Globalne ocieplanie

wolf

Od morza aż po Tatry, jak Polska szeroka, budynki puchną od grubej warstwy styropianu. Pod dociepleniem znikają ceglane kamienice, modernistyczne cacka, zabytkowe detale, malowidła. Zamiast nich zostaje gładki akrylowy tynk. Czy ktoś zatrzyma tę plagę złej termomodernizacji?

Miejska Biblioteka Publiczna w Bytomiu,
Miejska Biblioteka Publiczna w Bytomiu,
Wikipedia

 

 

Mówiąc o polskiej, współczesnej architekturze, często narzeka się na brak narodowego charakteru, kopiowanie zachodnich wzorców. Otóż nie! Bryła odkryła najczystszy polski styl początków XXI wieku. I co więcej każdy ma szansę ten styl zaszczepić u siebie.

 

 

Mieszkasz w zwykłej XIX-wiecznej kamienicy z ceglanymi, zdobnymi elewacjami? Albo w modernistycznym bloku w stylu okrętowym ze wstęgowymi oknami? Albo powojennym wieżowcu? Nic straconego - twój dom z niesłusznego stylu można łatwo dostosować do obowiązującego, jedynego polskiego stylu - Styropianizmu, a zwłaszcza do jego najczęstszej i najszlachetniejszej odmiany - Styropianizmu Złocistego!

 

 

Wystarczy twoją kamienicę, bądź modernistyczny blok obkleić grubą warstwą styropianu, która przykryje niepotrzebne ozdoby, detale, niuanse, dziś tylko zbierające kurz i służące za grzędę gołębiom. Styropian unifikuje, styropian stawia równość pomiędzy epokami - burżuazyjnymi kamienicami, zmurszałymi zabytkami, nowobogackim willami, siedzibami urzędów i szkół!

 

 

A na styropian polecamy najmodniejszy w tej dekadzie żółty tynk akrylowy. By wyłamać się z jakże niesprawiedliwych słów Doroty Masłowskiej, która w swoim dramacie „Miedzy nami jest dobrze" pisze o naszej ojczyźnie: „Każdy wie że Polska głupi kraj, biedny i brzydki. Architektura brzydka, pogoda ciemna, temperatura zimna, nawet zwierzęta uciekły i schowały się w lasach". Pokażmy, że Polska nie jest tylko krajem szarych domów i wierzb płaczących nad szarymi od mgły polami. Dajmy Polsce słoneczną żółć, dajmy Polsce złoto!

 

 

Niestety większość architektów, inwestorów, urzędników i właścicieli budynków w Polsce zdaje się brać te słowa na poważnie. Przez ich działania w całej Polsce mamy plagę opuchlizny. Styropian przykrywa wszystko, niszczy bezcenne budynki z różnych okresów zostawiając po sobie zawsze ten sam nijaki wyraz, do tego ta wszechobecna żółć.

 

 

Moderna do termomodernizacji

 

 

Od kilkunastu lat furorę w Polsce robi termomodernizacja, ociepla się wszystko co się da. Jednak zastanawiające jest jedno - dlaczego ocieplenia wymagają nawet zabytkowe budynki sprzed 80 lat. Czyżby od tego czasu klimat się zaostrzył, mamy cięższe zimy, niższe temperatury?

 

 

Najczęściej plagą termomodernizacji padają cenne budynki z dwudziestolecia międzywojennego. Modernistyczna, pudełkowata architektura uważana jest często przez ignorantów za zwykłe bloki, jednak czar budowli z tego okresu polega na subtelnej grze brył, wycofaniu pasm okien od lica ściany, ekspresjonistycznych zgeometryzowanych gzymsach czy pilastrach.

 

 

 

 

Jednym z największych dramatów miał miejsce w Katowicach, przy ulicy Dworcowej 13. Pod tym numerem znajduje się eksponowana, narożna kamienica, zwana też domem inż. Jana Squedera. Była jednym z nielicznych budynków wybudowanych według wszystkich 5 punktów nowoczesnej architektury Le Corbusiera. Jednak o tym, że "trzynastka" była jeszcze do niedawna jednym z najwybitniejszych przykładów modernizmu w mieście, świadczy już niewiele. Kilka lat temu przeszła gruntowny remont. Po termomodernizacji budynek spuchł, wymieniono w nim też okna z zupełnie innym podziałem, pojawiły się nawet nowe elementy.

 

 

Remont przeprowadził Komunalny Zakład Gospodarki Mieszkaniowej, obiekt był już w złym stanie. Niestety dziś straszy nie tylko styropianem, ale i kolorami. Jak tłumaczyła wówczas miejska konserwator zabytków, która nadzorowała remont, nie było żadnych informacji na temat pierwotnej kolorystyki, nie pomogły też odkrywki, zdano się więc na "intuicję" i oczywiście bezkonkurencyjne żółcie i beże.

 

 

Remont ostro krytykuje dr Ryszard Nakonieczny z Wydziału Architektury Politechniki Śląskiej, znawca górnośląskiego modernizmu. - Zastosowanie koloru, wyróżniającego bryłę wykusza, wydaje się być nadinterpretacją. Na archiwalnych fotografiach widać wyraźnie, że kamienica była monochromatyczna - mówi. - Jednak kardynalnym błędem było takie ocieplenie budynku, które naruszyło pierwotną strukturę elewacji. Okna tworzyły horyzontalne pasma, jakby zagłębione, co było istotnym elementem pięciu zasad Le Corbusiera. Teraz pod styropianem nie ma żadnych różnic w głębokości. Poziome bruzdy filarków międzyokiennych są zbyt delikatne, aby wywoływać wrażenie wstęgowych okien. Projektanci chcieli przy okazji renowacji zostawić po sobie ślad i "ozdobili" elewację od strony ulicy św. Jana balustradami w ciemnym kolorze, mocno kontrastującymi z tłem elewacji. Nigdy ich nie było, więc nie rozumiem, skąd się teraz pojawiły.

 

 

Zdaniem dr Nakoniecznego także nowy cienkowarstwowy tynk niewiele ma wspólnego z pierwotnym. W latach 30. bardzo często stosowano tynki mikowe. Dzięki kryształkom miki elewacje połyskiwały w słońcu. Takie efekty można jeszcze dostrzec w niektórych kamienicach przy ulicach Skłodowskiej-Curie, Jordana czy Rymera. Choć i one padają ofiarą termomodernizacji.

 

 

Opuchlizna na Kazimierzu

 

 

Krakowski Kazimierz to urokliwe miejsce pełen starych kamieniczek, zmurszałych murów i kocich łbów. Pożydowskie budynki pewnie w większości nie spełniają dzisiejszych norm cieplnych. Ale czy to oznacza, że cała ta dzielnica ma spuchnąć od styropianu? Niestety zdarzają się już tam pierwsze przypadki "dostosowania do współczesności". Nie pomaga nawet fakt, że ochroną konserwatorską objęty jest układ urbanistyczny Kazimierza, który wpisano na Światową Listę Dziedzictwa Kulturowego UNESCO

 

 

 

Przy ul. Szerokiej 1 stoi wzniesiona w 1933 roku kamienica, w której niegdyś znajdowały się pracownia krawiecka Szymona Koca, stolarnia Benjamina Holceza, sklep spożywczy Stanisława Nowaka oraz skład towarów różnych Chajima Kohana. Budynek wraz z sąsiadującą z nim XVIII-wieczną kamienicą, należącą do zamożnej, żydowskiej rodziny Landauów, zamyka dziś plac od północy. Kiedyś tuż za nimi biegły mury obronne Kazimierza.

 

 

Niestety w zeszłym roku ceglana elewacja kamienicy została gruntownie odnowiona. Trzy piętra ocieplono płytami styropianowymi i pokryto pomarańczowym tynkiem, co upodobniło budynek do zwykłego bloku, a nie kamienicy w sercu zabytkowej dzielnicy. Znikły modernistyczne detale, dziś nieczytelne są też ostre trójkątne wykusze o ekspresjonistycznej proweniencji, które zatraciły pod ociepleniem swoje proporcje.

 

 

O zmianę koloru na bardziej stonowany i dopasowany do charakteru ulicy apelował nawet Tadeusz Jakubowicz, prezes gminy żydowskiej w Krakowie.

 

 

Konserwatorzy przyznają, że byli bezradni. - Niestety, budynek nie jest wpisany do rejestru zabytków, dlatego nie mieliśmy możliwości narzucania właścicielom czegokolwiek. Trzeba liczyć na to, że elewacja za jakiś czas sama się przybrudzi i przestanie razić - mówi Jan Janczykowski, wojewódzki konserwator zabytków.

 

 

Aby taka sytuacja na Kazimierzu się nie powtórzyła remont budynku był nominowany do Archi-Szopy 2008, antynagrody przyznawanej rokrocznie w Krakowie najgorszym realizacjom architektonicznym. Czy ostracyzm dużej części społeczeństwa wystarczy, by uchronić zabytki przed termomodernizacją?

 

 

Niestety mimo powszechnej krytyki kolejne modernistyczne cacko traci swój urok pod warstwą docieplenia. Międzywojenny dom przy ul. Ujejskiego 22 przechodzi właśnie brutalną termomodernizację. Unikatowy obiekt przywodzi na myśl modernistyczne budynki - okręty z Gdyni inspirowane romantyką morza. Napuchły od styropianu i pomalowany na pomarańczowo - na razie tylko od podwórka - traci swój stylowy charakter.

 

 

Jeszcze do niedawna miejsce, w którym stoi, należało do bardziej urokliwych zakątków modernistycznego Krakowa. Na wielu budynkach do dziś widnieją daty i nazwiska architektów. W oknach sieni mienią się kolorowe szkiełka witraży. Na elewacjach nie brak też rzeźbiarskich zdobień. Wszystko ginie w wyniku kolejnych remontów.

 

 

Jak zwykle scenariusz jest ten sam. Właściciel budynku może robić co chce, bo budynek nie jest wpisany do rejestry zabytków, nie ma też ochrony w planie miejscowym.

 

 

Lublinianie mówią stop styropianowi

 

 

Walkę z bezmyślnym ocieplaniem budynków podjęło w Lublinie Forum Rozwoju Lublina. Stowarzyszenie utworzyła grupa internautów, która o miejskich inwestycjach początkowo dyskutowała na internetowym forum. Pracy miejskich urzędników przyglądają się od końca 2007 roku.

 

 

- Krągłości budynków, detale czy charakterystyczne okna giną pod warstwą styropianu. To po prostu nieposzanowanie zamysłu architektów, którzy kiedyś je zaprojektowali. A miasto nic z tym nie robi! - oburza się Adam Cis z Forum Rozwoju Lublina..

 

 

Stowarzyszenie walczy, by władze Lublina nie pozwalały niszczyć cennej architektury. Dlatego skierowali w tej sprawie list otwarty do Adama Wasilewskiego, prezydenta Lublina. Apelują, by zapobiegł niszczeniu wartościowych budynków, które nie znalazły się w rejestrze zabytków. Do mocniejszych działań zmotywowało ich zniszczenie wybitnego przykładu modernizmu, jakim był remont gimnazjum przy ul. Kunickiego, dzieło wybitnego architekta Tadeusza Witkowskiego, którego budowę rozpoczęto w 1935 roku. Ocieplona szkoła straszy teraz ostrym różem.

 

 

W liście członkowie stowarzyszenia napisali: "Niestety mimo medialnej burzy nie udało się zapobiec modernizacji szkoły Witkowskiego. Kolejny przykład stanowi termomodernizacja międzywojennych willi zlokalizowanych przy ul. Nowy Świat. Budynki te będące świadectwem rozwoju tej części Lublina, zostały bezpowrotnie zniszczone. Ich charakterystyczne cechy zniknęły pod warstwą styropianu. Dokonano wręcz, w naszej ocenie, przebudowy, skuwając piękne balkony. Obrazu zniszczenia tej przedwojennej architektury dopełniają jaskrawe kolory pokrywające ciekawe niegdyś wille".

 

 

Na tych przykładach się nie kończy: "Podobne obrazki możemy oglądać na socrealistycznym osiedlu ZOR Zachód zlokalizowanym przy al. Racławickich i ul. Legionowej. Kolejne kamienice niszczone są na ul. Chopina i Weteranów" - wyliczają.

 

 

- Sprawa jest pilna, bo takie nieprzemyślane ocieplenia budynków doprowadzą do tego, że wkrótce po modernizmie w Lublinie nie będzie ani śladu - tłumaczy Cis i proponuje, by na początek w ratuszu powstała lista architektury XX wieku. Mieliby do niej wgląd urzędnicy, którym właściciele zgłaszają zamiar remontu. Docelowo wszystkie te obiekty powinny zostać ujęte w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego. Czy taka lista pomoże? Warszawskie Stowarzyszenia Architektów Polskich też taką stworzyło, impulsem do prac było tam wyburzenie Supersamu.

 

 

PRL w okowach styropianu

 

Ale nawet taka lista nie pomoże, kiedy inwestorzy są nie czuli na architekturę, która leży w ich gestii. Zagrożona jest także architektura całkiem młoda, ta z okresu PRL-u. Skandaliczna termomodernizacja zniszczyła Riwierę, bardzo oryginalny dom studencki w Warszawie, należący do Politechniki.

 

 

Już kilka lat temu budynek popsuto przebudową. Riwiera to wieżowiec zbudowany w latach 1962-64 według projektu Kazimierza Thora i Józefa Lubicza, swego czasu był prawdziwym wydarzeniem architektonicznym. Miał efektowne, licowane klinkierem elewacje szczytowe i przeszklone frontowe. Wszystko to zostało schowane za tandetnymi panelami z metalu.

 

 

 

Niedawno zamurowano większość okien od ulicy Polnej, za ścianą z pustaków znikła wielka szklana ściana i podcienie, którego słupy podtrzymywały nadwieszone tylne skrzydło budynku. Największą stratą jest skucie płaskorzeźby z układem okresowym pierwiastków Mendelejewa, która od 45 lat zdobiła elewację Riwiery.

 

 

Ewa Nekanda-Trepka, stołeczny konserwator zabytków, uważa przebudowę akademika za pseudolifting. - Powinniśmy szanować dzieła naszych starszych kolegów i mocno się zastanowić, zanim cokolwiek przerobimy. Tu tego zastanowienia zabrakło - ocenia.

 

 

Styropian dobija też śląski design z lat 60. i 70. Zaniedbane architektoniczne budynki z czasów PRL-u w końcu przechodzą remonty, ae przy okazji niszczy się wiele cennych detali.

 

 

Przykładów aż nadto: szklana rotunda biblioteki przy pl. Sobieskiego w Bytomiu została pokryta styropianem, z wierzchu płytkami klinkierowymi. Nikt poza garstką architektów nie widzi w tym niczego zdrożnego. Dariusz Kot, dyrektor Miejskiej Biblioteki Publicznej w Bytomiu, zapewnia, że zmiana była niezbędna, bo budynek był już w fatalnym stanie, a jego ściany ocieplono z użyciem azbestu.

 

 

Teraz zaś rotunda z pl. Sobieskiego lepiej wpisuje się w otoczenie - z lekkiej i lewitującej bryły zamieniła się w ciężki barbakan. Co prawda wzniesiony w 1974 r. budynek początkowo szokował niektórych swoją nowoczesną formą, ale z czasem wiele osób doceniło urok szklanej, ażurowej ściany, a także kompozycję z pasów barwionego na niebiesko i granatowego szkła.

 

 

 

Metalowe żaluzje, które pojawiły pod koniec lat 70. na nadbudowanej części Wydziału filologicznego UŚ przy pl. Sejmu Śląskiego w Katowicach, gdzie znajduje się sala Rady Wydziału, też znikł przed kilkoma miesiącami. Pamiętają o nich już tylko specjaliści. A jest czego żałować, powyginane żyletki czerpały z pop-artu i wspaniale kontrastowały z niższymi piętrami pochodzącymi z międzywojnia.

 

 

Niestety przy termomodernizacji postanowiono nadbudowę pokryć jak cały budynek styropianem i z zewnątrz piaskowcem, a żaluzje wyrzucono na złom. - Te łamacze światła nadawały nadbudowie charakteru. Mimo że nowa cześć zaburzała różnicę brył pierwotnego gmachu, to była interesującym dziełem późnego modernizmu. Unifikowanie wszystkiego i nadawanie mu cech historycznych jest nieszczere - przestrzega dr Ryszard Nakonieczny, znawca architektury współczesnej z Politechniki Śląskiej.

 

 

Takich nieudanych modernizacji obiektów z lat 60. i 70. w Katowicach jest więcej. Przy przebudowie kina Kosmos na Centrum Sztuki Filmowej "Silesia" szklany pawilon ustąpił miejsca przysadzistej bryle. Znikły szklane ściany - bo wiadomo, ucieka przez nie ciepło - zastąpiły je pełne elewacje, tak że budynek przypomina teraz bunkier albo supermarket.

 

 

Zanim ocieplisz - pomyśl!

 

 

Czy coś powstrzyma zwycięski pochód styropianu przez Polskę? Oczywiście mogą tego dokonać urzędnicy roztaczający poprzez wpisy do rejestru zabytków oraz odpowiednie zapisy w planach miejscowych opiekę nad cennym budynkami, dla których styropian jest zabójstwem. Niestety większość Polski nie jest objęta planami, a wpisu do rejestru zabytków dokonują przede wszystkim właściciele budynków, którym bardziej zależy termomodernizacji niż ochronie.

 

Dlatego ważna jest edukacja. Problem termomodernizacji wcale nie ogranicza się do dwóch alternatyw: psuć budynki, czy marznąć. Tak naprawdę współczesne techniki pozwalają stosować ocieplnienie wewnątrz budynku. Kiedyś takie rozwiązanie było wbrew sztuce budowlanej, ale już są na rynku materiały, które pozwalają „połykać kożuch" zamiast zakładać go na siebie. Zwłaszcza w Niemczech stosuję się technikę docieplenia od wewnątrz. Jej jedynym minusem jest dość wysoka cena, no i to że o kilkanaście centymetrów zmniejsza się nam powierzchnia w budynku.

 

 

 

Przed przystąpieniem do termomodernizacji należy się też zastanowić, czy naprawdę trzeba ocieplać ściany. W budynkach jak u ludzi - najwięcej ciepła ucieka przez głowę, czyli dach. Potem w drugiej kolejności przez niezaizolowane piwnice i złą wentylację. Docieplenie tych „pięt achillesowych" budynku, połączone z wymianą okien na szczelne, w większości wypadków jest wystarczające. Niestety w Polsce panuje nie tylko moda na styropian, ale czasami wręcz można zastanowić się czy nie działa tu jakaś zmowa lobby styropianowego, któremu zależy na lukratywnych inwestycjach docieplania wszystkiego. Często ściany ociepla się na siłę, niszcząc cenne elewacje, a ciepło i tak ucieka przez stary stropodach, podobnie jak przez niedocieplone piwnice.

 

 

Z drugiej strony zbyt szczelnym budynkom grozi zawilgocenie. Ocieplając budynki styropianem i wstawiając okna z PCV tworzy się z budynku tak naprawdę szczelny termos. Jeśli przy termomodernizacji zapomni się też o remoncie wentylacji - grzyb na ścianach w budynku jest pewny jak nic.

 

Niemiej ważne jest też wyczulenie na wartości architektoniczne, ocieplnie od zewnątrz zawsze jest zakłóceniem pierwotnego wygładu budynku. Zwłaszcza jeśli dotyczy to obiektów zabytkowych albo modernistycznych. O budynkach funkcjonalistycznych, jak i cennych przykładach architektury współczesnej należy myśleć nie jak o zwykłych blokach, ale jak o zabytkowych kamienicach czy gotyckich kościołach, których przecież się nie ociepla. Chyba, że chcemy by istotnie w Polsce królował jedyny i obowiązujący styl - Stryropianizm Złocisty.

 

 

wolf

 

 

Zobacz też:

 

 

Termoizolacyjny mix cegły i styropianu

 

Blok z lat 70. wypięknieje

 

WUWA - awangardowe osiedle obchodzi 80-tkę

Skomentuj:

Globalne ocieplanie