Proste jak Snohetta

Snohetta przyjęła nazwę od jednej z najwyższych gór w Norwegii. Dziś jest równie wielka, jak norweski szczyt. Ich proste projekty to również ukłon w stronę norweskiej tradycji architektonicznej, uzależnionej od klimatu i przyrody oraz zdominowanej przez skromny modernizm.

23 lata temu Inge Dahlman, Berit Hartveit i Johan Ostengen jak zawsze usiedli w ulubionym piwiarni Dovrehallen w Oslo. Dovre to region na północy Norwegii. Jego najwyższym szczytem jest Snohetta . Przy wielu piwnych rozmowach rodziła się koncepcja biura. Z czasem do zespołu dołączyli Alf Haukeland, architekt krajobrazu oraz Oyvind Mo i Kjetil Traedal Thorsen. Ale międzynarodowa kariera norweskiego biura i wielki zwrot w projektowaniu zaczął się dwa lata później, kiedy ogłoszono konkurs na projekt biblioteki aleksandryjskiej. Thorsen podczas rozmowy ze swoim przyjacielem, amerykańskim architektem Craigiem Dykersem oraz ich wspólnym znajomym, austriackim architektem Christophem Kapellerem, wpadli na pomysł projektu. W konkursie wystartowali wspólnie, jako Snohetta i wygrali. Dziś Dykers i Thorsen szefują pracowni, której siedziby mieszczą się w Oslo i Nowym Jorku.

Snohetta projektuje Wielką Operę w Szaghaju>>

Biblioteka aleksandryjska to dziś jeden z najlepszych przykładów współczesnej architektury. Jest również modelowym przykładem podejścia do projektowania, jakie wyróżnia Snohetta . Dialog z kulturą, ekologia i prostota ukształtowały zarys budynku. Za projekt biuro zdobyło w 2006 roku nagrodę Aga Khan Award for Architecture, która wyróżnia budynki wspierające kulturę, potrzeby i aspirację społeczeństw świata islamu.

Obserwatorium żyjących dziko reniferów w Norwegii
Diephotodesigner.de

Snohetta mimo, iż prawie od samego początku jest biurem międzynarodowym, mającym siedzibę zarówno w Oslo, jak i w Nowym Jorku, nie odcina się od swych norweskich korzeni. Norweskość podkreśla przede wszystkim nazwa pracowni, która nie może obejść się bez litery "o", występującej w norweskim alfabecie.

Norweskość Snohetta to również podejście do projektowania. Poszanowanie dla przyrody i krajobrazu, ekologia i prostota, to wartości, które dominują w myśleniu Norwegów. Założyciele biura przekuli te zasady na wiele świetnych projektów, które powstały przy udziale architektów z różnych stron świata. W odróżnieniu od Rema Koolhasa, który chce, by OMA postrzegane było jako biuro międzynarodowe, a nie holenderskie, Snohetta nie walczy z etykietą norweskości. Wręcz przeciwnie, wartości, które dominują w norweskim społeczeństwie wykorzystują w swoich projektach. Korzystają też z tradycji skandynawskiej architektury, a wiele z ich kluczowych projektów zrealizowanych zostało w Norwegii, tak jak np. Muzeum Pettera Dassa, położone w małej wsi Alstahaug na północy kraju.

Ich proste projekty to również ukłon w stronę norweskiej tradycji architektonicznej, uzależnionej od klimatu i przyrody oraz zdominowanej przez skromny modernizm.

Norwegowie, to również dominująca nacja w składzie Snohetta, choć szeregi zasilają talenty z całego świata - w biurze w Oslo pracuje nasz rodak, Bartosz Milewski. Atmosferę w obydwu siedzibach trudno uznać za standardową. Kumpelskie układy, żadnych podziałów i hierarchii, co widoczne jest także w układzie przestrzeni w biurze oraz pełen luz. Pracownicy biura mają do dyspozycji własnego kucharza, który dba o ich podniebienia. Jak na skandynawskie standardy przystało, biuro jest bardzo sfeminizowane - połowę pracowników stanowią kobiety. Również wnętrza są bardzo skandynawskie - proste i skromnie urządzone.

Teatr Narodowy i Opera w Oslo, projekt: Snohetta
fot. Jens Passoth

Dykers i Thorsen za wszelką cenę chcą uniknąć etykiety starchitektów: gwiazdorzenia, manifestów i zbędnego teoretyzowania. Bez zbędnej medialnej otoczki konsekwentnie wygrywają konkursy na wielkie międzynarodowe projekty, takiej jak muzeum na nowojorskim Ground Zero. Brak formalnego manifestu pozwolił im też na, eksperymentowanie z formą i ciągłe zaskakiwanie. Jeśli w ogóle mają jakiś program, to na pewno odnoszą się do społecznych aspektów architektury, przyrody, jako integralnej części ich projektów, nie boją się również korzystać ze współpracy artystów, którzy na równi z architektami uczestniczą w projektowaniu budynków.

Ale te budynki nie mają być piękne. Często zarzuca się im brak estetyki lub nadmierną prostotę. Jednakże wchodząc na gmach opery w Oslo, czy też przebywając w muzeum Petera Dassa, wciśniętymm pomiędzy skalne bloki, czuję się ogromną skalę tej architektury.

Więcej o: