pasuje, a wnętrze jest całkowicie mobilne i można je dostosować do własnych potrzeb. Zrobiłem coś typowego (śmiech).

 

Dom Ślimak

 

Niewiele z Twoich prac powstało na Górnym Śląsku, z czego to wynika? Chciałbyś projektować więcej dla Śląska? Masz coś takiego w planach?

 

 

 

Pewnie, że tak. Jak najbardziej, chciałbym więcej projektować. Niedawno rozpisano konkurs na centrum kongresowe koło Spodka, ale jednocześnie jest konkurs na Muzeum Sztuki Nowoczesnej we Wrocławiu i chyba wybiorę Wrocław . Temat wydaje mi się równie ciekawy, ale podejrzewam, że tam to będzie ?wielka olimpiada?, będzie bardzo wielu startujących, a tutaj zrobi się taki regionalny konkurs, z racji tego, że to dzieje się w czasie wakacji i pokrywa się czasowo z konkursem wrocławskim. Mnie zawsze ciągnęło do większych, międzynarodowych zawodów. Jak już przegrać to w wielkim przedsięwzięciu. Dlaczego tak mało robimy w Katowicach? Dostajemy dość dużo propozycji od deweloperów, tylko najczęściej są to propozycje takie, że mamy miesiąc na zrobienie projektu. Uważam, że ten margines czasowy jest nieporozumieniem. Bierze się to z absolutnego braku świadomości tych deweloperów na czym w ogóle polega projektowanie i z braku świadomości tego, że najczęściej robią bardzo słabe rzeczy. Ale to się sprzedaje. Druga rzecz: propozycje finansowe. Uważam, że są obraźliwe dla środowiska architektów. Jeżeli większość się na to godzi, to znaczy, że tak naprawdę jest bardzo źle, bo bardzo tanio sprzedaje się swoje myślenie, a to jest chyba najbardziej wartościowe w naszym zawodzie.

 

 

 

 

 

Czy to, że znalazłeś się w rankingu "Europe 40 Under 40" coś dla Ciebie znaczy? Jak na to patrzysz z dzisiejszej perspektywy?

 

 

 

 

Szczerze mówiąc, z tych nagród to jest najmniej ważna nagroda dla mnie. Z tych wszystkich międzynarodowych, które ostatnio dostaliśmy to chyba jednak najważniejszy jest ?Dom Roku? (House of the Year 2006, portalu World Architecture News) przede wszystkim i miejsce na liście "Wallpapera", dlatego, że to były rzeczy dla mnie w pewnym sensie absolutnie zaskakujące. O "Wallpaperze " nie wiedziałem, sami nas znaleźli, a jest to pismo bardzo opiniotwórcze. To był absolutny szok, kiedy się dowiedziałem, że jesteśmy jako jedyni z Polski. Wiadomo, że w pewnym sensie zapracował na to ?Dom Roku?, bo wtedy nas odkryli. To są najważniejsze nagrody dla mnie. Dorzuciłbym jeszcze ?44 najlepszych młodych architektów świata? według hiszpańskiego wydawnictwa Scalae. Jesteśmy tam jako jedyni z Europy Środkowo -Wschodniej. A propos 40 na 40 - to jest ostatnia nagroda. To był konkurs, do którego trzeba się było zgłosić samemu. Jest bardzo miłym wyróżnieniem, ale jest też w pewnym sensie ograniczony. Nie zgłaszają się wszyscy. Co to dla mnie znaczy? Zawsze to cieszy i jest to, mam nadzieję, potwierdzenie że idziemy z biurem w dobrym kierunku. Faktem jest, jeżeli tych nagród pojawia się ileś tam i potwierdzają one, że nie jest się najgorszym, to człowiek się w tym utwierdza. Jeszcze jedna ważna rzecz. Teraz jest dosyć duży boom budowlany. Te nagrody przeświadczają mnie w słuszności wyboru, jakiego ciągłe dokonuję, bo tak naprawdę jest bardzo dużo zleceń, dużo zamówień i mimo wszystko z większości rezygnujemy, dlatego że nie gwarantują robienia ciekawych rzeczy.

