Dziś szare - jutro zielone. O żywych miastach przyszłości z Grzegorzem Młynarskim

red

Coraz częściej zauważamy, że miasta w których mieszkamy nie mogą być betonową pustynią. Aby dało się w nich żyć niezbędna jest odpowiednie zaplecze terenów zielonych. Ile przyrody powinno przypadać na jednego mieszkańca i ile jest jej w rzeczywistości w polskich miastach pytamy Grzegorza Młynarskiego, socjologa i założyciela pracowni Kwiatkibratki.

Działania pracowni Kwiatkibratki
fot. Kwiatkibratki

Grzegorz Młynarski, kwiatkibratki: Życie w mieście, wśród spalin i ciągłego hałasu, bez dostępu do zieleni byłoby niezwykle uciążliwe. Rośliny w mieście pełnią funkcję ozdobną - taka była pierwotna przyczyna ich uprawy na terenach miejskich - ale to tylko jedna z licznych korzyści, które daje ludziom ich sąsiedztwo. Gdy dodamy do tego tereny wodne, parki, miejskie pasieki, zielone dachy i ściany oraz inteligentne systemy oszczędzania energii i zarządzania wodą deszczową - miejskie życie zacznie przypominać raj. A co najważniejsze: by do tego doprowadzić nie trzeba kończyć żadnych dodatkowych studiów - wystarczy trochę wyobraźni, otwartości i kreatywności. Każdy dziś może zostać inżynierem zielonego miasta.

Daleko nam do tego raju?

Miasta gwałtownie rozwijają się, zwiększają swoją objętość i zagęszczenie zabudowy. Przybywa coraz więcej biurowców, osiedli mieszkaniowych i parkingów. W tym samym czasie powierzchnia terenów zielonych kurczy się. W wyniku tego procesu w polskich miastach ubywa coraz więcej drzew, skwerów i trawników. Przestrzeń społeczna, która jest wynikiem działalności człowieka a także miejscem tej działalności, stała się również podstawowym czynnikiem, który tę aktywność dziś determinuje, kształtuje, wzmacnia lub osłabia. To między innymi dlatego mamy dziś do czynienia z pewnym paradoksem: zielone tereny zielenią się dziś co raz bardziej pod okiem zaangażowanych mieszkańców i urzędników, podczas gdy szare miasta i ich dzielnice, brudne osiedla, zakorkowane centra utrwalają swoje status quo, likwidując ostatnie wolne miejsca, w których jeszcze do niedawna rosła zielona trawa.

Czyli z jednej strony w miastach przybywa mieszkańców, z drugiej ubywa zieleni.

Radykalni zwolennicy miejskiego stylu życia deklarują, że dlatego właśnie wybrali życie w mieście, żeby nie musieć po trawie chodzić, ani nawet na nią patrzeć. "Od drzew jest las! Od kapusty wieś!” wykrzyczał mi pewnego razu podczas rozmowy podirytowany taksówkarz i dodał wskazując na pas zieleni: "Tu mogłaby być jeszcze jedna jezdnia”. To ciekawe, jak szybko zapominamy lekcje biologii i geografii ze szkoły podstawowej. A przecież wiedza na temat pożyteczności drzew, krzewów i kwiatów to wiedza podstawowa, nie wspominając o działaniu owadów zapylających, czy dżdżownic. Bez żywych terenów zielonych jakość życia w mieście drastycznie spada: nie przetrwalibyśmy zbyt długo w świecie odizolowanym od przyrody. A Polskie miasta już dziś cierpią z powodu zanieczyszczenia powietrza. Ma to związek z najwyższym wskaźnikiem zagęszczenia ruchu samochodów wynoszącym dziś 2126 samochodów/km2.  To co nie jest zauważalne gołym okiem widać na przyrządach do pomiaru zanieczyszczeń - a te pokazują, że powinniśmy zacząć się bać. Według normy Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) minimalna powierzchnia terenów zielonych powinna wynosić 50 m2 na jednego mieszkańca aglomeracji miejskiej, tymczasem według danych Głównego Urzędu Statystycznego z 2008 roku, w najlepiej wypadającej pod tym względem Bydgoszczy (z miast wojewódzkich), na jednego mieszkańca przypada 36 m2 zieleni miejskiej, w Szczecinie jedynie 9,2 m2.

Działania pracowni Kwiatkibratki
Działania pracowni Kwiatkibratki
fot. Kwiatkibratki

Co możemy uznać za miejską zieleń, każdą roślinę, czy liczą się tylko parki i większe skupiska?

Zieleń miejska to z definicji wszystkie tereny biologicznie czynne umieszczone na terenie miasta. Ale zieleń zieleni nie równa! I chociaż uschnięty 2-letni grab w za ciasnej donicy przez miasto ewidencjonowany jest jako drzewo, daleko mu do 50-letniego dębu - fabryki życiodajnego tlenu lub chociażby zielonej ściany gęstej i nieśmiertelnej hedery - pogromczyni samochodowego smogu i kwaśnych deszczy.

Ile takich zielonych fabryk tlenu potrzeba by zapewnić świeże powietrze dla każdego mieszkańca?

Dwa dojrzałe okazy drzew są w stanie w pełni zaspokoić zapotrzebowanie dorosłego człowieka na tlen.  Dla przykładu: jedna 60-letnia sosna produkuje w ciągu doby tyle samo tlenu, ile zużywają go trzy dorosłe osoby, a 100-letni buk dostarcza aż 1200 litrów tlenu na godzinę.  Drzewa pochłaniają zanieczyszczenia zarówno z powietrza jak i z wód opadowych, a robią to bardzo skutecznie dzięki swoim dużym rozmiarom.  Jedno duże drzewo (ok. 25 metrów wysokości) usuwa w ciągu jednego dnia tyle samo dwutlenku węgla z otoczenia, ile emitują dwa domy jednorodzinne. Skutecznie pochłaniają dwutlenek węgla, wbudowując go „na stałe” w swoją strukturę. Pochłaniając dwutlenek węgla, drzewa przeciwdziałają skutkom efektu cieplarnianego, dodatkowo absorbują zanieczyszczenia powietrza takie jak: tlenki węgla, ozon, dwutlenek siarki. Co więcej dzięki drzewom i krzewom, pył unoszony z wiatrem może być ograniczony o 75% a dym i nieprzyjemne zapachy są przez nie prawie całkowicie wchłaniane.

Tam gdzie nie ma miejsca na wielkie parki jednak też możemy coś zrobić. Czym jest miejskie ogrodnictwo?

Liczne koncepcje "zazieleniania” terenów miejskich od zarania dziejów pojawiały się cyklicznie w formie architektonicznych postulatów, rządowych strategii, czy też społecznych ruchów.

Miejskie ogrodnictwo traktowane jest dziś co raz częściej jako styl życia - pod wieloma względami wpisuje się też w zasady zrównoważonego rozwoju, niosąc korzyści  nie tylko ekologiczne, ale również społeczne i ekonomiczne. Dzięki niemu udaje się wprowadzić do miast bioróżnorodność, zmniejszając przy tym negatywne skutki produkcji jedzenia i transportu. Miejskie ogrodnictwo ma również duży wpływ na społeczeństwo: jest pretekstem i okazją do odbudowywania więzi międzyludzkich, eliminując przy tym zachowania aspołeczne. Co więcej, własna uprawa roślin służy zdrowiu fizycznemu i psychicznemu, zachęca do aktywności zawodowej.

Czyli dążymy do modelu, w którym żadna przestrzeń się nie marnuje. Dach czy balkon to miejsce, które możemy wykorzystać zarówno dla własnej przyjemności, jak i z korzyścią dla całej społeczności.

Działania pracowni Kwiatkibratki
Działania pracowni Kwiatkibratki
fot. kwiatkibratki

Omotesando Farmco to japońska farma, która wyróżnia się na tle europejskich i amerykańskich gospodarstw zakładanych na dachach. By zapewnić dostawę świeżej żywności, obniżając jednocześnie koszty magazynowania i transportu, Iimura Kazuki otworzył w Tokio pierwszą podniebną plantację ryżu. W centrum ekskluzywnej dzielnicy handlowej i mieszkaniowej powstało gospodarstwo oferujące szesnaście działek rolnych, które wspólnoty mieszkaniowe mogą wynajmować dla mieszkańców. Zastosowane tam mokre pola, które konieczne są do uprawy ryżu, pokazują, że miejski krajobraz można dziś przekształcać dowolnie. Jak widać, zbliżamy się do sytuacji, w której miasto i znajdujące się w nim budynki, zaczynają stanowić podesty pod ogrody, parki, pola, stawy, pewnie niedługo też lasy, jeziora i plaże. Władze Toronto uchwaliły w ubiegłym roku ustawę nakazującą deweloperom aranżację zieleni na dachach wszystkich nowych budynków. Łatwo można wyobrazić sobie sytuację, w której miasto oglądane z lotu ptaka wygląda dokładnie tak samo, jak tereny wiejskie, z tą różnicą, że poszczególne elementy przestrzeni znajdują na różnych wysokościach a drogi je rozdzielające są daleko w dole. To tak, jakby miasto wyniosło naturalny krajobraz nad pierwotnie uformowany poziom.

A poza dachami?

Na terenach silnie zurbanizowanych, gdzie gęsta zabudowa uniemożliwia tworzenie parków i skwerów pojawiają się dziś nowe rozwiązania takie jak na przykład jak wertykalne ogrody przy stacji Edgware Road czy ławki ParkedBench z systemem modułowych donic z bujną roślinnością - obydwie realizacje w Londynie. Na poziomie ziemi łatwiej też hodować warzywa - Kimbal Musk projekt The Kitchen Community, w ramach którego rocznie powstaje kilkanaście ogrodów warzywnych zlokalizowanych przy szkołach na terenie całych Stanów Zjednoczonych. Ogrody te nie tylko są źródłem warzyw i owoców do szkolnych stołówek, ale jak za dawnych czasów są uprawiane przez uczniów i nauczycieli, co pozytywnie wpływa na integrację i wiedzę uczniów o świecie roślin. Rolnictwo miejskie jest głęboko zakorzenione w kulturze i pojawiało się w miastach od wielu wieków, na przykład jako ogrody przy zakonach. Analizując współczesną historię miast można dostrzec rozkwit ogrodów społecznych. Występują one w różnych krajach pod wieloma nazwami: kleingärten w Austrii, Szwajcarii i Niemczech, allotment gardens w Angii, ogródek działkowy w Polsce, rodinnĂĄ zahrĂĄdka w Czechach, kiskertek w Chorwacji, volkstuin w Holandii, jardins ouvriers i jardins familiaux we Francji i Belgii, kolonihave w Danii, kolonihage w Norwegii, shimin-noen w Japonii, community gardens w Stanach Zjednoczonych.

Wytwarza tlen, jest przyjemna dla oka, co jeszcze daje zieleń w mieście?

Łagodzi klimat miejski: obniżając temperaturę tzw. wysp ciepła, zatrzymując wody opadowe, zwiększając tym samym wilgotność powietrza i odciążając kanalizację miejską, zmniejsza zawartości CO2, pochłania pyły i gazy z powietrza, zmniejsza hałas uliczny i działa jako dodatkowa izolacja dachu, zarówno termiczna jak i chroniąca pokrycie dachu przed uszkodzeniami zewnętrznymi.

Wspominał Pan o taksówkarzu, który nazwijmy to niezbyt przychylnie wyrażał się o zieleni w przestrzeni miejskiej. Jak jest z naszą świadomością jako społeczeństwa?

Mieszkańcy polskich miast coraz większą wagę przywiązują do warunków, w jakich na co dzień mieszkają, przemieszczają się czy pracują. Wzrost świadomości na temat jakości powietrza, roli zieleni w mieście czy też estetyki przestrzeni publicznej sprawia, że obywatele zaczynają brać sprawy w swoje ręce. Wierzę, że ruch oddolny ma sens, ale wciąż potrzebuje wsparcia zarówno merytorycznego, jak finansowego. Dziś wszyscy potrzebujemy poważnej debaty na temat tego jak na nowo zdefiniować role organizacji pozarządowych, instytucji państwowych czy korporacji i ich pracowników w procesie rozbudowy polskich miast. To oczywiste, że duży może więcej, dlatego doceniam ideę stworzenia takiego ekosystemu, w którym panują sprzyjające warunki do zapraszania mieszkańców do współtworzenia przestrzeni publicznej. To bardzo ważne, gdyż wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za to jak wyglądają polskie ulice, miejsca spotkań i odpoczynku oraz w jakim kierunku będą się rozwijać.

Jest Pan jednym z Jurorów w konkursie Lechstarter, który daje możliwość każdemu z nas zmiany swojego najbliższego otoczenia. Jakie projekty wpłynęły na konkurs?

Miłym zaskoczeniem jest to, że nadesłane projekty dotyczą interwencji w całej Polsce. Bardzo dużo projektów zgłosiły organizacje działające na wschodzie i południu Polski, jest też kilka z Polski centralnej i zachodniej. Autorzy nadesłanych wniosków bardzo często wykazywali, że kostka Bauma i beton silnie odmieniły wygląd zarówno rynków i głównych placów, jak i podwórek. Nowe, sterylne rozwiązania urbanistyczne lat 90. do tego stopnia zafascynowały Polaków, że zapomniano o żywopłotach, trawnikach czy nawet gazonach, które od ćwierć wieku stoją puste.

Potencjalne realizacje zgłoszone do programu Lechstarter można podzielić na trzy grupy: pierwsza z nich to "odważne interwencje”; druga to "zielone, edukacyjne ścieżki zdrowia”; a trzecia, równie ważna to "przywracanie zieleni” - to właśnie te projekty, zaproponowane do realizacji głównie w małych i średnich miastach mają za zadanie przywrócić zieleń w miejscach pierwotnie do tego zaplanowanych lub w miejscach, gdzie zieleń brutalnie zastąpiono pustymi, surowymi placami.

 

Grzegorz Młynarski
Grzegorz Młynarski
mat. prasowe

Grzegorz Młynarski, socjolog, badacz, projektant usług. Autor projektów badawczych i programów angażujących mieszkańców miast oraz dotyczących zaangażowania obywatelskiego, innowacji społecznych i zarządzania zmianą. Założyciel pracowni miejskich transformacji Sociopolis oraz pracowni Kwiatkibratki, zajmującej się zielonymi interwencjami oraz tworzeniem projektów i instalacji na terenie całej polski. Juror w konkursie Lechstarter, w którym wyłaniane są projekty wpływające pozytywnie na funkcjonowanie polskich miast.

Lechstarter
Lechstarter
mat. prasowe

Jeżeli jesteście ciekawi jakie projekty zostały zgłoszone do konkursu wejdźcie na stronę organizatora i zapoznajcie się z najciekawszymi pomysłami na zieleń w mieście. Na zwycięskie projekty można głosować do 5 czerwca.

Skomentuj:

Dziś szare - jutro zielone. O żywych miastach przyszłości z Grzegorzem Młynarskim