O wartości dodanej w architekturze. Rozmowa z Jette Hopp ze Snohetty

03.04.2017 15:09
Jette Hopp z pracowni architektonicznej Snohetta.

Jette Hopp z pracowni architektonicznej Snohetta. (mat. prasowe)

O fenomenie Opery w Oslo, niełatwym zarządzaniu dużą pracownią architektoniczną i o tym, jak zmieniają się współczesne miasta rozmawiamy z Jette Hopp - architektką ze Snohetty.

Czy to Twój pierwszy pobyt w Warszawie? Jak Ci się podoba miasto?

Tak. Niestety nie zobaczyłam wiele, ponieważ musiałam pracować trochę przed wykładem (przyp. redakcji: Jette Hopp gościła z wykładem w Warszawie na zaproszenie fundacji im. Stefana Kuryłowicza). Ale z chęcią wrócę do Warszawy na dłużej. Ewa Kuryłowicz pokazała mi halę handlową po renowacji, gdzie znajduje się wiele małych, przyjaznych knajp i restauracji.

Masz na myśli Halę Koszyki?

Tak, to naprawdę piękny budynek, słyszałam, że niedawno został otwarty. Miejsca takie jak Hala Koszyki wyznaczają kolejny kierunek w rozwoju miasta - przekształcają starą tkankę, tak by pasowała do nowoczesnej funkcji. Wczoraj udało mi się również zobaczyć Muzeum Żydów Polskich zaprojektowane przez Rainera Mahlamakiego.

Zatrzymajmy się na chwilę przy temacie miasta. W jaki sposób architektura może wpływać na codzienne doświadczenia mieszkańców?

To naprawdę trudne pytanie. Spróbujmy je odwrócić - uważam, że architekt projektując nowy budynek, powinien odnieść się do kontekstu miasta, jak również przez swoją interwencję przyczynić się do uczynienia projektowanego miejsca bardziej atrakcyjnym dla mieszkańców.

W jaki sposób to osiągnąć?

Oprócz rozwiązania problemów zadanych przez inwestora ważne jest, by wypracować wartość dodaną. Kiedy dostajesz zlecenie, nieważne czy na projekt muzeum, opery czy po prostu biurowca, musisz być świadomy i również powiedzieć jasno swojemu klientowi, że nie chcesz tylko wypełnić zadania przez najprostsze rozwiązanie funkcji, ale zależy ci, aby projektowany budynek niósł również ze sobą wartość dodaną, żeby ubogacał przestrzeń, był jak najbardziej to możliwe ekologiczny oraz otwarty na życie miejskie toczące się dookoła. Nawet, jeśli nie jest to część wpisana  w zakres opracowania architektonicznego. Architekci powinni przekonywać klientów do stosowania rozwiązań ponadczasowych, do wprowadzania ułatwień i tworzenia otwartych przestrzeni, które będą ożywiane przez obecność ludzi. To opłaci się również inwestorom.

Zatrzymajmy się przy integracyjnej funkcji architektury. Słyszałam, że Oslo jest w pewnym sensie podobne do Warszawy. Rzeka dzieli miasto na dwie części i nie chodzi tylko o fizyczny podział. Te podziały wynikają również z historii i procesu rozwoju, jak i funkcji poszczególnych miejsc, choć dzisiaj istnieją pewnie bardziej w sferze wyobrażeniowej. Mówi się, że mieszkańcy dzielnic znajdujących się po lewej stronie rzeki raczej rzadko przejeżdżają na drugą stronę. Słyszałam, że w Oslo jest podobnie, dlatego zdecydowaliście, chcąc symbolicznie połączyć te dwa brzegi, zlokalizować Operę tak blisko wschodniego brzegu rzeki, jak to tylko możliwe.

Tak, to prawda. Choć miejsce pod budowę było już wcześniej wyznaczone, staraliśmy się tak zorientować budynek, by leżał bliżej wschodniego brzegu. Chcieliśmy sprawić, aby opera była miejscem wspólnym, otwartym, a przy tym stanowiła urbanistyczne połączenie dwóch brzegów: wschodniego i zachodniego.

Czyli w Oslo również odczuwalny jest podział na wschodnią i zachodnią część miasta?

Myślę, że to charakterystyczne zjawisko dla wielu miast, chociaż trzeba też pamiętać, że Oslo jest niewielką stolicą. Oczywiście, różnice między wschodnią i zachodnią częścią są zauważalne. Zachodnia część jest np. gęściej zabudowana, ale podział nie jest tak ewidentny. Myślę, że w moim pokoleniu te granice ulegają zatarciu, rozmyciu. Moja mama czasem pyta z niedowierzaniem — czy to możliwe, że korek tworzy się po wschodniej części miasta?! Przecież tam nigdy nie było korków! To kwestia pokoleniowa.

Miasto zmienia się i stare podziały zanikają.

Tak, zmienia się otoczenie, kontekst. Myślę, że młodzi mieszkańcy Oslo tego podziału już nie zauważają.

Dach Opery stał się jednym z najchętniej odwiedzanych miejsc w Oslo. Nie poprzestaliście na udostępnieniu mieszkańcom tylko dachu.

Również foyer jest otwarte dla odwiedzających bez konieczności zakupienia biletu. Powiększone foyer pełni funkcję swego rodzaju wewnętrznej przestrzeni publicznej, wynegocjowaliśmy też dłuższe godziny otwarcia. Dzięki temu hall jest dostępny, można w nim bez skrępowania po prostu przebywać.

Opera i Balet Narodowy w Oslo, projekt: SnohettaOpera i Balet Narodowy w Oslo, projekt: Snohetta fot. Gerald Zugmann, dzięki uprzejmości pracowni Snohetta

W wypadku Opery pojęcie „wnętrza urbanistycznego” nabiera dosłownego znaczenia.

Czasami to również pytanie dotyczące „programowania” danej instytucji, budynku. Opera jest miejscem elitarnym, nie wszyscy mieszkańcy przychodzą tu, by obejrzeć spektakl, nie wszyscy kupują bilet. W tym przypadku sposób ukształtowania budynku nadał temu miejscu bardziej egalitarny charakter. Chodzi o to, by przekonać klienta - czy to publicznego, czy prywatnego - że warto pójść krok dalej i rozumieć architekturę szerzej, nie tylko ograniczając ją do kształtu budynku i bezpośredniej, dawniej określonej funkcji. Gdy zleceniodawca rozumie konieczność zmiany toku myślenia, wówczas często daje się przekonać. Jak widać, architekt też jest po części politykiem. Jeśli traktujemy swoją pracę poważnie, nie możemy od odpowiedzialności za przestrzeń uciekać. Jako architekci bierzemy na siebie odpowiedzialność, ale mamy też możliwości, by popchnąć sprawę w dobrym kierunku.

W kierunku otwartej, przyjaznej przestrzeni...

Dokładnie. Propozycje architekta można przyjąć lub odrzucić. Zdaję sobie sprawę, że to, co proponujemy, nie zawsze jest najprostszym rozwiązaniem. Ani kwestia przekonywania nie jest najprostsza. Czasem łatwiej byłoby poprzestać na zadanym temacie i rozwiązać go tak, jak życzyłby sobie klient. Chodzi jednak o zachęcanie, pokazywanie pozytywnych przykładów i korzyści, jakie wynikają z proponowanych rozwiązań, bo jak wiemy, architektura wywiera ogromny wpływ na nasze codzienne życie.

Opera w Oslo jest świetną realizacją i w pełni odpowiada na zadania współtworzenia miasta, o których rozmawiamy. Czy pojawiły się jakieś problemy na etapie projektowania lub realizacji?

To nie było najprostszy projekt do realizacji, ale każdy z członków zespołu czuł, że to jedyna taka okazja w życiu, że to przedsięwzięcie jest wyjątkowe i może się już nigdy nie powtórzyć. Każdy z nas chciał dać z siebie wszystko to, co najlepsze. Praca przy Operze toczyła się w międzynarodowym środowisku, to było przedsięwzięcie o dużej skali. Nie pamiętam dokładnie, jak wielu obcokrajowców uczestniczyło w pracach nad Operą. Na pewno współpracowaliśmy z rzemieślnikami i architektami z Polski, Portugalii, Hiszpanii, Włoch. Oczywiście, czasem pojawiały się problemy, ponieważ budynek jest niestandardowy i innowacyjny, więc musieliśmy testować pewne rozwiązania. Jeśli można mówić o problemie, to pojawił się on w kontekście dyskusji i protestów odbywających się za pośrednictwem mediów. Największe kontrowersje dotyczyły niemałych kosztów inwestycji. Pytano się, dlaczego wydajemy tak dużo publicznych pieniędzy na budynek o funkcji kulturalnej, zamiast na przykład na opiekę zdrowotną.

Wydawanie publicznych pieniędzy często wiąże się z kontrowersjami.

Dla nas ważne było to, że chwilę po zakończeniu budowy dostawaliśmy listy od mieszkańców z podziękowaniami. Jeden z nich napisał, że był przeciwny wybudowaniu Opery, a teraz, gdy została oddana do użytku, bierze codziennie swój lunch, wchodzi na dach i odpoczywa właśnie w tym miejscu. Opera służy mieszkańcom na co dzień oraz przyciąga turystów. Na pewno ożywiła tę część Oslo. To cieszy.

Przeciągnęliście przeciwników inwestycji na swoją stronę. To chyba najlepsza recenzja dla Opery.

Realizacja Opery zmieniła pogląd wielu Norwegów na architekturę, pokazała, że można budować inaczej. Uruchomiła też szerszą dyskusję. Pod względem rozwoju i wspierania tej dziedziny Norwegia była trochę z tyłu w porównaniu z tym, jak to wygląda chociażby w Holandii. Opera zmieniła sposób, w jaki postrzegamy architekturę w ogóle. Po tej realizacji pojawiły się również subwencje rządowe na badania i rozwój architektury.

W jaki sposób doszliście do ostatecznego kształtu Opery? Podczas wykładu w Warszawie mówiła Pani o tworzeniu prostych modeli papierowych.

Czasem naprawdę trudno zrekonstruować proces twórczy, szczególnie wówczas, gdy pracujemy w grupie. Każdy dokłada swoje pomysły, dyskutujemy nad nimi, tworzymy proste modele. Pamiętam, że wyszliśmy od dyskusji na temat, co dziś oznacza monumentalizm. Monumentalne budynki zazwyczaj kojarzą się z wysokościowcami, my postanowiliśmy to zmienić i zaprojektować monument rozciągnięty na osi poziomej, co więcej, przekształciliśmy go w przestrzeń publiczną. Wzięliśmy wymiary z najbardziej reprezentacyjnego budynku w Norwegii i dokładnie taką kubaturę przełożyliśmy na budynek Opery. Składanie najprostszych modeli z papieru to była jedna z części procesu twórczego. Pracujemy w dużej mierze intuicyjnie, oczywiście ta intuicja jest wsparta na wiedzy i doświadczeniu. Każdy projekt jest otwartym procesem, ma coś z poszukiwań artystycznych i konstrukcyjnych zarazem.

Trochę jak w metodzie „design thinking” najpierw pracujecie metodą zbliżoną do burzy mózgów, wymieniacie doświadczenia, skupiacie się na przyszłym użytkowniku i tworzycie proste prototypy.

Trochę tak. Korzystamy z różnych technik - od klasycznej analizy po szukanie inspiracji w kulturze i historii, jesteśmy otwarci na formę, dużo szukamy i dużo dyskutujemy. To otwarty proces.

Z jakimi wyzwaniami i problemami spotykacie się w Snohettcie?

Nasze biuro mieści się w Norwegii, ale pracujemy na skalę międzynarodową. Czasem musimy stawać do nierównych „wyścigów”. Płacimy każdej osobie, która z nami pracuje. Niestety, za granicą to często wygląda inaczej. Wiele biur nie płaci stażystom i architektom. Bierzemy udział w wielu międzynarodowych konkursach, za samo przystąpienie do konkursu często nie jest przewidziane żadne honorarium, a opracowanie tych projektów wiążę się z dużym nakładem pracy. To inwestycja, która nie zawsze się zwraca. Największym wyzwaniem obecnie jest pogodzenie naszych idei z realiami ekonomicznymi. Mam na myśli prowadzenie biura, które chce być uczciwe wobec wszystkich swoich pracowników, stawia sobie wysoko poprzeczkę, wypracowuje każdy projekt i musi utrzymać się na rynku.

Snohetta to marka architektoniczna znana na całym świecie, wydawałoby się, że wszelkie finansowe troski są na tym etapie kariery poza wami. Naprawdę doceniam wasze podejście i wysiłki.

Myślę, że to jest ważne, nie moglibyśmy mówić o „wartości dodanej” w architekturze ani o otwartości, dostępności i wartościach demokratycznych, gdybyśmy nie hołdowali tym zasadom w swojej pracy – w naszym małym świecie, w pracowni Snohetty. To w zasadzie podstawowe wartości, ale nie ukrywam, że wdrażanie ich na co dzień jest wymagające. Nie jest to prosta droga z perspektywy prowadzenia firmy i uzyskania równowagi finansowej. Szczególnie wówczas, gdy startuje się w międzynarodowych konkursach. W Norwegii kwestie pracownicze są ściśle uregulowane, na zewnątrz bywa z tym różnie.

Na przykład w Polsce.

W zasadzie jeszcze nie realizowaliśmy żadnego zlecenia w Polsce. Zastanawiam się, czy braliśmy udział w którymś z polskich konkursów, ale chyba nie. Szkoda. Nie mieliśmy jeszcze takiej możliwości, ale kto wie, niebawem taka szansa może się pojawić.

Mówiłyśmy trochę o osadzeniu architektury w kontekście. W którym kierunku zmienia się "miejski kontekst" - zostańmy przy Oslo?

Myślę, że w mieście przyszłości pozbędziemy się samochodu lub ograniczymy do minimum jego wykorzystywanie. Oslo już w tym roku planuje wprowadzenie całkowitego zakazu poruszania się prywatnymi samochodami w centrum miasta.

Czy mieszkańcy protestują?

Oczywiście, pojawiają się głosy sprzeciwu. Szczególnie ze strony przedsiębiorców i handlowców. Boją się, że przez to stracą klientów. To na pewno zmiana drastyczna, ale uważam, że zmierzamy w dobrym kierunku i w dłuższej perspektywie wszystkim się to opłaci. Od wielu lat ruch samochodowy wyznaczał ramy dla projektowania. Teraz to się diametralnie zmieniło.

To czas na przeprojektowanie miasta?

Myślę, że tak, jesteśmy pośrodku tego procesu. Jednym z przykładów jest projekt dla Times Square w Nowym Jorku przygotowany w naszej pracowni. I już widać pozytywny wpływ projektu na zachowania mieszkańców. Samochody będą pomału znikać z centrów miast. Ta zmiana stworzy nowe możliwości i nowe zasady projektowania.  Obecnie jesteśmy w przejściowej fazie, a architekci powinni w niej uczestniczyć.

ZOBACZ REALIZACJE SNOHETTY >>>

Zobacz również film przedstawiający Operę w Oslo:

Opera w Oslo projektu SNOHETTA

ZOBACZ TEŻ WIDEO

Zobacz także
Skomentuj:
O wartości dodanej w architekturze. Rozmowa z Jette Hopp ze Snohetty
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze artykuły