Blokowiska od-nowa: Bijlmermeer

Na początku był Le Corbusier, Ville Contemporain, Jednostka Marsylska... potem było już tylko gorzej. Sen modernistów o miastach ze "słońca, nieba, drzew, stali i betonu", przeistoczył się w koszmar. Blokowisko - wielu zna ten problem. Niewielu wie jak sobie z nim poradzić

Obecnie, przechadzając się po polskim blokowisku nie sposób dostrzec choćby krzty podobieństwa między "wielką płytą" a Jednostką Marsylską. Podczas gdy "blok idealny" Le Corbusiera dostosowany był w najdrobniejszym szczególe do potrzeb i skali człowieka, tak jego liczne klony zdają się podporządkowywać mieszkańców swojej formie. Niefunkcjonalne mieszkania-klatki, w których zimą jest zimno, a latem ciepło, skutecznie przyprawiły temu gatunkowi budownictwa "gębę" jednego z najgorszych miejsc do zamieszkania.

Artyzm architektury pierwszych bloków, z biegiem czasu został zastąpiony ekonomiczną efektywnością, rodzącą w konsekwencji prymitywne formy. Także bitwa o miejską przestrzeń, która została wypowiedziana przez pierwszych modernistów, okazała się w późniejszym okresie bitwą przegraną. Gęsta zabudowa modularnych blokowisk, zaczęła przypominać raczej "betonową dżunglę", aniżeli miejsce wygodnego zamieszkiwania ze snu Le Corubisera.

Wiele z takich osiedli zamiast przyciągać młode małżeństwa z dziećmi, stało się siedliskiem społecznej patologii i dewiacji, stanowiący istotny problem dla władz. W konsekwencji coraz częściej zaczęto zadawać sobie pytanie:

Co zrobić z blokowiskiem?

Tworem, którego początkowo chwalebna idea okazała ślepym zaułkiem? Pomysły były różne, a ich realizacje przybierały nieraz bardzo radykalne formy. Pruitt-Igoe - 27-hektarowe blokowisko amerykańskiego miasta St. Luis, zostało zrównane z ziemią w 1972 roku, zaledwie 16 lat po oddaniu go do użytku. Do dziś niektórzy uważają tę rozbiórkę, za symboliczny koniec epoki modernizmu.

Jednak nie wszystkie rozwiązania problemu niefunkcjonalnych blokowisk posiadają tak dramatyczny wyraz. Przykładem mogą być udane próby rewitalizacji takich przestrzeni podejmowane m.in. przez władze w Holandii. Przedsięwzięcia te nie ograniczają się jedynie do kosmetycznych zmian w charakterze fasad budynków, czy też wymiany nawierzchni ścieżek spacerowych, lecz traktują ów problem całościowo. Odnowie podlega tu w równym stopniu zarówno architektura bloków, urbanistyka osiedli, jak i życie społeczne ich mieszkańców. Celem tych działań jest przekształcenie niegościnnej przestrzeń blokowiska w bliski człowiekowi ideał.

Amsterdamska dzielnica Bijlmermeer jest doskonałym przykładem zarówno szybkiego upadku blokowiska, jak i zakończonej sukcesem rewitalizacji. Osiedle to zostało zaprojektowane w 1962 roku przez zespół urbanistów, którym przewodniczył Siegfried Nassuth. Jego koncepcja, podobnie jak koncepcje prawie wszystkich powstających wówczas układów urbanistycznych, została opracowana zgodnie z dyrektywami formułowanymi przez Międzynarodowy Kongres Architektury Nowoczesnej (CIAM) - ciała skupiającego architektów modernistycznych.

Osiedle w zimą 1968 roku.  Fot. AMS guy; Źródło: skyscrapercity.com

Osiedle zostało zlokalizowane na przedmieściach Amsterdamu, w miejscu polderu po osuszonym XVII wieku jeziorze Bijlmer. Je jego skład wchodziło 31 galeriowców, mieszczących 13 tys. luksusowych mieszkań. Całość otoczona była rozległymi obszarami zieleni. Obecnie inwestycja ta uważana jest za najdroższy eksperyment mieszkaniowy u historii Holandii.

Na upadek blokowiska złożyło się wiele przyczyn. Do najważniejszych należy zaliczyć zastosowanie niesprawdzonego planu urbanistycznego według wytycznych CIAM, złe rozpoznanie oczekiwań mieszkańców, niedostateczny poziom konserwacji budynków i infrastruktury komunikacyjnej, fatalne zarządzanie, a także imigracja niższych klas społecznych.

Na skutki tych błędów nie trzeba było długo czekać. Znamiennym jest fakt, że już w trzy lata od oddania inwestycji do użytku, lokalna prasa ogłosiła osiedle Bijlmermeer slumsem. Począwszy od tej chwili było już tylko gorzej. Wskaźniki przestępczości i narkomanii wystrzeliły w górę. W szczytowym okresie aż 25% mieszkań stało pustych, a rotacja mieszkańców w skali roku sięgnęła 50%.

Sektor G osiedla w lalach  80-tych; Fot. AMS guy; Źródło:skyscrapercity.com

Dopiero w latach 80-tych władze postanowiły przyjrzeć się temu problemowi z bliska i podjąć próbę jego rozwiązania. W blokach zainstalowano dodatkowe windy, kamery monitoringu i zatrudniono ochronę. Apartamenty zostały podzielone na mniejsze, bardziej urozmaicone mieszkania. Niebezpieczne, wielopoziomowe parkingi zamknięto, a przestrzeń publiczną poddano rewitalizacji. Niestety bez zamierzonego efektu.

W związku z porażką pierwotnego planu rewitalizacji tego amsterdamskiego osiedla, na początku lat 90-tych, holenderski rząd zdecydował się problem "zapuszczonych" blokowisk rozwiązać w inny sposób. Postanowiono wtedy, że projekt takiej odnowy musi uwzględniać nie tylko stronę materialną, ale także brać pod uwagę czynniki społeczne i ekonomiczne.

W stosunku do osiedla Bijlmermeer plan ten został wcielony przy ścisłej współpracy mieszkańców, powołanego przez władze Amsterdamu Biura Projektu Odnowy Bijlmermeer, samorządu lokalnego i organizacji mieszkaniowych. Celem tego planu jest stworzenie nie tylko nowych miejsc pracy dla mieszkańców osiedla, lecz również dostarczenie miejsc, które animowałyby życie społeczne i kulturalne (np. kościołów, meczetów), i przestrzeni umożliwiających rozwój inicjatyw gospodarczych. O powadze z jaką traktowany jest ten plan przez władze Holadnii, może świadczyć suma 56 mln euro, która została zainwestowana dotychczas w jego realizację.

Wizualizacja przedstawiająca sektor K osiedla po rewitalizacji; Fot. AMS guy; Źródło: Skyscrapercity

Najbardziej radykalny element planu rewitalizacji przestrzeni blokowiska Bijlmermeer, skupia się jednak zmianie jego urbanistyki. Przewiduje on odejście od inspirowanego wytycznymi CIAM rozplanowania, wyburzenia ponad połowy bloków i zastąpienia ich nowymi, niższymi budynkami. Tak drastyczne rozwiązanie, zostało wymuszone, z jednej strony, przez samą modernistyczną urbanistykę, która ściśle łączyła ze sobą wszystkie elementy planu, przez co nawet niewielkie zmiany powodowały rozległe skutki. Natomiast z drugiej, jest to wyciągnięcie wniosków z badań ujawniających, że Holendrzy nie chcą mieszkać w blokach, a już szczególnie wtedy gdy osiągają wyższy status społeczny.

 

Stacja Bijlmermeer ArenA po rewitalizacji zakończonej w 2007 roku. Fot. Bert#; Źródło: Flickr

Choć realizacja planu odnowy tego osiedla jeszcze trwa, to już można zaobserwować widoczne zmiany. Wyburzone zostały drogowe estakady i wielopoziomowe parkingi, pojawiły się nowe niższe budynki o zróżnicowanej ofercie lokalowej. Zmieniła się struktura mieszkaniowa i społeczna. Pojawiły się punkty usługowe i zadbano o przestrzeń publiczną. Poprawiono także komunikację z centrum Amsterdamu.

Odnowie poddano także takie szczegóły jak przejścia podziemne. Niegdyś ciemne, brudne i napawające strachem przechodniów, teraz kolorowe i przyjazne dzięki interaktywnym ścianom Moodwall (ich działanie prezentuje poniższe video, natomiast tekst na ich temat możecie znaleźć TUTAJ).


Źródło: youtube.com; Dodał: moodwall

Obecnie osiedle Bijlmermeer uważane za jedno z modniejszych miejsc do zamieszkania, w którym na mieszkania komunalne trzeba czekać niejednokrotnie 5 lat i więcej. Jego rewitalizacja została sfinansowana w większości ze środków UE. Sukces tego przedsięwzięcia zagwarantowało jednak kompleksowe podejście do problemu, szukające rozwiązań zarówno sferze materialnej (architekturze i urbanistyce) jak i społecznej i kulturalnej.

 

Dawid Legierski

 

Zobacz także:

 

 

Pruitt Igoe

 

Zawiedziona nadzieja modernizmu - upadek miast

 

Co dalej z Robin Hood Gardens?

 

Więcej o: