Łukasz Stokowski: jestem autentyczny! [WYWIAD]

WG

Łukasz Stokowski mówi o sobie "wrażliwy abstrakcjonista". Jego obrazy i instalacje znajdują się w licznych kolekcjach na całym świecie. Współpracuje z takimi markami jak SMEG i Infiniti. Nam opowiedział o artystycznych inspiracjach, pracy z najlepszymi i nowej życiowej roli.

SMEG FAB by Łukasz Stokowski
Foto: Żaneta Niżnikowska @zaneta.niznikowska.photography

Z Łukaszem Stokowskim spotykamy się w jego nowej pracowni na warszawskiej Sadybie. Znajduje się ona w cichej okolicy, pomiędzy jednorodzinnymi domami ale jednocześnie w niedalekim sąsiedztwie ulicy Czerniakowskiej. Kiedyś mieścił się tu warsztat samochodowy - dziś to duża, otwarta, pełna światła przestrzeń, wypełniona obrazami i instalacjami Łukasza. W powietrzu unosi się zapach farby. Siadamy na szarej sofie i zaczynamy rozmowę...

------

Byłeś pierwszym samoukiem którego prace przyjęto do DESY. Pierwszym Polakiem, który miał wystawę w Arabii Saudyjskiej. Wreszcie pierwszym artystą z Polski, który współpracował z marką SMEG...

Cały czas próbuję być w czym pierwszy! Stale podnoszę poprzeczkę. Malowanie malowaniem, ale cały czas w głowie mam jakieś wyzwania - kreuje rzeczywistość i doprowadzam do sytuacji kiedy TO się dzieje. Mówię wprost - chce robić projekty z największymi, z najlepszymi graczami. Nie będę się rozdrabniał. Nie ma granic i wszystko jest możliwe - jestem na to żywym dowodem.

Tak było np. ze SMEGiem?

Tak.  Wymyśliłem sobie  że chciałbym współpracować z tą marką - jej produkty to ikony wzornictwa. Chciałem połączyć moją sztukę z designem. Zrobiłem render, spotkałem się ze SMEGiem i… udało się. Podpisaliśmy kontrakt na dziesięć lodówek. Już powstały dwie.

To nie są po prostu malowane lodówki…

Lodówki FAB to ikony. Produkowane są już od wielu lat. Marka wchodziła w kooperacje z wieloma artystami. Ktoś siadał, malował sprayem, pędzelkiem bezpośrednio na obudowie lodówki. Dla mnie to zbyt proste. Rozebrałem lodówkę na części i każdy element oprawiłem płótnem - wysokiej jakości lnem do blachy. Następnie złożyłem wszystko w całość. Tapicerska robota! Z jednym z producentów farb zastanawialiśmy się jak zrobić podkład malarski. Długo szukaliśmy rozwiązania - znaleźliśmy odpowiednią mieszankę z kauczukiem. Gdy całość stężała można było dopiero malować i lakierować. Dzięki temu lodówka jest trwała i odporna na korozję. To sprzęt który można używać, a jednocześnie jest eksponatem, dziełem sztuki.

Czyli idealny przykład sztuki użytkowej.

No właśnie. Jest sztuką użytkową ale i obiektem kolekcjonerskim. Zrobiłem to aby pochwalić się jako artysta - pokazać, co potrafię.  Przez takie projekty docieram do większej ilości ludzi. To jest dla artysty najważniejsze, żeby jego prace zobaczyła publiczność.

Pracujesz też że stalą. Przyznam się, że Twoje stalowe prace robią na mnie wrażenie…

Stalowa konstrukcja “Iron Sky” właśnie wróciła do mnie z wystawy we Wrocławiu. To metalowe sklepienie, które składa się z 30 fragmentów. Kompozycyjnie mogę ułożyć w dowolnej przestrzeni. Mogę manipulować kształtem tego “nieba”. Pomysł narodził się w mojej głowie ot tak. Zaczęło się od wystawy obrazów Iron Sky. Cechą wspólną wszystkich płócien była szara podmalówka imitująca metal. Stworzyłem też 4 wyjątkowe  oleje na stali. Kocham stal. Pomyślałem, że można potraktować ją jak płótno. To był czas kiedy była złożona koncepcja całej wystawy i opracowanie kuratorskie ale brakowało mi czegoś monumentalnego.  Chciałem zaskoczyć ludzi i pokazać, że z budowlanego, pozornie prostego materiału jakim jest stal, potrafię zrobić coś spektakularnego, szlachetnego, biżuteryjnego. Ta wystawa była przełomem w mojej artystycznej karierze, zmieniła mnie. Stałem się bardziej odważny.

Jak wyglądała praca nad tą instalacja?

Zamówiłem 90 m kw. stalowej blachy nierdzewnej. Wtedy nie miałem tak dużej pracowni jak teraz.  Wynająłem na Wawrze halę po dawnym magazynie farmaceutycznym. Blachę oszlifowałem, zdeformowałem i ułożyłem w kompozycję, która finalnie zajęła 30 m kw.  Tygodniami to wyginałem. Stal to trudny materiał. Podgrzewałem palnikami, bo cienką stal możesz wygiąć, ale żeby ją zdeformować tak jak chcesz musisz użyć płomieni. Rozgrzać ją, wygniatać rękami, młotkami różnymi narzędziami. Stal układa się trochę jak materiał.

Jak ludzie reagują na Iron Sky?

Patrzą na to i mówią: “No dobra - to jest stal. No ale jak?!?”. Wchodzą pod Iron Sky, podziwiają go od spodu. Wiedzą, że to metal, ale cała konstrukcja wygląda jak taka lekka chmurka. A później się okazuje się, że waży 350 kg. Mój dziadek był spawaczem. Całe swoje zawodowe życie pracował w zakładach URSUS w Warszawie. I też malował. Więc po nim mam te geny, tą miłość do stali.

Bliżej Ci do malowania czy artystycznych instalacji?

Malowanie wyzwala mnie na poziomie emocjonalnym. Jestem bardzo wrażliwym człowiekiem. Potrafię farbami na płótnie wyrazić to co mnie smuci, weseli, podnieca. Stal rozwija mnie jako artystę. Obrazy mają ograniczenia - ramy. Tworząc instalacje działasz namacalnie w trzech wymiarach. To jest niesamowite.

W sierpniu zostaniesz ojcem - Twoje życie się zmienia. Widać to też na Twoich obrazach…

Tak, wiadomość, że zostanę ojcem miała olbrzymi wpływ na całe moje życie i też na malarstwo. Technika się nie zmienia - zmieniają się kompozycję, nasycenie barw. I wszędzie jest ona - moja córeczka pomimo, że jej jeszcze nie widziałem.

Każda Twoja praca obrazuje jakiś moment z życia?

W taki sposób się wyrażam, opowiadam pewne historie, poruszam tematy. To mój przekaz, moje życie. Czasem siadam i maluje te swoje szczególne momenty. Zazwyczaj jednak wyrażam się w serii, która jest  spójnym tematem. Najpierw w głowie rodzi się pomysł. Potem robię notatki, rozpisuję, rozkładam kolory, staram się to uporządkować. Dużo rozmawiam z moją partnerką Żanetą, konsultuję z nią wiele spraw. Jest dla mnie wsparciem. Często jak skończę malować pracę stoimy z Żanetką, i mówię “tego nie sprzedam, on idzie do domu, nie ma szans.”

Żaneta ma chyba ogromny wpływ również i na Twoją twórczość…

Zanim zaczęliśmy być ze sobą kupowała moje pierwsze prace - takie jeszcze figuratywne, portrety. Ona jest profesjonalnym fotografem i też artystką. Rozumie mnie i prowadzi wiele spraw. Przez długi czas była dyrektorką Stokowski Gallery, prowadziła moją autorską galerię. Reprezentowała mnie, sprzedawała pracę. Teraz skupia się na macierzyństwie, i naszej córeczce, która już niebawem przyjdzie na świat a ja otworzyłem swoją dużą  i otwartą dla ludzi pracownię, która pełni także funkcję galerii. Ja tu pracuję, można mnie tutaj spotkać, można przyjść, porozmawiać ze mną, zobaczyć, zamówić, kupić. Ja jestem w tym autentyczny .

Trzymam kciuki za nową przestrzeń,kolejne artystyczne wyzwania i… nową rolę w życiu! Dzięki za rozmowę.

ZDJĘCIA>>

Prace Łukasza Stokowskiego możecie obejrzeć tu>>

Skomentuj:

Łukasz Stokowski: jestem autentyczny! [WYWIAD]