Ksero, czyli polska architektura

gabkun

  Nowym symbolem Warszawy już za kilka lat stanie się Stadion Narodowy, już na pierwszy rzut oka identyczny ze stadionem w Kapsztadzie. Zgroza? Nie, to chlubna tradycja miasta! Od stuleci Warszawa, jak i cała Polska, były architektonicznym second handem, powtórką, odbitką tego, co już na świecie zdobyło uznanie. Przecież dzisiejszy symbol stolicy, Pałac Kultury i Nauki, to bliźniak wielu podobnych radzieckich. Rozpoczynamy cykl ''Bryłanty'' i tym samym witamy nowego autora.

copyright
copyright
 

Zaraz po prezentacji Stadionu Narodowego w Warszawie przez media przetoczyła się burza - ależ ten projekt jest identyczny ze stadionem dla Kapsztadu! Oba przygotowuje ta sama firma JSK. Nie może więc paść oskarżenie o plagiat. Ale naród pogrążył się w goryczy - nie będziemy oryginalni! Nasz stadion, nasza duma, będzie rodem z RPA!

 

Na górze planowany Stadion Narodowy w Warszawie - poniżej stadion powstający w Kapsztadzie 

 

To nic odkrywczego, że każdy chce być niepowtarzalny. Niestety prawda jest taka, że jak mawiał Picasso ''wśród ludzi jest więcej kopii niż oryginałów''. Podobnie rzecz ma się z budynkami. Mając do dyspozycji zazwyczaj te same elementy: ściany, stropy, dachy, okna i praktycznie niezmienne od stuleci proporcje ludzkiego ciała, do którego muszą być dostosowane budowle, trudno za każdym razem wymyślać coś zupełnie odmiennego. Owszem, dzisiejsza technika powala zrobić dom tylko z okien (szklane ściany kurtynowe, lub odwrotnie - eksperymenty ze szkłem konstrukcyjnym), albo ze ścianami przechodzącymi płynnie w dach, bez wyraźnej granicy (bloby), bardzo wysokie (wieżowce, drapacze chmur) albo niewidoczne (podziemne, podwodne) i wiele ich kombinacji, których jest mnóstwo. Jednak architektoniczna codzienność to zwykle wieczna powtórka z rozrywki.

 

Patrząc na Polskę wydaje mi się, że w tej powtórce jesteśmy bardziej zapętleni. Nigdy nie byliśmy specjalnie bogatym i potężnym narodem, a tylko takie mogą pozwolić sobie na kreacje wielkich i oryginalnych dzieł architektonicznych. Nie mówię tu o jakości architektonicznej, tą można uzyskać nawet niskim kosztem, bo zależy od talentu projektantów, rzetelnej pracy wykonawców, mecenatu mądrego inwestora. Ale to nie w Polsce narodził się gotyk, tylko we Francji, zaś barok, renesans mają swoją kolebkę we Włoszech. Ale i w ostatnich stuleciach byliśmy zawsze o kilka kroków z tyłu, nie u nas rozpoczęła się rewolucja przemysłowa, choć na Śląsku ją szybko podchwycono (za sprawą przybyły obcokrajowców), drapacze chmur to nie nasz wynalazek, ale amerykański. My zawsze byliśmy w cieniu, czerpaliśmy z innych, nowinki docierały tu wraz z wędrującymi mnichami, artystami, architektami, najeźdźcami, a teraz wraz z globalizacją i korporacjami. Stąd mamy Pałac w Wilanowie, prawie jak Wersal. Prawie. Bo Jan III Sobieski to nie władca tej miary co Ludwik XIV, Król Słońce, monarcha absolutny.

 

Stąd nasz dzisiejszy symbol Warszawy, Pałac Kultury i Nauki, stoi w wielu kopiach w Moskwie, ale i Mińsku, Kijowie i Rydze. Ten sam architekt Lew Rudniew zaprojektował gmach Uniwersytet Moskiewskiego im. Łomonosowa, w kształcie drapacza chmur skrzyżowanego z tortem, ten patent przeniósł potem do Warszawy w dziele będącym ''darem narodu radzieckiego''. A że darowanemu... nie zagląda się w zęby, a że nikt wtedy i tak nie mógł protestować, więc te mało oryginalne dzieło mamy - czy tego chcemy, czy nie.

 

Lew Rudniew, Uniwersytet Łomonosowa, Moskwa 1949-53 

 

Fot. Wikipedia 

 

A nasze centra handlowe są takie jak na całym świecie, może nie tak wielkie jak w USA i bez blichtru złota i marmurów bogatych krajów arabskich.

Czy jednak cała nasza architektura jest nic nie warta? Absolutnie nie, w pałacu w Wilanowie są elementy tradycyjne, staropolskie, których nie uświadczy się w Wersalu, nawet Pałac Kultury zdobią attyki, charakterystyczne dla naszego renesansu. A kaplica Zygmuntowska na Wawelu? Nazywana jest przecież ?perłą renesansu na północ od Alp". Owszem w stylu renesansu florenckiego, a nie przykładowo krakowskiego, ale to najgenialniejszy przykład tej architektury poza Włochami.

