Wywiad z kuratorami polskiego pawilonu na Biennale w Wenecji

Anna Cymer

Wywiad z Grzegorzem Piątkiem i Jarosławem Trybusiem, kuratorami zwycięskiego pawilonu polskiego na Biennale Architektury w Wenecji. Rozmawia Anna Cymer z Gazety Wyborczej .

Złoty Lew dla Polski na Biennale Architektury w Wenecji
Złoty Lew dla Polski na Biennale Architektury w Wenecji
Złoty Lew dla Polski na Biennale Architektury w Wenecji

 

 

Anna Cymer: Czy jesteście zaskoczeni?

 

 

Grzegorz Piątek: - I tak, i nie. Oczywiście nie spodziewaliśmy się głównej nagrody, ale od pierwszego dnia wystawa była tłumnie zwiedzana, poza tym bardzo wielu dziennikarzy, krytyków, architektów gratulowało nam, wyrażało zainteresowanie. Więc wiedzieliśmy już, że nie przejdzie bez echa.

 

 

 

Jarosław Trybuś: - Ale nagrody się nie spodziewaliśmy - w końcu polski pawilon był jednym z ponad 50 na biennale. Choć poziom ich nie był równy, dużo było wystaw naprawdę bardzo dobrych.

 

 

Przed otwarciem mówiliście, że obawiacie się, czy ludzie z innych krajów zrozumieją wystawę - choćby dlatego, że Polacy wiedzą, co to jest Licheń czy BUW, ale cudzoziemcy niekoniecznie.

 

 

G.P.: Polska wystawa jest bardzo prosta. To mogło być jej wadą, ale stało się zaletą. Ludziom spodobało się, że nie trzeba czytać długich tekstów i skomplikowanych opisów. Specyfiką zwiedzania biennale jest to, że w każdym pawilonie spędza się zaledwie kilka minut, a po wejściu do naszego od razu wiadomo, o co chodzi.

 

J.T.: Okazało się, że nie tylko forma, ale i nasz przekaz jest czytelny dla każdego.

 

 

Przewodniczący jury przyznał, że wasza wystawa od razu podobała mu się najbardziej.

 

 

J.T.: Przez kilka dni obserwowaliśmy mężczyznę, który naszemu pawilonowi poświęcił dużo uwagi. Był w nim mnóstwo razy, rozmawiał z nami i z innymi zwiedzającymi. Na sam koniec przyznał się, że jest szefem jury.

 

 

Czy trudno się robi wystawę, która wygrywa biennale?

 

 

J.T.: Byliśmy przygotowani na wiele więcej przeszkód. Przede wszystkim z Zachętą współpraca układała się fantastycznie. Było bardzo mało czasu na przygotowania, a mimo to mieliśmy zapewnione wszystko, czego potrzebowaliśmy.

 

 

G.P.: Mimo pośpiechu ani razu nie usłyszeliśmy, że czegoś się nie da zrobić lub zorganizować. Dostaliśmy też od Zachęty do dyspozycji cały aparat marketingowo-prasowy. Jednym z niewielu zaskoczeń było to, jak drogi i uciążliwy jest transport wodny w Wenecji. Przywiezienie wystawy z Polski do Włoch kosztowało prawie tyle samo, ile przetransportowanie jej łodzią z dworca w Wenecji na teren Giardini.

 

 

Kiedy będzie można wystawę zobaczyć w Polsce? No i gdzie stanie Złoty Lew?

 

 

G.P.: Do listopada trwa biennale i do tego czasu wystawa będzie w Wenecji. Ale późnej na pewno pokaże ją Zachęta. I do Zachęty także trafi statuetka Złotego Lwa.

 

 

 

źródło: Zachęta

Nasz Złoty Lew

 

 

 

 

 

Czytaj WIĘCEJ

 

 

źródło:

 

 

 

 

 

 

Zobacz także:

 

 

 

Polski Pawilon na Biennale

 

 

Złoty Lew dla Naszych

 

 

Polski Pawilon na EXPO 2010 w Szanghaju

Skomentuj:

Wywiad z kuratorami polskiego pawilonu na Biennale w Wenecji