Mode:lina: Wystarczy chcieć i mieć pomysł

red

Polecamy rozmowę Gazety Wyborczej z Pawłem Garusem, współtwórcą młodej pracowni Mode:lina z Poznania. Portfolio architektów mogliście niedawno oglądać w naszym serwisie.

Pawilon wody w Poznaniu, proj. Mode:lina
Pawilon wody w Poznaniu, proj. Mode:lina
Mode:lina

Michał Wybieralski: Twój „Pawilon Wody” został uznany za najlepszą pracę dyplomową na poznańskim Uniwersytecie Artystycznym. Zaprojektowałeś wypełniony wodą zbiornik w Starym Korycie Warty, nad nim kładkę w miejscu dawnego mostu Chwaliszewskiego, a obok pawilon wystawienniczy. Powinniśmy odkopać Stare Koryto i na nowo wpuścić tam rzekę?

Paweł Garus*: Nie chciałem swoim projektem odpowiadać na to pytanie. Zależało mi na zwróceniu uwagi na rzekę, od której Poznań niemal w pełni się odwrócił. Badałem wielowiekowe zależności pomiędzy Wartą a miastem. Rzeka pełniła funkcje transportowe, obronne, dostarczała pożywienia, działały nad nią młyny, a więc miała też znaczenie ekonomiczne. Jej rola zaczęła się stopniowo kurczyć, dziś korzystają z niej jedynie kajakarze i wędkarze. Bo co się dzieje nad Wartą? Deweloperzy stawiają tam grodzone osiedla, które mało komu się podobają. To uderzające, że w Starym Korycie są dziś parkingi, ta okolica jest bardzo zaniedbana. To przecież część Traktu Królewsko-Cesarskiego, która wiedzie pomiędzy jego dwoma najważniejszymi i najbardziej atrakcyjnymi turystycznie punktami - Ostrowem Tumskim z Katedrą oraz Starym Rynkiem z Ratuszem. Chciałem pokazać, że kiedyś płynęła tam woda, ale pokazując samo jej lustro. Nie zaprojektowałem odkopania koryta, jedynie stworzenie zamkniętego, płytkiego akwenu. Można byłoby nad nim przysiąść, latem pomoczyć nogi, a zimą urządzić tam lodowisko. W miejscu dawnego mostu Chwaliszewskiego zaprojektowałem pieszą kładkę, która jednocześnie byłaby trybunami amfiteatru oraz przestrzenią, gdzie można przysiąść i wypoczywać. Powstałby tam też dodatkowy punkt widokowy. Całość dopełniał pawilon wystawienniczy, który pozwoliłby na lepszą animację tej przestrzeni.

Pawilon wody

Wasza pracownia mode:lina startowała w konkursie na przebudowę Arsenału, dostaliście tam wyróżnienie. Dyskusja o jego dalszych losach jest równie gorąca jak ta o odkopaniu Starego Koryta Warty. Co tam proponowaliście?

- Na początku chcieliśmy go zburzyć i zbudować w jego miejscu coś nowego. Ale doszliśmy do wniosku, że strasznie trudno zaproponować taki budynek na Starym Rynku, gdzie wszystko ma historyczny charakter. Obecny Arsenał jest w złym stanie, ale jednak nie wygląda tam źle, da się jeszcze z tego budynku sporo wycisnąć. W pasażu pomiędzy galerią a muzeum zaproponowaliśmy obniżenie terenu o jedną kondygnację. Po obu stronach budynków powstałyby schody, które mogłyby służyć jako miejsce dla publiczności podczas różnych imprez w pasażu. Schodzilibyśmy nimi do miejsca działającego trochę na zasadzie sukiennic, z galeriami i sklepami z tradycyjnymi wyrobami, które powstałoby na poziomie dzisiejszych piwnic budynków. Nad tym, na poziomie pierwszego piętra, zaproponowaliśmy łącznik pomiędzy budynkami, przestrzeń wspólną, rodzaj foyer z punktem widokowym. Dziś z niewielu publicznie dostępnych miejsc można spojrzeć na rynek z tej wysokości, a to ciekawa perspektywa. Cały pasaż miał być przykryty przeszklonym dachem. Ale obawiam się, że nic z tego konkursu nie będzie (śmiech). Przecież tuż po ogłoszeniu jego wyników prezydent Ryszard Grobelny mówił, że była to "sympatyczna praca koncepcyjna", choć formalnie był to konkurs realizacyjny.

Nowy Arsenał w Poznaniu - projekt mode:lina + Poznań_Projekt + AREN architects

Prowadzicie bardzo młodą pracownię architektoniczną. Jak to się wszystko zaczęło?

- Od wyjazdu do Rotterdamu. Mój kolega był tam na wymianie studenckiej, dostał pracę w studiu architektonicznym, ja do niego dołączyłem. Wzięliśmy urlop dziekański na Uniwersytecie Artystycznym i zajmowaliśmy się tam świetnymi projektami, były to głównie luksusowe wille i budynki użyteczności publicznej. Tam też wykluła się nasza filozofia - forma jest wynikiem zachowań ludzkich. Budynki oraz wnętrza mają pewne zadania do spełnienia i na tym należy się najbardziej skupić. Estetyka jest tak naprawdę wynikiem pewnego sposobu myślenia - kiedy odbiorca zrozumie pomysł na architekturę, zrozumie też estetykę.

Wracaliśmy do Poznania nabuzowani pozytywną energią, ale mieliśmy też z tyłu głowy słowa jednego z naszych profesorów, byśmy wyszaleli się na studiach, bo potem będziemy kible kreślić. Nie ma mowy! W Poznaniu byliśmy w niedzielę, w poniedziałek już się spotkaliśmy i postanowiliśmy, że otwieramy własną pracownię. W Holandii, zarówno w małym studio, w którym pracowaliśmy, jak i w dużych biurach, które mają oddziały na całym świecie, to właśnie młodzi ludzie tuż po studiach lub w ich trakcie zajmują się wymyślaniem koncepcji budynków i ich ważnych rozwiązań. Bo nie chodzą utartymi szlakami, mają świeże spojrzenie, są otwarci na różne pomysły i kreatywni. W Polsce takie osoby są wykorzystywane do zajęć, których doświadczonym architektom nie chce się robić. Mode:lina działa już dwa i pół roku, rozwijamy się, uczymy się dużo szybciej, niż jakbyśmy pracowali w dużych biurach. Bo za wszystko sami odpowiadamy. Łatwiej było nam wystartować w Polsce niż np. w Rotterdamie, tam dużo bardziej widać kryzys, połowa pracowni architektonicznych padła. Projektujemy w zasadzie wszystko, w każdym projekcie widzimy szansę na udaną realizację.

Fot. pracownia mode:lina

Siedziba pracowni

Jednak projekt nawet młodej pracowni jest pewnie droższy od tego z katalogu gotowców?

- Tak, czasem nawet dużo droższy. Jednak ludzie często nie zdają sobie sprawy, że z projektem z katalogu i tak muszą iść do architekta, który dopasuje go do działki. Trzeba też zwykle jeszcze raz przeliczyć konstrukcję, uwzględniając rodzaj gruntów, na których będziemy budować. Więc cena za taki projekt nie jest nigdy tak niska jak w katalogu. Świadomość Polaków na temat projektowania i architektury jest wciąż dość niska. Dziwię się, że ktoś budując dom na całe życie, za całe oszczędności, tak lekceważy fazę projektowania, która pozwala rozwiązać wiele problemów, zanim zostanie wbita przysłowiowa łopata.

Jakich?

- Opowiem ci, jak pracujemy z klientami. Przychodzą do nas po projekt, a wychodzą zdziwieni z zadaniem domowym (śmiech). Na kilku kartkach muszą opisać swój dzień, sposób spędzania wolnego czasu, upodobania. Im lepiej ich poznamy, tym bardziej dom będzie skrojony pod ich potrzeby. Ktoś np. ma dużo książek, więc trzeba wymyślić, gdzie je będzie mógł ustawić. Albo kolekcjonuje stare obrazy - trzeba się zastanowić, jak je wyeksponować. Odbywamy z klientami kilka spotkań, przygotowujemy dwie wersje projektów, które różnią się dość mocno pod względem funkcjonalnym i stylistycznym, bo każdy lubi porównywać i wybierać. Zwykle klienci wybierają coś z jednego, a coś z drugiego projektu, więc tworzymy hybrydę.

A jak klient chce, żeby jednak było tanio?

- W ogóle nas to nie przeraża, lubimy takie projekty, bo to ciekawe wyzwania. Ostatnio robiliśmy projekt tymczasowego sklepu - stoiska za naprawdę nieduże pieniądze. Projektując, zawsze szukamy jakiejś myśli przewodniej. Klientem był człowiek, który sprzedaje zegarki, właśnie sprowadził nową markę i nie wiedział, jak się przyjmie, więc nie chciał niczego kosztownego i trwałego. Za to potrzebował czegoś szybkiego w montażu. Spytaliśmy: czego masz dużo, w czym przewozisz te zegarki? W kartonach? Dobrze, mamy ich dużo, są na miejscu, więc je wykorzystamy, dodając na nich jeszcze motyw graficzny. Wykorzystaliśmy też akwaria, które dobrze nadają się do ekspozycji takich przedmiotów, jak zegarki. Całość w stu procentach nadawała się do powtórnego wykorzystania, a nasze stoisko, które stanęło w galerii Malta, spotkało się z dobrym przyjęciem.

To może i te jarmarczne stragany ze Starego Rynku dałoby się jakoś przerobić, by nie wyglądały jak drewutnia?

- Oczywiście. To nie tylko kwestia jakości wykończenia, ale też stylu. Nawet jakbyśmy wykorzystali lepszą paletę kolorów do pomalowania tych domków, już by to lepiej wyglądało. Tu naprawdę nie trzeba wielkich nakładów. Wystarczy chcieć i mieć na to pomysł.

 

* Paweł Garus - architekt, wraz z Jerzym Woźniakiem od 2009 roku prowadzą w Poznaniu pracownię mode:lina. Wcześniej pracowali w biurze 123DV/Long Lie w Rotterdamie.

Rozmawiał Michał Wybieralski

źródło: poznana.gazeta.pl

 

ZOBACZ TAKŻE:


PORTFOLIO TYGODNIA: Mode:lina


FRONT: kreatywni poznaniacy [wywiad]


Jak architekci uratowali poznańską "deskę"


Skomentuj:

Mode:lina: Wystarczy chcieć i mieć pomysł