Polska tonie w reklamie

Radeo

Fala reklamy zalewa polskie miasta . Jak dotąd niewiele samorządów poradziło sobie z tym problemem. Wyjątkiem jest miasto Gniew. Czy inne, większe miasta wezmą z niego przykład i przywrócą miastu architekturę?   

1 z 5warszawa, reklama
fot.: Agnieszka Rumińska
2 z 5warszawa, reklama
fot.: Agnieszka Rumińska
3 z 5warszawa, reklama
fot.: Agnieszka Rumińska
4 z 5reklama wielkopowierzchniowa
fot. AG
5 z 5
fot. Urząd Miasta i Gminy Gniew

 

 

Outdoor

 

Czyli reklama zewnętrzna to jedna z tych dziedzin gospodarki, której nie kontroluje niewidzialna ręka rynku. Firmy reklamowe zarekleiłyby każdy kawałek przestrzeni gdyby tylko mogły a jeszcze znalazłyby miejsce na jakiś "frontlight" "backlight" albo "gigaboard" (jak klasyczną polszczyzną określa się odpowiednio plakat oświetlony z przodu, z tyłu i tzw wielki plakat - wielki dwa lata temu, teraz średniej wielkości). 

 

 Zabytkowa kamienica w Katowicach "ozdobiona" reklamami

 

Fala "outdoorów" zalewająca polskie miasta osiąga już rozmiary kataklizmu. W polskich metropoliach dochodzi do tego, że każdy, kto ma choć skrawek terenu przy ważnej ulicy od razu wynajmuje go firmom reklamowym, które stawiają na nim co się da. Płachty zasłaniają zabytkowe budynki na krakowskim Rynku, w centrum Katowic, czy Poznania. Największe nagromadzenie wielkoformatowych reklam występuje jednak w centrum stolicy.

 

 

Reklamodawcy nie znają żadnych świętości

 

Właściciele XVIII wiecznego budynku naprzeciw kościoła św. Anny w Warszawie na Krakowskim Przedmieściu przy samym Zamku Królewskim wywiesili reklamę dezodorantu Axe, odwołującą się do fallicznych skojarzeń, zespół kamienic z przełomu XIX i XX wieku przy Alejach Jerozolimskich (jedna z niewielu zachowanych wielkomiejskich przedwojennych pierzei ulicznych w stolicy) właściwie przestał istnieć, bowiem ponad połowa z zabytkowych fasad służy za podkonstrukcję nośną dla linek, haków i naciągów na których wiszą winylowe siatki.

 

Reklamę dezodorantu Axe, zlokalizowana obok kościoła, odwołuje się do fallicznych skojarzeń

 

Kuriozalna sytuacja miała miejsce na słynnym budynku Rotundy PKO w Warszawie - obiekt ten należy wyłącznie do największego polskiego banku i jest jedną z jego wizytówek: - Rotunda to nasz okręt flagowy - zapewnia Izabela Świderek-Kowalczyk, rzecznik banku PKO BP (źródło: Gazeta Stołeczna). Jednak na tym okręcie PKO zgodziło się wieszać reklamy innych firm - między innymi samochodów. Czemu? W zamian za inne powierzchnie na megareklamy w Warszawie.

 

 

Najciekawsze są specjalne konstrukcje, wynikające z dziwnych uwarunkowań - na przykład billboardy stojące na terenie warszawskiego Liceum im. Batorego mają kilkanaście metrów wysokości - tak, by wystawać ponad jezdnie trasy Łazienkowskiej, której użytkownicy są targetem. Najbardziej boli to, że przecież jest to jedno z najlepszych liceów w Polsce, które wychowało pokolenia polskiej inteligencji, a obecnie ma w nosie poczucie estetyki i uczy wychowanków, że  liczy się tylko wymierny zysk.

 

 

Widok z okna na 30 centymetrów

 

Jednak obecność wielkoformatowych reklam na budynkach to nie tylko problem estetyczny polskich miast . Poprzez zaklejanie budynków narusza się prywatność jego mieszkańców. Olbrzymie płachty umieszczane są bowiem nie tylko na biurowcach, czy fasadach zabytków, lecz w dużej mierze zasłaniają one okna budynków mieszkalnych. Wspólnoty mieszkaniowe, kuszone przez reklamodawców profitami za udostępnienie, często bardzo korzystnej lokalizacji, przystają na taki układ.  

 

 

Mieszkańcy tego budynku długo nie zobaczą słońca

 

Do walki z tym procederem przystąpiła Pani Małgorzata Falęcka pierwsza mieszkanka Warszawy, która poszła do sądu walczyć z wielką reklamą. Winylową płachtę zawieszono w odległości 20-30 cm od jej okna. W dzień przysłaniała jej widok i naturalne światło, z kolei przez całą noc reflektory o dużej mocy oświetlały reklamę w taki sposób, że w mieszkaniu było bardzo jasno.  

 

W pozwie, który przygotowała wspólnie z Helsińska Fundacja Praw Człowieka domaga się przed sądem ochrony swych dóbr osobistych, w tym prawa do prywatności, nietykalności mieszkania oraz wypoczynku. Pośrednio już wygrała - firma reklamowa wieszająca reklamy zapowiedziała, że na tej kamienicy nie pojawi się już żadna płachta. Za swój zapał w walce z reklamami otrzymała w tym roku nagrodę Gazety Stołecznej - Stołek Roku 2008 .

 

Czy postawa Pani Małgorzaty posłuży za przykład dla innych pokrzywdzonych mieszkańców "zafoliowanych" polskich domów ? Zapewne tak, jednak dla pełnego sukcesu potrzeba jeszcze, aby za mieszkańcem stały władze miasta, najlepiej tak skuteczne jak w Gniewie.

 

W Gniewie można

 

Gniew jako jedyne miasto w Polsce uporał się z problemem, który trapi polskie metropolie. To niewielkie miasto w województwie Pomorskim słynie dzięki Zamkowi i swojej urokliwej atmosferze starych zaułków, niewielkich kamieniczek oraz z tego, że żadna jego atrakcja nie kryje się za reklamą. Rada Miasta uchwaliła tu bowiem przepisy miejscowe, które ograniczają do minimum możliwość reklamowania się w historycznym centrum. Co więcej, określono nawet maksymalne gabaryty szyldów i reklam wiszących bezpośrednio na sklepach i punktach usługowych, a krnąbrni reklamiarze mogą spodziewać się interwencji usunięciem nieprzepisowej reklamy włącznie. 

 

Gniew bez reklam 

 

I to działa - Gniew, w odróżnieniu od innych turystycznych miast, jak na przykład Mikołajki, czy Giżycko, nie wygląda w lecie jak dodatek do piwa, kredytu czy pasty do zębów...

 

 

Radeo 

 

 

Zobacz także:

 

Bunt młodych - chcą walczyć z brzydotą polskich miast  

 

Szok! Warszawa bez reklam!

 

Najlepsze i najgorsze budynki ubiegłego roku - nominacje 

 

 

Skomentuj:

Polska tonie w reklamie