Czy jesteśmy skazani na Makabryły? [WYWIAD]

Rozmawiał Maciej Kabsch

- W Polsce jakby wciąż brakuje zrozumienia, że architekturą i krajobrazem należy odpowiednio kierować - mówi Krzysztof Chwalibóg, przewodniczący Polskiej Rady Architektury.

Pomnik Chrystusa Króla w Świebodzinie
Artur Pielaszek

Maciej Kabsch/Bryla.pl: Czy dobrze jest krytykować najgorsze realizacje architektoniczne?

Krzysztof Chwalibóg*: Pokazanie negatywnych przykładów i wiążącego się z nimi chaosu w przestrzeni publicznej to chyba dobry pomysł. Trzeba sobie jednak uświadomić, że jakość otaczających nas tu i ówdzie 'Makabrył' nie wynika jedynie z fantazji, lub jej braku u konkretnych architektów. Pokazywane na Bryle architektoniczne 'potworki' są tak naprawdę częścią tego samego problemu, co pustoszejące centra niektórych miast, chaos przydrożnych billboardów czy rozlewające się na boki aglomeracje.

W Polsce jakby wciąż brakuje zrozumienia, że architekturą i krajobrazem należy odpowiednio kierować. Nie wypracowaliśmy w ciągu ostatnich dwudziestu paru lat niezbędnych narzędzi, które chronią spójność i estetykę miast we Francji, Finlandii czy Holandii. W efekcie inwestycje, których jest w tej chwili bardzo dużo i bardzo mocno zmieniają nasz krajobraz, są często złej jakości i powodują przestrzenne konflikty.

Dlaczego tak się dzieje?

- Po 1989 r. wygrało przekonanie, że urbanistyki i architektury w Polsce w ogóle nie trzeba kontrolować, bo wszystko załatwi za nas wolny rynek. Nazwałbym to pewną luką kulturową. W Polsce wciąż niestety nie traktuje się przestrzeni jako sprawy istotnej. Osoby decydujące o jej kształcie nie odczuwają jej jako ważnego elementu dla jakości życia mieszkańców.

Jako twórca i przewodniczący Polskiej Rady Architektury, apeluje pan dziś o stworzenie w naszym kraju spójnej polityki architektonicznej. Czego tak naprawdę potrzebujemy?

- Chodzi o zmiany w prawie i koordynację wielu polityk, od przestrzennej, przez samorządową, aż po gospodarczą. Dziś kierowanie urbanistyką jest rozbite pomiędzy zbyt wiele komórek administracji. Musimy także wreszcie zdefiniować, czym jest przestrzeń publiczna, aby móc ją dobrze chronić. W Chicago ta kwestia została rozstrzygnięta bardzo prosto: przestrzeń publiczna to jest wszystko to, co jest widoczne z ulicy. A więc żaden właściciel posesji nie może sobie jej zaśmiecać tylko i wyłącznie według własnego uznania.

Zadaszenie stadionu w Radomiuźródło: radomiak.com.pl

Pięciu laureatów konkursu Makabryła 2012 wybrali internauci. Można dyskutować, czy to rzeczywiście najgorsze realizacje architektoniczne minionego roku, ale chyba każda z nich reprezentuje inny ważny problem, z którym dziś nie potrafimy sobie w Polsce poradzić. O jakim problemie pan myśli widząc zdobywcę pierwszego miejsca: trybunę VIP na stadionie w Radomiu, tą z niefunkcjonalnym zadaszeniem z blachy falistej za 150 tys. zł?

- Cóż, mam chyba pewien problem ze znalezieniem architektonicznego komentarza dla tego dzieła. Widzimy na tym przykładzie jednak dobrze, jak w Polsce działa system zamówień publicznych. Jego naczelne kryterium najniższej ceny nie generuje jakości, lecz gwarantuje nam zalew bylejakości i tandety. Dobrze widzimy to na przykładzie polskiego budownictwa autostradowego i stadionowego. Gdy przychodzi czas na łatanie dziur i konstrukcyjne poprawki okazuje się, że tandeta sporo nas ostatecznie kosztuje.

Zobacz laureatów konkursu Makabryła 2012>

Makabryła

Drugie miejsce w plebiscycie zajął tzw. 'Gaudi po polsku': czyli krzykliwa plomba w Olsztynie, której kolorowa fasada w ogóle nie pasuje do sąsiednich kamienic. Jak można się uchronić przed podobnymi, architektonicznymi incydentami?

- Historyczne dzielnice naszych miast w normalnych warunkach mogłyby być przed takimi inwestycjami chronione prawnie. Niestety w funkcjonujących u nas miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego nie da się zapisać obowiązującej gamy kolorów fasad czy kąta nachylenia dachów budynków w danym rejonie. Podobne przepisy bronią dziś ładu architektonicznego np. miast francuskich.

Plomba w Olsztynie, fot. Przemysław Skrzydło / AGPlomba w Olsztynie, fot. Przemysław Skrzydło / AG

Sto lat temu także w Polsce miejskie plany regulowały nie tylko proporcje fasad, ale i ilość światła, które ma wpadać do ich poszczególnych pomieszczeń kamienic.

- Jeden rodzaj planów może mówić o tym, gdzie wolno zbudować dzielnicę mieszkaniową lub stadion, a inny może wyznaczać ich estetykę, lub nawet określać, jakie usługi mogą mieścić się przy danej ulicy - banki, księgarnie, sklepy spożywcze, czy kawiarnie. My jednak taki rodzaj planowania regulacyjnego odrzuciliśmy w czasie transformacji.

Niemałą rolę odegrało w tym pewne lobby prawnicze, które parło do tego, aby o ładzie naszych miast decydował tylko jeden rodzaj planów. Tzw. decydenci wówczas temu przyklasnęli, sądząc może, że szybciej wyjdziemy dzięki temu z szarości komunizmu. Chciano też dobrze zrobić developerom, którzy zawsze skarżą się na biurokrację. A biurokrację owszem, należy usuwać, ale na innych polach, a nie poprzez eliminowanie narzędzi regulacyjnych.

Jeden z wielkich poznańskich developerów zrealizował ostatnio w środku miasta Galerię MM, która zajęła w konkursie trzecie miejsce. Myśli pan, że dostało się jej za nieudany projekt, zlekceważenie wyników konkursu architektonicznego, czy może raczej za sam fakt, że jest jednym z centrów handlowych, które dziś powstają w naszych miastach w sposób niekontrolowany i dobijają ruch na tradycyjnych handlowych ulicach?

- Wydaje mi się, że elewacja tego budynku przykryta prawie w całości owymi 'popękanymi' panelami tworzy jednak bardzo nieudany efekt. Chaos zarysowanych na niej form jest chyba raczej odpychający. To, co cechuje naszą współczesność, to duża doza 'brutalizmu' i to w znaczeniu potocznym, a nie odwołującym się do historycznego stylu z lat 50-tych i 60-tych.

Polscy architekci często próbują szukać efektu za wszelką cenę. W konsekwencji powstają wielkie, niedzielone płaszczyzny, które odchodzą od skali człowieka i być może mają się odwoływać do fascynacji współczesną technologią. Architekci tych budynków nie przyczyniają się jednak do powstania przestrzeni przyjaznej, a zamiast tego idą w efekciarstwo.

Galeria MM, Galeria MM, fot. Joanna Sztorch-Wysocka/fotografiaarchitektury.com.pl Galeria MM, Galeria MM, fot. Joanna Sztorch-Wysocka/fotografiaarchitektury.com.pl

Zamiast wysilania się na stworzenie ikony, nawoływałby pan młodych projektantów do większej empatii dla człowieka?

- Jest niesłychane ważne, aby projektanci zdali sobie sprawę, jaka powinna być architektura. Czy ma być dyktowana przez chwilową modę, która przecież może niedługo przeminąć? A może lepiej pomyśleć, jak człowiek będzie się czuł w utworzonej przez nią przestrzeni? Architektura wymaga pewnej kultury: wyważonych proporcji, odpowiedniej kolorystyki oraz jakości materiałów. Musi też ją cechować dostępność!

Częstym zarzutem wobec powstających dziś centrów handlowych jest też brak wejść do lokali handlowych prosto z ulicy. Budynek odgradza się w ten sposób od otoczenia i negatywnie wpływa na próby jego rewitalizacji.

- Główny problem centrów handlowych, które dziś powstają w Polsce, to kwestia skali. Są to najczęściej ogromne fabryki handlu. Pakuje się w nie mnóstwo towaru, między którym człowiek ma się pętać. Próbuje się w ich wnętrzach wprawdzie imitować miasto - placykami, kawiarnianymi ogródkami - ale to przecież nie są obiekty, które mają miasto zastąpić. I oczywiście do wielu z nich trzeba się przedostać przez nieprzyjazne pole parkingowe. Przestrzeń wobec takich obiektów jest więc od początku zdegradowana.

Laureatami plebiscytu Makabryła 2012 są nie tylko budynki. Czwarte miejsce zajęły wielkie reklamowe naklejki, które coraz częściej pojawiają się na witrynach sklepów i banków. Czy jest na nie jakaś rada?

- Te naklejki są częścią znacznie szerszego problemu reklam w przestrzeni publicznej. Nasze otocznie jest też bardzo często oszpecane przez brzydkie tablice reklamowe i billboardy czy wielkie banery zasłaniające całe elewacje budynków.

Przed dwoma laty w Warszawie próbowano coś tym chaosem zrobić. Przez wiele miesięcy toczyła się debata, w której z jednej strony występowało potężne lobby firm wieszających reklamy, które przekonywało, że wszystko jest w porządku i musi zostać, tak jak jest. Z drugiej strony widać było bezradność władz miasta, które nie mogły się dogadać np. z dysponującym wieloma miejscami na billboardy Zarządem Dróg Miejskich.

Debata żadnych poważniejszych efektów nie dała, poza tym, że mieszkańcy mogą dziś skutecznie poskarżyć się na właściciela budynku, jeśli ten przesłoni ich okna banerem. Wielu z nich woli jednak siedzieć cicho, bojąc się za pewne wypowiedzenia umowy. Jak dziś widzimy w centrum Warszawy, większej zmiany wizualnej w mieście ta korekta przepisów wcale nie przyniosła. Jest jednak nadzieja, że w końcu doczekamy się odpowiednich regulacji.

Fot. Sławomir Kamiński / Agencja GazetaFot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Gdy nie mamy lepszego prawa, próbujemy kombinować. Kraków poradził sobie z reklamowym chaosem w historycznym centrum, ogłaszając cały jego obszar parkiem kulturowym. Chyba jednak trudno byłoby ogłosić podobnym parkiem plac Defilad w Warszawie...

- Oczywiście. Dlatego potrzebujemy wciąż jasnej regulacji o tym, czym jest przestrzeń publiczna i według jakich zasad można nią zarządzać. W wielu krajach wyznaczono na tej podstawie dla reklam odpowiednie miejsca oraz określono ich dozwolone cechy i parametry. Dzięki temu w konkretnym miejscu, np. na starym mieście, wszystkie szyldy są podobne do siebie i dopasowane do kontekstu miejsca.

Co pan sądzi o ostatnim z pięciu laureatów konkursu, czyli kolorowym centrum kultury w Starogardzie Gdańskim?

- Akurat co do tej nominacji mam pewne wątpliwości, czy jest zasłużona. Elewacja tego budynku jest podzielona na segmenty, a sąsiadujące ze sobą kolory odpowiednio się stopniują i nie gryzą nawzajem. Nie wiem jednak, jak ten budynek współgra z otoczeniem, ponieważ nie widziałem go na żywo. Proszę pamiętać, że poza powtarzalną, utrzymaną w odpowiednim tonie tkanką miejską, którą trzeba chronić, mamy też w miastach budynki-dominanty, typu centra kultury. One mogą wybijać się z otoczenia, byle tylko odpowiednio to skomponować.

Starogardzkie Centrum Kultury, screen You TubeStarogardzkie Centrum Kultury, screen You Tube

Być może starogardzkie centrum kultury zostało wyróżnione jako symbol szerszego problemu, którym są kolorowe termomodernizacje modernistycznych obiektów, zazwyczaj słabo nawiązujące do pierwotnych założeń ich architektów.

- Cóż, 'landrynkowe' termomodernizacje blokowisk są rzeczywiście estetycznym problemem. Często zaburzają optyczne proporcje budynków i wydaje się, że wiele z nich mogłoby być wykonanych w lepszej jakości. Osobną sprawą są łamane przy tym prawa autorskie architektów. I chociaż coraz częściej możemy zobaczyć przykłady termomodernizacji, w których znacznie większą uwagę przywiązuje się do pierwotnych intencji projektantów, prawa autorskie są w polskiej architekturze łamane nagminnie i wynika to po prostu z brutalności systemu.

*Krzysztof Chwalibóg - twórca i przewodniczący Polskiej Rady Architektonicznej, jedden ze współautorów projektu Polskiej Polityki Architektonicznej, której aktualny projekt można pobrać w całości ze strony: www.sarp.org.pl/pliki/ppa.pdf

Skomentuj:

Czy jesteśmy skazani na Makabryły? [WYWIAD]