Medusa pożerająca ruiny

Iwona Sobczyk

Stare, opustoszałe wiele lat temu magazyny w centrum Bytomia nie są już pozostawione na pastwę losu i wandali. Oto nowa siedziba jednego z najbardziej znanych śląskich biur architektonicznych - Medusa Group. 

 

 

Medusa Group powstała w 1998 roku. Manifestem grupy był powstały pięć lat później Bolko_Loft - pierwszy śląski loft, stworzony w przeznaczonym do wyburzenia budynku starej lampiarni Zakładów Górniczo-Hutniczych Orzeł Biały w Bytomiu . Zamieszkał w nim Przemo Łukasik, który razem z Łukaszem Zagałą prowadzi pracownię. Do tej pory Medusa działała w Gliwicach, zajmowała pomieszczenia na ostatnim piętrze domu handlowego Ikar. Przez dziesięć lat grupa się rozrosła. W Gliwicach cały, dwudziestoosobowy dziś zespół, nadal pracował i żył na stu metrach kwadratowych. Nowa siedziba biura mieści się dziś w pobliżu bytomskiego rynku, na skrzyżowaniu ulic Józefczaka i Przechodniej.

 

- Jako mieszkaniec Bytomia budynki po magazynach obserwowałem już od dłuższego czasu. Próbowałem nawet zainteresować nimi jakiegoś inwestora, ale nikt nie miał ochoty się w to pakować. W końcu udało mi się zachęcić mojego wspólnika. Od dawna szukaliśmy miejsca na siedzibę firmy, utrzymanego w przemysłowym klimacie - mówi Łukasik.

 

 

Siedziba pracowni Medusa Group

 

 

W Bytomiu, na każdym z trzech pięter, mają teraz po 400 metrów kwadratowych. Nie potrzebują aż tyle. Biuro urządzili na samej górze. Reszta jest w trakcie remontu. Mają się tu wprowadzić inne firmy. - Może kawiarnia, butik, studio fotograficzne, nagraniowe albo atelier dizajnerskie. Przed kryzysem myśleliśmy, że może dałoby się otworzyć tutaj sklep z dizajnerskimi meblami. Prowadzimy rożne nieformalne rozmowy, za wcześnie na konkrety, ale mamy milion pomysłów na minutę - mówi Łukasik.

 

W budynku starają się nie zmieniać więcej, niż to konieczne. Nowe okna dalej chronią stare, zardzewiałe kraty. Ściany zostały wzmocnione, a powstałe wskutek szkód górniczych i zaniedbań ubytki w elewacji uzupełnione. Połączeń starego z nowym nie próbowano maskować. Architekci nie zamierzają też ukrywać istnienia przeróżnych instalacji (trzeba było zamontować przeciwpożarową, alarmową i poprawić grzewczą). Wszystkie pomieszczenia udekorowane są plątaniną kabli i rur.

 

Betonowa podłoga w biurze Medusy została pomalowana na biało. Białe są też deski sufitu - wcześniej ukryte pod warstwą słomy i tynku. Lampy podwieszone pod sufitem architekci już tu zastali. Trzeba je było tylko wyczyścić i wstawić nowe świetlówki. - Niektórzy pewnie chcieliby to wszystko przykryć, zmienić. My odwrotnie. Dlaczego? Bo tak właśnie lubimy. Interesuje nas autentyczna substancja tej przestrzeni. Podobają nam się te krzywe sufity, betonowa podłoga i okna, które nie są prostokątami tylko rombami - mówi Łukasik.

 

Najbardziej widoczna ingerencja nowych właścicieli w zastaną przestrzeń, to duże przeszklenie przy wejściu i czarne elementy wystroju wnętrza. Na wewnętrznych ścianach walczy o pierwszeństwo czarna blacha i takie same miękkie połacie wełny mineralnej. Wełna ociepla i wygłusza, zwykle stosuje się ją na elewacjach i pokrywa okładziną. Tu nikt nie zamierza jej ukrywać. Na jej powierzchni w regularnych odstępach rozmieszczone są rozetki kołków, którymi wełna przymocowana jest do ściany. To jedyna ścienna biżuteria.

 

Za jakiś czas pracownia ma zyskać jeszcze jeden poziom. Na dachu powstanie taras z ogrodem, w nowojorskim klimacie. - A na elewacji parteru, tam gdzie teraz jest pomalowany na biało tynk, położymy zardzewiałą blachę. Będzie świetnie pasowała do całości - dodaje Łukasik.

 

 

Czytaj więcej

 

 

Iwona Sobczyk

Gazeta Wyborcza Katowice

 

 

 

Zobacz także:

 

Nowy projekt z pracowni Medusa Group

 

Dom jednorodzinny dla bardzo dużej rodziny

 

Architekt w kryzysie

 

 

Skomentuj:

Medusa pożerająca ruiny