 

 

Twój flagowy projekt, coś, z czego jesteś naprawdę dumny. To coś, co już powstało, czy coś, na co wciąż czekasz?

 

 

 

 

Nie mam takiego ulubionego projektu. Na równi stawiam np. dom aatrialny z niektórymi bardzo wczesnymi projektami, które zaliczam do nurtu projektów nie tylko materialnych, tak bym to nazwał, dlatego, że one troszkę wychodzą poza materię architektoniczną, stają się ulotne. Taka była chociażby Świątynia Opatrzności Bożej w Warszawie, która ostatecznie nie powstała, jej projekt dopełniało zjawisko tęczy. Realizowany jest projekt bardzo tradycyjny. Z drugiej strony, żyjemy gdzie żyjemy. Ktoś to ocenia, ktoś zamawia i poziom mentalności społecznej ludzi u szczytu władzy i na dole tej drabiny jest generalnie taki sam, czyli dosyć niski. Oczywiście są wyjątki, tylko trzeba mieć szczęście żeby na ten wyjątek trafić. Mieliśmy je z domem aatrialnym, ale to się tak właśnie kończy, że wiele rzeczy przepada. Dlatego chcę powiedzieć, że nie mam jednego ulubionego projektu. Wiele lubię. Kiedy już pokazuję jakiś projekt, albo nawet teraz w trakcie projektowania, kiedy nad czymś tam siedzimy, mnie zaczyna interesować taki budynek, który ma w sobie coś więcej niż tylko dobrze rozwiązaną funkcję i dobrą bryłę. Ten pomysł to jest może w pewnym sensie dusza, coś takiego, co ten obiekt wyróżnia od wszystkiego, co już do tej pory jest stworzone, zrobione. Duże wyzwanie, ale tak mam i nic na to nie poradzę.

 

Dom Aatrialny pod Opolem

 

 

 

 

Dom Aatrialny pod Opolem

 

 

Dom Aatrialny pod Opolem

 

 

 

Świątynia Opatrzności Bożej w Warszawie

 

 

 

 

 

 

Jak według Ciebie prezentuje się nowa architektura powstająca na Śląsku? Gdzie plasujemy się w porównaniu z innymi dużymi miastami w Polsce, czy Europie? Które realizacje uważasz za dobre, a które za złe?

 

To jest dosyć ogólne pojęcie, ale Śląsk zawsze był w czołówce, jeśli chodzi o kraj. Najlepszy przykład - dwudziestolecie międzywojenne, kiedy tu powstawały najlepsze rzeczy w kraju. Było dobrze w PRL-u, powstawały bardzo ciekawe budynki. W okresie transformacji po '89 roku zaczęły się pojawiać same gnioty i to długo trwało, mimo że środowisko architektoniczne jest bardzo mocne i jest bardzo dużo ambitnych zespołów. Mam na myśli takie budynki jak Hotel Campanile. To jest obiekt, który należałoby wyburzyć. Inny przykład to Bank PKO przy placu Rady Europy. Miałem nieprzyjemność pracować miesiąc w biurze, które go projektowało. Bardzo słaby budynek, w pewnym sensie niszczy Katowice. Nie jest niczym ciekawym, o tym trzeba jasno mówić. W ostatnich latach jest już lepiej, ciekawe są te większe obiekty, które powstają jak np. budynek sądu autorstwa Studniarków, czy ?Symfonia? Koniora , która świetnie się wpisuje w stary obiekt Akademii Muzycznej. To są fajne rzeczy i mam nadzieję, że takich będzie więcej. Generalnie dla mnie Śląsk jest mocny, Śląsk jako region, nie tylko Katowice. Jest kilka pracowni ambitnych, które tworzą tutaj jakość.

 

 

 

Niegdyś Katowice były nazywane najbardziej postępowym, nowoczesnym miastem w Polsce, myślę tu o międzywojniu i jego awangardowej modernistycznej architekturze. Jak według Ciebie wygląda to obecnie? Czy miasto czuje ducha czasów?

 

 

 

Moim zdaniem wtedy byliśmy bardziej awangardowi niż teraz. Skąd się to bierze? Wtedy było przyzwolenie polityczne na to, żeby się ścigać z Niemcami. Budowano awangardowo, aby wręcz szarpnąć mentalnością ludzką, żeby pokazać, że my jesteśmy lepsi od nich. To jest zawsze dobry czas dla architektury, czy to się dzieje w państwie demokratycznym czy totalitarnym, architektura ma wtedy dużą szansę na rozwój. Teraz jest taki czas, że jednak pieniądz rządzi najbardziej tym, co się dzieje, zresztą widać to po Katowicach . To jest kwestia planu, ogarnięcia całego miasta. Tego planu nie ma, wszystko się dzieje na zasadzie wolnej amerykanki. Coraz bardziej rządzą deweloperzy, architekci są coraz bardziej ulegli i dlatego najlepsze obiekty powstają w wyniku konkursów, nie wolnych zleceń. Wolne zlecenia to są parcia ze strony inwestorów, trochę gra pod publikę, a publika wiemy, jaki ma gust. Dlatego te obiekty są stosunkowo słabe. Boję się, że takie może być centrum. Jeżeli to będą zlecenia z wolnej ręki, Katowice będą zabudowane jak Warszawa, gdzie powstaje wiele biurowców, które tak naprawdę straszą i ciągle na tym tle idealnie wygląda Pałac Kultury i Nauki, który jest po prostu magicznym budynkiem. Trochę czasu minęło zanim można o tym swobodnie mówić. Boję się że kasa spowoduje, że nie będziemy taką awangardą. Będzie jako tako, będzie porządnie, ale dziś to konkursy są szansą na robienie ciekawych rzeczy.

 

 

 

 

Gdzie na świecie obecnie buduje się najlepiej? Holandia? Hiszpania? Inne typy?


 

Holandia na pewno. Najważniejszą rzeczą w architekturze jest podbudowa teoretyczna. Tak naprawdę, z pewnych przemyśleń bierze się właśnie awangarda, z szukania nowych rozwiązań, z dążenia do nowych przestrzeni. Tak też się dzieje w Hiszpanii , która rozwija się bardzo dynamicznie. Patrząc na świat - Japonia . To są najlepsze kraje, jeżeli chodzi o architekturę. Nie można też pomijać innych, jak np. Francja, gdzie również mamy świetne przykłady architektoniczne. Patrząc na całokształt tego, co się dzieje, to chyba te, które wymieniłem. Mamy podobne technologie, bogatych inwestorów, a jednak w Polsce to kuleje. Z jednej strony faktycznie mentalność społeczna jest jaka jest, z drugiej strony jest to wina tylko i wyłącznie samych architektów, dlatego że my mimo iż mamy potencjał dosyć duży, to marnujemy talenty. Nie mamy ich mniej niż Holendrzy czy Hiszpanie, ale tutaj w naturalny sposób usychają, mówiąc obrazowo. Kuleje szkolnictwo, jest na bardzo słabym poziomie, nie uczy się w szkołach architektonicznych myślenia. I nawet Politechnika Gliwicka, która jest uważana za dobrą szkołę robi troszkę szkody ludziom, bo uczy ich schematycznego myślenia, co jest dobre dla ogółu, dla architektów przeciętnych, gdzie się uczy dobrego rzemiosła, dobrego wykonywania zawodu, ale jeżeli ktoś jest jednostką wybitną, jest uzdolniony, można zrobić mu krzywdę. Gliwice i tak są jeszcze w tym wszystkim najlepsze. Jeżeli się spojrzy na resztę Polski, to już jest dramat. Słabi prowadzący, słabi nauczyciele. Co robi człowiek, który próbuje zrobić coś po swojemu? Sięga do katalogów i ogląda architekturę, ale on ją tylko ogląda. Widzi ostatni etap budynku, jego fotkę, rzut. Nie wie jak to powstało i uczy się oceniania rzeczy, bazując na tym, co widział. To się podoba, bo widział to w kilku magazynach, a jeżeli czegoś nie widział to na dzień dobry jest to złe. Nie uczy się go procesu myślowego. No i z tego wynika sporo dramatów już w późniejszym życiu zawodowym, bo ludzie nie myślą, tylko mechanicznie przenoszą pewne rzeczy, kopiują, lepiej albo gorzej, i dlatego ta architektura nie ma własnej tożsamości, bo tożsamość wynika z naszych głów, nie z regionalizmu, jak to często jest postrzegane przez konserwatorów zabytków. Ja miałem szczęście, że trafiłem na dobrych ludzi, którzy nauczyli mnie myślenia. Nie mogę powiedzieć czy ekipa, z którą pracuję w biurze uczy się ode mnie dobrej architektury, bo nie wiem, ale na pewno uczy się myślenia o tej architekturze i uzasadniania pewnych decyzji. Tak jak powiedziałem na początku, nasza architektura nie jest architekturą zakręconą, ona jest zakręcona czasami wynikowo, ale ma ku temu racjonalne i logiczne podstawy.

 

 

 

 

 

Jedna rzecz, którą chciałbyś zmienić w Katowicach gdybyś miał czarodziejską różdżkę.

 

 

 

Łatwe i trudne pytanie. Wiele mi przeszkadza. Przeszkadza mi to, co się dzieje z dworcem PKP . Ja, będąc architektem wiem, że to miejsce może być świetną przestrzenią, z zachowaniem tych kielichów, bo one naprawdę są wartościowe. Resztę trzeba zmienić, przeprojektować. Przeszkadza mi to, że al. Korfantego ma przestać istnieć w połowie. Jest to głupie i tyle. Przeszkadza mi to, że jest piękna przestrzeń na Dolinie Trzech Stawów, która powinna służyć całemu miastu i kasa zaczyna rządzić i sprzedaje się ją deweloperowi w sposób kretyński, bezmózgowy. To są bolączki tego miasta, gdybym je całościowo mógł uzdrowić to chwyciłbym się tych rzeczy. Gdybym miał tylko jedną zmienić, nie wiem, co jest najważniejsze, może faktycznie centrum. Ten dworzec dzieje się zakulisowo, nie wiadomo tak naprawdę, o co chodzi. To powinno być jednym wielkim świętem dla miasta, ogłoszenie wielkiego konkursu i zrobienie tutaj czegoś ciekawego, a wszystko się dzieje jak to w Polsce, gdzieś pod stołem. Wszyscy nabierają wody w usta i nie wiadomo, o co chodzi. Za chwilę pewnie się dowiemy, że powstanie tam dworzec połączony z supermarketem i zobaczymy, co za mistrz świata to zrobi.

 

Dworzec PKP w Katowicach

 

Dworzec PKP w Katowicach

 

 

 

 

 

Na czym według Ciebie polega atrakcyjność Śląskich miast? Co takiego możemy pokazać przyjezdnym? Czy jesteśmy w stanie ich zachwycić?

 

 

 

W Katowicach pokazujemy rzeczy najbardziej znane, jak np. Spodek, słusznie. Wczoraj byłem na Nikiszowcu - fantastyczne miejsce. To jest kolejny temat, który jest totalnie zawalony przez miasto. Zastanawialiśmy się, co z tym Nikiszowcem zrobić. W normalnej sytuacji, w normalnym kraju, to włodarz wiedziałby, że to jest atut jego miasta, Nikiszowiec byłby jednym z jego priorytetów. Nasz włodarz tego po prostu kompletnie nie rozumie i kładzie to na łopatki. Trzeba innymi drogami reanimować to miejsce tak naprawdę, wyciągnąć z niego to wszystko, co jest tam najlepsze. Gdybym faktycznie mógł pokazać Katowice na zasadzie takiego szoku, to bym pokazał Nikiszowiec. Podejrzewam, że jeżeli chodzi o mieszkańców Katowic, może co dwudziesty był w tym miejscu. Ja przyznaję się, poznałem to miejsce 3 lata temu. Znałem go z książek i zdjęć, ale to nie jest to samo. Kiedy tam przyjechałem to mi po prostu szczęka opadła To jest takie miejsce, w którym sam chciałbym mieszkać. Tam powinny się skupiać środowiska intelektualne, artystyczne, to powinno być drugie centrum miasta. A w tej chwili jest to czarna rozpacz, zapaść zupełna. Nikt nie ma na to pomysłu. Miasto, tak jak zawala rzeczy w centrum, tak zawala Nikiszowiec.

 

 

Nikiszowiec

 

 

Nikiszowiec

 

 

 

 

 

Pomówmy o zabytkach. 5 obiektów na Górnym Śląsku, które pokazałbyś komuś, kto nigdy tu jeszcze nie był.

 

 

 

Dużo jest takich rzeczy tak naprawdę i moja wiedza też nie jest pełna. Wymienię takie rzeczy, które mnie gdzieś strasznie ruszyły i na mnie wpłynęły, to np. Spodek. Dla mnie to już jest zabytek architektury. Jest supernowoczesnym obiektem, ale powinien być obiektem chronionym. To jest świetny obiekt na skalę światową. Takie same doznania i odkrycia miałem kiedy wszedłem do przestrzeni Kościoła Dominikusa Boehma w Zabrzu. Kosmos. Następny byłby dworzec PKP w Katowicach , pamiętam go jeszcze z dzieciństwa. To były lata '76, '77, miałem wtedy gdzieś tak 7 lat. Wyglądał fajnie, mimo że popełniono kilka błędów. Mamy szklaną elewację, ale na tej szklanej elewacji od środka ustawiono kasy, co ograniczyło otwartość przestrzeni. To jest głupota i bezsens. Pozostając w Katowicach - jest tu wiele obiektów, które w oczywisty sposób są tak naprawdę genialne, jak np. powojenna zabudowa al. Korfantego. Wpisałbym to jako jeden obiekt, jako jedną przestrzeń. Gdyby to odnowić to są perełki. My tego nie doceniamy, dla nas to jest brzydkie. Na koniec zostawiam całą modernę międzywojenną, katowicką i pozakatowicką. To jest zjawisko. Takiej moderny, jaką tu mamy, moi drodzy mieszkańcy, nie ma prawie nikt. To jest wartość tego miasta. Nauczmy się to cenić i szanować.

 

 

Jaka według Ciebie powinna być tożsamość śląskich miast w przyszłości? Czy powinniśmy pokazywać bardziej tą historyczną, zabytkową ich stronę, która być może nigdy nie będzie tak atrakcyjna jak to ma się w przypadku średniowiecznych polskich miast, czy miasta powinny szukać innej drogi?

 

 

 

Tu jest wiele obiektów, które niby straszą a tak naprawdę można je w fantastyczny sposób wykorzystać, co odbywa się na świecie, np. budynki poprzemysłowe. Oczywiście część została zburzona, bo nikt nie pomyślał, że z tego można coś tam wycisnąć, a można przekształcić je na mieszkania, lofty czy nawet centra handlowe. Wokół tego można budować wręcz kolejne przestrzenie miejskie, do mieszkania i do pracy. Takie rzeczy mogą być początkiem czegoś nowego. To jest wartością Śląska, tego nie ma Polska. My mamy tą śląską cegłę, familoki, fabryki. Trzeba to autentycznie wykorzystać i to się dzieje, choć czasami są to stracone szanse. Nawiązując do tej największej przebudowy w regionie, Silesia City Center jest miejscem, które skupia wielu ludzi, drugim centrum, czy nawet pierwszym, ale tak naprawdę jest plastikowym miasteczkiem. Robiło to naprawdę dobre biuro i jestem zdziwiony, że powstało coś takiego. Może to wynik presji inwestora, może architekci się ugięli. To powinno być inaczej zaprojektowane, to jest ścisłe centrum miasta i nie może być tak, że połowę zajmuje tak naprawdę wielki parking, a budynek jest w sumie parterowy. Teraz jeszcze tuż za SCC budują cię Dębowe Tarasy z widokiem na parking. Kuriozum. Ma to jednak, mimo wszystko, swoje plusy. Dobrze, że mieszkaniówka się tam tworzy, jest jaka jest, ale ożywiła trochę centrum miasta, bo na Dębie to można było tylko dostać kuflem w czaszkę. Przez takie inwestycje miasto się ożywia i uzdrawia, inny przykład to Cinema City/IMAX na Załężu. Moim zdaniem to jest bardzo dobry kierunek i tak należałoby postępować. W ten sposób powinniśmy wykorzystać ten boom budowlany, który niewątpliwie tutaj zmierza. Te wszystkie chore dzielnice Pan prezydent i cała ekipa, która kieruje tym miastem powinni podzielić na działki dla deweloperów. Niech sobie budują. Tyle. Ale żeby to zrobić trzeba mieć jakiś plan, strategię działania, której to miasto w ogóle nie posiada. Ciemność. Róbta co chceta, zasada totalnego przypadku.

 

 

 

 

 

 

Jaka według Ciebie jest przyszłość zabytkowych osiedli robotniczych? Pomówmy np. o Nikiszowcu .

 

 

 

Trzeba atakować, męczyć władze, jest im z tym niewygodnie, bo myślą, że coś powinni robić, a nie wiedzą co za bardzo. Gdyby to było normalne miasto, normalnie zarządzane to byłby to jeden z priorytetów dla władz. Podejrzewam, że włodarz tego miasta zleciłby opracowanie strategii dla tego obszaru. Co z tym można i trzeba zrobić żeby to w pewnym sensie wróciło do miasta i było jego wizytówką? Nie wystarczy nowy bruk i latarnie. Tam nie ma sklepów, nie ma żadnej knajpy. Nikt jej nie chce zrobić, bo tam nie będzie interesu. Trzeba to zmienić kompleksowo. Tak się nie dzieje, tak się nie stanie, powiedzmy sobie szczerze. Prezydent miasta nie zrobi z tym nic, bo on tego nie rozumie. Są dwie drogi uzdrowienia tego miejsca. Pierwsza, wydaje mi się najbardziej realna. Nikiszowca nie widziało wielu ludzi w Polsce, wielu o tym miejscu nie wie. Kiedy w kolorowych czasopismach pokazuje się Polsce Katowice, to pokazuje się SCC. Miejmy pretensje do siebie, nie do nich. Pokażmy ten Nikisz. Być może zainteresuje się kogoś, kto ma pieniądze, wizję. Kimś takim byli np. Kulczykowie, jeżeli chodzi o Stary Browar. To jest dobry mechanizm, Kulczykowa miała tam wizję, wiedziała, co chce zrobić i zostawiła fantastyczną rzecz. Stary Browar w Poznaniu jest przestrzenią, do której wszyscy ciągną, tam po prostu toczy się życie. Wcale nie osłabiło centrum, jest zupełnie nową jakością w mieście, jego dopełnieniem. Gdyby ktoś taki się znalazł mógłby spojrzeć biznesowo na ten Nikisz, zbudować mieszkania socjalne gdzieś obok, wysiedlić ich stamtąd. To jest trudny problem, ale o tym trzeba mówić. Pewnie pojawiłyby się tam galerie, sklepy, zrobiłby się pozytywny snobizm na to miejsce. Ludzie chcieliby tam mieszkać, w tej takiej wyspie w mieście. Rewelacja, ale póki co miasto na pewno się nie zajmie Nikiszem. Prezydent nie chciał wydać nawet 20 tys. zł., aby zrobić ekspertyzę w celu wpisania Nikiszowca na listę Pomników Historii, a to już jest coś, co zwiększa zainteresowanie konkretnym miejscem. Prezydent nie był w stanie nic zadeklarować, dla mnie jest to kompromitacja.

 

 

Większości ludzi spoza Śląska, Katowice, poza Spodkiem, kojarzą się z brudnym dworcem PKP. Jaki jest Twój pomysł na to miejsce? Zachować unikatowy brutalizm? Przebudować? Zmienić funkcję? Czy zaorać?

 

 

 

