Deregulacja i co dalej?

arch. Michał Dąbrowski
19.02.2013 11:51
A A A
Zawód Architekt

Zawód Architekt (Zawód Architekt)

Zdaniem architekta Michała Dąbrowskiego, deregulacja w branży architektonicznej nie stanowi żadnego remedium dla rynku pracy. Artykuł z najnowszego numeru pisma Zawód:Architekt

Postulowana przez polityków deregulacja być może zmodyfikuje w jakiś sposób układ uprawnień budowlanych w Polsce. Natomiast - niech nikt nie daje się nabrać - w żaden sposób nie rozwiąże problemu dostępności do zawodów architekta czy inżyniera budownictwa dla ludzi młodych

Główną barierą w uprawianiu zawodu architekta w Polsce jest postawa regulatora rynku, którym jest - bądźmy szczerzy - sektor zamówień publicznych i ustawa PZP. Promocja ceny, jako jedynego lub głównego kryterium na publicznym rynku usług projektowych, doprowadziła do sytuacji wypaczenia sensu naszej profesji. Przyczyny tego stanu rzeczy zakorzenione są w warunkach historycznych oraz w całkowicie błędnym współczesnym postrzeganiu celów inwestora.

Historyczna hierarchia rozwoju

Po okresie zaborów w wolnej Polsce trwały prace nad ujednoliceniem wymagań wobec zawodu projektanta. Przerwała je niestety II wojna światowa. Należy jednak zauważyć, że status projektanta oraz szacunek dla jego pracy był wysoko oceniany w dwudziestoleciu międzywojennym. Powód? Większość inwestycji była realizowana wówczas przez sektor publiczny lub klasę średnią mającą duże poważanie dla zawodów architekta i inżyniera projektanta.

Po wojnie, kiedy ustanowiono „państwo robotniczo-chłopskie” nastąpiło rozdzielenie pracy projektantów od społeczeństwa. A w związku z promowaniem pracy „konkretnej” nad umysłową - w szerokich kręgach społecznych narastało niezrozumienie oraz brak szacunku dla pracy wymagającej inteligencji, innowacyjności i kreatywności. Większość inwestycji realizowana była poprzez sektor państwowy, dokumentację wykonaną przez inżynierów z państwowego biura projektów sprawdzał zespół inżynierów z państwowego biura inwestycji, zatem partnerami po obu stronach (projektanta i inwestora) byli ludzie tego samego zawodu, znający się na rzeczy.

Większość projektantów pracowała w dużych jednostkach projektowych, które zapewniały właściwy proces szkolenia - młodzi ludzie wchodzący do zawodu mieli od kogo i gdzie pobierać naukę praktyczną, warsztatową. W naturalny sposób przechodzili więc przez szczeble kariery od kreślarza, przez młodszego asystenta do starszego projektanta.

Kryzys lat 80. i późniejsza transformacja gospodarcza spowodowały załamanie się systemu kształcenia projektantów. Państwowe biura projektów zostały w większości zlikwidowane, a architekci, zarówno doświadczeni, jak i początkujący stanęli przed koniecznością zorganizowania sobie dalszego życia zawodowego. Rynek zaczął się organizować na nowo. Przestały istnieć przedsiębiorstwa państwowe posiadające własne działy inwestycji z zatrudnionymi na etatach inżynierami, natomiast „nowi” inwestorzy nie widzieli potrzeby korzystania z wiedzy konsultantów, nie zdając sobie sprawy ze stopnia skomplikowania zadań projektowych i niemożności ich sprawdzenia bez pomocy fachowca.

Cena zaczęła dominować w projektowaniu

I tu trzeba przejść do sedna... Jaki związek ma cena usługi projektowej z jej jakością? Projektowanie wymaga poświęcenia zadaniu projektowemu pewnej liczby godzin. Im więcej czasu mu poświęcimy, tym efekt końcowy będzie lepszy, a zadanie wykonane staranniej i bardziej szczegółowo. Im bardziej przemyślany i bardziej szczegółowy będzie projekt, tym niższe będą koszty wybudowania zaprojektowanego obiektu. Zależność tę znają inwestorzy zagraniczni którzy przyjeżdżają do naszego kraju z własnymi konsultantami w dziedzinie projektowania, rozmawiają tylko z wybraną częścią biur projektowych i tylko tam zamawiają swoje usługi, weryfikując ich jakość.

Oczywiście cena wszędzie jest istotnym elementem oferty, ale startują tutaj partnerzy równej wagi, świadomi kosztów oraz zakresu prac, jakie muszą być zrealizowane. Niestety, jest to bardzo mały wycinek rynku inwestycyjnego. Ponad 50% wartości rynku stanowi sektor publiczny, w którym do konkurencji o największe nawet zlecenie jednoosobowa pracownia staje obok dużego biura projektowego. Urzędnik nie widzi braku możliwości rzetelnego wykonania zlecenia, bo nie zna się na projektowaniu, widzi jedynie cenę i jedynie ją może porównać.

Co w tym złego? Niech rynek to zweryfikuje!?

Niejednokrotnie słyszeliśmy argumenty o „niewidzialnej ręce rynku”. Wszystko byłoby dobrze, gdyby w procesie przetargowym był ktoś, kto jest w stanie zweryfikować nie tylko cenę usługi, ale i jakość opracowania. Niestety - po stronie zamawiającego w większości przypadków występują urzędnicy, którzy potrafią sprawdzić jedynie zawartość formalną oraz pozyskane decyzje i uzgodnienia. Prawdziwy moment weryfikacji jakości projektu nadchodzi dopiero w momencie kiedy zaczyna się on oblekać się w ciało, czyli... w trakcie budowy.

Tylko, że i tutaj nie ma chętnego do rzeczowej weryfikacji. Nadzór inwestorski (oczywiście wybrany w przetargu za najniższą cenę) ma „opłacony czas” jedynie na sprawdzenie dokumentów formalnych budowy, grubych błędów i kiepskiej jakości w wykończeniówce - bo dopiero na tym etapie inwestor potrafi zauważyć „różnicę”. Wykonawca (także wybrany w przetargu za najniższą cenę) ma na sztandarach wypisane hasło „optymalizacja” (czarujący synonim słowa „taniocha”)... która w praktyce sprowadza się do zmian materiałów droższych i lepszych jakościowo - na tańsze i gorsze.

Jeszcze raz: po co inwestorowi projektant (i inspektor nadzoru)?

Wróćmy do projektu. Teoretycznie na tym etapie powinny ujawnić się wszystkie błędy projektowe i... ujawniają się, ale projektant nie jest dyletantem, zna sposób działania rynku. Więc z mniejszym czy większym żalem, ze strachu przed poniesieniem kosztów błędów godzi się na zmianę dobranych materiałów wykończeniowych czy rozwiązań technicznych na gorsze, proponowane przez wykonawcę, który musi przecież znaleźć „dodatkowe” pieniądze.

Kosztorysy inwestorskie nie są przecież przygotowywane przez nieuków, ich autorzy świetnie znają stawki obowiązujące na rynku. Emocjonujące newsy w mediach, że oto inwestor zaoszczędzi tyle a tyle pieniędzy wywołują jedynie uśmiech politowania. Bo inwestor jeszcze o tym nie wie, ale dostanie za tę mniejszą cenę produkt daleko inny od tego, który zamawiał. I poniesie koszty dużo większe niż kwoty, które „zaoszczędził”.

Zapytać można: jakim cudem inwestor zostaje tak naciągnięty? Odpowiedź jest bardzo prosta: przecież osobą, którą zatrudnił do kontroli jest inspektor nadzoru (lub inżynier kontraktu, zależnie od nomenklatury) wybrany za... najniższą cenę! On nie ma czasu walczyć o interesy inwestora ponieważ inwestor nie zakupił u niego wystarczającego pakietu czasu. Inspektor czuwa jedynie nad dokumentami, które uchronią go przed posądzeniem o niedopilnowanie, godzi się na zmiany materiałów i rozwiązań o ile ktoś inny (projektant?) podpisze się pod decyzjami. I tak z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc upada jakość projektowania i budowania w Polsce.

Jaki ma to związek z młodymi ludźmi?

Fundamentalny. Do opracowania dobrej jakościowo dokumentacji potrzeba ludzi, czasu i związanej z tym zapłaty. Projekt tego samego budynku można zrobić w pojedynkę, a można w 10-osobowym zespole. Różnica będzie widoczna w jakości otrzymanego produktu - zarówno w zakresie uszczegółowienia jego rozwiązań formalno-funkcjonalnych, jak i optymalizacji kosztów.

Każdy element projektu, niezależnie od tego czy mówimy o konstrukcji, architekturze czy instalacjach można w dokumentacji pokazać w sposób bardziej lub mniej szczegółowy. Im dokładniej pokazany - tym niższe są koszty jego wykonania, ponieważ maleje ilość ryzyk związanych z wyceną. Ale... rosną koszty opracowania dokumentacji, gdyż do projektowania potrzeba więcej roboczogodzin.

Konkretne przykłady mogę podawać dziesiątkami. Najbardziej przemawiające do wyobraźni są te kosztowe. Wykonałem kiedyś prostą analizę do realizowanego projektu. Okazało się, że dodatkowe nakłady na projektowanie w wysokości 15 000 zł dałyby Inwestorowi zysk w kosztach realizacji pewnego żelbetowego elementu w wysokości 90 000 zł (głównie: koszty zbrojenia). Różnica 75 000 złotych!

Uważam, że w Polsce jest zbyt mała liczba architektów, ale - z uwagi na niską jakość opracowań oczekiwaną de facto przez inwestora - wydaje się jakby było nas za dużo. To zaś powoduje, że młodzi ludzie nie mają możliwości rozwoju zawodowego i nie mają gdzie się uczyć. Nie chodzi o sam fakt zdobycia uprawnień, gdyż to jest dopiero etap wstępny. Projektowanie architektoniczno-budowlane jest działalnością opartą na doświadczeniu, każdy kolejny projekt to prototyp. Doświadczenie jest zatem elementem kluczowym w zawodzie architekta. Nie bez powodu mówi się, że architekt szczyt swoich możliwości twórczych osiąga po 40-tce. Do tego czasu cały czas eksperymentuje i... uczy się.

Przy prawidłowo ustawionym poziomie kosztów projektowania do wartości inwestycji młody architekt, projektant, inżynier - ma możliwość znalezienia zatrudnienia w wieloosobowych pracowniach, a wówczas zyskuje szansę gromadzenia doświadczeń i korzystania z zawodowej wiedzy starszych kolegów. W przeciwnym razie doświadczenia zbiera sam eksperymentując na... całkowicie nieświadomych tego faktu inwestorach i ich pieniądzach.

Zawsze powtarzam projektantom w moim zespole, że są szczęściarzami ponieważ mogą „zarządzać” cudzymi funduszami. Bo do tego sprowadza się projektowanie - do planowania wydawania pieniędzy inwestora. Trudno to robić racjonalnie, kiedy inwestor nie chce widzieć związku pomiędzy ceną usługi a jej jakością, pomiędzy dobrym projektem a znaczącą obniżką późniejszych kosztów... To jest prawdziwa bariera zawodowa dla młodych. Myli się ten, kto sądzi, że deregulacja zawodu architekta tę barierę zniesie.

Oczywiście nie można zabronić prywatnym inwestorom wyrzucania w błoto ich własnych pieniędzy poprzez krótkowzroczne „oszczędności”. Nie można jednak obojętnie przyglądać się masowemu marnotrawstwu pieniędzy publicznych. Żeby mu zapobiec można wprowadzić regulacje stosowane w zamówieniach na usługi inżynierskie przez międzynarodowe organizacje operujące wielomilionowymi kwotami, jak np. Bank Światowy. Wystarczyłoby chociażby wyraźne stanowisko Prezesa Urzędu Zamówień Publicznych, że zgodnie z obowiązującą ustawą dla zamawiania prac projektowych i usług inżynierskich należy stosować tryb negocjacji z ogłoszeniem (patrz ramka na stronie obok). Oczywiście o ile nie dotyczy to obiektu o dużym znaczeniu publicznym, dla którego najlepszy będzie tryb konkursowy z zastosowaniem pozacenowych kryteriów oceny ofert oraz - jako integralną częścią - odpłatnym projektem koncepcyjnym, co opisano jako starania IARP w Z:A_03/2012 (Pozacenowe kryteria oceny ofert - jest poradnik UZP!, Marta Strzelak, str. 70).

To prawda - taki ruch spowoduje wzrost cen za świadczenie usług projektowych w przetargach publicznych, ale równocześnie doprowadzi do wzrostu jakości opracowań, obniżenia realnego kosztu budowy obiektów, a także ułatwi dostęp do zawodu młodym adeptom architektury.

Deregulacja nie stanowi żadnego remedium dla rynku pracy, gdyż komplikacje leżą gdzie indziej, a rozwiązanie wymaga dużej zmiany mentalnej, którą Państwo - jako Zamawiający znacznej części zamówień usług projektowych - może zainicjować, ku pożytkowi społeczeństwa.

Autorem artykułu jest architekt IARP - Michał Dąbrowski

Tekst pochodzi z magazynu Zawód:Architekt 06/2012. Dziękujemy za udostępnieni materiału do publikacji

Tekst oryginalnie zatytułowany "Deregulacja da pracę młodym?" pochodzi z magazynu Zawód:Architekt 06/2012.

BRYŁA dziękuje redakcji magazynu za udostępnienie materiału do publikacji

Zobacz więcej na temat:

Zobacz także

ZOBACZ TEŻ WIDEO

Komentarze (21)
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • avatar

    Gość: zgadzam się w większości

    Oceniono 7 razy 5

    szlak, długie;)

  • avatar

    Gość: Wsiowy z nizin

    Oceniono 4 razy 4

    Nie martwa sie chłopy i baby - prawdziwe perły przetrwajo deregulację. Chałtura niech szczeźnie, nie żałujta! Bądzta za wolnością!

  • avatar

    kosztor

    Oceniono 4 razy 2

    Cytat z rp. "O ile uprawnienia budowlane mają jakiś sens to obowiązkowa przynależność do Izby Inżynierów/Architektów służy tylko i wyłącznie utrzymywaniu hałastry nierobów i pasożytów. Młody inżynier z zarobiem 1700 Pln płaci tym krwiopijcą 1500 Pln za egzamin a potem po 450 zł co rok. Nie Pan z tym skończy Panie Ministrze Gowin. Trzymam za Pana kciuki."

  • avatar

    Gość: GalAnonim

    Oceniono 4 razy 2

    Co ma niby de regulować ww wymieniona deregulacja :) ? Rozwiązaniem całego bałaganu jest wprowadzenie ustawowej, minimalnej stawki procentowej liczonej od kosztów inwestycji za projekt. Koniec .
    Np nie wiem, strzelam 8% (kiedy teraz pewnie 3% to dobra stawka) kosztów inwestycji. Efekt?
    Projekt powiedzmy osiedla na 7000tyś m2 pum-u nie robią 2 osoby (tak jak to np jest w mojej pracowni) tylko np 20 osób => większa liczba osób = więcej pomysłów/uwag/koncepcji etc = lepsza jakość projektu/architektury = mniej błędów projektowych a za tym idą mniejsze koszty inwestycji.

    Dzisiaj w większości przypadków (niestety) o wyborze architekta decyduje tylko cena jaką ten bierze za m2, architektura schodzi na drugi plan. Po wprowadzeniu stawki minimalnej inwestor nie szukałby projektu tańszego tylko lepszego jakościowo co tak na prawdę przekłada się każdą branżę związaną z budownictwem.

  • avatar

    Gość: prawobudowlane.bloog.pl

    Oceniono 3 razy 1

    Niestety do całości dochodzi jeszcze pewien mit kształcenia. Jest czas i pokolenie które rodzi geniuszy, skorych do pracy i pojętnych. Jest również czas gdy wszyscy tropem Owsiaka "robią co chcą' i mają wszystko co się im mówi w woodstoku. Marzą o starcie za 3 tysiące bo jak tu żyć za 1100 zł netto na czarno.

    Co do jakości - to rzeczywiście choroba. Merytorycznych błędów jest obecnie w opracowaniach nawet do 100 sztuk. Koncepcyjne błędy to już tragedia. Mawia się jednak o projektach. Student to projektował. Co oznacza posadzili młodego bez opiekuna coby układ w lokalach wymyślał.

    Tak naprawdę wszystko jest racją poza jednym.

    Różnimy się i jest coś takiego jak predyspozycja i "powołanie" do zawodu. Złota rączka, smykałka, gust i smak który przypada w naturze nielicznym. Inni mają styl i metodyczność. U innych znajdziemy konformizm i rozsądek. Ograniczą oni liczbę zbędnych szaleństw do poziomy potrzeb.

    A to już cechy osobowe i nie do nabycia zbyt łatwo.

    Jaki architekt każdy widzi. O ile wie na co patrzeć.

  • avatar

    Gość: włodek

    Oceniono 3 razy -1

    Zgadzam się z powyższymi tezami oprócz jednej.Deregulacja powinna być wprowadzona i mało tego powinny być tylko praktyki projektowe i egzamin natomiast praktyki budowlane powinny być definitywnie zlikwidowane. ponieważ jest to pretekst do nadużyć ze strony zatrudniającego.Absolwent wydz. architektury jest potrzebny na budowie jak piąte koło u woza.Z góry dziękuję za umożliwienie mi wypowiedzi na forum.

  • avatar

    Gość: qqq

    Oceniono 6 razy -2

    No tak architekt się odezwał, co wie wszystko i lepiej. Sprawdź sobie gościu jak naciągają twoi ziomkowie, a potem się wypowiadaj. Do projektu domu wystarczy konstruktor , który zna sie lepiej na ekonomicznym projektowaniu, niż architekt. Wy architekci celowo piszecie tak projekt aby jakakolwiek zmiana to od razu biegać do architekta i płacić. Cięzko napisać w projekcie przy okreslaniu materiału : "ten lub inny odpowiadający wskazanym parametrom, lub prefabrykat"? cięzko wam! Nie! Bo po co 5 razy będzie biegał inwestor i się prosił a za to można skasować. Celowa wprowadzacie projekcie droższe materiały, bo potem, eureka obnizyłem koszty budowy panu na etapie adaptacji o 20%, nic panu nie zaszkodzi zapłacić za to 2 tysiace. A jak ygląda sytuacja ze sponsoringiem przez producentów materiałów, za zamieszczenie ich produktu, oczywiście coś skapnie architektowi, no a jak inwestor kupi o to jeszcze skapnie parę procent od wartości zakupu.
    Gościu jesteś hipoktrytą i szkoda na ciebie sobie język szczępić w całej zachodniej europie uwolniono zawody budowlane, tylko w Polsce założono sobie korporacje. Przed wojną projket realizowął często jeden projektant , nie architekt artysta bo po co i plany 6 letnie w terminie realizowano, po wojnie to jeszcze przez pierwszą dekadę realizowano terminowo plany 6-letnie, tylko dlatego że trchnicy i inzynierowie II RP to budowali, potem przyszła regulacja i wszystko w cholere poszło. budowanie 2-3 krotnie drożej. IDŹ gościu lepiej projetowac fontanny do ogródka, bo ndo niczego iwecej się nie nadajesz!

  • avatar

    Gość: lutek

    Oceniono 7 razy -3

    Słowotok chorego psychicznie.

  • avatar

    Gość: franek

    Oceniono 9 razy -3

    Szkoda czasu(na czytanie) i atłasu.Pseudonaukowe lanie wody.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX