WWAA - architektura z przytupem

"Dla nas bardzo ważny jest pomysł, który można łatwo przedstawić. Jak nie potrafimy opowiedzieć o projekcie sami sobie, to często oznacza, że to nie jest on najlepszy". Rozmowa z Natalią Paszkowską i Marcinem Mostafą, twórcami warszawskiej pracowni WWAA, autorami pomysłowego projektu na Pawilon Polski w Szanghaju, który imituje ludową wycinankę.

 

 

Błażej Prośniewski: Głównym motywem pawilonu polskiego na Expo 2010 jest ludowa wycinanka. Skąd pomysł na nią? Fascynujecie się kulturą ludową?


 

Pawilon Polski na Expo 2010 w Szanghaju, proj. WWAA

 

Natalia Paszkowska: Szukaliśmy pomysłu na rozpoznawalny znak, na coś, co mogłoby być ikoną, plakatem. Na poprzednich Expo eksploatowane były symbole takie, jak Wieliczka, żubr, Chopin, wódka. Nie do końca się z nimi identyfikujemy. Szukaliśmy czegoś nowego, co mówiłoby o tym, że Polska jest nowoczesnym krajem, a jednocześnie nie zapomina o swojej tradycji i czerpie z niej inspiracje. Ostatecznie zainspirował nas polski design, który ostatnio wykorzystuje motywy ludowe.

 

B.P.: Charakterystyczna również dla waszego projektu jest dość ostro zarysowana bryła, lekko dekonstruktywistyczna.


 

Pawilon Polski na Expo 2010 w Szanghaju podczas budowy


 

Marcin Mostafa: Bryła miała odzwierciedlać funkcje i wynikała z logiki poszukiwania schematu zwiedzania, poza tym inspirowaliśmy się filozofią powstawania wycinanki oraz jej kanciastych kształtów, do których nawiązuje pawilon. Myślę, że to coś innego niż fascynacja dekonstruktywizmem. Później schemat funkcjonalny się zmienił, bo na etapie konkursu nieznana była jeszcze ekspozycja, ale bryła pozostała.


B.P.: Żeby nie było zbyt słodko. Spotkałem się z opiniami, że motyw wycinanki jest zbyt dosłowny, wulgarny. Nie można było subtelniej?

 

N.P.: Możemy się chyba przyznać, że my też już jesteśmy trochę zmęczeni tą elewacją i dlatego na pewnym etapie zaczęliśmy się nią bawić. Wnikliwy obserwator dostrzeże, że ten budynek ma zdecydowanie bardziej skoncentrowane wzory z przodu, a z tyłu trochę się rozsypują. Zgadzam się, że ta inspiracja mogłaby ulec większej transformacji, być mniej oczywista i czytelna, ale pytanie czy wtedy osiągnęlibyśmy to, co jest największa zaletą tego pawilonu, że podoba się on prawie wszystkim? Musimy pamiętać, że Expo to nie Biennale. Tu będą przywożeni ludzie z całych Chin, często niewyedukowani i do nich przemawiają przede wszystkim znaki, które są proste i wyraźne.

 

M.M.: Tych mniej przekonanych zachęcam, aby wniknęli w strukturę wnętrza. Tam transformujemy dość mocno motyw wycinanki, bawimy się nim. Eksperymentujemy, choć cały czas konsekwentne wychodzimy od motywu podstawowego

 

B.P.: Zostańmy jeszcze chwilę przy wycinance, bo dzięki niej tworzycie ażurową fasadę pawilonu. W Waszych projektach ażur jest dość mocno eksponowany i eksploatowany.

 

N.P.: Jesteśmy zmęczeni neo-modernizmem, z drugiej strony trochę boimy się elewacji, które są tylko ornamentem. Ważne jest, aby fasada była prawdziwą skórą budynku i pełniła różne funkcje, chociażby systemu zacieniającego. Tak miało być w pawilonie Expo, bo miała za zadanie budować, w sposób bardzo spektakularny, wnętrze, niestety z przyczyn budżetowych nie udało się tego zrealizować.

 

 

źródło: WWAA (www.wwaa.pl)


 

M.M.: Często próbujemy znaleźć podwójne życie naszych projektów, które jest różne w dzień i w nocy, i ta właśnie ażurowość jest sposobem na to, aby tą zmienność stworzyć.

 

B.P.: Podejrzewam, że mało osób wie, że wasz budynek ma drewnianą elewację. Czy to kolejne nawiązanie do ludowości - wiejskich chat, czy jest to ukłon w stronę ekologii?

 

N.P.: Chodziło nam o stworzenie budynku, który sprawiałby wrażenie "surowego". Większość budynków przygotowanych na Expo jest high-tech'owych, z duża ilością szkła, betonu, aluminiowymi fasadami. Sprawiają one wrażenie zimnych, "brudnych". I nagle mamy polski pawilon - ciepły, przyciągający. Jest on pozytywnie naturalny i dla tych milionów Chińczyków, przywiezionych ze wsi i małych miasteczek, jest ciekawym obiektem mniej wielkomiejskim, bardziej przyjaznym.

 

B.P.: To może wejdźmy teraz do środka. Wnętrze pawilonu zostało podporządkowane, jak to określiliście, logice zwiedzania. Co kryje się pod tym pojęciem?

 

N.P.: W naszym pawilonie zapisana jest pewna droga myślowa, która związana jest z tematami przewodnimi Expo: "Better city - better life", "People create the city". Wzory ludowe z elewacji w naturalny sposób zawijają się do środka, tak jakby budynek zjadał swoją skórę, po czym transformowane są one w abstrakcyjny, geometryczny zapis zieleni, więc człowiek znajduje się w takiej sferze trochę wsi, trochę parku i stamtąd powoli przechodzi do miasta. Najpierw znajduje się w abstrakcyjnej przestrzeni miasta, widzianego z lotu ptaka, potem widzi miasto z perspektywy, a na koniec znajduje się we wnętrzach mieszkań. Ten wątek scenariuszowy odnosi się do migracji. Migracji ze wsi do miasta, która miała miejsce w Polsce, a teraz dzieje się w Chinach. Zmienia one całkowicie krajobraz społeczny, kulturalny, czy polityczny. Jest to kolejne ogniwo łączące Polaków i Chińczyków.

 

B.P.: To, co rzuca się w oczy w Waszych projektach to swego rodzaju prostota, a z drugiej wyrazistość. Ile czasu potrzebujecie na wyklarowanie projektu?


M.M.: Dla nas bardzo ważny jest pomysł, który można łatwo przedstawić, opowiedzieć. Jak nie potrafimy opowiedzieć o projekcie sami sobie, to często oznacza, że to nie jest najlepszy projekt.

 

N.P.: Jeżeli nie jesteśmy w stanie opowiedzieć o projekcie w dwóch zdaniach, to jest już problem. Często pierwszymi testerami naszych pomysłów są rodzice, którzy nie są architektami i jeśli nie jesteśmy w stanie im o nim opowiedzieć prostymi słowami, to znaczy, że nie jest on jeszcze do końca udany.

 

M.M.: Znaczy to tyle, że nie jest jeszcze wystarczająco czysty. Pomysł, który jest na początku prosty, później zaczyna się komplikować i jeśli na początku nie jest wystarczająco przejrzysty, to wróży to tylko kłopoty.

 

B.P.: Nad czym teraz pracujecie?

 

N.P.: Do maja to cały czas jest pawilon, który pochłania nam 80 procent czasu. Oddaliśmy też projekt wykonawczy Domu Kultury na Służewcu, na dniach zostanie ogłoszony przetarg i miejmy nadzieję, że jeszcze w tym roku ruszy budowa.

 

B.P: To jest projekt, w którym również nawiązujecie do nowego regionalizmu. Taka architektura niemalże w centrum Warszawy to dość ekstremalny pomysł.


 

Domu Kultury na Służewcu w Warszawie

 


M.M.: Właściwie to w planie miejscowym, w warunkach zabudowy było zawarte, do czego ten budynek ma nawiązywać. Na terenie dolinki do lat 70-tych pasły się jeszcze krowy, więc podążyliśmy tym tropem, zwłaszcza, że częścią tego założenia jest zwierzyniec, który wydaje nam się jedną z większych atrakcji.

 

N.P.: Kiedy pojechaliśmy na rekonesans, świeciło piękne słońce, otaczała nas zieleń Potoku Służewieckiego, zauroczyliśmy się tym miejscem. Stojąc tam, pomyśleliśmy, jakie zadanie postawił nam inwestor - 2 tysiące metrów kwadratowych powierzchni użytkowych. Wiedzieliśmy, że nie podarujemy temu miejscu nowej jakości, więc zastosowaliśmy dość ryzykowny zabieg - umieściliśmy większość powierzchni użytkowej pod ziemią, a na górze zaprojektowaliśmy niewielkie kubaturowo obiekty, tak żeby podnieść jakość architektury, ale z drugiej strony zostawić jej dużo przestrzeni. To też jest pierwszy nasz obiekt, w którym położyliśmy duży nacisk na ekologię. Już wiemy, że części naszych postulatów nie uda się zrealizować ze względu na budżet, ale to był punkt zwrotny, od którego w każdym projekcie uwzględniamy aspekt środowiskowy.

 

 

Dziękujemy Radiu Kampus za udostępnienie materiału:

Opublikowany wywiad jest fragmentem rozmowy z WWAA, która została wyemitowana 10. marca w  programie Akademickiego Radia Kampus - "Cyrkiel i węgielnica" poświęconemu architekturze i urbanistyce. Słuchaj audycji w każdą środę o 13:00 na 97,1 fm ( Warszawa i okolice)

 

 

Zobacz także:


Polski Pawilon na EXPO robi furorę

 

Służewiecki Dom Kultury

 

EXPO 2010 - spektakularne igrzyska architektoniczne


Więcej o: