Bułgaria już nie chce Fostera

 

Bułgarskie eko-miasto "największą pomyłką w karierze sir Normana Fostera" - mówią protestujący. "Zielony" kurort zagraża ostatniemu dziewiczemu fragmentowi wybrzeża Morza Czarnego. Architekt twierdzi, że projekt jest przyjazny dla środowiska.

 

 


Na plaży Karadere w północno-wschodniej Bułgarii grupka rodzin od wielu lat rozbija obóz letni. Jednak w tym roku beztroski nastrój zakłócają obawy, iż istnienie tego małego skrawka raju na ziemi jest poważnie zagrożone przez projekt budowy pierwszego bułgarskiego kurortu opartego na technologiach o zbilansowanej emisji związków węgla.

 


Obszar ten od czasu upadku komunizmu 19 lat temu jest przeznaczony pod inwestycje - planuje się wybudować tu luksusową osadę o wartości 1 mld euro, którą nazwano Ogrodami Morza Czarnego (Black Sea Gardens). Jak mówią deweloperzy, ma składać się z pięciu miasteczek na wzgórzach, ze sztucznymi jeziorami, przystanią dla łodzi i rozległym terenem rekreacyjnym i być samowystarczalna, dzięki energii uzyskiwanej z biomasy oraz konstrukcji opartej na lokalnych surowcach naturalnych.

 

Foster+Partners

 

 

Foster+Partners


Jednak projekt 219-hektarowej inwestycji kierowanej przez brytyjskiego architekta sir Normana Fostera budzi wściekłość rosnącej grupy bułgarskich ekologów.

 


Twierdzą oni, że budowa zniszczy ostatnie dziewicze skrawki plaży na wybrzeżu Morza Czarnego i wywrze druzgocący wpływ na olbrzymią bioróżnorodność regionu, który otrzymał status obszaru chronionego w ramach programu Unii Europejskiej Natura 2000, mającego na celu ratowanie ginących gatunków i siedlisk przyrodniczych.

 


Jednak rząd bułgarski nie ustanowił przepisów uznających duże inwestycje na takich terenach za niezgodne z prawem, co pozwoliło deweloperom niemal bez przeszkód budować na wybrzeżu. Dzisiaj trudno znaleźć choćby wąski pasek ponad 350-kilometrowej linii brzegowej kraju nienaruszony przez rozdęte kurorty. Na niektóre plaże miejscowi nie mają wstępu, a wejścia strzegą rośli ochroniarze.

 


Budowa Ogrodów Morza Czarnego, które Foster+Partners na swojej stronie internetowej opisują jako "zespół wolnych od samochodów miasteczek na wzgórzach w dziewiczym otoczeniu dębowych lasów, łąk i przełomów rzek", ma ruszyć w przyszłym roku. Zgodnie z planami, 15 tys. mieszkańców osiedli o nazwach Sky Village, Wilderness Village, Meadow Village, Cape Village and Sea Village miałoby pozostawiać własne samochody poza terenem osady i dalej poruszać się pieszo lub samochodami i autobusami elektrycznymi.

 

Foster+Partners

 


Jako pierwsza, za pieniądze brytyjsko-bułgarskiej grupy inwestycyjnej, ma zostać zbudowana Sky Village. Według bułgarskich współarchitektów - firmy Projects Ltd - zainteresowanie pozostałymi osadami wyrazili inwestorzy ze Stanów Zjednoczonych, Rosji i Arabii Saudyjskiej. Projects Ltd na stronie internetowej zapewnia, że każdy urlopowicz - począwszy od tych lubiących aktywny wypoczynek w stylu proponowanego przez Club Med, po osoby wolące słodkie lenistwo - znajdzie w kurorcie coś dla siebie.

 

Foster+Partners


Nikt z Foster+Partners nie chciał rozmawiać z Guardianem, ale w oświadczeniu dla prasy firma podkreśla, że kurort został zaprojektowany tak, by wtapiać się w otaczającą go przyrodę: "Kompleksy mieszkalne będą ściśle upakowane i wpisane w krajobraz, dzięki czemu większość terenów zajmowanych przez kompleks pozostanie nietknięta."

 


Zdaniem krytyków, chociaż projekt może reprezentować znacznie wyższy standard niż pozostałe spośród przygnębiającego natłoku nie spełniających norm kurortów opasujących Morze Czarne, już sama skala inwestycji spowoduje trwałe szkody w środowisku naturalnym. Według nich osady wbiją się w dziewicze lasy dębowe, a inwazja tysięcy ludzi i nowe drogi stworzą przeszkodę na jednej z głównych europejskich tras przelotu milionów ptaków wędrownych znanej jako "via pontica".

 


- Sam siebie pytam, czy Norman Foster w ogóle zdaje sobie sprawę, w co się pakuje - mówi Todor Karastojanow, muzyk i przeciwnik projektu, który często bywa na plaży, a zeszłego lata wziął tam ślub ze swoją narzeczoną Borianą.

 


- Chcemy powstrzymać go od popełnienia największego błędu w karierze, jakim byłoby rozpoczęcie budowy tutaj, ponieważ jest to niemoralne, a on może nawet tego nie wiedzieć - dodaje.

 


Skrzypaczka Biliana Wołczkowa, od czasów dzieciństwa spędzająca wraz z rodziną wakacje na plaży Karadere mówi: - Ta okolica, która zawsze przyciągała jak magnes ludzi pragnących wypocząć na łonie natury, z dala od cywilizacji, wkrótce straci na zawsze swój unikalny charakter, a kiedy wreszcie zdamy sobie sprawę z konsekwencji, będzie już za późno. - Dymitr Georgiew, ornitolog z okolic Warny uważa, że budowa bezpośrednio zakłóci lub zniszczy środowisko życia wielu gatunków, włączając w to siedliska wydr, motyli, dzięciołów, trzmielojadów, orlików krzykliwych i gąsiorków. - Wiemy z doświadczenia, że te gatunki nigdzie się nie przenoszą, tylko po prostu znikają - mówi, przypominając wyginięcie paru gatunków skowronka, dzierzby i trznadla na obszarach przejętych przez kurorty.

 


- Nie jesteśmy przeciwni turystyce masowej, ale uważamy, że należy ją planować we właściwy sposób, wydzielając rejony, w których dzikie zwierzęta będą mogły swobodnie się rozmnażać. Problem w tym, że zagospodarowano już tyle terenów nadbrzeżnych, iż miejsc nietkniętych pozostało bardzo niewiele, co oznacza znaczne zmniejszenie zdolności regeneracyjnych ekosystemu, więc żaden deweloper nie ma moralnego prawa do używania przedrostka "eko" w stosunku do jakiejkolwiek nowej inwestycji na tych obszarach.

 


Jak mówi Georgi Staniszew, dyrektor firmy Projects Ltd, a zarazem brat premiera Bułgarii Siergieja Staniszewa, Foster nie odwiedził jeszcze przyszłego placu budowy, ale brał udział w dyskusjach pomiędzy zespołem brytyjskim i bułgarskim. Szef przedsiębiorstwa zapewnia, że Ogrody Morza Czarnego są inwestycją etyczną w stosunku do środowiska i nie łamiącą prawa.

 


- Wszystko co robimy my, jako architekci bułgarscy, oraz firma Foster+Partners, jest zgodne z ustawodawstwem i przepisami obowiązującymi w naszym kraju - przekonuje i dodaje, że kurort będzie przyjazny dla otoczenia.

 


Według niego projekt został pomyślany jako antidotum na nadmiernie rozbudowaną infrastrukturę na pozostałych odcinkach wybrzeża Morza Czarnego.

 


Przeciwnicy inwestycji zapewniają, że nie poddadzą się bez walki.
- Planujemy zorganizować protesty w Sofii i koncerty - mówi Nadieżda Miksimowa z grupy "Dla natury" ("For the Nature") prowadzącej kampanię. - Rozbijemy także obóz protestacyjny na samej plaży.

 

Foster+Partners

 

 

Kate Connolly, The Guardian

 

 

 

Zobacz także:

 

Bułgaria i Oman doczekały się projektów Fostera

 

Bułgarskie luksusy

 

Portowa urbanistyka w Danii

 

 

Więcej o: