Architektura w szkole: "Ten pomysł to zgroza" [KOMENTARZ]

red

Niedawno informowaliśmy o programie edukacyjnym "Kształtowanie przestrzeni", który we wrześniu ma ruszyć w polskich szkołach (gimnazjach i liceach). Program ma przybliżać nastolatkom zagadnienia z zakresu architektury i urbanistyki. Mimo, że wiadomość spotkała się z wielkim entuzjazmem, nie wszyscy są tego samego zdania... Prezentujemy komentarz architektki i antropolożki kultury Anny Rumińskiej*, która uważa, że w Polsce brakuje wykwalifikowanej kadry, by fachowo podejść do tematu.

06.11.2006 ZIELONA GORA SZKOLA W SULECHOW PUSTA KLASA FOT. MARCIN OLEJNICZAK / AGENCJA GAZETA
Sala szkolna
Fot. Marcin Olejniczak / AG

Ten pomysł to zgroza, bo oddaje się edukację architektoniczną nauczycielom. Co z tego, że będą przeszkoleni - nie wiadomo tak naprawdę, jak i przez kogo, jakie kompetencje będą mieć owi trenerzy. Innym słowem o przestrzeni będzie się teraz uczyć (absurdalne) po kilkumiesięcznym kursie prowadzonym przez architektów, którzy o dydaktyce oświatowej nie mają wielkiego pojęcia, bo i skąd. Będzie się wykładać uczniom, co jest właściwe, a co nie. Innym słowem czeka nas oświatowa dyktatura architektoniczna. Skutek? Np. takie projekty jak "Niewidzialne miasto" będą - jak rozumiem - zaliczone do nie-ładu przestrzennego. Za wcześnie tak przedmiot ma wchodzić do szkół, absolutnie nikt do tego nie jest systemowo przygotowany. To kolejna inicjatywa z grupy "zróbmy coś, byle szybko".

W szkołach rzadko będą tego uczyć ci, którzy powinni. Uczenie o kształtowaniu przestrzeni, to już fatalny błąd z założenia, bo takich rzeczy się nie uczy, o nich można tylko rozmawiać, bo nie można zmuszać ludzi do podzielania opinii, tym bardziej, jeśli ci ludzie mają 14 lat! Ci inni, którzy faktycznie będą tego "uczyć", wykrzywią i ten przedmiot, tak jak wykrzywili kilka innych: edukacja seksualna, rodzinna, etyka, religioznawstwo (?!), sztuka (czyli tzw. "zajęcia artystyczne"), kultura (WOK), społeczeństwo (WOS)... Otóż NIE MOŻNA dłużej obarczać nauczycieli tym, czego nie potrafią robić. Mają już dość na głowie rzeczy, o których nie mają zielonego pojęcia. Narzekają, że sa przeładowani programem, a tutaj kolejny ładunek? To absurd. Uczniowie w gimnazjach (nie tylko!) są przestymulowani, przepracowane, uczą się tego, czego nie trzeba, a to, co faktycznie ważne, z konieczności pomijają, bo tak ustalili dorośli.

Alternatywą są lekcje prowadzone przez architektów, ale tych z kolei nikt nie uczy uczyć o architekturze, na uczelniach architektonicznych NIE MA specjalizacji nauczycielskiej, więc:

1) praktycznie nikt w Polsce nie ma systemowego, akademickiego, pedagogicznego przygotowania do nauczania o przestrzeni - można mieć tylko wyczucie i jakieś doświadczenie, jeśli to się robi od dłuższego czasu, ma głowę na karku oraz zdrowe EGO, które nie zmusza architekta do narzucania innym swoich estetycznych idei przestrzennych (m.in. tych zwanych ładem przestrzennym), a takie ma kilka osób w kraju zajmujących się edukacją architektoniczną,

2) zachodzi ryzyko, że architekci raczej będą zarażać nauczycieli swoimi preferencjami i siać przekonanie, że wiedzą wszystko najlepiej i maja monopol na weryfikację "co jest ładne/brzydkie",

ZAMIAST:

1) uczyć, że dyskusja o architekturze i przestrzeni powinna uciec od kategorii "ładne/brzydkie",

2) faktycznie wydobywać/pogłębiać percepcję i wrażliwość przestrzenną,

3) jednocześnie uczyć się tego od uczniów - warunkiem tego jest ww. zdrowe EGO, a z tym jest problem.

Dzieci i młodzież wcale potrzebują nauczania, tym bardziej na temat przestrzeni - mogą uczyć dorosłych, również architektów. Dzieci i młodzież są wrażliwe na otoczenie, ale to, czy będą aktywnymi obywatelami w dorosłości, nie wyniknie z ich uczenia ich, co jest dobre, a co złe, ale z tego, że KTOŚ ich wysłucha i nauczy, że "warto rozmawiać". Potrzebują więc raczej rzetelnego dialogu pozbawionego mentorstwa i moralizatorstwa. Polska oświata tylko pogłębi problem, wcale nie zapewni "ładu przestrzennego", cokolwiek to jest. Bo "ład przestrzenny" to nie jest "dobra architektura" zweryfikowana przez architektów, lecz zupełnie coś innego. Przynajmniej moim zdaniem, ale nie ja jestem autorką tego programu edukacji przestrzennej, który ma - o zgrozo - wejść we wrześniu do szkół.

Najpierw, zanim powstanie jakikolwiek program lub przedmiot, stosowne ministerstwa (oświaty i szkolnictwa wyższego) powinny zapewnić "dydaktyków przestrzennych", czyli wykształcić KADRĘ, a dopiero potem tworzyć przedmiot w dowolnej szkole. Obecna procedura powoduje, że znów mamy spontaniczny pomysł, który at hoc wprowadzany jest w życie. Autorzy na pewno mieli dobrą wolę, ale czy dobrze działają? Nie sądzę. Bardzo jestem ciekawa, kto w praktyce będzie uczył tego przedmiotu. W eMSA Inicjatywa Edukacyjna stale postuluję przedmiot WOP "wiedza o przestrzeni", ale nigdy w ramach głównego i obowiązkowego (tj. oświatowego) programu, aby nie oddawać tej edukacji nauczycielskiej kadrze, która po odbębnieniu 6-miesięcznego (a może krótszego?) kursu będzie wprowadzać uczniów (często mądrzejszych od siebie) w świat "przestrzennej wrażliwości".

Wszyscy doskonale wiemy, jak wyglądają takie kursy. A kto będzie wprowadzać nauczycieli w świat przestrzennej wrażliwości? Architekci. Którzy? Czy architekci mają przygotowanie dydaktyczne lub trenerskie? Czy mają monopol na słuszność w tych sprawach? Bardzo ciekawe, kto "wprowadzi" owych biednych nauczycieli w temat i będzie koordynatorem. Czy może Izba zaproponuje to m.in. mnie, albo Ani Wróbel, albo Ani Komorowskiej? Skądże, znajdą się na pewno więksi specjaliści, ci z wielkimi nazwiskami, którzy zaprojektowali spektakularne obiekty architektoniczne i zaprowadzili ład przestrzenny. A kto zweryfikuje, kto z nich jest autorytetem w kwestii ładu? Rodzice? Minister? Czy liczba realizacji zadecyduje o kompetencjach dydaktycznych, szkoleniowych, trenerskich? Jedyna nadzieja w rodzicach, że nie zgodzą się na udział dzieci w lekcjach, ale ci nie są świadomi ryzyka, więc pewnie przyklasną licząc na "atrakcyjne zajęcia". Tak, te na temat kultury i społeczeństwa też miały być atrakcyjne, lecz nie są.

Ogłoszony właśnie projekt jest bardzo niebezpieczny dla przestrzeni, oświaty i naszych dzieci. Wie to każdy, kto choć przez tydzień uczył w gimnazjum i miał do czynienia z polską szkołą publiczną.

___________________________________

*Anna Rumińska jest architektką i antropolożką kultury z Wrocławia, konsultantką w tematyce otwartej przestrzeni publicznej, zajmuje się edukacją przestrzenną (w tym architektoniczną) i kulturowa pod marką "eMSA Inicjatywa Edukacyjna", stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, opracowuje dysertację doktorską "Antropologia przestrzeni publicznej miasta"



CZYTAJ WIĘCEJ O PROGRAMIE EDUKACYJNYM "KSZTAŁTOWANIE PRZESTRZENI">>

Skomentuj:

Architektura w szkole: "Ten pomysł to zgroza" [KOMENTARZ]