Mies van der Rohe i amerykański sen

W 1938 roku najsłynniejszy niemiecki architekt XX wieku opuszcza opętany przez nazistów i udaje się do na wieczną emigrację. Ludwig Mies van der Rohe w Ameryce rewolucjonizuje budowę obdziera je z dekoracji i przyobleka w gładką skórę ze szkła jak Seagram Building Nowym Jorku.

 

 

Wielu przeciwników Mies van der Rohe zarzuca mu, że tak późno opuścił nazistowskie Niemcy, że przez lata trzydzieste próbował wciąż projektować w kraju rządzonym przez Hitlera. Jednak prawda jest taka, że tylko nieliczni z wielkich architektów opuścili swoją ojczyznę. Takie sławy jak Hans Poelzig, Peter Behrens, Max Taut, Hans Scharoun czy Hugo Haering zostali.

 

 

Do USA jako pierwszy wyemigrował Walter Gropius w 1934 roku. Mies 4 lata poźniej. Rok wcześniej przygotowywał swój pierwszy amerykański projekt - letni dom dla Stanleya Resora, administratora prestiżowego MoMA, czyli Museum of Modern Art. Z realizacji nic nie wyszło, ale Ludwig pozyskał cenne kontakty. W 1945 roku MoMa pokaże pierwszą indywidualną wystawę architekta. Dziś jest największym depozytariuszem jego oryginalnych rysunków, rękopisów, zdjęć, makiet.

 

Mies van der Rohe

 

W 1938 roku Mies przyjeżdża do Chicago z zabranymi z Niemiec swoimi ulubionymi obrazami Paula Klee i jednym Picassem. To właśnie w tym mieście, kolebce drapaczy chmur będzie żył i pracował do końca swoich dni. Przyjechał na zaproszenie tamtejszej Szkoły Architektury w Armour School of Technology, czyli późniejszego Illinois Institute of Technology - IIT. Zaproponowano mu tam stanowisko kierownika, które zgodził się objąć pod warunkiem całkowitej swobody w projektowaniu kampusu uczelni oraz ułożenia własnego, autorskiego programu nauczania na wydziale architektury.

 

 

Ludwig szybko zadomowił się w Ameryce. W 1940 roku w noc sylwestrową poznał atrakcyjną Lorę Marks, która stanie się jego towarzyszką życia aż do śmierci. W 1944 roku Mies przyjmuje amerykańskie obywatelstwo.

 

 

IIT - królestwo kąta prostego

 


Van der Rohe rozpoczął wielką budowę kampusu IIT, w latach 1941-58 postawi tam aż 22 budynki, trwale nadając uczelni jej modernistyczny, pragmatyczny wizerunek. W tej wielkoskalowej realizacji odchodzi od swoich europejskich dzieł, w których stosował luksusowe materiały, szlachetne kamienie i chromowane słupy. W chicagowskim kampusie przy South State Street stawia na proste materiały i szczerość konstrukcyjną.

 

 

Budynki to minimalistyczne do bólu prostopadłościany, które składają się jedynie ze szkła, cegły i stalowej konstrukcji widocznej na elewacji. Ten ruszt belek i słupów tworzy na fasadach harmonijną strukturę, stalowe słupy uwidocznione są też w narożnikach budynków.

 

 

Także urbanistyka kampusu poddana jest dyktatowi kątów prostych i wytyczonych od linijki linii. Cały teren pokryty jest niewidoczną siatką kwadratowych współrzędnych o module 24 stopy, czyli 7,2 metra. Odległości pomiędzy budynkami są wielokrotnością tej miary. Ten sam moduł przenika do budynków, których systemy konstrukcyjne również oparte są na siatce 7,2 na 7,2 metra.

 

 

Parkowa przestrzeń wypełniona przez powtarzalne ceglano-szklane gmachy może wydawać się trochę zbyt monotonna. Nie można jednak odmówić budynkom wyrafinowanych proporcji i harmonii oraz dopracowanych detali, bo jak mawiał Mies "Bóg tkwi w szczegółach".

 


Choć trzeba przyznać rację słynnemu krytykowi architektury Charlesowi Jencksowi, który uważał, że formownie wszystkich funkcji jako prostopadłościanów z cegły i szkła może prowadzić do pewnej dezorientacji. Taki sam kształt ma uczelniana kotłownia jak i kaplica. Sacrum połączone z profanum?

 

 

Mies jednak zawsze podkreślał, że nie interesuje go zdobienie, ale budowanie. Strona praktyczna, a nie epatowanie wyszukaną formą. Był też odwiecznym przeciwnikiem słynnej maksymy Louisa Sullivana - "Form follows function" (forma wypływa z funkcji). Uważał wręcz odwrotnie, stąd mimo różnych funkcji budynki IIT są podobnymi prostopadłościanami. Uzasadniał to słowami: "My tworzymy formę pragmatyczną i zadowalającą, i do jej wnętrza wprowadzamy różne funkcje. Dzisiaj to jedyny praktyczny sposób budowania, bo funkcje zmieniają się ciągle, a budynku nie sposób zmienić małym kosztem".

 


Jedynym budynkiem wyróżniającym się na miesowskim kampusie jest siedziba Szkoły Architektury - Crown Hall. Mimo skrajnej nowoczesności i wręcz awangardowości pewnych rozwiązań obiekt ten ma w sobie coś klasycznego, niczym greckie świątynie.

 

 

Budynek jest całkowicie szklany, tworzy go rząd rytmicznych pionowych podpór ze stali, które widoczne są na elewacji. Olbrzymie ramy podtrzymają płaski strop. Do szkoły prowadzą gładkie, białe i szerokie schody składające się z samych płaszczyzn z niewidocznym mocowaniem.

 

 

W środku jest praktycznie tylko jedna wielka przestrzeń, wszelkie pozostałe funkcje zlokalizowano w suterenie, która ma jednak spore doświetlenie, bowiem podłoga parteru jest mocno wyniesiona pozostawiając miejsce na okna niższej kondygnacji.  W tym budynku van der Rohe po raz pierwszy stworzył wielką wielofunkcyjną przestrzeń, którą poprzez przesuwne ściany i mobilne wyposażenie można aranżować i wykorzystywać na wiele sposobów.

 

 

odnowa wieżowców

 


Drapacze chmur narodziły się Chicago w latach 80. XIX wieku. Wszystko przez specyficzna sytuację ekonomiczną, którą wytworzyła w tamtejszym śródmieściu niezwykle wysokie ceny gruntów. Budowanie coraz wyżej po prostu się opłaciło, bo w ten sposób można było z kosztownych parceli wyciągnąć jak najwięcej zysków. Jednak wieżowce mimo stalowych szkieletów, które stanowiły zaawansowane dzieła inżynierskie, szybko zaczęto przyoblekać w historyczny kostium. W pierwszej połowie XX wieku amerykańskie metropolie zapełniły więc drapacze chmur w stylach gotyckim, klasycznym, eklektycznym, art deco i wielu innych.

 

 

Mies van der Rohe jako pierwszy zaczął wydobywać z wieżowców ich strukturalne piękno. Po 30 latach od swych pierwszy koncepcyjnych szkiców wysokościowców z Berlina udało mu się ziścić wizje w Chicago. W latach 1947-49 tworzy żelbetowy wieżowiec mieszkalny Promontory Apartments przy 5530 South Shore Drive, na południowym brzegu jeziora Michigan. Budynek ma 21 pięter i plan na literze U, składa się z dwóch podobnych jednostek, mających własne windy i klatki schodowe.

 

 

Blok ma jednolitą i klarowna formę, pasmowe okna biegnące przez całą długości elewacji i żelbetowy szkielet uwidoczniony w bryle. Pionowe kolumny ciągną się na całej wysokości wieżowca, zwężając się ku górze. W porównaniu z dotychczas budowanymi wieżowcami surowość i prostota Promontory Apartments były wręcz rewolucyjne.

 

 

Lake Shore Drive

 


Jednak dopiero kolejna realizacja obiegła cały świat. W realizacji idei całkowicie szklanych wież pomogła konstrukcja stalowa, żelbet wówczas nie dawał aż takich możliwości. Przy 860/880 Lake Shore Drive van dr Rohe wzniósł dwie dwudziestosześciopiętrowe wieże mieszkalne. Po raz pierwszy na świecie elewacje stały się wyłącznie szklaną ścianą kurtynową. Wielkie tafle szkła odbijającego światło przymocowano do stalowego rusztu.

 

 

Mieć zrezygnował z wszystkich niepotrzebnych elementów, radykalna redukcja wytworzyła szklane, monumentalne prostopadłościany. Budynki są jawną manifestacją credo architekta, który zwykł mawiać "Less is more", czyli mniej znaczy więcej.

 

 

Te dwa bloki przy Lake Shore Drive miały olbrzymi wpływ na całą współczesną architekturą, bo odtąd wyznaczyły nowy kanon budowy drapaczy chmur - jako szklanych pudełek.

 

Seagram Building na Manhattanie

 

 

Po tej realizacji van der Rohe zdobył szereg propozycji budowy drapaczy chmur. W latach 1954-58 buduje najdoskonalszy ze swoich wysokościowców - Seagram Building. Stanął on na Manhattanie przy 375 Park Avenue. Pierwsze co rzuca się w oczy to odsunięcie wieżowca od ulicy i pozostawienie sporego placu wejściowego. Na piekielnie drogiej działce można by to uznać za marnotrawstwo, ale Mies chciał wprowadzić w gęstą tkanką Manhattanu odrobinę przestrzeni i oddechu. Przed budynkiem powstały dwa ozdobne baseny, na brzegach których lubią przysiadywać z kawą zabiegani nowojorczycy. Oddalenie budynku od ulicy pozwolił go też lepiej wyeksponować.

 

 

Sama wieża rozwija koncepcję z domów mieszkalnych z Chicago z tą różnicą, że szkła jest jeszcze więcej, a stalowy ruszt ścian kurtynowych stał się bardziej smukły. Trzydzieści osiem pięter jest jakby poderwanych, bo parter wycofano. Brązowy raster konstrukcji wypełnia barwione szkło o specjalnych właściwościach izolujących, które wówczas było jeszcze niezmiernie drogie, gdyż pozostawało w fazie doświadczalnej. Ostatnie trzy piętra wieńczące wieżę są ciemne, mieszczą bowiem nie pokoje, ale pomieszczenia techniczne i instalacje.

 

 

Seagram Building ostatecznie przypieczętował erę nowoczesnych wieżowców. Paradoksalnie Amerykanów, prekursorów drapaczy chmur musiał tego nauczyć emigrant z Niemiec.

 

 

arcydzieło na łonie natury

 


Jedynym z najbardziej znanych budynków Miesa obok pawilonu w Barcelonie jest równie nieduży dom  Farnsworth House. Van der Rohe zdobył to zamówienie dzięki kontaktom z MoMA, które poleciło go lekarce Edith Farnsworth. Specjalistka od chorób nerek chciała wybudować sobie letnie ustronie na wiejskim obszarze osiemdziesiąt kilometrów od Chicago. Działka zajmowała cztery hektary lesistego terenu przeciętego rzeką Fox River.

 

Farnsworth House

 

 

W latach 1945-50 powstał ten najbardziej radykalnie modernistyczny dom XX wieku. Willa to praktycznie tylko wyłącznie szkło i dwie płaszczyzny - podłogi i sufitu, które zdają się lewitować nad zieloną murawą. Bowiem podłoga i strop podtrzymywane są przez eteryczne, stalowe kolumny w kształcie podwójnego T. W odróżnieniu od pawilonu w Barcelonie, gdzie słupy były w środku obiektu, w Farnsworth House wyrzucono je na zewnątrz.

 

 

Willa ma 24 metry długości i 8 szerokości, jej forma, materiały jak i kolory są całkowicie neutralne. Oprócz lakierowanej na biało stali Mies użył beżowego rzymskiego trawertynu na podłodze, która przechodzi przez szklane ściany na zewnętrzny taras, przez co zatraca się granica pomiędzy wnętrzem a zewnętrzem domu.

 

 

W tym budynku zielone otoczenie atakuje z wszystkich stron, bowiem elewacje są w każdym centymetrze ze szkła. Wszelkie "wstydliwe" funkcje, taki jak łazienka czy ubikacja, zostały ustawione w środku domu w formie wolnostojącej kubatury, którą obudowano szafami i ciągiem kuchennym.

 

 

Skrajnie nowoczesny i geometryczny budynek nie dominuje jednak nad organicznym otoczeniem, wręcz przeciwnie, jego neutralna i transparentna forma rozpływa się wśród drzew.

 

 

Z powstaniem tego budynku wiąże się pewna anegdota. Prace nad tym niewielkim domem toczyły się niezmiernie wolno, w końcu klientka wytoczyła Miesowi sprawę sądową o rzekome przekroczenie budżetu. Konflikt miał chyba jednak charakter bardziej osobisty, skoro van der Rohe skomentował go kiedyś krótko: "Zleceniodawczyni razem z domem spodziewała się dostać architekta".

 

 

symboliczny powrót

 


Jedno z ostatnich dzieł Miesa powstało w Berlinie. To budynek Neue Nationalgalerie wzniesiony w latach 1965-68 przy Kulturforum. Stanowi on symboliczny powrót van der Rohe do ojczyzny.

 

 

Budynek łączy w sobie wcześniejsze dokonania architekta, postała w nim bowiem wielofunkcyjna przestrzeń, trochę jak w Crown Hall. Muzeum jak starożytne świątynie wzniesiono na kamiennym stylobacie. Na nim posadowiono lekki stalowy dach, którego ruszt podtrzymywany jest przez 8 słupów znajdujących się po obwodzie. Całkowicie szklane elewacje są wycofane, przez co wokół galerii, jak w klasycznych budynkach, wytworzyły się szerokie podcienie.

 

 

Takie ukształtowanie spowodowało, że wystawy znajdujące się za transparentnymi ścianami są doskonale widoczne z zewnątrz, sztuka jest wystawiona na pokaz jak w sklepowych witrynach. Budynek ma też kondygnację podziemną, w której prezentowana jest stała kolekcja. Wielka otwarta przestrzeń "akwarium" wykorzystywana jest natomiast na wystawy czasowe.

 

 

W ostatnich latach życia Mies wzniósł też olbrzymie zespoły biurowo-handlowe w Kanadzie. Toronto Dominion Centre powstało w Toronto w latach 1963-1969,  to kompleks trzech budynków biurowych z publicznym placem i centrum handlowym w podziemiu. W tym czasie w Montrealu powstało Westmount Square, podobny zespół złożony z trzech wieżowców.

 

 

To kolejne wariacje na temat szklanych drapaczy chmur. I znów architektowi można by zarzucić, że powtarza te sam formy. Ale jak mówił Mies: "Sądzę, że architektura ma niewiele, albo i nic, wspólnego z wymyślaniem ciekawych form czy osobistymi upodobaniami. Prawdziwa architektura jest zawsze obiektywna i jest wyrazem wewnętrznej struktury swoich czasów, z której się rodzi".

 


Mies van der Rohe zmarł 17 sierpnia 1969 roku w Chicago.

 

Źródła:

Sigfried Giedion „Przestrzeń, czas i architektura. Narodziny nowej tradycji”, Wydawnictwo PWN, Warszawa 1968; Roberto Salvadori „Mitologia nowoczesności”, Zeszyty Literackie, Warszawa 2004; Charles Jencks „Ruch nowoczesny w architekturze” Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1987

Archiwalne zdjęcia, szkice i rysunki reprodukowano z książek „Mies van der Rohe. Leben und Werk” Franz Schulze, Ernst & Sohn, Berlin oraz z "Mies van der Rohe” Werner Blaser, Berlin 1997

 


wolf

 

 

Zobacz też:

 


Mies van der Rohe i jego szklane domy


Oscar Niemeyer - poeta architektury


Le Corbusier - ojciec brutalizmu


Więcej o: