Jan Karpiel-Bułecka: Dom jest centrum świata. Mój to Podhale. Poświęciłem się, teraz idę dalej [WYWIAD]

Rozmawiali: Magda Wrzos, Dawid Hajok

Byliśmy zgaszeni, musieliśmy mocno balansować między oczekiwaniami innych, a własnymi ambicjami – zdradza Jan Karpiel-Bułecka jr. w noworocznej rozmowie o życiu i architekturze na Podhalu. Jako góral i potomek słynnego Jana Karpiela Bułecki seniora czuł misję kultywowania lokalnych tradycji i kultury. Własne ambicje tworzenia nowoczesnych projektów chował do szuflady. W końcu zdradza, czym chce zaskoczyć w nowym roku.

Jan Karpiel-Bułecka
Jan Karpiel-Bułecka
Fot. mat. prasowe

Jesteś domatorem?

(śmiech) Sam nie wiem… zdecydowanie entuzjastą domu. Dom kojarzy mi się ze spokojem, ale też pasją i namiętnościami. To przestrzeń, w której czuję się swobodnie. Dla górala dom to centrum świata. To także schronienie, rodzina, izby, chałupa, ale też miejsce na ziemi. Moim zawsze było Podhale. Tu się urodziłem i wychowałem. Tutaj mam swoich oddanych przyjaciół, tu ojciec wpajał mi miłość do drewnianej zabudowy, tu uczyłem się drewnianego rzemiosła. Tu chłonąłem polską kulturę. Uczyłem się rysunku pod okiem Michała Suffczyńskiego, w moim domu grali z ojcem najsłynniejsi muzycy. Zakopane zawsze przyciągało artystów, a oni często odwiedzali nasz dom. Jestem dumny z tego, co udało mi się tu zbudować. Jakkolwiek to nie zabrzmi, cieszę się, że dzięki naszym 15-letnim staraniom ten nasz wspólny, zakopiański dom wygląda nieco lepiej. Choć dobrze nie jest.

Twój własny dom stoi pod szczytem Gubałówki?

Tak, ale wychowałem się w tradycyjnej góralskiej chałupie, w górach. Zbudowana z płazów, była ciemna i raczej ciasna. Pachniała drewnem. Obecnie mój dom jest przeciwieństwem tego z dzieciństwa. Jak odwiedza nas ojciec, to zawsze z żalem mówi, że szkoda, że tych koni czy rysi cosik nie rozrzeźbiłem (śmiech). Mój dom jest przestrzenny, z dużymi przeszkleniami, minimalistyczny w detalu. Nie miałem tego jako dziecko.

Drewno to podstawowy budulec, łącznik nowego świata ze starym?

Tak, ale drewno użyte jest w inny sposób. Pojawiło się na elewacji, wewnątrz jest tylko na podłogach i sufitach. Ociepla, ale nie przytłacza. Przełamuje je biel, która dominuje, rozjaśniając wnętrza. Przybrała postać różnych materiałów - białe są lampy z poliwęglanu czy blat z corianu. Drewno pozostaje jednak sercem domu, nadaje mu ciepło, charakter, klimat i romantyzm.

Przez wielkie okna roztacza się malowniczy widok na panoramę Tatr z Giewontem. Bliskość gór wydaje się namacalna.

Tak i po to właśnie przyjeżdża się na Podhale. Choć Zakopane zmienia się bardzo dynamicznie, coraz częściej można odnieść wrażenie, że nasze obecne życie - ze względu na wygody - coraz bliższe jest temu nizinnemu, to tu żyjemy i chcemy pamiętać skąd pochodzimy; dlaczego jesteśmy, jacy jesteśmy.

Te duże okna to znak naszych czasów. Nie chcemy już oglądać świata przez małe szybki w ciemnych izbach. Mamy technologie, które pozwalają nam w końcu wykorzystać w drewnianym budownictwie duże przeszklenia. Sto lat temu szkło było bardzo drogie, okna generowały też ogromne straty ciepła. To dziś nie jest już problem. Widok stał się częścią „wyposażenia” nowoczesnej, góralskiej chałupy.

Drewno i dzienne światło to składniki tzw. „zdrowego domu”?

Nie podlega to żadnej dyskusji. Dom z drewna jest najzdrowszym miejscem do życia, jakie można stworzyć. Mamy na to wiele dowodów - opinie osób, które lepiej się czują, lepiej śpią lub nawet leczą schorzenia w przestrzeniach, w których dominuje drewno, nie pozostawiają wątpliwości. Dom z drewna oddycha, to czysta natura. Zakopane, rozsławione wśród ceprów już na początku XX wieku przez Tytusa Chałubińskiego, jako antybiotyk dla suchotników czy – jak mawiał Malczewski - krynica zdrowia, wymaga również zdrowego podejścia do budownictwa. Do dziś ludzie przyjeżdżają tu po zdrowie. To przecież jak okiem sięgnąć jedno wielkie sanatorium.

Teorię tzw. regionalizmu krytycznego, czyli wzbogacenia elementów tradycyjnych o współczesny wyraz znów udało się wprowadzić w życie. Inwestycje Karpiel Steindel Architektura to jednak nie samo drewno. W wielu waszych projektach zaczyna dominować beton.

Tak, bo beton daje nam nieograniczone możliwości kształtowania formy. Nadwieszenia, potężne przeszklenia – te pomysły są nie do zrealizowania w przypadku konstrukcji drewnianych. Drewno żyje, cały czas pracuje i niestety pęka.

 

Udaje się wam jednak przekraczać kolejne granice w postrzeganiu tego budulca, czego dowodem jest choćby Willa Wesoła przy Strążyskiej. To projekt kreślony z wielkim rozmachem, wasze najnowsze przedsięwzięcie. Przeszklenia sięgają tam wierzchołków okolicznych smreków. Uda się je bezpiecznie wpisać w tradycje zakopiańskiej architektury?

To zupełnie nowa technologia, będzie to pierwszy dom na świecie łączący w nowatorski sposób tradycyjne budownictwo z ultrawielkimi oknami oraz otwartymi przestrzeniami. Wyzwaniem jest osiadanie domu, bo jak wiemy elementy poziome, w przeciwieństwie do pionowych osiadają przez pewien czas po zakończeniu budowy. W projekcie przewidujemy bardzo precyzyjnie – na podstawie doświadczenia górali i obliczeń symulacji komputerowych – w jakim stopniu dom osiądzie w ciągu dwóch kolejnych lat. Pozostawimy odpowiednie rezerwy, aby wszystkie elementy po jakimś czasie bezpiecznie się spotkały.

Zdradź coś więcej. Jak połączyć kruche szkło z drewnem, które pracuje?

Tajemnica tkwi w stali. Zbudujemy z niej olbrzymi „kosz” co pozwoli nam osiągnąć planowane rozpiętości okien. Na tej konstrukcji cieśle wybudują dom z drewna, a precyzyjnej mówiąc - obudują stalowy „kosz” drewnem i szkłem. Co kluczowe - z uwzględnieniem dystansów na śrubach. Będziemy je co kilka miesięcy dokręcać, by drewniana konstrukcja w końcu osiadła na stali. Wymaga ona niezwykłej precyzji. Na tej konstrukcji będzie można się doktoryzować. Mariaż nowoczesnych technologii z tradycją.

Tworzycie nową definicję stylu zakopiańskiego?

Przygotowujemy dwa rodzaje projektów. Pierwsza grupa to te bardziej regionalne, odwołujące się do budownictwa podhalańskiego. Są dla nas przejawem nieustannie realizowanej od piętnastu lat misji, ponieważ Podhale jest jednym z najbrzydszych regionów jakie znam, chaos masówki szpeci. Chcemy ulepszyć tło dla najwybitniejszej architektury, tchnąć nowoczesność w tradycję.

Druga grupa, i muszę przyznać, że z wiekiem coraz bardziej ją lubię – to odważne, nowoczesne projekty, które przełamują wyobrażenia o możliwościach współczesnego budownictwa. Mamy ich coraz więcej, dzięki współpracy z świadomymi, odważnymi i otwartymi na nowości inwestorami.

 

Przełamywanie utartych schematów to trudne zadanie w regionie tak wiernym tradycji i przywiązanym do status quo?

To trudne miejsce, krytyka i niezrozumienie dla wszystkiego co inne, jest tu zjawiskiem powszechnym. Przez długi czas byliśmy gaszeni, musieliśmy mocno balansować między oczekiwaniami innych, a własnymi ambicjami. Chcieliśmy projektować nowoczesne domy w dużych miastach, ale z drugiej strony czuliśmy powinność wobec przodków i współodpowiedzialność za kultywowanie architektury regionu. Na studiach nikt nie uczył nas, jak projektować podhalańskie domy. To nasza autorska praca. Odnaleźliśmy własny język architektonicznego wyrazu w duchu kontynuacji rodzimego stylu zabudowy.

Z czasem udało się nam pokazać, że ta architektura może rozwijać się we współczesny sposób, ale rewolucję wprowadzamy stopniowo. Dziś wciąż nasze najbardziej nowatorskie projekty odwołują się do tradycji. Uważamy, że to lepsze niż pseudo-góralskie domy, atrapy tradycyjnych chat, protezy góralskiej nowoczesności.

A witkiewiczowski styl?

Był tyleż dekoracyjny, co narzucony nam w duchu narodowego zrywu. Szybko zresztą przestał odgrywać również i tę znaczącą, narodową rolę. Pozwolił jednak rozwinąć i wyeksponować niesamowite zdolności podhalańskich cieśli. Jednak to nie do stylu zakopiańskiego, a do prymitywnego budownictwa podhalańskiego naszych dziadków się odwołujemy. Były to proste chałupy, minimalistyczne i skąpe w detal, bez secesyjnych zdobień. To nasz archetyp.

Podhalański archetyp domu ma wiele odniesień, zarówno tych materialnych, jak i emocjonalnych.

Zgadza się, dom to symbol rodzinnego ogniska, a więzi z bliskimi są tu niezwykle silne, co odczuwalne jest nie tylko podczas świąt, kiedy w izbach staje choinka czy u progu nowego roku, kiedy zima jest najostrzejsza. Dom ważny jest przez cały rok. Jako rodowity góral wiem, że dom jest silnie zakorzeniony w żyjących w tym regionie ludziach.

A architektoniczne marzenie na ten nowy rok?

Ten rok dla naszego biura będzie bogaty w ultranowoczesne projekty, tak na Podhalu, jak i w całym kraju. Pójdziemy kilka kroków dalej. Jesteśmy zmotywowani, ponieważ widzimy, że zainspirowaliśmy wielu architektów do nowych działań, pokazaliśmy, że można inaczej patrzeć na budownictwo regionalne. Jednak od pewnego już czasu docierają do nas również inwestorzy, którzy nie oczekują już od nas wyłącznie projektu góralskiego domu. Zmienił się nieco sposób postrzegania naszej pracowni, a kolejne realizacje poza regionem i śmiałe projekty nowoczesnych willi utrwalają ten zmieniający się wizerunek biura Karpiel Steindel Architektura.

Czego życzyłbyś swoim rodakom na nowy rok?

Żeby byli bardziej zainteresowani jakością tego, co powstaje wokół nich.

Skomentuj:

Jan Karpiel-Bułecka: Dom jest centrum świata. Mój to Podhale. Poświęciłem się, teraz idę dalej [WYWIAD]