Nathalie de Vries: "Bałtyk" nie mógłby stanąć w innym miejscu na świecie [WYWIAD]

Rozmawiała: Anna Ostrowska

Nathalie de Vries - współzałożycielka holenderskiej pracowni MVRDV opowiada, jaki związek ma poznański Okrąglak z nowo wybudowanym biurowcem Bałtyk. Jak zmienić fragment autostrady w zieloną trasę spacerową i jak ważne jest myślenie o łączeniu budynków i przestrzeni w mieście.

Otwarcie Bałtyku w Poznaniu. Pierwszy w Polsce projekt zrealizowany przez holenderską pracownię MVRDV
Biurowiec Bałtyk w Poznaniu
fot. Juliusz Sokołowski

Anna Ostrowska: Przed przyjazdem do Poznania widziałam Bałtyk na zdjęciach. Mimo to byłam zaskoczona, gdy po raz pierwszy zobaczyłam go na żywo. Budynek z każdej strony wygląda inaczej. Zmienia swoją formę diametralnie w zależności od punktu obserwacji. Jak udało się osiągnąć efekt dopasowania do okolicznej zabudowy i uzyskania tak nieregularnej, zmiennej bryły?

Nathalie de Vries: Proces dochodzenia do ostatecznego kształtu był długi. Muszę na wstępie zaznaczyć, że pierwsza nasza propozycja była diametralnie inna. Zaprojektowaliśmy wolnostojącą wieżę podkreślającą narożnik działki. Wokół jest tyle różnych budynków. Trudno było się do nich dopasować. Później rozmawialiśmy z miejskim konserwatorem zabytków i pokazaliśmy kolejną propozycję. Budynek składał się z trzech prostopadłościennych warstw, a każda z nich korespondowała z wysokościami otaczających budynków. Pierwsza kończyła się na poziomie Concordii. Prostopadłościenne bloki były ułożone pod kątem, dzięki czemu obiekt otwierał się w różnych kierunkach.

Dlaczego ten projekt nie zyskał aprobaty?

Urzędnicy miejscy chcieli, aby Bałtyk łączył się bezpośrednio z hotelem Sheraton i żeby domykał narożnik. Miał podążać za ukształtowaniem ulic, dopasować się do wysokości wyznaczonych przez okoliczne zabudowania i kończyć wieżą przy Rondzie Kaponiera. To trochę zaczęło przypominać wyglądem kościół – wieża była dość gruba. Wyszedłby z tego bardzo dziwny kształt, który dodatkowy skręcałby się w kierunku Sheratona. Forma przypominałaby wygiętą jaszczurkę.

Zaczęliście projektowanie od początku?

Tak, ponieważ to, co zaczęło się wyłaniać po ustaleniach z urzędnikami, nie było zadowalające. Wzięliśmy więc podstawowy, prostokątny moduł i z niego zaczęliśmy składać bryłę. Tym sposobem zaznaczyliśmy głębokość, którą chcieliśmy osiągnąć. Zeszliśmy w dół, w kierunku Sheratona – zostawiliśmy przejście pomiędzy budynkami, przez które wchodzi się na miejski plac nazwany Przystanią. I zrezygnowaliśmy z osobnej wieży podkreślającej narożnik. Wypiętrzenie stało się częścią całego założenia. By podkreślić najwyższy punkt biurowca, zaprojektowaliśmy podcięcie w bryle – na froncie od strony ronda. Dzięki niemu wydaje się ona smuklejsza i bardziej elegancka. Ten zabieg wskazuje również wejście do budynku.

Również od strony Concordii zaprojektowaliście wcięcie w elewacji.

Podcięcie w kondygnacjach podkreśla drugie wejście do budynku i otwiera Bałtyk w kierunku placu.Takie ukształtowanie elewacji frontowej i tylnej wskazuje miejsce lobby - to przestrzeń otwarta, przez którą można swobodnie przechodzić.

Jakie funkcje mogą być wpisane w przestrzeń między Bałtykiem a Concordią?

Plac będzie używany jako letni taras dla restauracji i kawiarni. To przestrzeń otwarta, w której można organizować różnego rodzaju wydarzenia. Na placu zaprojektowaliśmy podesty wokół drzew, które spełniają funkcję miejskich mebli. Są też drewniane schody, na których można usiąść. W rozmowie z nami inwestor podkreślał, że zimą będzie można urządzić tu lodowisko, latem organizować wydarzenia kulturalne, takie jak koncerty czy targi.

To przestrzeń otwarta dla mieszkańców Poznania?

Tak, formalnie to miejsce należy do inwestora, ale zostało pomyślane i stworzone tak, aby stanowiło otwartą przestrzeń publiczną i żeby tak funkcjonowało w odczuciu mieszkańców.

To wartość dodana do budynku w przeważającej częśći o funkcji biurowej.

Inwestor chciał niejako oddać Przystań mieszkańcom. Elewacja frontowa budynku wychodzi w kierunku ruchliwej i głośnej ulicy. A na jego tyłach znajduje się przyjazna przestrzeń, w której można odpocząć od zgiełku.

Bałtyk dodatkowo stanowi barierę akustyczną.

Mieszkańcy zaraz po otwarciu zaczęli tu spontanicznie przychodzić. Zatrzymują się, siadają na podestach. Lobby jest otwarte – jest pasażem, przez który można przejść. A przez przeszklenia od strony ulicy widać plac. Dzięki nim patrząc na budynek można dostrzec Przystań.

W pierwszym zetknięciu z Bałtykiem zaskoczyła mnie również elewacja. Przeczytałam wcześniej, że jest betonowa. Gdy zobaczyłam ją z oddalenia, a nawet gdy podeszłam bliżej, przypominała kamień naturalny – granit.

Nie mieliśmy funduszy, by obłożyć całą fasadę marmurem. Szukaliśmy więc materiału, który ma swoją głębię – tak jak kamień. Chcieliśmy osiągnąć efekt naturalnej okładziny. Wybrany beton jest dość ciemny, a w jego masie zostały roztopione drobne kamyczki. To porowota, niejednolita struktura. Dzięki temu elewacja wydaje się czasem ciemnoszara, a czasem jasnoszara. Zmienia się w zależności od kąta padania światła i jego natężenia. Jeśli podejdziesz bliżej, dostrzeżesz białe i różowe drobinki roztopione w betonie.

Fasada Bałtyku ma kilka wymiarów – nie dość, że zmienia się jej kształt w zależności od punktu obserwacji – to i kolor jest niejednolity i zależny od światła.

To nie jest biurowiec stojący w parku biznesowym, ale w centrum Poznania. Dlatego szczególnie zależało nam na tym, aby był elegancki i wpisywał się w sylwetę miasta. Fasada powinna być interesująca, gdy oglądamy ją z oddali i z bliska.

I również z wnętrza.

Każdy z modułów jest w pewnym sensie ramą okienną. A cały budynek jest złożony z ciemnych ram i jasnych przeszkleń kadrujących widoki.

A czy te „okna” można otwierać, by wpuścić do środka świeże powietrze?

W ramach okiennych – kolumnach - zamontowano klamki, które umożliwiają  przewietrzanie budynku. Okna można swobodnie uchylać. Budynek jest oczywiście klimatyzowany, ale zdajemy sobie sprawę, że ważne jest zapewnienie dopływu świeżego powietrza do wnętrza.

Jakie trudności napotkaliście podczas procesu projektowego?

Jednym z największym wyzwań było znalezienie sposobu na zaprojektowanie tak dużego pod względem kubatury biurowca, osiągnięcie eleganckiego kształtu, a zarazem optymalizowanie poszczególnych przestrzeni. Drugim wyzwaniem było poszukiwanie odpowiedniego materiału na fasadę. I również zaprojektowanie samej fasady. Uzyskanie efektu otwarcia i dopracowanie jej detali. Tak naprawdę to po prostu budynek biurowy, czyli najważniejsze są kondygnacje – podłogi, fasada i wpisanie całego założenia w kontekst.

Czy w związku z lokalnym kontekstem inspirowaliście się którymś z poznańskich budynków?

Tak, jedną z inspiracji był niewątpliwie poznański Okrąglak.

Gdzie szukać powiązania pomiędzy Okrąglakiem a Bałtykiem?

Z Okrąglaka zaczerpnęliśmy motyw okien umieszczonych w strukturalnych ramach, które ciągną się od samego dołu aż po zwieńczenie budynku.Okoliczna architektura podpowiedziała trójkątny kształt - zaobserwujemy go chociażby w attykach poznańskich kamienic. Te inspiracje przefiltrowane przez nowoczesną estetykę i wymagania postawione przez kontekst doprowadziły do ukształtowania ostatecznej formy. MVRDV nie ma żadnego stylu, my działamy po prostu w zgodzie z otoczeniem. Bałtyk nie mógłby stanąć w żadnym innym miejscu na świecie. Jest zaprojektowany w zgodzie z tym miejscem i z niego wynika.

Wracając do projektowania miasta i oddawania przestrzeni w użytkowanie mieszkańcom, tak jak stało się to w przypadku placu pomiędzy Bałtykiem a Concordią. Niedawno oddano do użytku zaprojektowaną przez Was zieloną trasę spacerową w Seulu. To efekt przekształcenia nieużywanej już estakady. Jakiego rodzaju jest to projekt?

Wszystko zaczęło się od konkursu, który został ogłoszony przez Seul. Zadanie polegało na odcięciu nieużywanej części autostrady i przekształceniu jej w zielony pasaż. Władze miasta podkreślały, że nie potrzebują w tym miejscu już więcej samochodów, chcą, by pojawili się ludzie. Infrastruktura drogowa i kolejowa, estakady, drogi szerokopasmowe, szczególnie w centrum miasta, stwarzają bariery komunikacyjne dla pieszych. Utrudniają swobodne poruszanie się między budynkami. To jest taka luka komunikacyjna w centrum. Miejsca zdominowane są przez samochody. Zaprojektowany przez nas most ma na nowo połączyć sąsiednie budynki i miejsca, tak by były dostępne dla pieszych.

Jakie było największe wyzwanie przy tym projekcie?

Wyzwanie, a jednocześnie frajda polegały na tym, że z fragment autostrady o długości niemal kilometra mieliśmy zamienić w miejsce...

...gdzie ludzie czują się dobrze i gdzie chętnie przychodzą.

To nie było takie łatwe, ponieważ trudno posadzić w słonecznym, gorącym mieście drzewa i rośliny, do tego siłą rzeczy w donicach, i być pewnym, że estakada się zazieleni. Niestety, zaprojektowanie w tym miejscu zupełnie zielonej powierzchni było niemożliwe. Wybraliśmy więc rodzime odmiany roślin i drzew, które sprawdzają się w tym klimacie. To jest dodatkowy walor. Ta zielona trasa może być traktowana jako  ścieżka edukacyjna (posadzono na niej 228 gatunków roślin). Oprócz zieleni znalazły się pawilony restauracyjne i place zabaw.

Udało się przekształcić „nie-miejsce” w miejsce.

Szczególnie zależało nam na tym, by ten projekt był pomostem między różnymi punktami na trasie, by umożliwiał połączenia. Efekt można już zaobserwować. Właściciele budynków biurowych i innych miejsc przyległych do trasy spacerowej zaczynają organizować kolejne funkcje na poziomie mostu. Powstają nowe kawiarnie, restauracje, sklepy, do których można wejść z poziomu estakady. Takie rozwiązanie łączy miasto i jego poszczególne budynki na kolejnym poziomie.

Dosłownie i w przenośni.

Pojawiają się nowe skróty i przejścia. Ten fragment autostrady działa jak ulica – deptak wzniesiony na kolejny poziom. Dzięki tej inwestycji wartość pobliskich budynków wzrasta. Miejsca, które nie miały dogodnych połączeń, nagle je uzyskały. Ludzie tu po prostu przychodzą i spędzają czas, o to chodziło.

W związku z budową Bałtyku odwiedziłaś Poznań wiele razy. Jak postrzegasz to miasto?

Podoba mi się to, że Poznań jest przyjazny pieszym. Centrum i okolice wręcz zachęcają do spacerów. Zazwyczaj większość swojego pobytu w Poznaniu spędzałam na budowie. Teraz, gdy budynek jest skończony, będę miała chwilę, by powłóczyć się po mieście, zajrzeć do muzeum. Chętnie też odwiedzę okoliczne wsie.

Pierwszy raz odwiedziłaś Polskę w związku z projektowaniem Bałtyku?

Pierwszy raz byłam w Polsce w 1991 roku na wycieczce z mężem. Odwiedziliśmy Poznań, Warszawę, później kierowaliśmy się na południe w stronę Krakowa i dalej. Po latach widzę, jak bardzo Polska się zmieniła – tu zupełnie inny kraj teraz. Bardziej nowoczesny, uporządkowany. Wiele się buduje i odnawia starych budynków.

Jakie budynki zwróciły Twoją uwagę podczas podróży po Polsce?

Najbardziej podoba mi się modernistyczna architektura, budynki wzniesione w latach 50. i 60. XX wieku. W zeszłym roku odwiedziłam Wrocław i spotkałam Jadwigę Grabowską-Hawrylak. Byłam na wystawie, zobaczyłam też zaprojektowane przez nią osiedle, to wszystko zrobiło na mnie wrażenie. Niestety, nie rozmawiało się o tych projektach na moich studiach. A szkoda.

ZOBACZ ZDJĘCIA BAŁTYKU I INNYCH REALIZACJI MVRDV >>>

Posłuchaj, jak Radek Gajda opowiada o awangardowych projektach mieszkaniowych zaprojektowanych w pracowni MVRDV:

Skomentuj:

Nathalie de Vries: "Bałtyk" nie mógłby stanąć w innym miejscu na świecie [WYWIAD]