Deweloper nie odbuduje secesyjnego zabytku?

red

Czy zabytkowa Hala Koszyki jeszcze kiedyś powróci? Od dwóch i pół roku po działce przy Koszykowej hula wiatr,a teraz deweloper, który rozebrał secesyjną konstrukcję i obiecał jej odbudowę, chce ten grunt sprzedać. To nie pierwszy przypadek, gdy deweloper obiecuje odbudowę zabytku, ale tego robi - pisze w komentarzu Jerzy S. Majewski

Zrujnowana Hala Koszyki w Warszawie
Zrujnowana Hala Koszyki w Warszawie
Agencja Gazeta

 

Właścicielem hektarowej działki przy Koszykowej jest firma Avestus. W tym miejscu przez prawie sto lat stała hala targowa, którą na początku XX w. zaprojektował Juliusz Dzierżanowski. Latem 2008 r. rozebrał ją deweloper (wtedy jeszcze pod nazwą Quinlan Private Golub). W kilka miesięcy doprowadził do zamurowania okien w okolicznych kamienicach, by dostawić do nich nowe budynki. Były to jednak ostatnie prace w tym miejscu. Od tamtej pory nic się tutaj nie dzieje.

 

Czy doczekamy się wreszcie odbudowy Hali Koszyki? Z naszych informacji wynika, że Avestus właśnie próbuje sprzedać nieruchomość, choć sam inwestor zapewnia, że przygotowań do budowy nie zahamowano.

 

Po obu bokach zrekonstruowanej hali mają stanąć nowe kilkupiętrowe budynki, kolejny zaplanowano na jej tyłach. Pod prawie całą działką znajdą się dwie podziemne kondygnacje. Na pierwszej będzie supermarket, na głębszej - parking na kilkaset aut.

 

Inwestor zmienił zdanie co do przeznaczenia nowych budynków. Początkowo planował, że będą to apartamentowce. Wycofał jednak wniosek o pozwolenie na ich budowę. Teraz szykuje ok. 10 tys. m kw. biur. Zmienia też projektanta - firmę Broadway Malyan ma zastąpić znana warszawska pracownia JEMS Architekci. Avestus chce też, by przed odtworzoną halą powstały parterowe pawilony, w których można by umieścić kawiarnie i bary. Byłyby ustawione w kształcie litery "U", przed nimi znalazłoby się miejsce na urządzenie miejskiego placu.

 

 

Zabytek, który przetrwał wojnę, dziś wygląda ja rozpadająca się rudera. Z całego założenia pozostały jedynie boczne skrzydła, najbardziej reprezentacyjne


Komentarz Jerzego S Majewskiego:


W lutym mijają trzy lata, odkąd stołeczny konserwator zabytków Ewa Nekanda Trepka pozwoliła rozebrać halę na Koszykach. Jej zgoda była obwarowana warunkiem ponownego montażu metalowej konstrukcji po kuracji odmładzającej. Pech chciał, że rynkiem nieruchomości zatrząsł kryzys i budowa stanęła. Teraz właściciel sprzedaje pusty plac, a kawałki hali wciąż czekają lepszego losu w Wiązownie. Tylko czy go doczekają? Bóg jeden wie. Równie dobrze mogą już nie wrócić.

 

Już nie pierwszy raz takie mogą być skutki zgody na rozbiórkę i teoretyczną odbudowę zabytku. Niemal zawsze takie pozwolenie jest albo wygodnym pretekstem dla inwestora, żeby się go pozbyć, albo skutkuje odtworzeniem ersatzu. Jest nim np. kamienica przy pl. Zabawiciela w widłach Marszałkowskiej i Mokotowskiej. Zrujnowana i "odbudowana" w betonie. Nie odtworzono tu nawet barbarzyńsko zburzonego eklektycznego przejazdu bramnego, choć projektant obiecywał, że sam zawiesi w niej zdjętą wcześniej kapliczkę. Bramy nie ma, bo budynek poza atrapami elewacji w niczym nie przypomina rozebranego zabytku.

 

Podobne przykłady w Warszawie można mnożyć. Zacznijmy od najstarszej kamienicy przy Pańskiej, która znikła kilkanaście lat temu i do dziś jej nie odtworzono. Albo Supersam przy pl. Unii Lubelskiej - burząc go mimo licznych protestów, inwestor obiecywał, że budynek zostanie odtworzony gdzie indziej. W miejscu Supersamu kilka dni temu na dobre ruszyła budowa wysokościowca, a o odbudowie unikatowej konstrukcji sklepu samoobsługowego z początku lat 60. już się nie mówi. Czas płynie, emocje opadły i o obietnicy można zapomnieć.

 

 

Michał Wojtczuk

źródło: Gazeta Stołeczna

 


Zobacz także:


Juliusz Żórawski - przerwane dzieło modernizmu


Co kryją podziemia Sejmu?


Plac Defilad z wieżowcami

 


 

Skomentuj:

Deweloper nie odbuduje secesyjnego zabytku?