Wywiad z p. Rafałem Roskowińskim, doktorem sztuk pięknych, malarzem muralistą, założycielem Gdańskiej Szkoły Muralu

Patrycja Rabińska

"Sztuka jest dla ludzi, a nie na odwrót. Wychodzenie z nią naprzeciw ludziom, wnoszenie jej w przestrzeń roboczą, powinno być zatem naturalnym zjawiskiem."

dr R. Roskowiński
dr R. Roskowiński
mat. prasowe

Wykonał Pan wiele murali na całym świecie. Jak podsumowałby Pan te lata doświadczeń?

Mural to nie tylko malunek na ścianie, to proces, ludzie i relacje z nimi. Dlatego też każdy mural to również historia ludzi, z którymi go tworzę. Najbardziej utkwiła mi w pamięci praca w Mołdawii w Kiszyniowie. Wykonałem tam cztery realizacje, wszystkie po 400m2. Samo wykonanie muralu było wyzwaniem. Rusztowania były szalenie niebezpieczne i pomimo kilkudziesięcioletniego doświadczenia naprawdę bałem się pracować. Podczas jednej realizacji rusztowania rozpięły się na przestrzeni kilkunastu metrów od ściany, na wysokości dziesiątego piętra! To były naprawdę ekstremalne warunki. I w tej ekstremalnej sytuacji wsparł mnie profesor Witalij Żabiński. Miał wcześniejsze doświadczenie wojskowe i nauczył mnie... wskakiwać z dachu na rusztowanie! Ponadto, pracowałem w dzielnicy, gdzie mieszkali Rosjanie. Na szczęście znam biegle język rosyjski, czym zaskarbiłem sobie ich sympatię. Byli wspaniałymi gospodarzami i gościli nas codziennie. Do dziś mam z nimi kontakt. Także mural to nie tylko ściana i farby - to cała przygoda. Właśnie dlatego kocham to co robię.

Niedawno wykonał Pan mural na terenie parku przemysłowego, według projektu Kamili Kurczab, laureatki konkursu na projekt muralu, zorganizowanego przez Accolade. Czy to zlecenie różniło się od innych?

Wykonywanie nie swojego projektu zawsze jest wyzwaniem. Był to bardzo graficzny projekt, dużo się na nim działo, a na mnie spoczywał obowiązek odwzorowania go. Ja jako malarz, często improwizuje, wiec przy moim podejściu do sztuki takie zadanie wymagało ode mnie wiele dyscypliny i dokładności. Ponadto, prace wykonywał ze mną zespół studentek Politechniki Białostockiej, które pierwszy raz miały styczność z muralem, stąd konieczne były wcześniejsze warsztaty, wprowadzające w tematykę. Panie świetnie poradziły sobie z tak skomplikowanym i szczegółowym schematem. Stanowiły naprawdę zgraną i wysoce skuteczną ekipę. Pracowała z nami też autorka projektu, Kamila Kurczab, osoba bardzo kreatywna i otwarta na ludzi. W razie potrzeby mogliśmy więc nie tylko przedyskutować wszelkie ewentualne wątpliwości, ale i porozmawiać o świecie. Jak mówiłem wcześniej, mural to też ludzie, którzy go tworzą. Zależało nam więc na tym, by każda osoba pracująca przy dziele mogła później zostawić po sobie ślad w postaci podpisu. Mam nadzieję, że choć z częścią tych osób jeszcze kiedyś się spotkam. Bardzo dobrze będę wspominał nie tylko atmosferę przy pracy, ale i świetną organizację całego przedsięwzięcia. Niezwykłe w tym projekcie było także miejsce realizacji. Jeśli się nie mylę to pierwszy mural, który powstał na terenie parku przemysłowego. Bardzo spodobała nam się ta inicjatywa Accolade i z tego co wiem, po sukcesie w Białystoku, inicjatywa będzie kontynuowana w innych częściach Polski, a także Europy, gdzie inwestor posiada swoje nieruchomości.

Co Pan myśli o nieoczywistym miejscu muralu?

Jeśli chodzi o mnie, każda przestrzeń jest dobra na mural! Najważniejsze, żeby wykonać dobry projekt, czyli taki, który będzie wpisywał się w otoczenie lub niósł ze sobą jakąś ideę. Później wystarczy to namalować. Wszelkie inicjatywy, które w ten sposób ubogacają naszą przestrzeń, są godne pochwały. Pozwala to na obcowanie ze sztuką na co dzień i czerpanie z jej walorów, a reakcje pracowników białostockiego parku przemysłowego potwierdziły, że jest to źródłem niezwykle pozytywnych emocji.

Czy uważa Pan, że park przemysłowy ozdobiony muralem to dobry kierunek na przyszłość?

Oczywiście! Mural nadaje temu miejscu nową jakość. Nie tylko przełamuje monotonię betonu, ale i humanizuje przestrzeń. Dodaje koloru i podnosi walor estetyczny. Przede wszystkim jednak oddziałuje na samopoczucie osób, które z nim obcują. Ten konkretny projekt był właśnie stworzony w tym celu: by przekazywać ideę, podnosić na duchu i zbliżać do natury. Myślę, że takie wartości jak najbardziej powinny pojawiać się częściej w miejscach pracy.

Jak ocenia Pan wpływ sztuki w miejscu pracy?

Sztuka jest dla ludzi, a nie na odwrót. Wychodzenie z nią naprzeciw ludziom, wnoszenie jej w przestrzeń roboczą, powinno być zatem naturalnym zjawiskiem. W Stanach Zjednoczonych murale malowane są w zakładach pracy, na parkingach czy fabrykach. Te wielkie dzieła sztuki stają się codziennymi elementami krajobrazu. Występowały też w krajach socjalistycznych. Choć na początku pełniły głównie cele propagandowe i reklamowe, szybko odkryto, jak wiele wnoszą do społeczności i coraz częściej powstają jako niezależne przejawy artyzmu. Na Kubie jest dużo takich malowideł właśnie w miejscach pracy i wiele z nich to projekty na światowym poziomie. Mural to sztuka ludowa, sztuka dla ludzi i takim właśnie jestem malarzem.

    Więcej o:

Skomentuj:

Wywiad z p. Rafałem Roskowińskim, doktorem sztuk pięknych, malarzem muralistą, założycielem Gdańskiej Szkoły Muralu