Kazimierz Jagiellończyk i schrony przeciwatomowe

wysłuchał Artur Tylmanowski

Po Krakowie oprowadza Andrzej Sikorowski, lider grupy Pod Budą

Tu wolniej płynie czas

Miasto rodzinne przestaje być tajemnicą. Podchodzimy do naszych ulic, placów, zabytków i parków jak do czegoś zupełnie oczywistego. Dlatego dla krakusa to, co dla innych magiczne, kultowe, folderowe, będące pewną powinnością do zobaczenia, jest sprawą naturalną. Nie dostrzegam często urody wielu miejsc, ale ciągle jest w nich magia związana z moim dzieciństwem, z historią mojej rodziny. I dlatego zawsze mocniej bije mi serce, kiedy przechodzę w Rynku Głównym obok kamienicy nr 37, bo w jej oficynie młodość spędzał mój ojciec. Mam też swoje ulubione miejsca, takie jak np. kawiarnia "Vis a Vis" obok Pałacu Pod Baranami, gdzie latem siadam w ogródku, by wypić herbatę z sokiem malinowym, spotkać się ze znajomymi. I przeczytać gazetę, bo to należy do pewnego rytuału.

Interesujący jest krakowski Kazimierz, tylko trochę za bardzo zatłoczony przez turystów. Niezwykły jest kopiec Kościuszki, a to z tego powodu, że z niego widać cały Kraków. Nie jestem fanem ogrodów zoologicznych, wolę zwierzynę oglądać na wolności. Natomiast usytuowanie krakowskiego ogrodu zoologicznego w lesie Wolskim i niezwykła dbałość o ten obiekt, jaką wykazuje jego dyrektor pan Skotnicki, powoduje, że jest to chyba najpiękniejszy taki ogród w Polsce. Tam można nie tylko oglądać zwierzęta, ale również fantastycznie odpoczywać.

Flirt z przeszłością

Kraków jest pewnego rodzaju skansenem. Idąc do kościoła Mariackiego trudno zapomnieć, że tych murów dotykał być może Kazimierz Jagiellończyk, bo za jego panowania powstał tam ołtarz Wita Stwosza. Przechadzka po Krakowie to jest nieustanny flirt z przeszłością i to działa na wyobraźnię. Tu wszyscy się znają, przynajmniej odnosi się takie wrażenie. Znalezienie kolegów szkolnych, spotkanie kogoś z Krakowa za granicą, to jest kwestia kilku minut. W Krakowie jest coś prowincjonalnego, ale w tym dobrym słowa znaczeniu. Prowincjonalność polega też na tym, że wolniej płynie tutaj czas. Dlatego nie przenoście nam stolicy do Krakowa. Bo gdyby tak się stało, to nasze miasto zostało by dosłownie rozsadzone przez urzędy, administrację. I to wszystko, co jest niewątpliwą zaletą Krakowa, gdzieś by się ulotniło.

Scena przy pompie i schabowy u Endziora

Latem mamy bardzo dużo koncertów, odbywają się w na malowniczych podwórkach. Przy Teatrze im. J. Słowackiego działa "Scena przy pompie". To podwórze w centrum miasta, z zabytkową pompą. Dwa razy w tygodniu pojawiają się tam artyści z kręgu tzw. piosenki literackiej. Amatorów starzyzny ciągnie pod Halę Targową na Grzegórzkach. W każdą niedzielę odbywa się tam rodzaj pchlego targu. Można kupić nie tylko starocie, ale również wszystko to, co ludzie wynoszą z domu do przehandlowania. Działa tam także punkt gastronomiczny czynny całą noc, gdzie można kupić kiełbasę z rożna. I często zmęczeni nocną balangą krakowianie o świcie jadą się jeszcze tam posilać. A propos gastronomii, to placu Nowym na Kazimierzu, w okrąglaku "U Endziora", można zjeść wielkiego i smacznego schabowego.

Miasto nie śpi

Sporo artystów pojawia się w Piwnicy Pod Baranami i to nie dlatego, że jest akurat program kabaretowy, tylko tam się po prostu przesiaduje. Zresztą trudno mówić coś o stałych miejscach spotkań krakowskiej bohemy, skoro w Rynku Głównym działa kilkadziesiąt piwnic i ogródków i życie artystyczne toczy się na okrągło. Tu o 23 nikt nie wyłączy nikomu światła i nie powie, że zamykają interes.



    Więcej o:

Skomentuj:

Kazimierz Jagiellończyk i schrony przeciwatomowe