Budujemy po to, by być zburzonymi - o architekturze z Ewą Kuryłowicz [WYWIAD]

red

Nie można tworzyć skansenów - mówi Ewa Kuryłowicz, wiceprezes i generalny projektant w pracowni Kuryłowicz & Associates. To w ich siedzibie na Saskiej Kępie powstało m.in. Narodowe Forum Muzyki we Wrocławiu, Muzeum Historii Żydów Polskich (we współpracy z Rainerem Mahlamäki) czy Plac Unii City Shopping w Warszawie.

Kuryłowicz & Associates

Agnieszka Jęksa - Stoi Pani na czele jednej z najważniejszych pracowni architektonicznych w Polsce. Jakie architektki Pani ceni?

Ewa Kuryłowicz -  W naszej  pracowni są koleżanki  które są wybitnymi projektantkami - Maria Saloni -Sadowska , Kasia Rubik , Małgosia Romanowska , by wymienić tylko  te wyższe rangą. Śledzę pracę Natalii Paszkowskiej, współzałożycielki pracowni WWAA - Natalia jest chyba nawet bardziej publicznie obecna, niż jej partner zawodowy Marcin Mostafa. Cenię Olę Wasilkowską, która również prowadzi własną pracownię, to jest zresztą człowiek - orkiestra. Przypatruję się też pracy Agnieszki Szultk z Moon Studio. Ale ze strachem obserwuję, jak ilość kobiet w zawodzie maleje.

AJ- Dlaczego tak się dzieje?

EK - W dużych pracowniach dziewczyny znikają. Tzn. wciąż pracują, ale są od tzw „roboty" , rzadko prowadzą same większe projekty, nie widać ich na zewnątrz. Odpływ kobiet ma związek z tym, że dla nich praca odbywa się dużo większym kosztem, niż w przypadku mężczyzn. Powód jest prozaiczny -  architektura pochłania, również czasowo, a kobiety, mówiąc ogólnie, wciąż mają więcej obowiązków domowych i rodzinnych. W tym zawodzie w ogóle trzeba mieć skórę nosorożca. To dość brutalna  walka - codziennością są dzisiaj m.in. procesy sądowe. Prawo jest bardzo dziurawe i pełne "białych plam", a architekta nie bronią żadne zapisy prawne. Jest sam.

AJ - Z czego to wynika?

EK - Jedyny opisany ustawowo projekt to projekt budowlany, ale już projekt wykonawczy buja w obłokach. A przecież to on jest najważniejszy dla wykonawcy!

AJ - Czy architekt ma w ogóle jakąś ochronę?

EK - W zespole sędziowskim ZKSK  w Stowarzyszeniu Architektów Polskich pracujemy nad tym, by miał, ale to mozolna droga. A przecież w Polsce mamy takie samo prawo, jak w całej Unii Europejskiej, ale w praktyce wygląda to inaczej.

AJ - To znaczy?

EK - Razem z fińskim architektem Rainerem Mahlamäkim projektowaliśmy warszawskie Muzeum Historii Żydów Polskich. Rainer przyjeżdżał do Polski i  „co  rusz”  łapał się za głowę:
- "Dlaczego wy wszystko tak drobiazgowo rysujecie? - pytał.
- Inaczej wykonawca sobie nie poradzi.
- Ale - oburzał się - przecież wykonawca wygrał kontrakt i powinien wiedzieć, jak go zrealizować!"
Z fińskiego punktu widzenia polskie projekty są upstrzone masą detali. A dla wykonawcy w kraju i tak są zbyt ogólne. Ale stać go na dobrych prawników, którzy w razie procesu sądowego go wybronią. Tymczasem sąd, czytając projekt, myśli: "A może to rzeczywiście jest niechlujnie narysowane, skoro tak twierdzi ten wykonawca? Może rzeczywiście zaraz się zawali?".

Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN w WarszawieMuzeum Historii Żydów Polskich POLIN w Warszawie - Rainer Mahlamäki, współpraca Kuryłowicz & Associates

AJ - I co wtedy?

EK - Niestety spotkało nas to w Białymstoku przy budowie Stadionu Miejskiego. W 2013 roku przeczytaliśmy w gazetach, że zaprojektowany przez nas stadion:  "zaraz się zawali". Wkroczył  nadzór budowlany,  a budowę stadionu zamknięto. Jak się okazało , było to tylko i wyłącznie pomówienie . Skończyliśmy ten projekt w 2014 roku, już z innym wykonawcą. Stadion stoi i ma się dobrze. Otrzymał nawet nominację  w konkursie SARP/Polski Cement w 2015 roku.

AJ - Czy w akcie protestu odstąpiliście kiedyś od projektu?

EK - Tak,  zdarzyło nam się to podczas pracy nad projektem dla American School w podwarszawskim Konstancinie. Amerykanie nas wybrali, być może i dlatego, że w naszym zespole była kobieta, w tym przypadku ja, a oni zawsze kierowali się polityką uwzględniania mniejszości. Problem polegał na tym, że biuro, z którym mieliśmy współpracować, przywoziło ze Stanów gotowe wersje projektu, uzgodnione za naszymi plecami z władzami szkoły. Po trzecim spotkaniu odmówiliśmy dalszej pracy. Nie chodziło nawet o koncepcje, przywiezione jako "gotowce" , ale o to, że nie uwzględniały  kontekstu i otoczenia. Ponieśliśmy karę za rezygnację z projektu Sądziliśmy, że nikt już go w Polsce  nie weźmie, ale wziął. Zawsze się znajdzie ktoś taki.

AJ - Nicolas Rey, pisząc etykę dla architektów, skwitował, że architekci są autorami dramatu, ale już nie właścicielami teatru, a nawet nie sprzedają biletów

EK - Nikt nas nie pyta, czy podoba nam się to, co się dzieje wokół naszych projektów i w ich lokalizacjach. A nawet, jeśli tupniemy nogą i przysłowiowo „rozedrzemy szaty” , to nic to nie zmieni. Było mi bardzo szkoda Pawilonu Chemii, który rozebrano pod budowę centrum handlowego Vitkac naszego  autorstwa.  Prof. Bogusławski, który zaprojektował pawilon, był moim ulubionym profesorem na studiach. Inwestor chciał przenieść ten pawilon w stanie rozebranym na inną działkę, ale nikt z władz miasta nie był podobno zainteresowany

AJ - W miejscu dawnego Supersamu w Warszawie zaprojektowali Państwo Plac Unii Lubelskiej City Shopping. Powstanie tego centrum, podobnie jak Vitkaca, wywołało protesty społeczne

EK - Ale kilka miesięcy przed tym, jak stanęliśmy do konkursu, rozebrał go właściciel. Kiedy ogłoszono konkurs , działka była już pusta. Swoje pomysły zgłosiło osiem zespołów - tak samo chcieli wygrać Jems Architekci, tak samo pracownia Bulanda & Mucha , która dostała potem drugą nagrodę. Dlaczego to na nas spada cała krytyka? Mieliśmy się wszyscy obrazić i powiedzieć "Nie, postawcie z powrotem Supersam!" ? Prof. Szulborski , który zmarł w styczniu 2015, pokazał mi ekspertyzę techniczną konstrukcji Supersamu - ten budynek się po prostu rozsypał. Zbudowano go z datą ważności na 10 lat, a stał przez 40 lat...

Plac Unii w WarszawiePlac Unii w warszawie Kuryłowicz & Associates

AJ - Emilka - dawny pawilon handlowy, gdzie wszyscy stali po łóżka, a dziś ma siedzibę Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie - też czeka na zburzenie.

EK - Virginia Woolf napisała kiedyś: "Budujemy po to, by zostać zburzeni".  Taki jest los miast, ale to ten impuls twórczy sprawia, że świat się zmienia. Nawet Wenecja i Plac św. Marka wyglądały kiedyś inaczej!

AJ - Dzisiaj burzy się też świątynie i pałace - dotychczasowe wyznaczniki ładu społecznego.
EK - Pałaców budować już nikt nie będzie, zostaną, miejmy nadzieję,  świątynie, ale one też „rozmieniają się na drobne”.  Oczywiście w Warszawie jest inaczej - liczy się każdy okruszek, bo miasto zostało przed laty bandycko zburzone.

AJ - Czy warto odtwarzać to, co było?

EK - Przegraliśmy w konkursie na Muzeum Chopina w Warszawie, bo uznaliśmy, że nie warto budować atrap . Żałuję, bo projekt był bardzo fajny, ale czasami „mówi się" coś, wiedząc nawet, że się przegra. Stojąca tam wówczas kamienica, będąca częścią zagospodarowania terenu,  i tak się miała rozlecieć.  Wiadomo było, że na jej miejscu trzeba będzie postawić atrapę. Ale według warunków konkursu trzeba ją było pozostawić. Nie chcieliśmy tego. Jak przypuszczaliśmy, kamienica rozleciała się podczas budowy, ale architekt, który wygrał konkurs i postawił muzeum, zostawił betonowy odlew tej kamienicy. Moralnie wybrnął z trudnej sytuacji - pokazał, że coś tu było i to odtworzył. Ale czy warto się tak upierać?  Może to miejsce mógł zająć budynek bardziej żywy, autentyczny, współczesny, a nie pośmiertna maska?

AJ - Jaki termin ważności mają współczesne budynki?

EK - Mój mąż (Stefan Kuryłowicz - A.J.) śmiał się, że architekt będzie wkrótce projektował z pozwoleniem na budowę, ale i z pozwoleniem na rozbiórkę. Termin ważności to teraz około 50 lat - na dłużej się nie opłaca. W 2018 roku zostanie otwarte Muzeum Historii Polski w Warszawie - w warunkach konkursu wpisano, że budynek ma być zaprojektowany na 50 lat, bo w międzyczasie wszystko się zmieni. Nikogo nie stać na wypruwanie całej instalacji w murach i szpikowanie ich nowocześniejszymi systemami. Bardziej opłaca się postawić coś nowego i odpowiadającego czasom, w których żyjemy.

AJ - Styl życia wyznacza architekturę?

EK - Na uczelni miałam kiedyś studenta, który upierał się, że zaprojektuje budynek z portykiem i tympanonem. Padają różne argumenty, które go nie przekonują, w końcu pytam :
- A do Paryża jeździ Pan konno, pociągiem czy samochodem?>br clear="none" /> - Samochodem, ale to co innego.
- To jest dokładnie to samo.
Nie można tworzyć skansenów, trzeba zrobić coś, co zrozumie współczesny człowiek, który używa komórki, a nie telegramu! Oglądałam ostatnio film "Bogowie", którego akcja rozgrywa się 40 lat temu. Wtedy pisano jeszcze telegramy, nikt nie miał samochodu, a Państwowa Służba Zdrowia w straszny sposób w wielu swoich obiektach niestety wciąż tkwi w tych czasach. Architektura  u nas w wielu sytuacjach nie nadąża za techniką i ogólnym rozwojem. Ale to się musi zmieniać!

AJ - A jak zmieni się zawód architekta za 20 lat?

EK - Kończę czytać książkę partnera zawodowego Zahy Hadid - Patrika Schumachera, "Parametric Order-21st Century Architectural Order" i zastanawiam się, czy ludzie wciąż będą potrzebni To oczywiście sarkazm.

AJ - Co to jest parametrycyzm?

EK - Schumacher nazwał tak architekturę cyfrową, w której projektuje się głównie za pomocą technik komputerowych. Sądził, że teraz już wszyscy będziemy projektować głównie w 3D, ale się pomylił. Korzystamy z coraz nowszych technik, ale architektura cyfrowa nie wygrała - nie wszyscy tak projektują. Oczywiście trudno by narysować "na piechotę" projekty Zahy Hadid i Patrika Schumachera - to wyjątkowe, ekspresyjne formy. Dlatego, podobnie jak Frank Ghehrry,  w swojej pracowni korzystają z programów, które służyły do projektowania samolotów.

AJ -  Do czego są przydatne techniki cyfrowe?

- Wszystkich przekrojów w danym budynku nie da się narysować. Każdy z nas popełnia błędy i narysuje czasem windę, która nie mieści się w szachcie albo spowoduje kolizje rur i belek. W takich programach, jak te z grona BIM, nie ma miejsca na błąd - wszystko widać na rysunku. Każda śrubka i izolacja jest rysowana w trójwymiarze, a to pomaga uniknąć błędów, kolizji i lepiej wydać pieniądze.

Galeria Warmińska w OlsztynieGaleria Warmińska w Olsztynie - Kuryłowicz & Associates

AJ - Co jeszcze zmieniło się w zawodzie w ciągu ostatnich 20-tu lat?

EK - Tempo, w jakim pracujemy. Cyfryzacja umożliwia szybszą pracę, ale sprawia też, że rosną oczekiwania. A my wciąż jesteśmy tylko ludźmi - męczymy się, potrzebujemy czasu na przemyślenie projektu. Ci, którzy pracują wolniej, siedzą dłużej - światło w pracowni pali się długo. Nie wiem, po co się tak cholernie spieszymy.

AJ - 80% architektury na świecie i tak powstaje bez udziału architektów...

EK - Tak, ludzie budują sami, nie radzą się architektów Mam świadomość, że ze swoją europocentryczną perspektywą jesteśmy uprzywilejowani. Ale to też obowiązek - powinniśmy pokazywać i doradzać, jak można budować. Dlatego mam nadzieję, że architekci będą coraz bliżej ludzi.

ZOBACZ PROJEKTY PRACOWNI KURYŁOWICZ & ASSOCIATES >>>

Ewa Kuryłowicz jest projektantką i wiceprezeską w autorskiej pracowni architektury Kuryłowicz & Associates, kierowniczką Zakładu Pracowni Projektowania i Teorii Architektury na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej. Jest również założycielką  i Przewodniczącą Rady Fundacji im. Stefana Kuryłowicza i generalną projektantką i współautorką zrealizowanych bądź realizowanych obecnie obiektów takich jak m.in.: Narodowe Forum Muzyki we Wrocławiu (2015), Stadion Miejski w Białymstoku (2014), Galeria Warmińska w Olsztynie (2013), budynek biurowy Polcomtel, ul. Konstruktorska, Warszawa (2015), zespół mieszkaniowy i biurowiec Powiśle Park (2013), Ratusz Wilanów w Warszawie (2014), Nowy Plac Unii w Warszawie (2013) czy hotel Courtyard by Marriott na lotnisku Okęcie w Warszawie i innych.

______________________________________________________________________

ZOBACZ TEŻ: HYDROFUN - zwycięski projekt w konkursie Praktyka organizowanym przez Fundację im. Stefana Kuryłowicza

HydroFun - co zrobić z hydrofornią?Brygida Zawadzka i Duong Vu Hong

Skomentuj:

Budujemy po to, by być zburzonymi - o architekturze z Ewą Kuryłowicz [WYWIAD]