Ateny - miasto bez architektury?

Kolebka cywilizacji europejskiej, starożytne zabytki, wysokie temperatury - to pierwsze skojarzenia dotyczące Aten. Jednak na miejscu sielskie wyobrażenie tego miasta pęka jak bańka mydlana. Ateny to dziś betonowa dżungla, w dodatku brudna i pełna hałasu.


Nie będę ukrywać, że wybranie Aten jako miejsca na wyjazd na Erasmusa nie było z mojej strony przemyślaną decyzją. Gdy zajęte zostały już dwa miejsca do Brukseli (mój pierwszy wybór), bez namysłu odpowiedziałam: "Ateny poproszę!" mając w głowie jedynie kilka skojarzeń ze stolicą kraju, w którym nigdy wcześniej nie byłam.

 

 

Lista skojarzeń nie była długa: starożytne zabytki, ciepłe temperatury przez większość roku, piękne wyspy. Dopiero moi rozmówcy, przed którymi przyznawałam się do swojego wyboru zaczęli mi uświadamiać, że Ateny mimo, iż są kolebką cywilizacji Europejskiej, dzisiaj prezentują się jako betonowa dżungla, w dodatku brudna i pełna hałasu. Szybkie spojrzenie na miasto przez Google Earth również nie natchnęło mnie optymizmem, ponieważ nie sposób było nie zauważyć bardzo intensywnej, zazwyczaj ortogonalnej siatki wąskich ulic. Cóż, wszystko to jest prawdą; Ateny są brudne, głośne i ciasne, ale są też miastem zupełnie innym niż miasta Polski i północnej Europy, co sprawiło, że mieszkanie tam przez pół roku było naprawdę ciekawe i pozwoliło zauważyć szereg rzeczy, które umknęłyby zapewne podczas tygodniowej wycieczki turystycznej.

 

 

Miasto zdumiewa i zaskakuje, nie zawsze pozytywnie. Jak większość metropolii Ateny to miasto kontrastów. Z jednej strony mamy więc rozleniwionych mieszkańców, pół dnia okupujących stoliki kawiarniane, zajętych rozmowami lub taksowaniem wzrokiem przechodniów, z drugiej szalony ruch drogowy, kierowców trąbiących dwie sekundy po zapaleniu się zielonego światła i niecierpliwych motocyklistów wdzierających się między pieszych. Szacunkowa gęstość zaludnienia Aten to 19 133 os./km. kw. (dla porównania gęstość zaludnienia Warszawy to 3 302 os./km. kw.). Miasto wypełniło już przestrzeń jaką wyznaczają mu otaczające je wzgórza i morze. Jego odnogi już wysuwają się ze szczelin na wschodzie oplatając coraz ciaśniej górę Hymettos, która oddziela miasto od lotniska. Kiedy chodzi się po ulicach, można odnieść wrażenie, że każdy metr kwadratowy ma tu wagę złota.

 

 

autorka: Zuzanna Bluszcz

 

Gdybyśmy chcieli porównać typową tkankę miejską Aten z jakimś fragmentem Warszawy, byłby to rejon ścisłego śródmieścia (Hoża i Wspólna) czyli mniej więcej siedmiokondygnacyjne budynki wypełniające prostopadłą siatkę ulic, wąskie chodniki, mało zieleni, wiele zaparkowanych wszędzie samochodów. W Atenach do tego wszystkiego dochodzą jeszcze kontenery na śmieci, które stoją bezpośrednio na ulicy, przed wejściami do klatek schodowych (z jednej strony jest to wygodne, z drugiej mało estetyczne). Ulice są wąskie i, poza tymi największymi, jednokierunkowe. Chodnik ma czasem pół metra szerokości, czasem zupełnie znika.

 

 

Richard Scoffier, francuski architekt i pisarz w swoim tekście zamieszczonym w katalogu wystawy greckiego pawilonu na weneckim biennale "Athens 2002: Absolute Realism" pisał:

 

 

"Tutaj, w Atenach, parki archeologiczne są zupełnie odcięte od miasta. Turyści, dobrowolni więźniowie śródmieścia, które jest zamknięte dla ruchu kołowego, nigdy nie mieszają się z miejscową społecznością, żyjącą w swoich sąsiedztwach jak w klasztorach. Ateny odrzucają mobilność i wędrowanie, wolą poezję kolażu dwóch niezwiązanych ze sobą światów. Określają się zarazem jako miasto cezury."

 

 

Choć Scoffier przesadza, jest to trafna uwaga odnośnie Aten, których centrum należy do turystów. To tam możemy znaleźć piesze ulice, małe place, parki. Przestrzeń jest zadbana, ale wystarczy przejechać jedną stację metra, aby znowu znaleźć się w labiryncie. Choć, jak już wspomniałam, Ateny to głównie ortogonalna siatka ulic, bardzo łatwo stracić w niej orientację. A to dlatego, że jest to przestrzeń bez żadnych punktów odniesienia. Mimo, że kwartały są podzielone na niewielkie działki, wszystkie budynki są bardzo podobne do siebie. Ich elewacje to właściwie tylko bardzo duże balkony wypełnione roślinami doniczkowymi i zasłonięte roletami. W książce "Mutations" Yannis Aesopos i Yorgos Simeoforidis tak opisują zabudowę Aten:

 

?Grecki dom wielorodzinny - poly-katoika - jest realizacją corbusierowskiego systemu Domino: betonowa rama, klatka schodowa i szyb windy. Typ budynku, który oferuje prostotę konstrukcji, oszczędność i trwałość, wzór do powtarzania w nieskończoność, podstawa dla nowej, rodzimej architektury."

 

 

autorka: Zuzanna Bluszcz

 

Benoit Goetz w "Athens 2002: Absolute Realism" posuwa się nawet do stwierdzenia że Ateny to "miasto bez architektury". To sformułowanie nie dawało mi spokoju. W końcu Ateny to miasto, nad którym wznosi się Akropol, który rysowałam na zajęciach z HAP'u (Historia Architektury Powszechnej), tak samo jak Agorę ze wszystkimi jej fazami rozwoju. To miasto posiadające kompleks olimpijski zaprojektowany przez Calatravę. Jednak, jak zauważa Thanasis Moutsopoulos w "Athens 2002: Absolute Realism":

 

 

"Dzisiejsze miasta przypominają żałosne spektakle, które mają być przedstawiane turystom w klimatyzowanych autobusach. Gość w mieście zauważa tylko to, co niezwykłe, zaś mieszkaniec zajmuje się tym, co jest zwykłe i co bierze na siebie wszystkie wymiary codziennego szaleństwa."

 

 

 

Cezura, o której pisze Scoffier, wydaje się oddzielać kwartały wypełnione poly-katoikami od rejonu turystycznej Plaki. Modernistyczna, surowa zabudowa bez detalu z rzadka ustępuje miejsca małym neobizantyjskim świątyniom lub starym, niskim kamienicom. "Here, in Grece, we like white" wyjaśniała mi właścicielka apartamentu, w którym mieszkałam. To prawda, wystarczy popatrzeć na pocztówki z wysp takich jak Mykonos zabudowanych małymi pobielanymi domkami, ale wystarczy też wyjrzeć przez okno w Atenach i spojrzeć na surowe, zazwyczaj biało-szare elewacje poly-katoika.

 

 

 

Co jest najciekawsze, brak lub znaczne ograniczenie przestrzeni publicznych, dogodnych dla pieszych, w ogóle nie tamuje ateńskiego życia społecznego. Wysokie temperatury przez większość roku sprawiają, że ulice są pełne życia. Wszystkie z niewielu placów są zawsze wypełnione ludźmi, którzy siedzą w ogródkach kawiarnianych lub po prostu na ławkach. Ulice, na których znajdują się kluby i lokale w weekendowe wieczory wypełnia tłum, który można porównać do tego, który przemierza warszawską Arkadię w dni wyprzedaży. Ten sposób życia, który w Polsce nazywamy południowym w połączeniu z intensywną zabudową miejską sprawia, że Ateny odbiera się jako tętniący życiem organizm.

 

 

 

Erasmus w Atenach dla studenta architektury nie jest typowy. Nie polega na możliwościach przechadzania się pomiędzy realizacjami, które do tej pory można było zobaczyć na kartach nowych wydań o nowej, odważnej architekturze. Nie da się ukryć, że nie ma tutaj zbyt wielu wzorców, które można by przenieść do Polski. Wydaje mi się jednak, że dzięki temu taki wyjazd jest wyzwaniem, ponieważ wymaga, aby zacząć szukać. Szukać odpowiedzi na pytania, które nasuwają się podczas spacerów po ulicach, rozmów z greckimi studentami czy podziwiania panoramy miasta z któregokolwiek ze wzgórz.

 

 

Zuzanna Bluszcz

Dziękujemy magazynowi studenckiemu ARCYTEKTURA za umożliwienie publikacji:

Cały artykuł można przeczytać w czasopiśmie studenckim Arcytektura dostępnym na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej.

 

 

 

Zobacz także:

 

Partenon ze szkła i marmuru 

 

Sukces polskich studentów w konkursie Benettona

 

Najlepsza opera na świecie

 

Więcej o: