Prezydent ocali nasze miasta przed brzydotą? [KOMENTARZE]

ace
29.05.2013 11:54
A A A
Reklamowy miszmasz na rondzie Dmowskiego w Warszawie

Reklamowy miszmasz na rondzie Dmowskiego w Warszawie (Fot. Dariusz Borowicz / Agencja Gazeta)

Czy jeśli w walkę o poprawę jakości krajobrazu Polski włącza się najważniejsza osoba w państwie - prezydent, to znaczy, że jest tak źle? Patrząc na chaos estetyczny w polskich miastach i wzdłuż dróg każdy stwierdzi, że gorzej już chyba być nie może...

Krajobraz jest dobrem ogólnonarodowym, ale nie zawsze potrafimy go wystarczająco chronić - powiedział prezydent Bronisław Komorowski 21 maja tego roku, podczas konferencji prasowej. Przedstawił na niej przygotowywany przez swoje biuro projekt ustawy o ochronie krajobrazu (jej treść można poznać TUTAJ), w której mają się znaleźć zapisy, regulujące lokowanie reklam w przestrzeniach publicznych, ale też rodzaj czy kolorystykę zabudowy.

„Minęło prawie ćwierć wieku od transformacji ustrojowej. Polacy zaczęli sobie zdawać sprawę, że Niewidzialna Ręka Rynku nie będzie dbać o przestrzeń publiczną w miastach, kształt krajobrazu, ochronę przyrody. Dominacja narracji neoliberalnej powoli się kończy. Inicjatywa ustawodawcza prezydenta jest częścią tego zjawiska. Być może pożeranie miast przez reklamy, wycinanie drzew, erupcja chaosu architektoniczno-przestrzennego, dewastowanie i burzenie zabytków zostaną w najbliższych latach powstrzymane” - mówi Filip Burno, historyk sztuki i architektury, wykładowca UW, UKSW oraz na Wydziale Zarządzania Kulturą Wizualną warszawskiej ASP.

Burno zauważa, że aby w pełni osiągnąć estetyczny ład wokół nas potrzebni są aktywni i świadomi obywatele. Na razie takim obywatelem okazał się prezydent RP, wysyłając wyraźny sygnał, że krajobraz Polski wymaga ratunku.

Specjaliści dostrzegają, że pewne zapisy w projekcie prezydenckiej ustawy powielają istniejące już, a nagminnie nieprzestrzegane przepisy. Wiele z problemów, o których mówi prezydent szybko uregulowałyby plany zagospodarowania przestrzennego, tych jednak wciąż jest bardzo mało, a nowe rodzą się w bólach. Jest jednak tu też kilka nowych sformułowań, które bez wątpienia są bardzo potrzebne. Jedną z nich jest stworzenie definicji „krajobrazu”, czyli tego, co tak naprawdę chcemy chronić, pomoże lepiej egzekwować istniejące przepisy. Prezydent proponuje wyznaczenie stref objętych szczególną troską, tych najbardziej wartościowych (nie tylko zabytkowych czy atrakcyjnych krajobrazowo, ale też np. kulturowo), chce, aby stawiająca reklamę firma płaciła nie tylko właścicielowi ziemi czy ściany, na której pojawi się bilbord, ale też gminie - za ingerowanie w ów krajobraz.

09.05.2012 ZAKOPANE , DROGA KRAJOWA 47

O ile wielkoformatowa reklama w miastach jest obwarowana różnymi, choć wciąż łamanymi przepisami, o tyle pokraczne tablice, masowo „zdobiące” pobocza dróg i szos - to jak na razie prawdziwa „wolna amerykanka”. Zauważa to Karol Kobos, dziennikarz portalu tvnwarszawa.pl piszący m.in. architekturze, licząc, że tę nietkniętą jak dotąd przestrzeń pomoże uporządkować prezydencka ustawa:

„Inicjatywa prezydenta jest cenna, bo to mocny sygnał, że coś jest nie tak, skoro problemem musiała się zająć głowa państwa. Z drugiej strony, nie ma się co oszukiwać; żadne przepisy nie pomogą, dopóki sami, jako społeczeństwo i jako pojedynczy obywatele nie dojrzejemy do tego, że nie chcemy już żyć w reklamowym syfie. Przepisy mogą zniechęcić do reklamy wielkoformatowej duże firmy, które nie mogą sobie pozwolić na konflikty z prawem, ale prawdziwym problemem są ciągnące się kilometrami polskich przedmieść biedareklamy skupów palet, salonów sprzedaży dachówek, zakładów blacharskich i wulkanizacyjnych, wieszanych na prywatnych posesjach. Na to nie pomoże żaden przepis - jeśli ktoś chce w ten sposób oszpecić swoją nieruchomość i widok na nią, to zawsze znajdzie na to mniej lub bardziej legalny sposób”.

Od wielu lat w starciu z chaosem w przestrzeni dookoła stoimy bezradni. Pojedyncze akcje - jak ta, prezydentów Krakowa czy Sopotu, starających się usunąć szpetne reklamy z terenów zabytkowych, najbardziej atrakcyjnych turystycznie - nie wystarczają. Bo nawet jeśli na krakowskim Starym Mieście obskurne plakaty i tablice z dykty da się zastąpić stylowymi szyldami, to ohyda nachalnych reklam zostanie na osiedlach, w bocznych uliczkach i na trasach wyjazdowych z miasta (słynna szosa do Zakopanego jest tego bolesnym przykładem).

Na szczęście mówimy coraz więcej o problemie estetycznego chaosu w polskim krajobrazie. Na inicjatywę prezydenta RP optymistycznie patrzy redaktorka naczelna architektonicznego miesięcznika „A&B”, Małgorzata Tomczak:

„Kancelaria Prezydenta RP mówi NIE chaosowi wizualnemu w polskich miastach. Czy jest możliwe uzdrowienie przestrzeni publicznej z nadmiaru reklam? Oczywiście, że tak. Udowadnia to eksperyment w Sao Paulo, w którym burmistrz Gilbert Kassab wprowadzając kontrowersyjny swego czasu dekret, oczyścił miasto z wszelkiego rodzaju komercyjnych reklam zewnętrznych, wyraźnie podnosząc tym samym jakość życia mieszkańców. Podobnie sytuacja wygląda w miastach skandynawskich czy szwajcarskich. Komfort przebywania w takich przestrzeniach - kiedy umysł ma szanse odpocząć od nadmiaru wizualnych bodźców - jest nieporównywalny z tym, gdzie na każdym kroku z bilbordów, elewacji budynków, witryn sklepowych bombardowani jesteśmy komunikatami o charakterze reklamowym. Projekt ustawy, nad którą pracuje Kancelaria Prezydenta zawiera co prawda elementy tożsame z tymi, które już w polskim prawie funkcjonują. Ale czy to jest problem? Ważniejszy wydaje się fakt, że ten ważny temat wraca do debaty publicznej i politycznej. I że pojawia się realna szansa na zakończenie ery terroru wizualnego w polskich miastach trwającego nieprzerwanie od czasów ustrojowej transformacji”.

21.10.2009 WARSZAWA , NIELEGALNE REKLAMY WZDLUZ ULICY PLASKOWICKIEJ .  FOT. FILIP KLIMASZEWSKI / AGENCJA GAZETA  SLOWA KLUCZOWE:  REKLAMA ULICA DROGA TRAWNIK

Gdy mowa o debacie publicznej na temat estetyki przestrzeni w Polsce, a szczególnie problemu nadmiernej ilość reklam w polskich miastach - to najważniejszymi postaciami, od lat broniącymi nas przed pożarciem przez bilbordy są członkowie stowarzyszenia Miasto Moje A w Nim. Parafrazując popularne powiedzenie: oni stawiali opór reklamom zanim to stało się modne. Aleksandra Stępień, prezeska stowarzyszenia specjalnie dla Bryły komentuje prezydencki projekt ustawy o ochronie krajobrazu:

„Inicjatywa prezydencka to znaczący krok naprzód w kierunku uporządkowania polskich krajobrazów i cieszy, że założenia ustawy w wielu miejscach pokrywają się ze stowarzyszeniowymi postulatami. Będziemy jeszcze brali udział w konsultacjach społecznych i wtedy okaże się, czy nie rozmijamy się w szczegółach. Niemniej, czuć, że po wielu latach zaczynamy zbliżać się do celu a proponowana data wejścia w życie dokumentu - 1 stycznia 2014 roku - każe mocno uszczypnąć się w ramię, czy aby ład przestrzenny znów nie staje się pożądaną wartością.

Rzeczywiście, nie jest tak, że w tej chwili jesteśmy całkowicie bezbronni wobec degradacji naszego otoczenia, ale to, że drogi wyjazdowe z miast, nadmorskie kurorty czy Zakopane wciąż wyglądają jak wyglądają, świadczy o tym, jak niezbędne staje się "wzmocnienie narzędzi ochrony krajobrazu" (o czym traktuje omawiany dokument). Znajdziemy w nim próby poradzenia sobie z tym, o co wielokrotnie upominało się stowarzyszenie: konieczność wprowadzenia nowej definicji reklamy; nowe narzędzia w rękach gmin, bardziej elastyczne niż miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego; opłaty od komercyjnego wykorzystywania przestrzeni publicznej.

Podoba mi się, że wreszcie do problemu postanowiono podejść kompleksowo. Chcemy regulować, ale najpierw musimy wiedzieć, co podlegać będzie regulacjom - co jest reklamą, co szyldem, co obiektem małej architektury itp. Wydaje się to oczywistością, ale do tej pory mieliśmy do czynienia z wieloma absurdami, kiedy szyld uznawany był za reklamę a tzw. gigaboardy z nadrukiem zachęcającym do kupna telefonu czy napoju - za pojazdy (ponieważ posiadały kółka).

Skuteczna regulacja tak dynamicznej dziedziny jak reklama zewnętrzna, to niestety nie czasochłonny i kosztowny proces uchwalania prawa miejscowego. W sukurs przychodzi tu właśnie prezydencka ustawa. Zamiast konieczności uchwalania złożonej strategii dla danego obszaru, urzędnicy dostaliby do ręki możliwość wdrażania swoistej "ministrategii”, czyli uchwały dotyczącej konkretnego problemu - np. sytuowania tablic, napisów, ogłoszeń reklamowych, z uwzględnieniem ich gabarytów, rodzajów, odległości między poszczególnymi nośnikami itp. Liczymy, że to narzędzie umożliwiłoby skuteczne działanie nie tyle na terenach, należących do gmin, co po prostu na terenach gmin. Brzmi to jak okrutny zamach na własność prywatną czy wolność gospodarczą, ale pamiętajmy, że nie chodzi tu o całkowity zakaz reklamowania czy informowania o swoich usługach. Wręcz przeciwnie - im mniej "szumu wizualnego' wokół, tym łatwiej konkretny komunikat dotrze do odbiorcy.

I na koniec: pamiętajmy też, że skuteczne prawo to jedno, a świadomość tego prawa to drugie. Edukacja, rozbudzanie estetycznej świadomości i wiedzy o skutecznej reklamie są ciągle jeszcze przed nami. Także jest jak i po co działać!”

Zobacz więcej na temat:

Zobacz także
  • Reklamowy miszmasz na rondzie Dmowskiego w Warszawie Prezydent ocali nasze miasta przed brzydotą? [KOMENTARZE]
  • Polski Outdoor Polska brzydota - 10 grzechów głównych [WYNIKI PLEBISCYTU]
  • Polski Outdoor Niechciane widokówki

ZOBACZ TEŻ WIDEO

Komentarze (12)
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • avatar

    okoloko99

    Oceniono 31 razy 25

    Panie Prezydencie, Panie Bronislawie! - nie jest Pan z mojej bajki, nie głosowałem na Pana. Ale jeżeli uda się Panu walka z reklamami i chaosem przestrzeni publicznej to obiecuje, ze zawsze bede na Pana glosowal!!!

    Chyba kazdy widzi, ze stan obecny jest nieakceptowalny, zyjemy w syfie, tandecie i pstrokaciznie, nasze miasta wygladaja jak Rumunia, Bulgaria czy tez Ameryka Południowa!!! W żadnym zachodnim kraju nie ma takiego SYFU i za kazdym razem gdy wracam z poludnia czy z zachodu do Polski to po prostu plakac mi sie chce...

    Tak, ze dobra robota i oby cos z tego wyszlo! Niech nasz kraj w koncu przestanie byc 3-cim swiatem!

  • avatar

    Gość: syd2011

    Oceniono 20 razy 18

    To bardzo dobry przyklad polskiej natarczywosci i nietaktu. Jesli bede potrzebowal skorzystac z jakiejs uslugi, to oteorze katalog firm. Nie lubie byc atakowany syfem; jest to zachowanie niegrzeczne, a nawet agresywne. Jadac do pracy, tudziez na urlop, nie chce ogladac syfu, tylko podziwiac polskie krajobrazy i architekture. Po drugie, takie kolorowe badziewia na poboczach drog powinny byc zakazane, ze wzgledu na bezpieczenstwo ruchu drogowego. Znaki drogowe / drogowskazy 'zlewaja sie' lub staja sie niewidoczne dla kierowcow na tle tego badziewia.

  • avatar

    buraczak

    Oceniono 13 razy 13

    Opłaty gminne za stawianie reklam to wcale nie jest tak dobry pomysł jak by się początkowo wydawało, paradoksalnie gminy mogą ulec pokusie zachecania inwestorów do stawianie szyldów żeby podreperować swoje budżety

  • avatar

    Gość: syd2011

    Oceniono 11 razy 7

    wszystko co reklamuje dzialanosc gospodarcza i jest jego czescia, czyli ww szyldy, boardy wiszace szmaty itp. to REKLAMA. Miejsce na reklame nie powinno szpecic otoczenia, w ktorym zyjemy my wszyscy. Jesli bede potrzebowal skorzystac z czyjejs uslugi to zajrze do katalogu firm. I to WSZYTKO na ten temat. Proste i logiczne.

  • avatar

    Gość: Podpisz się

    Oceniono 4 razy 4

    "Na to nie pomoże żaden przepis - jeśli ktoś chce w ten sposób oszpecić swoją nieruchomość i widok na nią, to zawsze znajdzie na to mniej lub bardziej legalny sposób”

    nieprawda!!!! Wystarczy do ustawy wpisać, że częścią przestrzeni publicznej jest wszystko, co z tej przestrzeni jest widoczne i dlatego podlega takiej same ochronie. Można sobie stawiać co się chce, pod warunkiem,że nie jest to widoczne z żadnego miejsca publicznego.

    Panie Prezydencie, nie ma się co certolić.

    To pozwoliłoby też na ukrócenie każdej brzydoty - od rozwalających się szop za płotem po estetycznie badziewną architekturę.

  • avatar

    Gość: plywacz

    0

    Polska na chwilę obecną jest zbyt biednym krajem, w ostatnim czasie tworzy się mnóstwo firm jedno lub dwu osobowych działających na własną rękę. Każda nowa firma na początku chce zaistnieć na rynku najprostszym sposobem na to jest wywieszenie tandetnej rzucającej się w oczy reklamy. O ile wielkoformatowa reklama w miastach jest obwarowana różnymi, choć wciąż łamanymi przepisami, o tyle pokraczne tablice, masowo „zdobiące” pobocza dróg i szos - to jak na razie prawdziwa „wolna amerykanka”.

    Moim zdaniem żadna ustawa Bronka nic tu nie pomoże, dopóki nie poprawi się nasza sytuacja ekonomiczna w kraju będziemy obwarowani kolorowymi reklamami,

  • avatar

    Gość: RazDwaRazDwa

    Oceniono 2 razy 0

    Szyld to nie reklama - opłaty mają iść od reklam (billboardy, siatki, bannery - cokolwiek, co informuje o towarach lub usługach, których nie znajdzie się w budynku, na którym takie urządzenia są powieszone). A poza tym, jak czytałam, opłaty mogą być wprowadzone TYLKO I WYŁĄCZNIE, jeśli gmina na swoim terenie wprowadzi zasady sytuowania reklam, siłą rzeczy ograniczające chaos. Wszystko po to, by uniknąć sytuacji, w której gminie będzie się opłacało mieć miliony reklam, bo będzie z nich czerpać zysk.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX