Postindustrialne dziedzictwo utracone [WYWIAD]

Rozmawia: Maciej Kabsch

W Europie Zachodniej dawne fabryki i kopalnie wpisywane są na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO. W Polsce wiele najcenniejszych tego typu zabytków kończy jako sterta gruzu. Ostatnie polskie "postindustriale" można odnaleźć na zdjęciach Wojciecha Wilczyka

Kolaż zdjęć Wojciecha Wilczyka - zdjęcie w artykule do jednorazowej publikacji
Kolaż zdjęć Wojciecha Wilczyka - zdjęcia w artykule do jednorazowej publikacji
Wojciech Wilczyk

Maciej Kabsch/BRYLA.PL: Co pana tak fascynuje w zabytkach postindustrialnych?

Wojciech Wilczyk*: W przypadku postindustriali motywacją do robienia zdjęć była niezwykła forma tego rodzaju obiektów. Zwykle monumentalna i mająca w sobie pewien rodzaj niedopowiedzenia, co jest skutkiem ich częściowego demontażu oraz wyłączenia z ciągu technologicznego. Były skonstruowane pod bardzo konkretne przeznaczenie: hale, hangary, magazyny, silosy, kopalniane wieże wyciągowe i wieże ciśnień. W momencie, gdy przestaje się ich używać, zaczynają trochę inaczej „znaczyć” i ta ich zamazana semantyka także przyciąga uwagę.

Utrwalone na pana kliszach ruiny przypominają dekoracje do filmów science fiction lub Hiroszimę zaraz po wybuchu bomby atomowej. Czy chciał pan pokazać piękno tych przestrzeni?

One są zdecydowanie piękne i fascynujące, chociaż w Polsce, z czym zresztą często się spotykałem, budynki przemysłowe dość powszechnie uważa się za „brzydkie”. Podczas pracy nad poprzedzającym „Postindustrial” projektem „Czarno-Biały Śląsk”, często zadawano mi pytanie: „Po co pan fotografuje takie brzydkie rzeczy?”. I przypomina mi się w tym momencie historia, gdy jako przewodnik jeździłem po Górnym Śląsku z grupą szwajcarskich filmowców, którzy szukali postindustrialnych plenerów do filmu, będącego - o ile mnie pamięć nie myli - adaptacją prozy Nabokova. I gdy ich zawiozłem na tereny dawnej koksowni Huty „Kościuszko” w Chorzowie, po prostu oniemieli z zachwytu i zaraz zaczęli mówić o ich podobieństwie do antycznych ruin. A te obiekty całkiem niedawno i bez zbędnych ceregieli wysadzono w powietrze.

Przez takie działania tracimy nasze przemysłowe dziedzictwo bezpowrotnie. Czy gdy „polował” pan na te ruiny, których jeszcze nie skruszył czas, lub nie zostały zrównane z ziemią na skutek procesów inwestycyjnych, ogarniał pana smutek lub poczucie straty? Co pan wtedy myślał np. o ludziach, którzy od lat żyją wokół tych obiektów?

Ruiny to dobrze zadomowiony w tradycji europejskich sztuk plastycznych motyw vanitas. Myślę, że ruiny postindustrialne mówią sporo o marności tego świata. Czy bardziej konkretnie rzecz ujmując, o marności i przemijaniu epoki „węgla i stali”. Ale takie ujęcie nastawione na kontemplację formy tych obiektów oraz poczucia straty, którą mogą wywołać obrazy ich postępującej degradacji, raczej nie uwzględnia ludzi żyjących w ich sąsiedztwie. A są oni przecież i to całkiem dosłownie ofiarami procesów ekonomicznych No i to jest poważny błąd w podejściu do tematu, z czego zdałem sobie niedawno sprawę.

W Europie Zachodniej dawne zakłady przemysłowe z XIX i XX w., takie jak np. huta żelaza w Völklingen, wpisywane są od dawna na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO. Widzi pan szansę, aby skutecznie ratować podobne obiekty również w Polsce?

Np. wieże wyciągowe KWK „Polska” w Świętochłowicach na pewno powinny na taką listę trafić, zresztą mają już ponad 100 lat. Co ciekawe, obiekt ten znajduje się na tyłach komisariatu policji. No i kilka lat temu, kiedy przyjechałem tam na zdjęcia, natknąłem się na dobrze zorganizowaną grupę tzw. „złomiarzy”, którzy rozkopywali ziemię wokół tych wież i szwajcaparatami wycinali zakopane tam rurociągi Na podstawie tego, co miałem okazję sam zobaczyć podczas robienia zdjęć, mogę powiedzieć, że skala procederu nielegalnych rozbiórek na Górnym Śląsku była ogromna. Z drugiej strony pewnie w jakimś stopniu łagodziła skutki grupowych zwolnień w zamykanych zakładach pracy. Regułą było, że wokół takich miejsc, jak grzyby po deszczu wyrastały zaraz punkty skupu złomu

Widzi pan szanse, aby choć część zachowanych jeszcze postindustriali została uratowana przez komercyjną rewitalizację, na zwór łódzkiej Manufaktury?

Sprawa wygląda chyba tak, że wszystkie te industrialne obiekty były wybudowane przede wszystkim do zarabiania pieniędzy I w momencie, gdy stają się pod tym względem bezużyteczne, ich los jest przesądzony. Zapewne nawet zabezpieczenie i utrzymanie ich w postaci tzw. „trwałych ruin” wymagałoby sporych środków, których nie ma w lokalnych budżetach. W przypadku wspomnianej wcześniej koksowni Huty „Kościuszko”, którą intensywnie fotografowałem w pierwszej połowie poprzedniej dekady, marzyło mi się zorganizowanie na tym terenie „parku postindustrialnego”, np. z rowerowymi trasami do crossu, wytyczonymi wokół betonowych konstrukcji, ze ścieżkami do biegania. Marzenia ściętej głowy.

Przeprowadzane w Polsce rewitalizacje obiektów poprzemysłowych często usuwają z nich to, co było najciekawsze, czyli większość zabytkowych instalacji. Np. w niezrealizowanym do dziś projekcie przebudowy Huty „Kościuszko” z 2008 r. jedynym zachowanym akcentem z dawnych czasów miał być wysoki komin, wciśnięty między nowymi dyskontami i biurowcami. A może te gigantyczne, XIX-wieczne „maszyny do zarabiania pieniędzy” mogłyby być inspiracją dla współczesnej architektury? Myślę tu np. o „industrialnym” Centrum Pompidou w Paryżu.

Na te inspiracje jest już chyba za późno, ponieważ większość tych najbardziej spektakularnych obiektów, skąd inąd projektowanych przez dobrych architektów przemysłowych, bez skrupułów rozebrano lub wysadzono w powietrze. Przy okazji niedawnego wydania świetnego albumu Thomasa Vossbecka ze zdjęciami industriali z Górnego Śląska (książka i wystawa pt. „Struktura i architektura”), okazało się np. że oprócz obfotografowanych na dziesiątą stronę Giszowca i Nikiszowca, jest jeszcze w tym regionie kilka innych interesujących obiektów autorstwa Georga i Emila Zillmannów. I co ciekawe, są one po lub w trakcie prac rewitalizacyjnych, by przywołać budynki dawnej kopalni „Gliwice” lub siedzibę dyrekcji Huty Uthemann w Szopienicach. Pamiętajmy jednak, że projekty Zillmannów są dość odległe od imitujących industrialną formę obiektów autorstwa Renzo Piano.

Jeszcze do końca stycznia można nacieszyć się oryginalnym wyglądem ruin industrialnych obiektów Górnego Śląska na pana wystawie „Przestrzenie postindustrialne” w krakowskim MOCAKU-u.

Na wystawie w MOCAKU-u prezentowane są zdjęcia obiektów, które niekoniecznie są czy też były zlokalizowane na Górnym Śląsku. To południe Polski i jedna cementownia spod Berlina. Przystępując do fotografowania postindustriali w 2003 roku chciałem z zarejestrowanych obrazów stworzyć bardziej obszerną narrację wizualną, ale mniej więcej po dwóch latach działania, zorientowałem się, że zabrałem się za to zbyt późno. To trzeba było robić właśnie na Górnym Śląsku, ale zacząć przynajmniej 5-10 lat wcześniej.

 

Świętochłowice KWK Wojciech Wilczyk

 

ZDJĘCIA INDUSTRIALI>>>

zdjęcie w artykule do jednorazowej publikacji

 

Wojciech Wilczyk - fotograf, poeta, eseista, wykładowca Akademii Fotografii w Krakowie i autor bloga hiperrealizm.blogspot.com. Do jego ważniejszych dokumentów fotograficznych poza pokazanymi w MOCAKU Przestrzeniami Postindustrialnymi (zdjęcia z cyklu Postindustrial, 2003-2006) należą Kalwaria (1995-2004), Czarno-Biały Śląsk (1999-2003), Życie po życiu (2004-2006) i Niewinne oko nie istnieje (2006-2008). Za ostatni z nich został nominowany w 2010 r. do Deutsche Börse Photography Prize. Od 2010 wspólnie z Elżbietą Janicką realizuje fotograficzny zapis pt. "Nowe Miasto", który poświęcony jest współczesnej Warszawie.

Skomentuj:

Postindustrialne dziedzictwo utracone [WYWIAD]