Jesteśmy dosyć ubodzy w zabytki, w obiekty, które są naprawdę wartościowe w tym kraju. Dworzec jest jednym z takich obiektów, jest zabytkiem. Można porównać go do muzyki Pendereckiego. Nikt nie odważy się skrytykować publicznie tego co robi Penderecki, mimo, że tego nie słucha, bo wie, że wyjdzie na totalnego buraka - słoma z butów, ale, można krytykować nowoczesną architekturę, bo na razie jest przyzwolenie społeczne na to. Robią to politycy, kompromitując się totalnie, ale na świecie, bo tu w Polsce jest takie przyzwolenie. Te rzeczy można do siebie przyrównać. Kiedy się wyrobi taki pozytywny snobizm, to wtedy nikt się nie odważy, bo zrozumie, że narazi się na śmieszność. Mamy wartość, o której wiedzą na razie tak naprawdę tylko fachowcy. Dworca nie ruszy tak naprawdę nawet bomba, choć chcą to rozwalić i pewnie to rozwalą. Kiedyś na spotkaniu z byłym wojewodą Pietrzykowskim tłumaczyłem, że ograniczenie w postaci zachowania tych kielichów nie jest żadnym ograniczeniem wystarczy zapisać to w warunkach przetargowych, konkursowych Tego nie zrobiono, bo tego nikt nie rozumie tak naprawdę. Wszystkim się wydaje, że to jest problem. To nie jest problem. A przy okazji byłby, jak to w dobrym projekcie, punkt zaczepienia. Co z tym dworcem zrobić? Moim zdaniem gdybyśmy mieli ludzi myślących sensownie o tym mieście, to nie byłoby takich sytuacji, która się dzieje z dworcem czy choćby z tą nieszczęśliwą kamienicą, która stoi niedaleko i grozi katastrofą budowlaną. Boję się, że tam ktoś zginie. Gdybym ja był prezydentem, zrobiłby wszystko żeby przywołać właściciela do porządku, albo po prostu przejąć tą kamienicę. Miasto o to nie dba, tak jak nie dba o dworzec. Myślę, że zakulisowo się tym jakoś zajmuje, ale oficjalnie ma to w poważaniu. Kto decyduje o ścisłym centrum miasta? O tym jak to będzie wyglądać? Kolejarze. Po prostu farsa na skalę światową. Niemcy organizują wielkie konkursy międzynarodowe, zapraszają ludzi, szukają pomysłu, co z tym zrobić. Tu jest po prostu cisza. Znaleźli 5 inwestorów. Zrobił się, nawet nie konkurs, ale zamknięty przetarg, gdzie biura projektowe gdzieś pokątnie się tym zajmowały, nie przyznając się do tego w ogóle. Teraz już wiemy, że jest jedno biuro, które to robi tak naprawdę. To jest straszne, bo to jest takie typowo polskie, cichociemne. Dla mnie ta rozmowa o dworcu powinna być świętem dla miasta. Wielka dyskusja, oficjalny konkurs, rozstrzygnięcie, gadanie o tym na okrągło, żeby ludzi wciągać w całe to wydarzenie. To, że dworzec jest zaniedbany to jest tylko wina PKP i władz, które nie są w stanie czegoś takiego od PKP wyegzekwować. To nie jest wina architektury, tylko ludzi.

 

 

 

Nie podoba Ci się projekt przebudowy centrum autorstwa Koniora. Dlaczego? Jaki jest Twój pomysł na to miejsce?

 

 

 

Na zdrowy rozsądek, jeżeli władze tego nie rozumieją, to ja po raz kolejny boleję nad sposobem myślenia. Mamy boom budowlany i mamy masę rzeczy do zabudowy w Katowicach. Mamy dziury w poszczególnych kwartałach - zabudujmy je. Projekt Koniora był racjonalny, uwzględniał zabudowę tych kwartałów. Nagle, ta zabudowa kwartałów łączy się z zabudową al. Korfantego, gdzie autor mówi, że on zmienia proporcje i szuka właściwej skali dla człowieka. Jakaś bzdura totalna. Zabudowujemy ulicę w mieście, gdzie inne rzeczy są niezabudowane. Dookoła jest syf, który należałoby uporządkować, a my się bierzemy za ulicę, która jest komunikacją tak naprawdę i rozdziobujemy ją. Rynki amerykańskie są niepewne, na rynku może być zastój, inwestor może splajtować. Rozgrzebiemy miasto w samym jego środku i nagle co? Będziemy mieć dookoła bajzel, a ulicę rozkopiemy bo ktoś miał wizję żeby zmienić proporcje drogi. Trzeba się stuknąć młotkiem w łeb, za przeproszeniem. Dlaczego zakładam pesymistycznie? Moim zdaniem zakładając taką wielką przebudowę miasta trzeba myśleć o najgorszych rzeczach, zakładać najgorsze warianty. Koło Superjednostki stoi niedokończony budynek KCB. Nic się nie dzieje tak naprawdę, tylko straszy i stoi, ale stoi na miejscu, na którym należy budować. Budowanie na drodze- to już jest gorsza sprawa. To miasto jest jakoś ułożone. Aleja Korfantego to nie jest tylko ten fragment, który ma być przebudowany. Ma pewną szerokość, wjeżdża mocno do środka miasta. Tam jest przestrzeń, są biurowce, tam się powinno budować do góry, ja nie mam nic przeciwko temu. Niech to miasto modernistyczno - biurowe rozwija się do nieprzytomności. Nawet jeżeli tam zrobimy apartamentowce, które będą drogie, to na pewno tam nikt nie będzie siedział przy stoliczku tylko sobie podjedzie na podziemny parking i wróci do domu. W tym nie ma nic dziwnego że miasto wymiera w sposób naturalny ok. 19, 20, tak się dzieje z Manhattanem chociażby. Tam jest pięknie, ale o pewnej porze po prostu hula wiatr, nie ma nikogo. To jest taka część Katowic. Zostawmy tą przestrzeń, pokażmy modernę, ta skala wieżowców dla tej ulicy będzie fantastyczna. Oczywiście trzeba ją trochę przeprojektować, ale nie tak żeby ją zawęzić w połowie. To jest po prostu bełkot intelektualny i nikt nie umie na to pragmatycznie odpowiedzieć, jest tylko gadka typu: miasto to ludzie. Ogólniki, żadnych racjonalnych argumentów, które logicznie uzasadniają tą decyzję. Jak to się uda, jak to zabudują, może przestrzeń straci - niech będzie. Katowice będą się rozwijać do nieprzytomności? Super. Ale ja bym działał w ten sposób: najpierw kwartały, a jak już braknie miejsca to sięgnijmy po al. Korfantego. A dopiero potem, kiedy już będzie totalne zaduszenie, sięgnijmy na końcu po Dolinę Trzech Stawów. A nie, że na dzień dobry bierzemy Trzy Stawy, Korfantego, a cały ten syf zostaje. Bezsens. Brak strategii i planu.

 

 

Ma powstać Szlak Architektury Modernistycznej. Czy według Ciebie to dobry pomysł? Czy Katowice są gotowe na to aby prezentować dzieła międzywojnia światu, często zaniedbane?

 

 

 

To jest dobry pomysł. Należy takie rzeczy robić, a nie czekać na zbawienie. Może uświadomi to władzom, że nie należy robić tak jak się stało w przypadku budynku na Dworcowej, który tak naprawdę został zniszczony. Pojawia się styropian, choć są inne technologie, które pozwalają zachować pierwotną formę. Konserwator tego nie dopilnował, no znowu władze. Nie ma architekta miejskiego, bo jest niepotrzebny. Po co? Pan prezydent wie lepiej.

 

 

 

 

 

 

Robert Konieczny

 

Cykl naszych wywiadów nosi nazwę Silesia 2020. Gdybym Cię zapytał, powiedzmy o Katowice roku 2020, to co byś odpowiedział? Co się zmieni do tego czasu?

 

 

 

Miasto na pewno się zmieni. Chciałbym żeby przypominało bardziej śląski klimat, niż żeby się zrobiła z tego taka Warszawka , gdzie jest dużo deweloperskich budynków, tandetnych biurowców, które są zrobione szybko i niedbale, w celach tylko i wyłącznie komercyjnych. Chciałbym żeby to się zmieniało z głową. Tego nie tylko sobie, ale nam wszystkim życzę. Mam nadzieję, że tak będzie, ale jednak jest to czas pieniędzy, nieświadomych deweloperów i nieświadomych władz.

 

 

 

 

 

 

Dziękujemy za udostępnienie wywiadu portalowi mmsilesia.pl

 

 



Zobacz także:

 

 

Nie chcę mieć swojego stylu

 

Konieczny nadzieją polskiej architektury

 

Śląscy architekci znowu najlepsi

 


 

 

 

 

 

 

 

Skomentuj:

Wywiad z Robertem Koniecznym