Dizajn na szczęście

Justyna Smolec

To, w jakiej przestrzeni żyjemy, czym się otaczamy, ma ogromy wpływ na nasze samopoczucie. W zabieganej codzienności nie zdajemy sobie z tego sprawy. Ale to działa, tak czy inaczej. Kolory, wzory, formy przedmiotów i cała przestrzeń nimi wypełniona może nas wspierać lub obciążać. Poczujemy te zależności, gdy zaczniemy być uważni. I kiedy przestaniemy kierować się wyłącznie sezonową modą.

10.09.2016 Warszawa , Cztery Katy , neony , stylizacja Joanna Plachecka . Fot. Agata Jakubowska / Agencja Gazeta
wzornictwo neonowe kolory
AGATA JAKUBOWSKA

Najłatwiej sprawdzić wpływ kolorów. Wchodząc do wnętrz o chłodnej kolorystyce odczuwamy zimno, a stojąc w pobliżu nawet jednej ściany w kolorze czerwonym, pomarańczowym lub żółtym - ożywienie. We wnętrzach, które są nieharmonijne kolorystycznie zwykle czujemy dyskomfort. Zależy to oczywiście od sposobu odczuwania kolorów zimnych i ciepłych, gdyż każdy człowiek ma inną na nie wrażliwość. Tym niemniej w otoczeniu zbyt ciepłych kolorów możemy nawet odczuwać mdłości.

Czasami nie lubimy jakiegoś koloru, ponieważ źle się nam kojarzy. Przyczyną nieakceptowania fioletu może być skojarzenie z fioletowym sweterkiem cioci, która w dzieciństwie uprzykrzała nam życie. I odwrotnie, fakt, że nasz ulubiony koc z dzieciństwa miał kolor niebieski, skojarzy z nim poczucie bezpieczeństwa i spokoju. Z pewnością ten właśnie kolor zagości w naszych wnętrzach. Czy zawsze? Z biegiem czasu zmieniamy się sami, więc zmianie ulegają także nasze preferencje kolorystyczne. Ale niezależnie od tego, co nam w duszy gra, ważne jest zachowanie harmonii pomiędzy barwami ciepłymi i zimnymi w naszym bezpośrednim otoczeniu. Wtedy poczujemy, że kolory nas wspierają.

W poszukiwaniu bezpieczeństwa lub przygody

Sytuacja ze wzorami ma się podobnie. Zbyt agresywne, z mocną grafiką, obrazy na tapetach i tkaninach będą nas bardzo mocno absorbować, odwracać uwagę i odciągać od spaw ważniejszych. Najlepiej więc stosować je w miejscach, gdzie przebywamy niezbyt długo. I tutaj znów istotne są skojarzenia. Dlatego właśnie otaczamy się wzorami, pamiątkami z podróży, przedmiotami o sentymentalnej wartości, zdjęciami, książkami. Nasze otoczenie staje bardzo indywidualne, wyraża to, kim jesteśmy i z przyjemnością do niego wracamy. Nawet drobny przedmiot codziennego użytku, będący prezentem, przypomni nam o sympatycznym ofiarodawcy.

Z drugiej strony zbyt duże nagromadzenie przedmiotów może sprawić, że przestaniemy zauważać ich wartość. Nadmiar może przytłaczać, lepiej więc wyselekcjonować to, co najważniejsze, symboliczne. W natłoku pamiątek trudno będzie się skoncentrować na naszych myślach i przeżyciach. Nie wykluczam, że właśnie takie może być założenie. Widzimy przecież domy zapchane dużą liczbą mebli, drobiazgów, gdzie realizowana jest potrzeba otaczania się przedmiotami - w poszukiwaniu bezpieczeństwa. Bo to właśnie dom, zaraz po ubiorze, jest najbliższy człowiekowi, określa jego granice i powinien do niego pasować. Wtedy będzie dobrym schronieniem.

Przestrzeń, która wzmacnia

Ważną rolę spełniają też elementy niosące istotny pozytywny przekaz, np. aforyzmy, motta, sentencje. Stąd pojawiły się na rynku możliwości wyboru tekstu na tkaniny, naklejki, tapety. To też forma codziennego przypominania o tym, co dla nas ważne. A przy tym potrzeba manifestacji – jak napisy na koszulkach. Podobnie jest ze sztuką, którą się otaczamy – ta o pozytywnej wibracji będzie nas uskrzydlać. Dlatego przed zakupem dzieła sztuki warto się mu przyjrzeć, pobyć z nim, wejść w relację.
Naszym celem jest więc takie urządzenie przestrzeni, by nas wzmacniała, a nawet uzdrawiała. I nie mówimy tutaj tylko o własnym domowym zaciszu, także o przestrzeniach publicznych. Ważne jest to, żeby ich nadrzędnym celem była jakość życia. Może to być sprzeczne z założeniami inwestorskimi, na co my, projektanci, mamy ograniczony wpływ. Natomiast dążyć do tego trzeba. Architektura, urbanistyka, architektura wnętrz, wzornictwo, które stawia sobie takie założenia jako nadrzędną wartość, przetrwa i ma szanse uszczęśliwić ludzi. Może wspierać życie społeczne potrzebne do prawidłowego funkcjonowania. Zadba o wrażliwość, wykształci potrzebę estetyki.

Architekt powinien pytać

Polskie mieszkania na ogół są ciasne, o przestrzeni niewystarczającej nawet dla jednej osoby. Tymczasem dopiero mając jej więcej, możemy odetchnąć, poczuć się swobodnie. Teraz relaks możemy najczęściej odczuwać… w łazience. Tam odnajdujemy trochę spokoju, którego nikt nam nie zakłóci. W łazience jest miejsce na spotkanie ze swoimi myślami i refleksjami.

W mieszkaniach większych i wyższych inaczej oddychamy, nasza przestrzeń psychiczna dostaje więcej powietrza. To samo dotyczy widoków za oknem. Im widok jest bardziej przestrzenny, tym myśli swobodniejsze. Mając naprzeciwko okna sąsiada, możemy nieświadomie zająć się tym, kto tam mieszka, jak mieszka itp. Oddalić od własnego życia. Zbyt ciasne wnętrza stają się przyczyną wielu napięć. Musimy je tak urządzić, by były maksymalnie uporządkowane, klarowne, świetliste. Mamy wiele sposobów na ich optyczne powiększenie, ważne dla psychiki. Dlatego ważne jest, aby architekci i projektanci rozumieli potrzeby klienta, rozmawiali z nim i zadawali pytania. Wiele pytań. Tylko w ten sposób mają szansę na zaprojektowanie najbardziej odpowiedniej dla niego przestrzeni. To nie zapewni nam szczęścia, ale może to szczęście wspierać.

ZOBACZ ZDJĘCIA >>>

O autorce:

Justyna Smolec: Architekt wnętrz. Absolwentka Wydziału Architektury i Urbanistyki na Politechnice Śląskiej. Architekturę i design traktuje jako sposób komunikacji. Projektuje dla klientów prywatnych oraz firm. Punktem wyjścia do projektowania są uświadomione potrzeby i emocje 

arch. Justyna Smolec
arch. Justyna Smolec
fot. ANDRZEJ WASZCZUK -SZCZUREK

Skomentuj:

Dizajn na szczęście