W obronie Emilii. Czy modernizm zasługuje na ochronę?

red

Kilka dni temu wojewódzki konserwator nie uznał warszawskiego pawilonu Emilii za zabytek i nie zgodził się na objęcie go ochroną. Właściciel działki przedstawił projekt zastąpienia istniejącego obiektu nowym wieżowcem. Wielu mieszkańców wyraża sprzeciw wobec tej decyzji. Głos w sprawie zabrało także Muzeum Sztuki Nowoczesnej mające w pawilonie swoją siedzibę.

Emilia zostanie zastąpiona nowym wieżowcem
Emilia zostanie zastąpiona nowym wieżowcem
Fot. Krzysztof Miller / Agencja Gazeta, Griffin Real Estate Materiały prasowe

Na przestrzeni ostatnich lat z mapy Warszawy zniknęło kilka wybitnych modernistycznych budynków. Wymienić tu można chociażby wyburzenie SuperSamu, Pawilonu Chemii czy słynnego Sezamu, który kiedyś był umieszczany na warszawskich pocztówkach. Do tej listy niebawem dołączą kolejne obiekty-ikony, co budzi zaniepokojenie społeczników i części środowiska architektonicznego.

Kilka dni temu informowaliśmy o zgodzie konserwatora zabytków na wyburzenie pawilonu Emilii i postawienie w tym miejscu nowego wieżowca. O ile rozwój śródmieścia i powstawanie nowych budynków cieszy, o tyle rodzi się pytanie czy miasto nie płaci za to zbyt wysokiej ceny.

Na wiadomość o prawdopodobnym zniknięciu Emilii bardzo szybko zareagował internet. Na facebooku został stworzony profil "Nie chcemy stracić Emilki!" - NIE dla planów zburzenia pawilonu Emilia, na chwilę pisania tego artykułu polubiło go już ponad sześć tysięcy osób.

Wiele osób podkreśla szczególne znaczenie obiektu w świadomości mieszkańców miasta. Podnoszone są także argumenty o szczególnych walorach architektonicznych budynku oraz wyjątkowym znaczeniu dla kulturowego dziedzictwa.

Do dyskusji dołączyło ostatnio Muzeum Sztuki Nowoczesnej mające swoja siedzibę w planowanym do wyburzenia budynku. Głos jednak zabrało nie jako najemca, ale w ramach realizowanych przez siebie statutowych celów propagowania wiedzy na temat dóbr sztuki nowoczesnej. W oficjalnym oświadczeniu Muzeum czytamy:

Cieszy nas publiczna debata na temat planowanej rozbiórki. Jest ona dowodem coraz powszechniejszej akceptacji dla powojennej, modernistycznej tożsamości Warszawy. Dzięki takim debatom my, warszawiacy, lepiej rozumiemy nasze miasto i jego skomplikowaną współczesność, gdzie konflikt pomiędzy interesem publicznym a prywatnym jest nieuchronny i gdzie spory o historię nakładają się na spory o wizję miasta przyszłości. Trudno w architektonicznym krajobrazie miasta o bardziej zideologizowane pojęcia niż „relikt PRL” i przeciwstawiany mu symbol „triumfu” wolnego rynku w postaci kolejnego wieżowca zasilającego „warszawski Manhattan”.
Jednak troska o zagrożony pawilon powinna wiązać się ze świadomością, że budynek ten, by móc przetrwać, powinien zostać w przyszłości wypełniony nową funkcją i nowym życiem. To pawilon stricte ekspozycyjny. Jeśliby miały zostać podjęte z obecnym właścicielem rozmowy na temat ewentualnego odkupienia obiektu - to kto powinien być tych rozmów stroną i czyje środki miałyby na ten cel zostać przeznaczone? Kto miałby Emilii zapewnić to nowe życie przez kolejne lata? Jeśliby te pytania miały być kierowane do organów władzy publicznej - stołecznego samorządu bądź władz państwowych - to powinien im towarzyszyć pozytywny postulat racjonalnego zagospodarowania budynku w przyszłości. Być może organy władzy publicznej powinny szukać partnera wśród przedsiębiorców, którzy mieliby inny pomysł biznesowy na budynek niż zastąpienie go wieżowcem. Nie mieliśmy dotychczas do czynienia z podobnym przypadkiem, a partnerstwo publiczno-prywatne w Polsce wciąż funkcjonuje słabo. Te uwarunkowanie trzeba brać pod uwagę, tworząc scenariusze ratowania Emilii.
Przyszłość Muzeum, zgodnie z wolą jego założycieli, jest związana z placem Defilad, gdzie w ciągu kilku lat powstanie nowy gmach naszej instytucji i równocześnie gmach stołecznego teatru TR Warszawa. Nasz czas w Emilii dobiegnie końca w maju 2016 roku.
Jednak jako muzealnicy, historycy sztuki i historycy architektury, a także jako warszawiacy, mamy nadzieję, że do zburzenia pawilonu nie dojdzie; że w toku publicznej debaty, angażującej wszystkie zainteresowane strony, wypracowane zostanie rozwiązanie pozwalające ocalić ten unikalny kompleks. Przez dziesięciolecia Emilia mieściła salon meblowy. Przez trzy lata gościła sztukę. Przez jeden zimowy miesiąc w 2013 roku była eksperymentalnym skwerem sportów miejskich. Może być siedzibą instytucji kultury, można jej przywrócić funkcje komercyjne. Możliwości wykorzystania Emilii jest wciąż tyle, ile pomysłów w otwartych głowach współczesnych warszawiaków.

Jaki los czeka Emilię? Społecznicy zapowiadają odwołanie od decyzji konserwatora. W całej sprawie cieszy fakt, że firma Griffin Real Estate będąca właścicielem obiektu, co prawda nie planuje zmiany swoich planów inwestycyjnych - co raczej nie dziwi, rolą firmy jest przynoszenie zysku, ale jest otwarta w sprawie dalszych losów istniejącego pawilonu i dopuszcza inne rozwiązania niż jego wyburzenie. W skierowanej do mediów wypowiedzi zapewnia, że zgadza się na odkupienie i przeniesienie istniejącego pawilonu.

Czy to właśnie szansa dla Emilii? Jeśli tak, to kto powinien sfinansować całe przedsięwzięcie? Gdzie powinna stanąć Emilia?

Odpowiedź na te pytania wydaje się ważna także w szerszym kontekście. Na wiosnę przyszłego roku zapowiedziana jest rozbiórka pawilonów Uniwersamu Grochów przy rondzie Wiatraczna. Piszemy także o zgodzie na wyburzenie Wrocławskiego Solpolu. Potrzebna jest ogólna odpowiedź czy, a jeśli tak, to w jaki sposób należy chronić budynki stanowiące dobra kultury i będące wybitnymi przedstawicielami modernizmu i postmodernizmu. Odpowiedź o tyle pilną, że z każdym rokiem mamy coraz mniej takich obiektów i wkrótce może się okazać, że już nie mamy czego chronić.

Skomentuj:

W obronie Emilii. Czy modernizm zasługuje na ochronę?