Holenderski budynek jak piec kaflowy

Kotłownie to zazwyczaj nijakie budynki powstające na obrzeżach miast. W Roombeeku w Holandii na przekór wybudowano nową kotłownię w samym centrum i nadano jej spektakularny wygląd. Jej elewacje pokrywają wielkie kafle przypominające fajans z Delft. Biało-niebieskie wzorki to dzieło króla szablonu - artysty Hugo Kaagmana

 

 

Roombeek stanowi robotnicze przedmieście holenderskiego miasta Enschede. Pewnie świat nic nie wiedziałby o tym miejscu, gdyby nie katastrofa z 13 maja 2000 roku. Wtedy to wybuchł magazyn z fajerwerkami, znajdujący się w centrum miejscowości, który dokonał olbrzymiego dzieła spustoszenia. Zginęły wówczas 22 osoby, a rany odniosło prawe tysiąc ludzi, zniszczeniu uległo 400 domów, a 1500 zostało poważnie uszkodzonych. Roombeek wyglądał jak po bitwie.

 

 

Władze miasta Enschede postanowiły nie tylko odbudować biedne przedmieście, ale uczynić z niego lepsze miejsce do życia z świetnie zaprojektowanymi domami i przestrzeniami publicznymi, które pomogą zatrzeć mieszkańcom przykre wspomnienia. Do udziału w wielu inwestycjach zaproszono najlepszych holenderskich i niemieckich architektów, między innymi Ericka van Egeraata.

 

 

 

Jedną z bardzo ciekawych i oryginalnych realizacji jest nowa kotłownia, która powstała w pobliżu epicentrum wybuchu. Zdecydowano się na spektakularną architekturę, a do projektu zaproszono uznane biuro Architekten Cie z Amsterdamu.

 

 

Ukończona właśnie kotłownia stanęła przy ulicy Deurningerstraat w pobliżu zabytkowego, ceglanego kościoła. Wokół niej wyrastają nowe budynki mieszkalne, biurowe oraz użyteczności publicznej.

 

 

Kotłownia zbudowana jest na planie trójkąta i ma wysokie na 10 metrów elewacje. Wpisuje się w pierzeje nowego kwartału. Z jednego z jej narożników wystrzeliwuje na wysokość 42 metrów wysmukła wieża, kryjąca w sobie komin. Gdyby na tym poprzestano, byłby to zwykły przemysłowy budynek.

 

 

To co czyni go niezwykłym to ornament - wszystkie fasady, także te na wieży przykrywają bowiem aluminiowe panele wielkości 1 na 1 metr, pokryte różnorodnym wzorami. Jak żywo przypominają fajans z Delft. Wykonał je Hugo Kaagmana, który jest uważany za pioniera sztuki ulicy.

 

 

Artysta ten już w latach 70. tworzył grafiki z szablonów na murach ulic Amsterdamu. Dziś jest znany na całym świecie, okrzyknięty królem szablonu coraz częściej tworzy dla galerii i muzeów.

 

 

Dla Roombeek postanowił stworzyć grafikę, która imituje słynne biało-niebieskie kafle fajansowe z Delft, którymi pokrywano piece kaflowe. Wydaje się, że trafił w dziesiątkę, bo czymże nie jest kotłownia, jeśli nie wielkim piecem ogrzewającym tysiące domów.

 

 

Zamiast jednak malować na panelach logo inwestora - firmy Essent, Kaagman postanowił oddać hołd miastu. Na kaflach umieścił słynne postacie oraz budynki z Roombeeku, w tym także podobizny najnowszych, zrealizowanych obiektów architektonicznych, nie zabrakło też symboli miasta i herbu. Do tego dorzucił też piktogramy kojarzące się z kotłownią, ciepłem, przytulnością.

 

 

Są także wzory większe od pojedynczych paneli, które tworzą monumentalne ornamenty, jak wijące się liście u góry fasad kotłowni, czy zdobiące komin słońce.

 

 

Całość przypomina nie tylko piec kaflowy, ale i arabski pałac bądź meczet. Zwłaszcza to ostatnie skojarzenie wywołuje ostatnio mieszane uczucia w mieszkańcach Roombeeku.

 

 

Jedno jest pewne - holenderska kotłownia to absolutne dzieło sztuki i największa grafika Kaagmana na świecie, liczy sobie bowiem 1300 metrów kwadratowych powierzchni. I choć "ornament to zbrodnia" jak mawiał Adolf Loos, to jednak bajeczne wzory nie tylko mówią o funkcji budynku, ale i opowiadają historię tragicznie dotkniętego Roombeeku.

 

 

wolf

 

 

Zobacz też:

 


Willa jak pączek z dziurką

 


Wonderwall - żyjąca fasada w środku osiedla

 


Zakablowany biurowiec

 


Więcej o: