Fenomen osiedla za Żelazną Bramą

red

"Nie wiem, czy jakieś miasto w Europie ma tak wielkie corbusierowskie osiedle w samym centrum" - mówi Grzegorz Piątek w rozmowie z Agnieszką Kowalską z Gazety Stołecznej

Osiedle Za Żelazną Bramą w połowie lat 80
Fot. Ireneusz Sobieszczuk, Leszek Wroblewski FORUM

Cały wywiad z Grzegorzem Piątkiem, krytykiem i historykiem architektury oraz współtwórcą Centrum Architektury przeczytacie w najnowszej książce Agnieszki Kowalskiej, zatytułowanej "Warszawa. Architekci, projektanci, aktywiści o swoim mieście" (KUP TERAZ)

Agnieszka Kowalska: Jak ten Le Corbusier ma się do Polski i do Warszawy?

Grzegorz Piątek: Jest najbardziej wpływowym architektem XX w. I mimo że nigdy w Warszawie nie był i niczego nie zaprojektował, to miał tu wielu współpracowników, takich jak Helena Syrkus, Roman Piotrowski czy Maciej Nowicki. Było kilku, którzy przewinęli się przez jego pracownię jako stażyści, wracali tutaj i zaszczepiali te idee.

Po wojnie na tym oczyszczonym terenie ci - nazwijmy ich - "ewangeliści" mieli w Polsce spore pole do popisu, bo tu można było budować od nowa lub prawie od nowa całe miasta - te zniszczone, na czele z Warszawą, i te zupełnie nowe, jak Tychy. I robiono to według corbusierowskich ideałów: rozdzielając strefy mieszkalne od przemysłowych, ruch kołowy od pieszego, wprowadzając dużo zieleni, infrastrukturę społeczną. Warto przypominać, że to bardziej Le Corbusier niż Stalin odbudował nam Warszawę.

Jak w Warszawie objawiły się te idee?

- Już przed wojną planiści pracujący w warszawskim ratuszu - Jan Chmielewski czy Stanisław Różański - byli pod silnym wpływem Le Corbusiera. I już wtedy myślano o radykalnym rozluźnieniu zabudowy. Warszawa miała przed wojną jeden z najgorszych w Europie współczynników gęstości zabudowy i zaludnienia - 10 tys. osób na kilometr kwadratowy. Wiele osób dzieliło to samo łóżko, ktoś spał na nim w dzień, a ktoś w nocy. Nikodem Dyzma tak zaczynał, dzielił łóżko z prostytutką (śmiech). Dla porównania - dziś gęstość zaludnienia w Warszawie wynosi około 3 tys. osób na kilometr kwadratowy.

A mnie się zawsze wydawało, że te mieszkania w powojennych budynkach miały jednak gorszy od przedwojennych standard.

- Dziś podziwiamy wielkie mieszkania z wysokimi sufitami, ubolewamy, że po wojnie dzielono je na mniejsze, ale nie zapominajmy, że wielki apartament od frontu był przed wojną przywilejem dostępnym dla nielicznych. Dla wielu M-3 w bloku było ogromnym awansem. Dopiero dziś te mieszkania odbieramy jako zbyt małe. W latach 30. było sukcesem, gdy każda osoba miała osobne łóżko.

A jak się miał plan corbusierowski do planu socjalistycznego?

- Po 1945 roku spora część polskich corbusierystów stała się o wiele bardziej wpływowa niż przed wojną. Na przykład Roman Piotrowski, który uczestniczył w tworzeniu Karty ateńskiej, był szefem Biura Odbudowy Stolicy, potem ministrem odbudowy i ministrem budownictwa. Corbusierowski sposób na miasto został przyjęty przez władzę jako sposób na jego modernizację. I nawet potem pod historyzującym socrealistycznym kostiumem te idee były obecne.

Jak długo te idee przetrwały w Polsce?

- Znacznie dłużej niż na świecie - przez ociężałość aparatu inwestycyjnego w PRL i długofalowe planowanie, które z trudem poddawało się dyskusji i korektom. Gdy w 1972 roku w St. Louis burzono spektakularnie bloki osiedla Pruitt-Igoe, co uznaje się za symboliczny koniec modernizmu w urbanistyce, u nas oddawano do użytku osiedle Za Żelazną Bramą, a Ursynowa jeszcze nie było.

Żelazna Brama jest prawdziwym fenomenem. Ogromne bloki w środku miasta.

- Nie wiem, czy jakieś miasto w Europie ma tak wielkie corbusierowskie osiedle w samym centrum.

Ten teren był prawie oczyszczony przez wojnę - idealne miejsce, żeby zrealizować to, o czym Le Corbusier marzył w Paryżu już w latach 20., kiedy stworzył tzw. plan Voisin. Proponował, żeby wykroić z miasta teren, z którego zniknie wszystko z wyjątkiem najcenniejszych zabytków - one miały zostać pieczołowicie zakonserwowane. Tam to nie było możliwe, ale u nas była wojna oraz dekret Bieruta i dało się prawie od nowa zaprojektować kawał miasta.

Uważasz, że to był dobry pomysł?

- Tak, bo to był akurat jeden z tych fragmentów Warszawy, po których nie ma co płakać. W "Ludziach bezdomnych" jest piękny opis tego, jak doktor Judym przemierza ulicę Krochmalną. Czytamy o całej tej ciasnocie, biedzie i wyziewach, które wydobywały się z każdego kąta. Również architektonicznie tam wielkich skarbów nie było. A to, co rzeczywiście miało jakąś wartość, zostało zachowane. Można porównać ten fragment miasta do wielkiego modernistycznego apartamentu, do którego wstawiono starannie dobrane bibeloty, bo mamy te bloki i pomiędzy nimi rozrzucone Hale Mirowskie, synagogę, kościół św. Karola Boromeusza.

Jakie corbusierowskie wytyczne tam zastosowano?

- Założenia były takie, żeby zabudowa była wysoka, ale budynki stały daleko od siebie. Tak, żeby jak najwięcej ludzi mogło się cieszyć dalekimi widokami i zielenią za oknem. Poza tym właśnie to wyeksponowanie zabytków czy - jak to pisano po modernistycznemu - "oczyszczenie z ruder", które je zasłaniały, przygniatały. Wreszcie - rozdzielenie ruchu pieszego od kołowego. Żeby dziecko było w bezpiecznej odległości od domu i nie musiało przekraczać żadnych ruchliwych ulic, żeby się dostać na huśtawki czy wrócić ze szkoły. Są też tereny rekreacyjne pod samym domem - wielkie ogrodzone place zabaw

A wewnątrz samych bloków?

- Jeśli chodzi o wnętrza i sposób działania budynku, to tutaj jest najwięcej kompromisów. W czystym modelu corbusierowskim - tym z manifestów - nacisk był położony na przestrzenie wspólne, które miały wynagradzać względnie małą powierzchnię mieszkań. Tego tu nie zrobiono, tak jak np. w tzw. Jednostce Mieszkalnej w Marsylii. Tam na dachu jest taras do spacerów i opalania. Jest też nadbudówka, w której znajdowało się przedszkole.

A jak oceniasz same mieszkania Za Żelazną Bramą?

- Są ciasne, to fakt, ale bardzo starannie zaprojektowane. Wydaje się, że to osiedle i te mieszkania dopiero teraz znalazły swoje właściwe zastosowanie. Przez lata były nienawidzone, bo gnieździły się tam całe rodziny. Dziś wiele z nich zajmują single, studenci, ludzie starsi, od których dzieci i wnuki już się wyprowadziły, albo ludzie, którzy przyjeżdżają do Warszawy do pierwszej pracy.

To bardzo dobrze widać w filmie austriackiej artystki Heidrun Holzfeind o Żelaznej Bramie. Rozmawia z mieszkańcami i właściwie oni prawie na nic się nie skarżą. Jakieś babcie mówią, że szkoda, że nie ma balkonów. A Edyta Herbuś cieszy się z tego, że mieszka w centrum, a jednak jest zielono.

Czyli ten Judym nie zapłakałby dzisiaj na tych korytarzach?

- To osiedle coraz lepiej znosi próbę czasu. Pojawiło się więcej lokali usługowych i sklepów w al. Jana Pawła II, których wcześniej w okolicy brakowało. A zalety zostały. W apartamentowcu Cosmopolitan przy pl. Grzybowskim za przyjemność widoku z dziesiątego piętra na całe centrum Warszawy słono się płaci. A Za Żelazną Bramą mieszkają średniacy.

Ale czy tak powinno wyglądać centrum nowoczesnej metropolii? Jak blokowisko?

- Również tak. W centrum jest miejsce dla wielu typów zabudowy - i dla kamienic, i dla bloków. Dobrze, że jest wybór. Z punktu widzenia ekologii i ekonomii ważne jest, by w śródmieściu mogło mieszkać jak najwięcej ludzi. Rozrośnięte przedmieścia to ogromne obciążenie dla infrastruktury i środowiska - rozproszona zabudowa niszczy tereny wartościowe przyrodniczo, wydłużają się dojazdy, zwiększa się emisja spalin. Gdy ludzie mieszkają w centrum, to jest po prostu z wielu względów wygodniej i zdrowiej.

Dlaczego to budowanie po corbusierowsku zarzucono? Co się nie sprawdziło?

- Trzeba było budować coraz więcej i więcej, i te ideały ulegały wypaczeniu. Skończyło się bezmyślną produkcją kolejnych milionów mieszkań bez całej infrastruktury i zieleni, którą obiecywano, produkcją kolejnych niedokończonych dzielnic bez dbałości o to, jak się będzie w nich żyło. Jakość przeszła w ilość.

Natomiast nie starzeje się pewien etos, do którego warto wracać. Wiele idei zapisanych w Karcie ateńskiej z 1934 roku jest odświeżających, na przykład: "Interes publiczny powinien zawsze stać przed interesem prywatnym". Można powiedzieć: "No dobrze, brzmi jak dekret Bieruta". Ale czy nie zaczyna nam się odbijać czkawką drugie ekstremum? Odchył w stronę skrajnego liberalizmu i świętej własności prywatnej, kult indywidualizmu, drapieżnej konkurencyjności? Może więc warto znowu wrócić do tamtych manifestów i spróbować to wahadełko przechylić gdzieś w stronę środka?

Grzegorz Piątek

Grzegorz Piątek

Jak idee najsłynniejszego architekta XX wieku Le Corbusiera wpłynęły na kształt osiedla Za Żelazną Bramą? Przekonamy się już w niedzielę na wystawie otwieranej tam przez fundację Centrum Architektury. Otwarcie wystawy "Varsovie Radieuse. Powrót Le Corbusiera za Żelazną Bramę" w niedzielę, 15 lipca, o godz. 18 na skwerze na tyłach pawilonu przy ul. Grzybowskiej 32. Czynna do 6 sierpnia, 7 dni w tygodniu, 24 godz. na dobę (os. Za Żelazną Bramą, okolice ul. Krochmalnej i Ciepłej)

więcej na www.lecorbusyear.pl

 

ZOBACZ TAKŻE:


Le CorbusYear: 125. urodziny papieża modernizmu


Osiedla z problemami. Porażki modernizmu?


Nowy sąsiad słynnej kaplicy w Ronchamp

Skomentuj:

Fenomen osiedla za Żelazną Bramą