Kościół jak fabryka

Architektura nowoczesna, oparta na kulcie postępu wydaje się być niezdolną do tworzenia świątyń, gdzie tak ważne są aspekty niematerialne. Jednak w Zabrzu w latach 30. powstał kościół św. Józefa, które tchnie nieznaną nigdy wcześniej metafizyką

 

 

Kościół to sfera sacrum, to brama do innego świata. Dlatego projekty świątyń były od zawsze największym wyzwaniem dla architektów. W latach 20. i 30. XX wieku, kiedy w architekturze karierę robiła ukłuta przez Le Corbusiera maksyma: ?Dom - maszyna do mieszkania", budowa kościołów wydawała się być zadaniem niemożliwym. Jednak architekci podejmowali rękawice.

 

 

Mistrzem w kreowaniu przestrzeni sakralnych był Dominikus Böhm, najwybitniejszy twórca kościołów w okresie międzywojennym w Niemczech, którego jedno z najdojrzalszych i najlepszych dzieł powstało w Hindenburgu, czyli dzisiejszym Zabrzu. Tamtejszy kościół św. Józefa to zarazem przykład jednego z najnowocześniejszych kościołów z międzywojnia, jakie zachowały się w Polsce do dziś.

 

 

W czasie jego powstania Górny Śląsk przecinała polsko-niemiecka granica. Po plebiscycie w południowych dzielnicach Zabrza (wówczas niemieckiego Hindenburga) zamieszkało wielu przesiedleńców, którzy musieli opuścić przyłączone do Polski tereny. W rejonie ulicy Roosvelta powstało nowoczesne osiedle DEWOG.

 

 

Geniusz cegły i modlitwy

Dla rosnącej społeczności trzeba było wybudować nowy kościół. Za projektanta wybrano właśnie Dominicusa Böhma, który już wcześniej dał się poznać jako budowniczy kościołów w Vaals, Leverkusen-Küppersteg, Monchen-Gladbach a w samym Zabrzu zrealizował szereg budynków przy placu Kamilianów, w tym niezrealizowany do końca projekt kościoła św. Kamila.

 

 

Dominicus pochodził z rodziny rzemieślników, która w ciągu ostatnich 140 lat wydała 14 architektów, czterech budowniczych, czterech grafików i malarzy. Ukończył prestiżowe szkoły, jednak już od najmłodszych lat bywał na budowach prowadzonych przez jego ojca Aloisa, właściciela firmy budowlanej.

 

 

To tam od murarzy i majstrów uczy się praktycznej strony budowania. Stąd w późniejszej jego twórczości, mimo nowoczesnego podejścia był tak wielki nacisk na tradycyjne techniki budowania, dbałość o detale oraz szczerość materiałową. Stosowanie materiałów w ich surowym stanie, bez ozdób, a przede wszystkim nieotynkowaną cegłę - to charakterystyczny motyw całej architektury Böhma.

 

 

Dla Zabrza zaprojektował kościół św. Józefa, którego front stojący po południowej stronie ulicy Roosvelta, stanowi równocześnie zamknięcie osi perspektywy prostopadłej ulicy Damrota. Pomimo, że kościół ma monumentalną skalę, to zrealizowano go w rekordowo krótkim czasie, budowa trwała od 1930 do 1931 roku.

 

 

Kościół jak transatlantyk i fabryka

 

Świątynia wywołuje dwoiste odczucia - przypomina ceglaną fabrykę, ale zarazem wydaje się trwać od wieków, ma w sobie coś mrocznego, niczym średniowieczne budowle. Przemysłowość można odczytywać głównie w bryle zewnętrznej. Pozbawione ozdób olbrzymie, gładkie, ceglane ściany wzbogacają jedynie okna.

 

 

Bryła jest bardzo zwarta, to praktycznie leżący prostopadłościan, do którego dostawiono mniejszy, za to pionowy, będący wieżą. Żadna nawa boczna, absyda, czy kaplica boczna nie zaburzają jednolitej bryły. Także prezbiterium nie zostało w żaden sposób wyodrębnione, zdradza je jedynie półokrągłe zakończenie budowli od południowej strony.

 

 

Od wschodniej strony na ścianie są okrągłe okna, tutaj jest też dostawiona kubiczna wieża, górująca nad prawie zupełnie płaskim dachem świątyni. Te elementy mają w sobie coś z transatlantyku - okna jak bulaje, wieża jak mostek kapitański, walcowate zakończenie bryły, niczym dziób statku. Kościół zdaje się wpływać w zielne rejony południowego śródmieścia Zabrza.

 

 

Funkcjonalistyczni architekci celowo nawiązywali do statków, maszyn, których estetyka wynikała przecież z konieczności, a nie upodobań. Jednak Böhm nasycił kościół również bogatą symboliką, która nadaje budowli wieloznaczności. Także materiał - czyli cegła, nie był w dobie powstania białych pudełek, czymś popularnym.

 

 

Cegła była charakterystyczna głównie dla modernizmu w Holandii, jednak poza nią nowoczesność oznaczała białe purystyczne płaszczyzn ścian. Böhm na przekór tym upodobaniom nie tylko zastosował cegłę o różnym stopniu wypalenia: od niedopałki, po cegłę wiśniówkę i czarną zendrówkę, ale również wykorzystał archaiczny wątek układania cegieł, zwany wedyjskim, stosowanym we wczesnym średniowieczu. Jednak masywny, proste ściany, bez ozdób, to z kolei całkiem współczesne odwołanie do ceglanych molochów fabryk.

 

 

 

 

Jednak cegła pozwala kształtować także i skomplikowane kształty, w kościele św. Józefa tworzy niesamowitą, eteryczną elewację frontową. Stanowi ją ażurowa, ceglana ściana składająca się z kilku rzędów arkad. Przypomina akwedukt rozpięty pomiędzy dwiema masywnymi bryłami kryjącymi klatki schodowe i kaplice.

 

 

Spektakl światła

Przechodząc przez arkady znajdujemy się na niewielkim, wewnętrznym dziedzińcu. W bazylikach wczesnochrześcijańskich taką przestrzeń zwano paradisus. To rodzaj buforu, oddzielającego ulicę, czyli profanum, od sacrum przestrzeni wewnętrznej kościoła. W tej ceglanej studni można zostawić problemy doczesności za sobą.

 

 

Nad właściwym wejściem znajdującym się w ścianie naprzeciw arkad jest olbrzymia rozeta. Przez szklane drzwi przechodzi się do nawy.

 

 

W olbrzymim wnętrzu świątyni, podobnie jak na zewnątrz, króluje nieotynkowana cegła. Materiały są w stanie surowym, oprócz ceglanych ścian jest jeszcze kasetonowy strop cały z drewna oraz kamienna podłoga.

 

 

Jedynym elementem zmiękczającym przestrzeń jest spektakl świetlny, genialnie rozpisany przez architekta. Podłużną nawę zamykają rzędy słupów zrośnięte ze ścianami bocznymi. Wrażenia tajemniczości dodaje światło, które pada z niewidocznych okien, schowanych pomiędzy słupami. Po prawej stronie są wysokie okna z witrażami symbolizującymi sakramenty (niestety zrealizowano tylko dwa), po lewej małe, okrągłe umieszczone wysoko, tuż pod stropem.

 

 

Architekt stworzył przemyślną koncepcję luministyczną wnętrza. Im bliżej ołtarza tym kolorystyka witraży jest jaśniejsza, wpada więcej światła, jednak same prezbiterium tonie w półmroku. Dookoła ołtarza biegną po półokręgu słupy, pomiędzy nimi są kolejne arkady, co przypomina wnętrze Koloseum. Wypiętrzony ołtarz kryje pod sobą kryptę, pełniąca zarazem funkcję mniejszej kaplicy.

 

 

Kościół św. Józefa nie od razu został pokochany przez wiernych. Przyzwyczajeni do bogato zdobionych wnętrz, długo okrywali urok nowej świątyni.

 

 

Świetnie zachowany kościół robi do dziś wielkie wrażenie olbrzymimi ścianami ceglanymi uciekającymi wysoko w górę. Emocje można porównać jedynie z zamkiem w Malborku, czy kościołem Najświętszej Marii Panny w Gdańsku, jednak w funkcjonalistycznej bryle kościoła św. Józefa dominuje gładkość geometrii zderzona z chropowatością materiału. Z całą pewnością dzieło Böhma to istna maszyna do wywoływania uczuć metafizycznych.

 

 

wolf

 

 

Zobacz też:

BRYLAnty polskiej moderny - Muzeum Śląskie

BRYLAnty polskiej moderny - 70 lat Stalowej Woli

Studenci architektury projektują dla Zabrza

 

Więcej o: