Kiosk - kup onlineKiosk - Ladnydom.pl

Kongres Architektury Polskiej - o potrzebie rozmowy i odpowiedzialności za przestrzeń. Wywiad z Piotrem Fokczyńskim, prezesem Krajowej Rady Izby Architektów RP

Wiktoria Głodowska

Dlaczego w Polsce wciąż brakuje polityki architektonicznej? Kto naprawdę odpowiada za jakość przestrzeni i czy społeczeństwo powinno mieć więcej do powiedzenia? O idei Kongresu Architektury Polskiej, chaosie prawnym i potrzebie edukacji rozmawiamy z Piotrem Fokczyńskim.

Z lewej: Piotr Fokczyński
Z lewej: Piotr Fokczyński
Fot. mat. prasowe; kolaż bryla.pl

Kto jest pomysłodawcą Kongresu Architektury Polskiej?

Piotr Fokczyński: W trakcie gali SARP w 2024 roku i rozmów kuluarowych coraz wyraźniej widziałem że jako środowisko architektów musimy przystąpić do działania.  Impuls pojawił się nieco wcześniej , gdy ukazała się książka Filipa Springera „Szara godzina”, szeroko podejmująca temat etyki projektowania i wyzwań stojących przed architektami. Miałem poczucie, że przedstawia ona problem w sposób jednostronny. Skoro to my ustalamy zasady etyki zawodowej i dbamy o ich przestrzeganie , uznałem, że powinniśmy zabrać głos i pogłębić tę dyskusję.

W tym samym czasie w internecie rozgorzała burza wokół Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Nagle pojawiło się mnóstwo „ekspertów” od architektury, a naszego głosu właściwie nie było. Tymczasem – choć niekoniecznie jesteśmy krytykami – wiemy o tej dziedzinie więcej niż większość komentujących. Uznałem, że wiele ostrych, często hejterskich opinii wynika po prostu z niewiedzy.

Pojawiały się coraz częściej   pytania: kto za tym stoi, kto na to pozwolił, kto to zaprojektował? Zarzutów wobec architektów jest coraz więcej, a odpowiedzialność nie jest wcale zero-jedynkowa. To złożony system zależności. To wszystko zrodziło w mojej głowie pomysł Kongresu.

Hasło kongresu brzmi „Przestrzeń – wartość i odpowiedzialność”. Kto dziś ponosi największą odpowiedzialność za jakość przestrzeni w Polsce?

Odpowiedzialnych jest wielu. Politycy odpowiadają za ustawodawstwo, samorządy za prawo lokalne. Przykładem może być Hotel Gołębiewski w Karpaczu – jego powstanie wynika z zapisów miejscowego planu zagospodarowania. A przecież odbywa się tam jedna z największych imprez ekonomicznych w kraju. To takie nasze polskie Davos – niestety w dość smutnym wydaniu.

Odpowiedzialność ponoszą też architekci – i od niej nie uciekamy. Potrzebujemy jednak realnych kompetencji. Jeśli jesteśmy traktowani jak petenci, a nie partnerzy w procesie decyzyjnym, trudno mówić o dobrej jakości przestrzeni.

Skąd potrzeba tak szerokiej, ogólnopolskiej debaty właśnie teraz?

Uświadomiłem sobie, że w Polsce właściwie nie rozmawia się o architekturze. A przecież powinniśmy to robić – nie tylko między sobą, ale przede wszystkim ze społeczeństwem.

Zajrzałem do archiwów: ostatni kongres odbył się w 2008 roku w Poznaniu. To przeważyło.  Nie miałem już wątpliwości, że trzeba wrócić do tej idei, ale w nowej formule.

Dotychczasowe kongresy były „wsobne” – środowiskowe. Owszem, pojawiały się ciekawe diagnozy, ale to za mało. Chcemy wejść w realny dialog ze społeczeństwem i pokazać, czym naprawdę się zajmujemy.

Nie jesteśmy „architektami paznokci” czy „architektami pola walki”. Nasz zawód ma ogromne znaczenie społeczne. Szykujemy się do zmiany paradygmatu zawodu. Działamy już teraz  na wielu polach i mimo różnych problemów kondycja polskiej architektury wcale nie jest zła. Trzeba jednak postawić diagnozę.

Kongres Architektury Polskiej
Kongres Architektury Polskiej
Fot. mat. prasowe

Czy obecny system prawny bardziej przeszkadza, czy pomaga w tworzeniu dobrej architektury?

Powiem wprost: raczej przeszkadza. Jest przeregulowany tam, gdzie nie trzeba, a jednocześnie pozostawia zbyt dużą uznaniowość tam, gdzie potrzebna jest precyzja.

Zajmuję się zawodowo sprawami formalnoprawnymi i widzę, jak bardzo ten system jest niewydolny. Momentami ociera się o patologię. Architekci rozwiązują złożone problemy społeczne, formę łączą ze skomplikowanymi przepisami a jednocześnie tracą ogrom czasu na zmaganie się z procedurami.

Nie mówimy o deregulacji – bo prawo z definicji jest regulatorem. Chodzi o jego uproszczenie. Wtedy odzyskamy czas na to, co najważniejsze: jakość projektowania.

Dlaczego – mimo podpisania Deklaracji z Davos – Polska wciąż nie ma polityki architektonicznej?

Trudno jednoznacznie odpowiedzieć, ale cieszy mnie, że wreszcie rozpoczęły się prace w tym kierunku. Zbiegło się to z polską prezydencją w Radzie UE – do Gdańska przyjechali przedstawiciele europejskich instytucji, co zwróciło uwagę także naszego ministerstwa.

My równolegle robiliśmy swoje , nie mając pewności czy nasze wnioski o podjęcie prac nad polityką architektoniczną odniosą skutek . Już podczas pierwszej rady programowej Kongresu uznaliśmy, że jego efektem powinien być zbiór tez do przyszłej polityki architektonicznej, który teraz nazwaliśmy Kartą Warszawską . Kongres ma być katalizatorem tych działań.

Na Kongresie spotkają się środowiska o sprzecznych interesach. Czy możliwe jest wypracowanie wspólnego stanowiska?

Raczej trzeba mówić o różnych  interesach i dlatego nie chodzi o jeden postulat, lecz o cały zestaw wniosków. Każda debata to właściwie temat na osobną konferencję. Chcemy wypracować zestawienie wspólnych tez – takich, które będą akceptowalne dla różnych stron. Moderatorzy przygotowują pytania, a odpowiedzi panelistów mają prowadzić do konkretnych wniosków. Wierzę, że powstanie spójny i wartościowy materiał.

Muzeum Historii Polski
Muzeum Historii Polski
Fot. Aleksander Małachowski

Jaką rolę w tym procesie odgrywają mieszkańcy?

Zapraszamy ich na część plenarną, choć ze względów organizacyjnych nie prowadzimy otwartej dyskusji z sali. Nie chcemy udawać konsultacji społecznych a raczej zainteresować. Dla obywateli ważna  będzie debata „Współudział”, poświęcona partycypacji społecznej. Razem z innymi ekspertami Poprowadzi ją Aleksandra Wasilkowska a wnioski z tej rozmowy mogą okazać się jednymi z najważniejszych.

Chciałbym, żeby po Kongresie wybrzmiało jedno hasło: „projektujemy ze społeczeństwem”. Z jednej strony chodzi o budowanie wrażliwości na architekturę, z drugiej – o pokazanie, że bycie partnerem w tej rozmowie wymaga również wiedzy.

Czyli edukacja staje się kluczowa?

Zdecydowanie tak. Jeśli chcemy świadomie uczestniczyć w kształtowaniu przestrzeni, musimy się edukować. Te kwestie się zazębiają.

Uważam, że rola mieszkańców powinna systematycznie rosnąć. Ale żeby to było możliwe, trzeba zmienić sposób komunikowania architektury. Dziś plany miejscowe są dla wielu osób kompletnie nieczytelne –szarymi plamami z jakimiś kreseczkami i trójkącikami, które nic nie mówią przeciętnemu odbiorcy. Po Kongresie ten impuls powinien być silniejszy: politycy i architekci zobaczą, że trzeba nauczyć się mówić, i wypracować język zrozumiały dla społeczeństwa a mieszkańcy, że jeszcze trzeba trochę doczytać.

Ma Pan ogromne doświadczenie pracy w administracji. Czy to zmieniło Pana podejście do partycypacji?

Zdecydowanie. Przez lata, pracując jako architekt miasta, wydałem blisko sto tysięcy decyzji. Udział stron postępowania, protesty, odwołania – to wszystko budowało we mnie raczej niechęć do partycypacji. Chciałem po prostu sprawnie wykonywać swoją pracę.

To się zmieniło przy projekcie osiedla Nowe Żerniki. Zaprosiliśmy mieszkańców dzielnicy Leśnica do udziału w warsztatach, tłumaczyliśmy założenia projektu. Kiedy zrozumieli jego sens, nie zgłosili ani jednej uwagi do planu miejscowego.

To pokazuje, jak silnym narzędziem jest społeczna akceptacja. Warto nad tym pracować, choć to proces wymagający czasu i konsekwencji. Taka praca u podstaw.

Czy w Polsce istnieje dziś „głód” ładu przestrzennego?

Jeszcze nie. Świadomość ekologiczna zdecydowanie rośnie – coraz więcej osób dba o środowisko, segreguje odpady, rozumie problem jakości powietrza.

Jeśli chodzi o ład przestrzenny i estetykę, jesteśmy dopiero na początku drogi. W porównaniu z krajami takimi jak Szwecja , Dania , Niemcy czy Szwajcaria, ta wrażliwość dopiero się kształtuje. To moment, w którym trzeba ją świadomie pielęgnować.

Co musiałoby się wydarzyć, żeby to się zmieniło?

Zmiany można wprowadzać instytucjonalnie, ale bez społecznego zrozumienia nie będą skuteczne. Dlatego chciałbym, żeby Kongres był początkiem szerszego procesu uświadamiania, czym jest dobra przestrzeń.

Musimy nauczyć się odróżniać wartościową architekturę od „patodeweloperki”. Zrozumieć, że mamy prawo wymagać jakości.

Kluczowa jest edukacja – również na poziomie szkolnym. Kiedyś funkcjonowało wychowanie plastyczne, dziś ta wrażliwość jest marginalizowana. A powinna być traktowana równie poważnie jak inne obszary edukacji np. szeroko dyskutowana edukacja zdrowotna. 

Kongres Architektury Polskiej
Kongres Architektury Polskiej
Fot. mat. prasowe

Jakie efekty Kongresu uzna Pan za sukces?

Najważniejsze będzie wypracowanie i nagłośnienie konkretnych tez. Jeśli staną się one punktem odniesienia dla polityki architektonicznej – to będzie realny sukces.

Drugim aspektem jest zwiększenie świadomości społecznej: pokazanie, że architekci są potrzebni i że chcą rozmawiać, są partnerami i rzecznikami interesu społecznego.

Jak będzie wyglądać polska przestrzeń za 10–15 lat, jeśli postulaty Kongresu nie zostaną wdrożone?

Zwrócę na to uwagę we wprowadzeniu do debat, które ma być taką szybko przedstawioną diagnozą. Jeśli polityka architektoniczna pozostanie jedynie dokumentem teoretycznym, niewiele się zmieni. Będziemy funkcjonować dalej, ale problemy, które dziś dostrzegamy, nie znikną i będą się utrwalać dalej. A przecież wielu z nas widzi te mankamenty i chce je naprawić. Pytanie brzmi: czy wykorzystamy tę szansę.

Dziękuję za rozmowę.

    Więcej o:

Skomentuj:

Kongres Architektury Polskiej - o potrzebie rozmowy i odpowiedzialności za przestrzeń. Wywiad z Piotrem Fokczyńskim, prezesem Krajowej Rady Izby Architektów RP