 

Nigdy nie słynęliśmy więc z wielkiej oryginalności, skąd nagle w narodzie taka potrzeba bycia JEDYNYM. Już przy konkursie na Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie na zwycięski projekt Christiana Kereza posypały się gromy. Dlaczego? Bo jest za mało oryginalny, bo to typowe pudło. A czego chciał naród? ORYGINALNOŚCI, niepowtarzalnego znaku, wyrazistego, spektakularnego - ikony architektonicznej. Nasze 38 milionowe społeczeństwo jest chyba zmęczone swoją przeciętnością, naszym sennym płaskim krajobrazem, naszymi średnimi pozycjami we wszelkich rankingach. Zawsze gdzieś w środku - nie najgorzej, ale i nie najlepiej. Nie jesteśmy biedni, ale nie czujemy się bogaci. Nie jesteśmy odcięci od morza jak choćby Czechy, ale nie mamy go tyle co Francja, o plażach nad oceanem nie wspominając. Mamy góry, ale daleko im do Himalajów.

 

Christian Kerez, Architekt ETH/ SIA (Szwajcaria), Muzeum Sztuki Nowoczesnej 

 

Co tu mówić - mamy nawet Dodę, ale to nie Paris Hilton, jest Wiśniewski, ale jego mocny image jest nijaki przy Marylin Mansonie itd. Nawet ten klimat jakiś taki cholernie umiarkowany. Genialnie tę naszą boleść oddał Alfred Jarry w swojej sztuce ''Ubu Królu'' - której akacja dzieje się ''w Polsce, czyli nigdzie''.

 

Więc teraz chcemy być zauważalni na mapie świata, nie przez ziemniaczaną potęgę, ale fajerwerki architektoniczne. W tej naszej pogoni za oryginalnością pomaga nam zjawisko star architects, architektonicznych gwiazd, które przetacza się przez cały świat. Frank O. Gehry, Zaha Hadid, czy Norman Foster są pożądani przez wszystkie metropolie naszej cywilizacji. Bo cokolwiek zaprojektują, to każdy ich dzieło jest jedyne i niepowtarzalne, a w globalnej wiosce każdy chce się przecież wyróżnić. Bo tworzą ikony, które w świecie dewaluacji wartości, mogą być ich wyznacznikami.

Ale i w ich niesamowitych budynkach uważny obserwator może ponad marketingową otoczką dopatrzeć się z łatwością czegoś, co już było, czasem nawet dawno. Dynamiczne linie, z których tworzy budynki Zaha Hadid przypominają trochę dzieła ekspresjonistów, zwłaszcza obiekty jego wieżę Einsteina w Poczdamie, czy wiele szkiców niezrealizowanych fabryk zachwycających swoją fantazją do dziś.

 

 ,

 Wieża Einsteina w Poczdamie - obserwatorium astronomiczne

 

A czy powyginane, poskręcane budowle Gehry`ego nie mają jakiś odpowiedników? Jest ich sporo. Można się ich dopatrzeć w rzeźbach Umberto Boccioniego, głównego przedstawiciela włoskiego futuryzmu. Spoglądając na ''Rozwinięcie butelki w przestrzeni'' łatwo sobie wyobrazić, że to kolejny model budynku Gehry`ego. A powyginane ściany Filharmonii w Berlinie Hansa Scharouna, czy nie przypominają MARTa Museum w Herfordzie? Mają nawet ten sam ceglany kolor. Czy więc ta oryginalność architektonicznych gwiazd nie jest trochę naciągana?

 

Fot. artinvest2000 ''Rozwinięcie butelki w przestrzeni'',  Umberto Boccioniego

 

Choroba oryginalności dopadła nasz naród już dawno, a sposoby na zabłyśnięcie, zaistnienie zazwyczaj są żałosne. Wspomnijcie potłuczone talerze na elewacjach domów-kostek, albo romby układane z kafelek, byle się wyróżnić w szarej rzeczywistości PRL-u. Dziś robi się to inaczej, na wyższym poziomie technologicznym. Można sobie dobudować wieżę, albo nawet kilka, zrobić kolumnadę przed wejściem, lub pomalować budynek na różowo.

Jesteśmy skazani na architektoniczny second-hand. Ale jeśli musimy już kopiować to na Boga, róbmy to od mistrzów. Najlepsza rada jaką można udzielić polskim architektom - to nie silić się na oryginalność, bo zazwyczaj u nas stosuje się jej namiastkę, erzac. Dobra architektura może być zwykłym pudłem, ale o dobrych proporcjach, detalach, rozwiązaniach i wykonaniu.

A nasz Stadion Narodowy? Niby jak w Kapsztadzie - ale ma nasze, polskie akcenty: barwy narodowe i plecione ściany. Dobrze że oszczędzono nam wycinanek łowickich i attyki renesansowej, potłuczonych talerzy i barokowego ogrodzenia z prefabrykowanego betonu. Mogło być gorzej. Jest jak zwykle - umiarkowanie. A jego oryginalność mieście się gdzieś pośrodku.

 

Tomasz Malkowski

 

 

 

Skomentuj:

Ksero, czyli polska architektura