Ursynów: Architekci kontra Edward Gierek. Historia powstawania kultowego osiedla

Warszawski Ursynów to nie tylko kolejne osiedle bloków z wielkiej płyty, ale niezwykle interesująca koncepcja autora projektu, Marka Budzyńskiego oraz nie mniej zajmująca historia towarzysząca jego realizacji.

Projekt miasta dla 40 tysięcy mieszkańców

Konkurs na projekt Ursynowa Północnego wygrał w 1971 roku zespół projektowy, w skład którego wchodzili Ludwik Borawski, Andrzej Szkop i Jerzy Szczepanik-Dzikowski. Po przedwczesnej śmierci pierwszego z nich, dwaj pozostali, którzy nie posiadali jeszcze dyplomów architekta, zaprosili do zespołu Marka Budzyńskiego. Dorobek zaledwie 33-letniego projektanta obejmował już wówczas nagrody w konkursach ogólnopolskich i międzynarodowych, a także praktykę zawodową w Danii. W naturalny sposób, jako najbardziej doświadczonemu powierzono mu kierownictwo projektu. Jak podkreśla sam Budzyński, warunkiem podjęcia się tej pracy było projektowanie Ursynowa zupełnie od nowa, na narzuconych przez niego zasadach.

Nawiązując do popularnych wówczas idei głoszonych przez Christophera Alexandra czy Jane Jacobs, Budzyński chciał odejść od koncepcji modernistycznego osiedla. Wykorzystując duńskie doświadczenia oraz koncepcję "parcelacji grupowej", którą stworzył podczas pobytu na Zachodzie, starał się opracować założenia, w którym na pierwszym planie byłyby potrzeby i samopoczucie mieszkańców. Przewidziano zabudowę mieszkalną o zróżnicowanym charakterze i wysokości, otoczoną terenami zielonymi poprzecinanymi siecią "pieszych uliczek".

bec

Na placu budowy

Marek Budzyński w 1994 roku opisywał krótko i dosadnie:

"Tam się działy rzeczy, które przeczą zdrowemu rozsądkowi".

W rzeczywistości budowa Ursynowa Północnego nie odbiegała sytuacji znanej z innych wielkich placów budowy w PRL-u. Pomysł, by poszczególne budynki i mieszkania realizować w porozumieniu z przyszłymi mieszkańcami niemal od samego początku wydawał się nierealny i spotkał się ze zdecydowanym oporem partyjnych decydentów. Wypowiedzi Budzyńskiego na łamach prasy w 1974 i 1975 roku tylko dolały oliwy do ognia. Jakiekolwiek działania zostały wstrzymane na blisko rok, kiedy to wizytujący Ursynów Edward Gierek stwierdził, że: "tu będzie się dobrze mieszkać".

Prace wznowiono

Osiedle miało być prestiżową realizacją, którą ówczesne władze mogłyby się pochwalić. Między innymi dlatego możliwe było odejście od monotonii większości podobnych osiedli oraz budowa mieszkań znacznie większych niż uwarunkowana obowiązującymi normatywami średnia krajowa.

Nie oznaczało to jednak, że Budzyński, Szkop i Szczepanik-Dzikowski mogli sami decydować o ostatecznym kształcie architektury na Ursynowie. W końcu lat 70. rola architekta w procesie inwestycyjnym została zmarginalizowana. Zlikwidowano instytucję nadzoru autorskiego, a wykonawca był jednocześnie kontrolerem na prowadzonej przez siebie budowie. Dochodziło do sytuacji gdy dyrektor zjednoczenia budowlanego przy wtórze prezesa spółdzielni mieszkaniowej chwalił się budynkami, które w rzeczywistości jeszcze nie istniały.

-we&dMLVw@!*,ll-Lq`~kV7m#0pwp.mkw.pl

Dzielnica nieukończona

Przez długi czas Ursynów był realizacją nieukończoną. Z zaplanowanej zabudowy usługowej oraz obiektów użyteczności publicznej zbudowano jedynie część szkół. Sam autor projektu w połowie lat 90. porównywał go do "człowieka bez głowy, jednej ręki, może bez dwóch nóg". Brakowało wówczas połączenia dzielnicy z centrum Warszawy bowiem metro, którego linia stanowić miała swoisty kręgosłup całego układu, nie było ukończone. Podobnie wyglądała sytuacja obiektów usługowych, które, jakkolwiek ujęte planem, nie zostały zrealizowane. Raz za razem na głowy projektantów ciskano gromy. Ursynów określano mianem "wielkiej sypialni, pustyni prawie bez usług" skąd "do miasta trzeba jeździć po każde głupstwo".

Niezwykle ważnym obiektem, który wpłynął na charakter Ursynowa był kościół Wniebowstąpienia Pańskiego zaprojektowany w 1980 roku przez Budzyńskiego oraz Zbigniewa Badowskiego i Piotra Wichę. Forma budowli nawiązuje do dawnych nurtów - romanizmu, baroku i manieryzmu i zdecydowanie wyróżnia się spośród otaczającej ją zabudowy. Osiedle pozbawione historycznego zakorzenienia otrzymało tym samym dopełnienie w postaci architektury mocno osadzonej w tradycji.

Ursynów dzisiaj

Na przestrzeni kolejnych lat Ursynów ulegał przeobrażeniom. Brakujące elementy, o których jeszcze dwadzieścia lat temu mówił Budzyński, w naturalny sposób wypełniły tkankę osiedla. Pojawiły się usługi oraz metro, stanowiące według samych projektantów kręgosłup całego układu. Rośliny, które dość chaotycznie posadzono w latach 80. wypełniły wnętrza kwartałów. Usynów na dobre przestał być "pustynią".

Bloki wzdłuż al. KEN -

Jednocześnie wciąż pozostaje miejscem, które wzbudza ambiwalentne odczucia. Budzyński boleje nad faktem, że potencjał Ursynowa pozostaje niewykorzystany, a sama dzielnica ma, niezasłużoną jego zdaniem, złą prasę. Być może musi upłynąć kolejna dekada, by dawne blokowisko-sypialnia ewoluowało w przyjazną mieszkańcom przestrzeń?

Więcej o: