Libeskind prosi o pomoc

dfg

Daniel Libeskind prosi Hannę Gronkiewicz-Waltz, by wstawiła się za warszawską inwestycją w NSA. Budowa 192-metrowego wieżowca Złota 44 straszy w centrum stolicy, a wyznaczenie terminu rozprawy w sprawie pozwolenia na budowę przeciąga się miesiącami. Ratusz jednak niczego nie obiecuje.

 

W liście do pani prezydent architekt zapewnia, że nie projektował Złotej 44 w próżni, że kształt budynku nawiązuje do skrzydła orła z herbu Polski i że stanowi przeciwwagę dla stalinowskiego Pałacu Kultury. Przekonuje, że wieżowiec może być jednym z symboli Warszawy jako miasta otwartego na inwestycje najwyższej jakości i dodaje:

 

"Wznowienie i dokończenie budowy wieżowca Złota 44 blokują procedury prawne, które odstraszają i zniechęcają inwestorów z całego świata. Pani prezydent, proszę, by spróbowała pani pomóc przyspieszyć ich rozstrzygnięcie"

 

 

Budowa 192-metrowego apartamentowca stanęła rok temu na wysokości 17. piętra., bo inwestorowi, firmie Orco, skończyły się pieniądze. Nie mogła zdobyć kredytu na kontynuowanie prac, bo trwał kryzys, który zaczął się od rynku nieruchomości, i banki nie chciały słyszeć o finansowaniu inwestycji. Teraz klimat dla tego typu inwestycji jest lepszy i Orco mogłoby zdobyć kredyt, tylko że w sierpniu wojewódzki sąd administracyjny uchylił pozwolenie na budowę. Inwestor złożył kasację do Naczelnego Sądu Administracyjnego w październiku. Pół roku później wciąż jeszcze nie został nawet wyznaczony termin rozprawy. - Kolejka spraw jest taka, że czeka się rok - mówili "Gazecie" niedawno pracownicy biura prasowego NSA.

 

Inwestor kilkakrotnie składał wniosek o przyspieszenie terminu rozprawy. Nie dostał odpowiedzi. - Daniel Libeskind bardzo interesuje się tą inwestycją, często dzwoni i pyta, czy jest jakiś przełom - relacjonuje Alicja Kościesza z biura prasowego Orco.

 

- Z bardzo dużą rozwagą podchodzimy do tego typu próśb, nawet jeśli chodzi o miejskie inwestycje - mówi Tomasz Andryszczyk, rzecznik ratusza. Przyznaje: - Nie da się ukryć, że niedokończony projekt wieżowcaLibeskinda to wizerunkowy problem dla miasta. Im więcej żurawi budowlanych w pejzażu Warszawy, tym lepiej. Właśnie rusza kilka projektów wysokościowych, dlatego zależy nam, by procedury sądowe nie blokowały tej inwestycji przez kolejne długie miesiące - mówi.

 

Jednak nieoficjalnie urzędnicy mówią, że Libeskind nie może liczyć na wstawiennictwo samorządu. Boją się, że ktoś mógłby im zarzucić, iż pomagają prywatnemu deweloperowi niebezinteresownie.

 

- Chore u nas jest to, że każdy kontakt z przedsiębiorcą czy inwestorem jest uważany za rzecz wręcz kryminalną - złości się prof. Jerzy Regulski, jeden z twórców reformy przywracającej w Polsce samorząd lokalny. - Pod tym względem podejrzliwość osiągnęła granicę obłędu. Jest w interesie samorządu, by ten rejon miasta został zagospodarowany. I jest oczywiste, że deweloper ma prawo oczekiwać od lokalnych władz wsparcia, zwłaszcza w kwestii tak prostej jak wyznaczenie terminu rozprawy w sprawie pozwolenia na budowę - mówi.

 

czytaj więcej

 

Michał Wojtczuk

źródło: Gazeta Stołeczna

 

Zobacz także:

 

Bardzo dziwny wieżowiec

 

Warszawski szkieletor postraszy do Euro?

 

Wieżowiec na ratunek Wielkopolsce

 

 

Skomentuj:

Libeskind prosi o pomoc