Grabianowski o Wyspie Spichrzów w Gdańsku: Połączymy to, co historyczne, z nowoczesnością

Rozmawiała Ewa Karendys

Rozmowa z architektem Wojtkiem Grabianowskim, który zaprojektował między innymi PGE Arenę, a teraz projektuje nową zabudowę na Wyspie Spichrzów w Gdańsku

08.05.2015 Gdansk , Architekt Wojtek Grabianowski . Fot . Renata Dabrowska / Agencja Gazeta
Wojtek Grabianowski
RENATA DĄBROWSKA

Ewa Karendys: Interesuje się pan piłką nożną?

Wojtek Grabianowski*: Bardzo, inaczej nie mógłbym projektować stadionów. Bardzo cierpię, jak Lechia Gdańsk przegrywa - im lepiej gra, tym przyjdzie więcej ludzi, a to z kolei dobrze dla stadionu i dla Gdańska.

Pamięta pan swój pierwszy mecz na gdańskim stadionie?

- Polska - Niemcy przed Euro 2012. Miałem gęsią skórkę. Zostałem posadzony między władzami Polski i Niemiec. Żartuję sobie, że przedtem nikt by ze mną nie rozmawiał, a tam wszyscy chcieli robić ze mną zdjęcia. W domu babcia zawsze mówiła, że lepiej siedzieć w drugim, trzecim rzędzie. Nigdy w pierwszym.

Niektórzy w PGE Arenie dopatrują się inspiracji Allianz Areną w Monachium.

- Tylko dlatego, że oba stadiony są wykonane w podobnej typologii architektonicznej - tzw. koszyka. PGE Arena ma jednak zupełnie inną konstrukcję, materiał, powstawała w innym czasie. Co ciekawe, w Monachium stadion projektowali Szwajcarzy, a w Gdańsku - Polacy z Niemiec. Allianz Arena nie ma prześwietlenia na elewacji, wszystko koncentruje się na piłce. My zaprojektowaliśmy grę świateł - od zielonej murawy po zielono-żółte siedzenia, bursztyn, biel. Górna część poszycia dachu jest przezroczysta, by podczas meczu nie tworzył się cień. Nawiązaniem do Gdańska jest nie tylko bursztyn, ale i zakończenie betonowej trybuny symbolizujące morską falę czy konstrukcja nośna obiektu przypominająca kadłub statku.

Często pojawiają się głosy, że bursztynowy stadion to współczesny symbol Gdańska.

- To dla nas zaskoczenie. Projekt przygotowaliśmy jeszcze, gdy w organizację Euro 2012 w Polsce wierzyła tylko garstka entuzjastów. Sukces to po części zasługa mojej żony. Gdy przyjechaliśmy do Gdańska, podczas spaceru po Głównym Mieście stwierdziła, że najlepsza byłaby elewacja z bursztynu. Powiedziałem: "Bursztyn to będzie straszny kicz". Zrobiliśmy model. Gdy władze miasta go zobaczyły, usłyszeliśmy: "Realizujemy". Mówi się, że razem z Ukrainą dostaliśmy organizację Euro 2012 dzięki Lechowi Wałęsie i modelowi stadionu, który przygotowaliśmy. Makieta przedstawiała połowę obiektu ze szklanym odbiciem. Od jednego z moich dawnych profesorów wiem, że to dobry chwyt - gdy ludzie w odbiciu mogą zobaczyć siebie. Projekt zrobił ogromne wrażenie. W najbardziej zaawansowanym etapie pracowało nad nim około 50 osób. Moim zdaniem symbolem Gdańska oprócz Żurawia jest bazylika Mariacka i fontanna Neptuna.

(...)

PGE Arena pojawia się nawet w czołówce Wiadomości Telewizji Polskiej. Rozpoczyna ją widok na Gdańsk - jest bazylika Mariacka, Żuraw, a dalej stadion - co ciekawe, umieszczony na Wyspie Spichrzów, którą państwo zaprojektują. Jaka będzie zabudowa wyspy?

- Trzeba mieć na uwadze to, że Wyspa Spichrzów miała zupełnie inną skalę niż Stare Miasto. Budynki na wyspie były dwa razy większe, bo pełniły inną funkcję. Prawo budowlane mówi, że trzeba odbudowywać co do milimetra - tak jak biegły parcele, a konserwator jest zdania, że trzeba budować tam, gdzie są fundamenty, a to nie zawsze się zgadza. To będzie dla nas ciekawe wyzwanie. W Polsce konserwator zabytków jest wysoko postawiony, niezależny od nikogo. Miasto chce coś innego, ludzie coś innego, konserwator co innego. A co ludzie wypisują w internecie, to jeszcze coś innego. A naszym zadaniem jest znaleźć kompromis.

(...)

W Gdańsku toczy się dyskusja pomiędzy zwolennikami wiernej, historycznej odbudowy wyspy i tymi, którzy uważają, że trzeba budować nowocześnie. Pan jest po której stronie?

- W środku. Główne kierunki wytycza plan zagospodarowania - wysokość, nachylenia dachu są już wyznaczone. Chcemy nawiązać do tego, co historyczne, ale zupełnie stare też nie może być, bo przepisy budowlane narzucają określone wymogi bezpieczeństwa pożarowego, inaczej robi się ocieplenie czy chociażby murowanie.

Jeśli stare, to pojawia się pytanie: z jakiego okresu?

- Podobnie to, co współczesne, to też sprawa dyskusyjna. To, co dziś jest współczesne, za 10-15 lat już takie nie będzie. Jesteśmy w sytuacji i lepszej, i gorszej zarazem. Gdańszczanie z gazet, z domu są czegoś nauczeni o Gdańsku, a my wszystko widzimy z zewnątrz. Przygotowując koncepcję, sięgnęliśmy do licznych archiwów miast Hanzy w Hamburgu, zrobiliśmy studium, jak wyglądały spichlerze i kamieniczki. W każdym detalu będzie coś z historii Gdańska. Zabudowę od ul. Stągiewnej zaczynamy od ciemnych elewacji i w kierunku końca cypla idziemy poprzez coraz jaśniejszą, by na cyplu zaproponować nowoczesne materiały elewacyjne w jasnych kolorach. W tej najjaśniejszej części zabudowy na parterze znajdą się mury pod ochroną zabytków - mamy miks starego z nowym. Inspiracją hotelu z wertykalnymi podziałami elewacji i wcięciami dominującymi w bryle była strzelistość i wertykalność gdańskich kościołów gotyckich i ich detali konstrukcyjnych, m.in. kościoła Mariackiego. Nawiązujemy także do trójkątnych szczytów przy dachach dwuspadowych, występujących licznie w obszarze Głównego Miasta. Będę wykonywał nadzór architektoniczny i pracował nad zabudową końca cypla, ale prace nad projektami w poszczególnych kwartałach chcemy zlecić architektom z Trójmiasta. Chodzi o to, by zagwarantować różnorodność w tej jednorodności. Chciałbym pracować m.in. z Jackiem Droszczem i Bazylim Domstą, który rysuje jak nikt inny [projektanci Muzeum II Wojny Światowej - red.], i prof. Antonim Taraszkiewiczem [projektant m.in. Europejskiego Centrum Solidarności - red.].

Ciekawy jest element zadaszonego pasażu.

- Ulica Długa poza sezonem jest pusta. Kawiarnie i restauracje otwierają się dopiero po godz. 10. Chcemy na wyspie stworzyć rodzaj miejskiego placu wewnątrz - taki Długi Targ, tylko że zamknięty. Wchodząc na wyspę od strony ul. Stągiewnej, będzie szło się przez pasaż przykryty dachem. Można będzie organizować tam targi bursztynu, wystawę samochodów, konferencje czy spotkania dentystów z Pomorza.

Wróćmy jeszcze do pana osobistej historii. Rodzice pochodzili z Wielkopolski.

- Dziadek po śmierci babci ożenił się z młodą opiekunką do dzieci, która pochodziła z Berlina. Umarł po pół roku - mówią, że z miłości do pierwszej żony. Babcia Niemka wychowała moją mamę i ciocię. Rodzice byli urodzeni jeszcze w XIX w. Ojciec był powstańcem wielkopolskim. Jestem z tego strasznie dumny, bo to jedyne powstanie, które wygraliśmy.

W 1971 r. wyjechał pan z żoną do Düsseldorfu.

- Poznałem Grażynę, gdy miałem 16 lat. Poszliśmy do Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Poznaniu. Gdy skończyłem studia, zostałem tam asystentem. W podróż poślubną chcieliśmy jechać nad Bajkał do Rosji. Moi rodzice woleli, żebyśmy odwiedzili Włochy, Francję, Hiszpanię. Załatwili nam wyjazd, dostaliśmy paszporty. Pojechaliśmy do Hiszpanii samochodem na trzy tygodnie. W drodze powrotnej dojechaliśmy do Düsseldorfu i tam zostaliśmy. Kompletnie nie znałem języka, zacząłem pracę u Helmuta Rhodego.

(...)

W Niemczech można realizować bardziej śmiałe wizje niż w Polsce?

- Tak, bo jest dużo architektów artystów, którzy takie wizje realizują, dla których koszty nie są ważne. Mój wspólnik zawsze mówił, że z pieniędzmi inwestora trzeba obchodzić się jak z własnymi.

W Trójmieście buduje się dużo, ale czy dobrze?

- Jest dużo przykładów dobrej architektury. Bardzo podoba mi się Europejskie Centrum Solidarności - tylko zastanawiam się, czy ludzie też tak odbierają ten budynek. Dla architekta ta zardzewiała elewacja to najwyższy stopień, ale jesteśmy uczeni innego myślenia niż zwykły odbiorca architektury. Centrum Nanotechnologii Politechniki Gdańskiej też prezentuje się ciekawie. Gdańskie lotnisko jest bardzo dobre, współczesne. Polska w ostatnich latach zrobiła ogromny krok do przodu, zmniejszyła się przepaść między Polską a Niemcami, choć ci także odskoczyli trochę do przodu - różnica jest, ale przepaści już nie ma.

Rozumiem, że ma pan na myśli nie tylko architekturę, ale i gospodarkę?

- Całą gospodarkę, rozwój. W Niemczech robimy wiele projektów dla uniwersytetów, firm samochodowych i technicznych. To budynki, w których prowadzone są doświadczenia, powstają innowacje. W budynku, który zaprojektowaliśmy dla Volkswagena w Wolfsburgu, pracuje 2,6 tys. inżynierów od elektroniki - prowadzą badania, doświadczenia. Żeby utrzymać dobre, innowacyjne firmy, trzeba stworzyć dobre warunki pracy. Co ważne, ta polska "złota rączka" też się zmienia - dzięki IT, nowym technologiom. Wczoraj w Gdańsku brałem udział w spotkaniu dotyczącym rozpoczęcia projektu Wyspy Spichrzów. Były 22 osoby - prawie sami menedżerowie z tabletami i telefonami. Tylko ja jestem starej daty, wciąż rysuję na papierze. Ołówki mam zawsze przy sobie.

_____

*Wojtek Grabianowski, urodzony w Poznaniu, absolwent poznańskiej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych. Od 1982 r. współwłaściciel powstałego 65 lat temu biura projektowego RKW Rhode Kellermann Wawrowsky z siedzibą w Düsseldorfie. Firma ma oddziały w Lipsku, Monachium, Münster, Warszawie, Moskwie i zatrudnia około 320 osób. RKW projektuje obiekty użyteczności publicznej: centra handlowe, stadiony, biurowce, także obiekty mieszkaniowe, odbudowuje zabytki. Ma na swoim koncie takie realizacje jak: wieżowiec Arag Tower w Düsseldorfie, rewitalizację Pałacu Miejskiego w Poczdamie, dworzec podmiejski w Berlinie, biurowiec Panta Rhei w Düsseldorfie. W Polsce RKW projektowało m.in. nagrodzoną licznymi nagrodami PGE Arenę, inwestycję Szafarnia w Gdańsku, Dom Towarowy "Smyk" w Warszawie, Okrąglak w Poznaniu. Architekci zaprojektują także nową zabudowę na Wyspie Spichrzów.

Cały wywiad przeczytać można tutaj: trojmiasto.gazeta.pl

Skomentuj:

Grabianowski o Wyspie Spichrzów w Gdańsku: Połączymy to, co historyczne, z nowoczesnością